Wszystko o naszym blogu …

Posted by angielski12 in Bez kategorii | Leave a comment

Blog prowadziłyśmy, ponieważ byłyśmy ciekawe jakie bajki czytali nasi dziadkowie. Dotarłyśmy do wielu publikacji. Najbardziej interesujące zamieściłyśmy na blogu. Mamy nadzieje, że bajki się podobały. ;)

Nauczyciel prowadzący projekt:

Pani Katarzyna Kowalik

Blog prowadziły: 

Olga Różańska

Klaudia Wyszyńska

Wiktoria Wojtulewicz

Czterej bracia wyzwalają królewnę.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

Czterej bracia wyzwalają królewnę. 

 

Jena familia mnioła czterech synów. To jek to dzieci dorośli, tak ‚ojciec móził 

do nich, co majo sia iść ‚uczić w służbi’. Tak jek ojciec to przemóził, to ‚uni 

swoje zak’i (worki) pozbzierali i poszli. Tak idu drogu i prziśli na krziżowa 

droga. Tak ten nostarszy brat móziuł: ” Kożdy pójdzie swoju drogu i jek sia

wyuczywa, to za trzy lata sia wszyscy razem na tem samam mniejscu spotkama”. 

Tak do tygo nastarszygo prziszed jeden pon i móżił, co do niego może w służba 

przyjsć. A za co ‚un chce go wyuczyć ? – to ‚on móziuł, co nie, co złodziej, to 

jest ostatnie, co tlo odda. A ‚on mu odpoziedział: „Złodziej, a złodziej to 

jest dwojakie”. Tan drugi poszed za sternkukra (astronoma), a tan trzeci poszed

za jegra, a ten czwarty poszed za krawca.

Tak tedy jak sia w’iuczili, tak pośli nazod do domu i sia wszyscy czworo ześli

na ty samy drodze. I powiedali ojcu: „Teras-am sia wyuczili nasego rzamniosła”, 

a ‚ojciec mózi: „Jo dzieci, jo musza naprzód waju sprifować”. Tak tedy ojciec 

dał w’inieść stół przed siań. 

I…… cdn

Tak tedy ojciec dał w’inieść stół przed siań.. A przed budynkam to buł w’isoki

dumb i na tam dambie do góry mnioł ptoszek gniozdko ( buło gniozdko od 

ptoszka). Tak tedy móził tamu sternkukrozi(astronomowi): „Teraz spojrzy, co tam

je”. Tak ‚on spojrzał, tam siedzi ptoszek na psianciu jajkach. Tak tedy móziuł 

złodziejozi co mo isć te psianć jajków wyjąć tamu ptaszkowi, ale co ptaszek nie

wyfrunie. I ‚un poszed i stanoł i wykrod ich. Tedy ‚ojciec móziuł, mo na każdy 

róg jeno położyć i we środek jeno. Teroz móziuł jegrozi (myśliwemu), co mo 

wziuść jego kunstflinte (precyzyjnie strzelić) i mo wszystkie psianć jajków od 

jenego szosu na połowa rozstrzelić i ‚un roztrzelił. Tak móziuł do tego krawca,

co ma ich wszystkie pozszywać. I teroz móziuł złodziejozi, co mo nazod zanieść

tamu ptaszkozi do góry. I tan ptaszek w’isiedział psianć młodych. Tak tedy 

ojciec móz’ił: „Esta sie dobrze w’iuczili, tera musita iść na cały śwat”. I uni 

pośli. 

I uni prziszli do królewskiego mniasta, tak dosłuchali, co drache (smok) 

królozi princesa ukrod. Tak oni sia zgłosili do króla, co uni mu jo poszukajo.

Tak król móziuł: „Kto jo poszuka od waju czworo, to może sia z nio ożanić”. Tak 

tedy poszli szukajo. 

