Wywiad z Panem Wojciechem Skibińskim.

Wywiad z Panem Wojciechem Skibińskim – uczestnikiem II Wojny Światowej Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 1- Dzień dobry! Witam wszystkich bardzo serdecznie na spotkaniu ze świadkiem historii. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 2 – Pragniemy przede wszystkim powitać Pana Wojciecha Skibińskiego. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 1- Witamy także Panią Dyrektor – Ewę Agnieszkę Szymańską, nauczycieli, uczestników koła historycznego, miłośników historii oraz przedstawicieli trójek klasowych. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 2 – Zanim poprosimy naszego świadka, aby powiedział nam kilka słów o sobie, sami chcielibyśmy się przedstawić. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 1- Jesteśmy członkami koła historycznego „Opowiem Ci o wolnej Polsce”. Interesuje nas historia najnowsza z lat 1939-1975 jest okresem II Wojny Światowej, ale także wydarzenia z lat 1945-1989 kiedy to Polska znajdowała się w strefie wpływów Związku Radzieckiego. Naszym celem jest przeprowadzeni wywiadu ze świadkiem historii, który opowie nam jak wyglądało jego życie oraz życie mieszkańców Mosiny i okolic podczas II Wojny Światowej i po jej zakończeniu. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 2 – Gdy dowiedzieliśmy się od naszej Pani, że Pan Wojciech Skibiński zechciał do nas przyjść bardzo nas to ucieszyło, ponieważ jest to niezwykła postać. Przeżył II Wojnę Światową będąc w obozie dla dzieci, a w latach 80 podjął się walki z systemem komunistycznym. Mamy nadzieję, że Pan Wojciech podzieli się z nami swoimi wspomnieniami z czasów II wojny światowej, ale także z wydarzeniami, które miały miejsce po jej zakończeniu, czyli opowie nam o swojej działalności w latach 80, kiedy to wspólnie z żoną Zofią walczył na rzecz upadku komunizmu, czyli takiego systemu, w który władza decydowała o życiu lub śmierci obywateli. Dziewczyna zapowiadająca wywiad nr 1- Czy wyraża pan zgodę na nagranie naszego wywiadu gdyż musimy go zarejestrować, a następnie sporządzić z niego sprawozdanie?
Pan Wojciech Skibiński – Tak. Dziewczyny zapowiadające razem – Dziękujemy! Osoba pytająca 1 – Czy może nam się pan przedstawić oraz opowiedzieć nam coś o sobie? Pan Wojciech Skibiński – Nazywam się Wojciech Skibiński. Jestem urodzony w Mosinie w 1940 roku i od tego czasu do czasu zakończenia studiów mieszkałem w Mosinie. Po studiach medycznych poszedłem do pracy w Szczecinku. Tam 12 lat pracowałem i następnie zacząłem pracę w szpitalu w Puszczykowie. Pracowałem w nim do końca, czyli do emerytury, bo już jestem emerytowanym pracownikiem tego szpitala i pracuje tylko w poradniach chirurgicznych. Chciałbym powiedzieć, że moja więź z Mosiną jest bardzo silna bardziej niż z Puszczykowem, a w Puszczykowie mieszkam także moje serce jest zawsze w Mosinie. Historia mojej rodziny zaczęła się w Mosinie w roku 1932 kiedy to moi rodzice się tutaj osiedlili. Najpierw mieszkali u pana Stefanowicza, na ulicy Poznańskiej, a w 1937 roku wybudowali dom razem z mamy ciotką i dziadkiem na ulicy Łaziennej i tam zamieszkali. Już w tym domu do czasu wojny mieli dwoje dzieci. Miałem siostrę starszą o 7 lat ode mnie – Wiesławę i brata Jerzego z 35 roku. W 39 roku jak wojna wybuchła, a ojciec został powołany do armii, szczegółów nie znam, gdzie te wojny były, wiem, że skończyło się to w Tarnopolu, że tam zostali wzięcie do niewoli przez Armię Czerwoną; ojciec w tym Tarnopolu i ta jednostka została umieszczona na cmentarzu i on z tego cmentarza uciekł, przez płot przeskoczył i w ten sposób być może uniknął wcześniejszej śmierci w Katyniu czy w innych tych ośrodkach. W Tarnopolu poszedł do jakiegoś krawca, to był jak pamiętam, bo ja byłem wtedy dzieckiem, krawiec