Tradycje weselne na Kaszubach.

Znowu mamy dużo ciekawych informacjii….

Dziś wszyscy wiemy jak wygląda wesele!? Jedne śluby są świeckie inne tzw. Kościelne. Kończą się podobnie – uroczystym poczęstunkiem i tańcami.

Dawniej jednak  - znowu czytaliśmy o przedwojennych tradycjach kaszubskich zebranych przez Pawła Szefkę- było trochę inaczej.

Uroczystości zaczynały się w piątek – orkiestra weselna chodziła od domu do domu i zapraszała gości na wesele. Zaproszeni przynosili nowożeńcom prezenty – kaczki, kury, prosiaka, czy pierzynę. W sobotę od samego rana przygotowywano się do właściwej – Kościelnej uroczystości. W domu młodego rodzice błogosławili młodego następnie wraz z przybyłymi gośćmi udawali się do domu młodej. Tam wszystkich witała orkiestra, której należało dać datki za zagranie marsza weselnego.

Dziś na kaszubskich wsiach i u nas jest zwychaj tzw. porten abend – głośna noc. Znajomi i przyjaciele tłuką szkło aby młodym się szczęśćiło. Mogą to robić tylko do północy. Młodzi sami sprzątają , a szkła nie można wyrzucać . Musi być zakopane.

W domu młodej ponownie błogosławono parę, teraz młodego i młodą. Barwnym korowodem udawano się do kościoła parafialnego, gdzie odbywła się uroczysta masza.   Ciekawym elementem tej mszy był moment obchodzenia ołtarza wkoło i składania ofiary pieniężnej. Ołtarz obchodzono od strony wschodniej do zachodniej. Miało do nawiązywać do pogańskich zwyczajów związnych z kultem słońca. Starzy Kaszubi  za ołtarzem wypowiadali magiczną formułę kierowaną do boga słońca.

Ciekawe jest to, że w naszym kościele nadal młodzi i goście obchodzą ołtarz tylko nikt nie wie co to ma za znaczenie. Jedni mówią, że to nowa , pierwsza droga młodych.

Z kościoła uroczystości przenosiły się do karczmy, gdzie  goście dostawali śniadanie. Tym czasem młodzi cichaczem uciekali z karczmy do domu. Biesiadnicy próbowali dogonić młodych. Przed domem byli witani przez nich chlebem i solą. (podobnie jest i dziś). Wtedy dopiero zasiadano do stołu. Po obiedzie odbywały się obrzędowe tańce, które symbolizowały przejście młodych z swawolnego młodzieńczego życia w dorosłe.

Jeden z  tańców nazywał się bocianim i miał zapewnić zdrowe potomstwo. Po pólnocy młodzi odśpiewaniem kościelnej pieśni żegnali gości. Sami zamiatali izbę, a śmieci wsypywali do taczki, zakrywali papierwm i kładli na to swoją pościel.  Z tą taczką udawali się do domu, w którym będą mieszkać. Tam mąż wysypywał wszystko na środek izby i wydawał żonie pierwsze polecenie- sprzątnij izbę. Miało to nawiązywać do posłuszeństwa małżeńskiego. W tym domu to oni byli gospodarzami- sami musieli częstować gości i im usługiwać.

Wesele zatem trwało trzy dni. Myślimy, że na Kaszubach dziś jest podobnie. Wesele zaczyna się w piątek – „głośnym wieczorem”, w sobotę są właściwe obrzędy, no i śą poprwainy. Jest błogosławieństwo młodych. Obchodzimy ołtarz wkoło. Witamy chlebem i solą. Młodzi muszą sami posprzątać tłuczone na szczęście kieliszki. Brak tylko rodzinnych relacji pomiędzy sąsiadami. Dziś nie prosi się sąsiadów, choć masza pani opowiadała, że pamięta (ma trochę ponad trzydzieści lat) jak jej babcię , na ślub sąsiadki zapraszała orkiestra, która przyszła grać na podwórze.

Zdarzało się, że jeśli panna oczekiwała dziecka, musiała iść do ślubu w czarnej sukni. Jeśli natomiast nosiła obraz w procesji, to do tego obrazu przywiązywano czarną wstążkę. Jeśli zaś była przyzwoitą panną, miała na głowie mertowy wianek, i wprowadzana była do kościoła przez peretron. (ten zwyczaj w naszej parafii istniał jedzcze w latach 50 tych).

Bardzo zdziwiły nas elementy religii pogańskiej w obrzędach małżeńskich! – i do tego takie, które przetrwały do dziś!

Dziś problemy finansowe skracją uroszystości do jednodniowych i okrojonych do kręgu rodzinnego.

Dożynki na Kaszubach

Dotarliśmy do opisów dożynek opracowanych przez Pawła Szefkę. Dowiedzieliśmy się o

o ciekawych obrzędach, których dziś nie ma już prawie.

A więc…

Dawniej podczas prac żniwnych  ostatni i bardzo kosmaty, nierówny snop zboża ozdabiano kwiatami polnymi i kolorowymi wstążkami. Jeden z kosiarzy biegł do domu aby poinformować gospodarza o zakończonych żniwach. Kobiety, które pracowały na polu siadały na ostatnią „furę” zwaną banksem i wraz z tym kolorowym snopem jechały do domu. Tam czelkali już w bramie chłopcy z wiadrami wody i polewali kobiety, ale głownie młode panny. Szczególnie ważne było zmoczenie biustu. Dziewczęta musiały zdjąć koszulę. Biegły do ogrodu i wyciskały z koszuli wodę na zagonki. Miało to zapewnić urodzaj w przyszłym roku.

Również podczas wywożenia pustego wozu ze stodoły musiały na nim zasiąść panny. Po pracy zasiadano do poczęstunku przygotowanego przez gospodarza, u którego  zakończyły się żniwa. Podczas uczty ogłaszano zaręczyny par.

Do dziś pozaostała tylko nazwa zakończenia żniw – banks. No i poczetunek u gospodarza . Urodzyste zkończenie żniw ma jednak odświętny koniec w parafialnym kościele. Co roku podczas uroczystości odpustowych ( św. Mateusza Apostoła 21 września) rolnicy dziękują za plony przynosząc do kościoła wieńce dożynkowe. Wieńce są piękne!

Serdecznie pozdrawiamy z Góry!