cdn…

 Tak prziszli do jenej w’isokiej góry na inslu ( na szczycie). Tan sternikuker 

wzioł swoje patrzidło, tak ujrzał tego smoka, co mnioł łeb na princes’inem 

kolanie, i siedziała princesa tam kiele niego. Tak tedy poszed tan złodziej i

ta princesa spod tego łba w’ikrad, i jo na okręt przynieśli. Tak jek ten smok 

sia dowiedział, że princesy ni ma, tak un w pogoń za niami, a uni jechali na 

tam okrańcie, na tam sziszie (statku). Tak tan smok przifurnoł nad okrant i 

chciał ich fernichtować (zatopić). Tak tan jeger wzioł ta swoja flinta i 

strzeluł, i go zabziuł, i tan smok zlecioł na tan okrant, i sia rozder tan

okrant. Tero wziuł krawiec swoja igła i tan okrant zszuł. Tera przijechali

wsziscy do króla, princesa przizieźli. A tedy ten szternkuker mózi: „Ja jo

poszukoł, ja jo obaczuł, to princesa jest moja”. A złodziej móziuł: „A ja jo

wykrad zza smokowygo łba, to princesa jest moja”. A jeger móziuł: „A jo kieby 

smoka nie zastrzelił, to by noju wszystkich pozabzijoł”. 

A kraziec móziuł: „Kieby ja okranta nie zszył, to by wszyscy sia potopsili, to

je princesa moja”. 

Tak on krol móziuł: „Nie moga wam princesy dać, bo jest was czworo, a una jest

tlo jena”, to każdamu król dał jena prowincje ziamni i sia kozdy ożenił, i 

kożdy buł bogatam.

O Konopce i diable.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

O Konopce i diable 

 

Jeden chłop szed z roboti, ale tutaj patrszi, a tu jeden chłop wożi jeno 

bziałke na sarieckach z góry i pod góre. Ta zieś to sie nazywa Ogonki, a ten

chłop Konopkia. I sie tygo chłopa zap’itał, co ‚un robzi, a ten 

zaraz ‚odpoziedział: „Ja jest sam diaboł, ja głupstwo porobiuł, to ja kiare 

dostał, to muse to staro kobziete az do jej śnierci tu wozić. To z góri idzie 

dobrze, letko, ale pod góre, to aż ni pot z łusziny leci, jek ti tu zidzis, ale 

ja cie prose, cy byś ti mnie ni móg pomocu b’ić. Uz ja dzisiaj to zaraz skonce 

to wożenie, bo uz kur będzie zaroz psiał. Ale buńdź taki dobry, prszijdź na 

cwartek tutaj i jedenastyj godzinie i w’ikop ti tutaj mocno głęboki wądół, co 

m’i tó babe zakopsiem” 

Konopkia krszyzuje sie (żegna się) i ma strach, i nie chce nic z niem do

doc’inku nieć, ale ‚un sie jenoz dał namózić. Teraz ten diaboł 

mózi: „Psieniędzy ni mom, ale słuchaj tlo ti. W Węgoborku w szlosie szpukuje

(z zamku straszy), to ti mozes te złe dusi w’iprowadzać, i za to ządaj sto 

talarów, bo ja tam jest, to ja ci zrumuje (usunę się) zaraz prec. Teraz tam w 

tym Sztejnort w szlosie znowu szpukuje, to ti sze znowu ojaw i tam ządaj od 

tego grafa dwasta talarów, ale w tym teraz juz musis bić kontentny i zincy ni 

mas to robzić, bo kiedy będzies robzić, to ci pódzie licho”. Z tymi 

psieniędzoma, co ‚un sobzie zarobził, w góre posed. 

cdn

Za rok znowuj tak sie objaziło, co w Berlinie w pałacu szpukuje. Tak ten grafa 

z Sztejnortu objawziuł, co Konpkia moze tych złych znowu w’ibazić. Zaraz buł 

Konpokia do Berlina zawołany, ale ‚un barzo to nie chciał, bo mu diabeł to 

zakazał, co ‚un zięcyj ni mo tygo robzić. Tak zaroz buł w Belinie Konopkia do 

tego pałacu prziprowadzony. Konopkia drżał od strachu i nie chciał tego ucynić 

i szie ‚odwołał na trszi dni, co majo mu dać cas. Konopkia chodzi w Berlinie 

tam i zazod, ale na trzeci dzień zasnoł i zidział takoze bziałke jako on 

zakopał. Tak ‚on mózi: „Wej, ta mnie będzie do pomocy”. I zagodoł to staro 

bziałeckie i p’ita śe, gdzie jej ponieskanie jest. I ‚ona mu odpoziedziała, 

gdzie ‚ona niska. I posed z radościo do tygo pałacu do Berlina, prziprowadziuł 

to bziałkie do pałacu. Jak diabeł sie do niego przibliza, ‚otworżuł Konopkia 

hastih (gwałtownie) drżi i wrzescy do tygo diabła: „Tu masz to staro bziałkie.