ten nazywał się Menkes, to był Żyd, który wziął mundur i dał ojcu jakiś cywilne ubranie i ojciec przedostał się do Mosiny. W Mosinie podjął pracę, był z zawodu weterynarzem i pracował. Wyrzucili nas z tego domu, który był zbudowany, musieliśmy przenieść się do różnych lokatorów w Mosinie, ale ojciec pracował. W styczniu w 1943 roku w czasie kursu weterynaryjnego w Poznaniu ojca aresztowano i zamknięto go na Forcie 7, był strasznie tam maltretowany. Zarzucano mu, że truł zwierzęta niemieckich gospodarzy. Prawdopodobnie to był wymyślony zarzut, bo jest nieprawdopodobne zupełnie, aby weterynarz mógł na
zwierzętach swoje nienawiści realizować, także był to zarzut wyssany z palca po to żeby zniszczyć Polaka, patriotę, który przed wojną w tej społeczności był dobrze postrzegany. Osoba pytająca 2 – Na przełomie lat 1942-43, podczas trwania II wojny światowej aresztowano kilkuset mieszkańców Mosiny i okolic, ponieważ oskarżono ich o konspiracyjną działalność skierowaną przeciwko Niemcom. Sprawa ta została nazwana: ,,Sache Moschin”. Jednym z aresztowanych był Czesław Skibiński, lekarz weterynarii. Czy był Pan z nim spokrewniony? Pan Wojciech Skibiński – To był mój ojciec i zarzuty formułowane przez Niemców prawdopodobnie były wyssane z palca, bo tak jak doktora Jurczyńskiego, mojego ojca chrzestnego, którego oskarżano, że przyczyniał się do śmierci Niemców. Było wtedy kilka zgonów niemieckich, ale nie tylko niemieckich – Polacy też umierali i to były prawdopodobnie naturalne zgony, bo jest niemożliwe, żeby lekarz mógł człowieka dobijać lub truć. To jest niemożliwe. W każdym razie to były zarzuty wymyślone dla sterroryzowania społeczeństwa mosińskiego i te wszystkie aresztowania były właśnie pod zarzutami nieprawdopodobnymi zupełnie. Na pewno byli to ludzi, którzy nie godzili się na dominację niemiecką, jakoś tam pewnie konspirowali gdzie kto mógł, ale to co zarzucono było nieprawdopodobne, ale w ten sposób stygmatyzowano tych ludzi i określono ich jako terrorystów, między innymi mojego ojca jako terrorystę. W związku z tym, że został tak nazwany, tak stygmatyzowany zrobiono jakby odpowiedzialność zbiorową i aresztowano również moją mamę. Tak jak ojca w styczniu 1943, tak mamę 9 lub 8 września 1943 roku i jak zostaliśmy jako sieroty. Ja nie pamiętam tego dokładnie, bo ja miałem wtedy 3 lata, ale tak jak z opowiadań rodzinnych pamiętam to mama opowiadała, że jak go aresztowali to zwróciła się do tej mojej siostry 10-cio latki, że ona ma teraz przejąć opiekę nad tym drobiazgiem, czyli nad tą swoją trójką braci. Proszę sobie wyobrazić, co taka młoda 10-cio latka mogła czuć, jak takie olbrzymie odpowiedzialności na nią złożono. Następnego dnia również nas Niemcy aresztowali i wywieźli do takiego obozu w Łodzi. To się nazywa Polen-Jugendverwahrlager Litzmannstadt. Łódź był wtedy w Kraju Warty, czyli w tym obrębie administracyjnym Kraju
Warty jako części państwa Rzeszy niemieckiej. Tam nas wywieźli, a młodszego brata, który nie miał jeszcze dwóch lat też zabrali, nie wiadomo gdzie. W każdym razie, jak moja ciocio-babcia, czyli siostra mojej babci zwracała się do władz niemieckich, żeby odzyskać tego najmłodszegoto dostała pismo, które przetrwało wojnę, że nie może być zwolniony, bo jest do dyspozycji Gestapo. Gestapo to była taka tajna policja niemiecka. Oni te dzieci polskie chcieli zniemczyć, żeby straciły świadomość polskości i to był taki scenariusz nie pierwszy raz w historii, bo pamiętacie z historii tureckie najazdy. Brali wtedy dzieci Słowian i wychowywali. To się teraz też zdarza w Afryce, gdy biorą dzieci i wychowują ich na żołnierzy. Więc tak to całe nasze życie rodzinne zostało przerwane. Mama była też na Forcie 7 przetrzymywana, w obozie w Żabikowie, aż w końcu trafiła do Auschwitz w