Jo jij nie zakopał”. Diabeł sie mocno zrzas i pocuł drzyć i wołoł do Konopki: „ 

Weź jo w zad, weź jo w zad, uz ja nie będę tutaj zincyj szpukował”. Tak 

Konopkia dostał za to płate za berlinski pałac, co go w’ibaziuł. Dostał 

posziadło, co ‚un żannych podatków nie brukował (nie potrzebował) płacić.

Żołnierz, diabeł i panna.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

Żołmierz, diabeł i panna

 

Jeden żołmierz przysed od wojska, yak ni mnioł żadny roboty. Tak ‚un 

móziuł: „Puda do lasa, może tam robota dostana”. Tak prziszed do niego jeden 

chłop, tak tedy móziuł, co ma do niego w służba przyjść. A ‚on sia go sp’itał, 

co za służba, tak mózi: „Sietom iat musisz w ty oblece chodzić i sietom lat 

pazurów nie obrzynać, i nie mić nie spać w psierzynach”. Ali ten żołmierz 

odpoziaduje: „Musza sie nam’iślić”. Tak tedy żołnierz dał na mszo świanto, na 

pacierze – „to może Pon Bóg obroni”. 

Tak wzioł przistał do niego – ale psieniandzy bandziesz mniał pełne kieszenie. 

Tak ‚un chodzi teroz. Psiańć lot już chodził, to mu sia dało do jeny karczmy 

przyjść na noc. To tan karćmarz nóżił, co ma iść do jenej dury tamuj. Tak 

jek ‚un prziszed do ty dury, tak buł jeden chłop w ty durze. Tak ‚on sia 

p’ita: „A za co ty tutaj siedzisz ?” – do tego chłopa, to ‚un móził – „To, 

bracie, mniołem dwa trojaki psianiandzy i-m w’ipsił dwa sznapsy (wódki), i-m 

tedy jeden wzioł na borg, tak ‚on mnie wsadziuł tutaj do ty dury”. A ‚un 

móził: „Bracie, jek ty mne pomozesz z bziedy, to jo mom trzy córki, to ci jena 

dom”. „No, jo” – mózi. To przyszed zranek, ‚un go wzioł i wykupsił. Tak 

mózi: „Pódź, bracie, do mnie, to możesz jena sobzie w’ibrać. Jo tam za trzy dni 

przide”. 

Tak za trzy dni prziszed. 

cdn

Złoty warkocz.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

Złoty warkocz 

 

Buła jena rodzina i mnieli jedynosz’cie dzieci i jeszcze mnieli dwanasto 

córeczkie. Już teroz z cały żioski mnieli kmotrów, a ‚u ty danosty n’i móg

dostać. ‚Ojcziec móziuł: „Teroz póde, kogo psierszego spotkam, tego zaprosze w 

kmotry”. Jidżie i żidzi, bo idzie cziarownica. A jek ‚on żidział, to 

jo ‚obszed. I sziedzieli na jenej ‚owce (ławce) pod sz’cziepem (drzewem), 

sziedzieli dwoje staruszki, bżiołka i chłop. Prziszed do nich i prosi, czib’i 

nie b’ili u niego na niedziele u danosty córeczki w kmotry, bo ni mogo n’ikogo 

dostać. A cziarownica wołała: „Mnieś nie chcioł zaprosić, w’ijedziesz ti z to 

twojo córuniu, nie byndzie mnała szczyjście nad szczyjściami, przyjedzie po nu 

młodi król w szesz’cz bżiołych kon’i, w szesz’cz bżiołych kon’i”. 

Staruszkożie kozali mu przijechać z dzieckiem do kosz’czioła. Staruszkożie 

b’ili Joachim i Ana. Ojciec prziżiós dziecko do kosz’czioła i kmotry już tam 

b’il’i. I dziecko buło ocheszczione i dostało imnie Anusz’ka. A za podarunek 

dostała nożicki – ‚od chrszesnygo, a ‚od chrszestny złoty warkocz’. Teroz 

Anusz’ka rosła. 

I rosła i rosła….. 

i cdn

Tak za trzy dni prziszed. Ta starszo go ‚obejrzała i zaro uciekła. Tak prziszła

ta drugo, tyż obejrzała i ‚uciekła. Tak prziszła ta namłodszo i go obejrzała od 

góry do dołu: „To jest – mózi – młody chłopak, kieby go tak ogoluł, w’imuł go, 

to by móg b’ić dobri chłop z niego” i mu przirzekła, co sia bandzie z niam 

żanić. 

Tak ‚on mnioł psiszczonek, wzioł go, rozłamoł na dwa polowy i jena polowe doł 

ony, a jena połowa ostaził sobzie i móził, za dwa lat ‚on tu przydzie ( bo 

psiańć lat b’iły juz rom). 

Tak tedy za dwa lata prziszed do ni taki ślachcic. Prziszła ta nastarszo córka

jego ‚obejrzała, tak zara poszła drugi klejd (spódnice) przewłóczyć; ta drugo 

to samo. A (od) ty trzeci namłodszy to chciał psić, tak ‚una prziniosła mu w 

śklonce wodi, jek un ta woda w’ipsiuł, to wpuściuł te pół psiszczonka w 

śklonke. Tak jek ‚ona ‚obaczuła to pół psiszczonka w szklonce, to sobżie 

pom’islała, to jest tan sam. Tak ‚una posła po te drugie pół psieszczonka i 

dotchła, to był całi. Tak niz te dwa sziostry prziszły, to ‚un już z nio 

siedzał ‚obłapsiony, to z tego jadu wzieli posły sie oba poziesiły. Tak ten pan 

prziszed do tego ślachcica i mózi: „Za jena dusza mam dwa”.

Wić o Adamie i Ewie.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

Wić o Adamie i Ewie

Psierse ludzie na sz’wieczie byli Adam i Ewa. Mieli siedem synów i jedno córke. 

Jak te syny porosły duze, chciały sie żenić. Z kiem sie pożenili ? 

Tedy wszystkie chciały sie żenić z tó swojó sziostró. No to ne sło (niemożliwe 

jest). 

Tedy dał Adam upleść sziedem kosów (koszów); jeden uplót mały i scupły, drugi

duzy i seroki, gruby. I tedy dał te kose postawić na podwórek. Pod ten psiersy

kos posadził kokos, pod ten drugi giensz’ (gęś), pod ten trzeci kos kacke, pod 

ten cwarty kos owcu, pod ten piąty niedźwiedzia, pod ten szósty źmijó, a pod 

ten sziódmy wsadził swojo własnó córkie. Tedy zawołał swoich synów z pola. Bez 

ten cas zmieniły sie te zwierzęta na bziółki, i kózdy uniósł kos i mniał swojo 

kobziete. 

Ale te charaktery pozostały w tych kobzietach od tych zwierzętów. Tak i teraz 

te kobziety so rozmaitej duzości, i małe i duze, i grube i ciekie, jak te kose 

były. 

Tak dzisiaj ta panna, co sie ozeni, ma ten charakter od tej kokosy, ma zielki 

majentek, to porozgrzebuje jak ta kokos. 

Ta druga ma ten charakter od tej kacki, to kackie kiej sie puści do kupki 

jenemienia, to zawdy z dołu podsufluje kupkie wyzej. 

Ta od tej giensi, gienga jak gienś. 

Ta cwarta ma charakter od tej owiecki, spokojna jak owiecka. 

A ta piąta od tego niedźwiedzia, jak sie pyto kto, to tak odbąknie jak ten 

niedźwiedź. 

A ta szósta od tej żniji, jak ta żnija fałsywa i tego by zagryźć, pokłócić, i 

tego pokłócić – fałsywo jest. 

A ta siódma ma bycz ta prawdziwa, ma ten charakter od tej Ewie, ale nie ma tej 

prawdziwej (Ewy), bo Adam i Ewa zyli prziesło trzista lat. W ten cas tyz sie 

pod sobą pokłóczili i Ewa ostawiła Adama i posła na dłusse casy. Tak i dzisiaj 

te prawdziwe ostazio swoich męzow i ido za innymi męzoma.

Jak diabeł kozę stworzył.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | 1 Comment

Jak diabeł kozę stworzył 

Pon Bóg nastwarzał ‚owoców, a Abel pasoł. A diabeł zidział, chodził na

przyględy, sie mu prziględał, jek zawraca (owce), tak on chciał go podkusić,

ale nie podkusił Abla, tlo Kajna. Udały mu sie jego ablowe oziecki, tak sie 

zwrócił z duzym pędem i z duzo prośbo do Pana Boga, aby Pan Bóg mu pozwolił 

tiakżeż ‚owieczke stworzyć. Pon Bóg zezwolił mu na te stworzonko, coby jego 

utworzeć, ale nie owieczke, tlo chudo koze. Jek diabeł uformował koze, to z 

długiem ogonem i z rogoma. Jek stworzył , tak sie jej naprziglądał i jo prosił, 

coby wstała i żerła i chodziła. A jek jo stworzył, tak sie połoz’iła i leżała, 

wstać nie chciała. Tak sie zwrócił znowu z prośbo do Pona Boga i oskarżał koze,

że mu nie chce posłuszeństwa wypełnić. Tak Pan Bóg sie użalił i lekarstwa 

użicził: „Tilko, mówi, na mój rozkaz ma wstać, to będzie żerła i chodziła”.

Diabeł chciał nasiać przed koze żiwności, cob’i koze w’iżiwieć, to wiki i kąkolu. Jak to

w’ipowiedział Panu Bogu, to Pon Bóg mówi: „Za szkoda je”. Jak leciał i chciał mówić: „Na

mój rozkaz wstań, już masz żercie, to będziesz żerła”. Jak lecioł z pędem, to pod’i wtem

zabac’ił. Sie cofnoł i Pon Bóg mu ‚odwróc’ił nie wike, ale oset i kąkol. Tak diabeł koze wzioł,

a ma wstać i zreć, bo jej nasiał futru (pożywienia), i krziczi: „Na mój rozkaz wstań”. Tak Pon

Bóg go posłał i rozkazał mu, co ma mówić: na Bozi rozkaz ma wstać. Koza usłuchała: „Na

Bozi rozkaz” to z dużem pędem wstała i derła do pożiwienia, do ostu. A diabeł chciał jo

zatrzimać i sie przijrzić jeszcze. To jó złapsił, schwyc’ił za ogón, az ji zerwał ogón. Ji koza ma

udręcenie, bo nie może przed owatoma (owadami) , muchoma ognać, bo jej dużo szkode

w’itworził.

 

Witamy na naszym blogu Wybrane bajki Warmii i Mazur.

Posted by angielski12 in Bez kategorii | Leave a comment

Wybrane bajki Warmii i Mazur

Pierwsze zapisy mazurskich i warmińskich podań i baśni były dziełem zbieraczy niemieckich. Najwcześniejsze ślady utrwalenia legend i podań z naszego regionu sięgają czasów średniowiecza i renesansu, kiedy to niektóre z nich zapisywali ówcześni kronikarze : Piotr z Duisburga, Szymon Grunau, Łukasz, Dawid i Kacper Hennenberger. Trwalsze jednak zainteresowanie zrodziło się w końcu XVIII wieku za sprawą pochodzącego z Morąga, wybitnego niemieckiego filozofa i pisarza, Johanna Gottfrieda Herdera (1744-1803), który wskazywał na znaczenie baśni i podań dla badań historycznych i etnograficznych.

 

Baśnie i podania zaczęto spisywać po polsku- i to sporadycznie-dopiero od drugiej polowy XIX wieku, przede wszystkim w kalendarzach dla ludzi i w polskich pismach wychodzących na Warmi czy na Mazurach.

 

Świat bajek mazurskich i warmińskich to pełne życia krainy, zaludnione fantastycznymi postaciami i zdarzeniami zgoła nie z tego świata. Wśród jezior i lasów skrywają się opowieści o miejscach i ludziach niezwykłych.

 

Na dnie jezior mieszkały nimfy i dziwne panny, w nocy często słychać było dziwne śpiewy i jęki. Na wzgórzach rysowały się ciemne szczyty zamków, postawionych tu niegdyś przez rycerzy z czarnymi krzyżami. Nocami spacerowały po ich Konatach i murach białe damy, zaklęte księżniczki zabłąkane dziewczyny, a z lochów wydobywały się jęki skazanych. Lasy, oprócz zwierzyny zamieszkiwały echa, duszki i stare kobiety, które znały odpowiedz na wszystkie pytania. Pod progami domów mieszkały krasnoludki, które rozzłoszczone potrafiły zasłać śmierć. Gospodarstwa nawiedzał kłobuk, który wlatywał przez komin. Dobrze ugoszczony zsyłał bogactwo i pomyślność.