Birkenau. Tam została osadzona. Miała kontakt jakiś listowny z nami, że można było jakieś listy pisać. Cały czas się bała, że zostaniemy zniemczeni. Ojciec natomiast, straszliwie bity, zmaltretowany niesamowicie, wywieziony gdzieś. Ślad po nim zaginął. Myśmy w tej Łodzi przebywali do końca 1944 roku. Później trafiliśmy do obozu w Potulicach i tam wytrwaliśmy do wyzwolenia w styczniu 1945roku, jak ofensywa Armii Czerwonej ruszyła i wtedy Niemcy uciekli i ten obóz zostawili. Te dzieci zostały tak na łasce losu i wtedy Czerwony Krzyż się zaopiekował tymi bezdomnymi dziećmi. Brat starszy trafił do pana Czarneckiego, to był taki fotograf, a ja trafiłem do pani Kryszczyńskiej i tak parę miesięcy żeśmy przebywali, aż babcia dowiedziała się przez Czerwony Krzyż, że jesteśmy w tych domach zastępczych. Ten fragment swojego życia pamiętam. Pamiętam ten powrót do domu, przejazd. Leżałem na takiej półce z takimi siatkami. Przyjechaliśmy do Mosiny. Po jakimś czasie przyjechała Wiesia, czyli ta nasza najstarsza siostra, która została w Łodzi i po opuszczeniu Łodzi przez Niemców ona się tułała po Polsce. Tułała się przez Inowrocław, ona była wtedy dziewczynką 13-to letnią. Straciła wtedy mowę, nie wiem czy z przestrachu, ale trafiła do Mosiny i byliśmy wtedy razem-trójka dzieci. Babcia odszukała przez CK najmłodszego brata, który znajdował się w jakimś domu dziecka w Ostrowie. Za jakiś czas też pojawiła się mama. Leżałem, a taka wychudzona postać przyszła z takim workiem jak nosili żołnierze.
Mówiła też szeptem, traciła mowę. W ten sposób znalazła się cała rodzina pomniejszona o ojca. Pamiętam jak jadło się takie pyry z olejem, czyli niedogotowane ziemniaki, cebulę na to, polewało się olejem i to się jadło. Ja dopiero jako dorosły człowiek, mogłem docenić bohaterstwo mamy. Osoba pytająca 3- Jak wyglądał zwykły dzień w obozie dla dzieci? Czy dzieci musiały pracować? Pan Wojciech Skibiński- Ja niestety nie pamiętam, ale wiem od mojego starszego brata. Była wczesna pobudka, śniadanie, czyli skibkę czarnego chleba i czarną kawę i trzeba było iść do pracy. Robiło się sztuczne kwiaty. Chwytało się drucik, bibułkę i jakoś się zawijało. Była przerwa obiadowa. Trzeba było szybko wypić zupę i wrócić do pracy. Gdy ktoś na przykład mojemu bratu zabrał miseczkę do zupy to brat nie miał w czym jeść. Tu każdy dbał o siebie, to były dzieci. Inaczej w Oświęcimiu, gdzie byli i dorośli i dzieci, gdzie dorośli mogli o te dzieci zadbać trochę. Po pracy, aż do kolacji trzeba było czekać, a na kolację to była też skibka chleba tylko. Brat podczas pracy dostał jakiejś choroby oczy, że nie widział i go wyrzucili z tej pracy. Parę dni snuł się tak po obozie bez przydziału, ale w końcu go przydzielili. Nosił taką tragę z innym chłopcem i po obozie zbierali kamienie. Osoba pytająca 4- Co stało się z pana ojcem po aresztowaniu przez Niemców? Czy wie Pan jak zginął? Pan Wojciech Skibiński- Nie, nie wiemy jak zginął. Wiemy od świadków, że był strasznie maltretowany, katowany, nie mógł się ruszać, był opuchnięty. Coś okropnego. Mama znalazła koszulę taty, taką weterynarza całą skrwawioną. Osoba pytająca 5- Czy to prawda, że wraz z żoną założył Pan tajną grupę, której celem była walka z komunizmem? Pan Wojciech Skibiński- Ja nie założyłem tej drukarni, to byli ludzie, którzy chcieli ją założyć i szukali lokalizacji. Myśmy z żoną się zgodzili, żeby u nas drukowali. To były takie pisma jak „Niepodległość” czy „Strzecha”. Ci drukarze byli związani z taką partią – Demokratyczna Partia Niepodległość. To trwało mniej więcej od połowy 1985 roku do kwietnia 1986. 15 kwietnia, wieczorem, przyjechali, żeby popracować, jeden z nich już pracował. Nagle do furtki ktoś dzwoni i słyszę głos
„Panie doktorze! Żona mi zachorowała!”, no więc wpuszczam, a tu nagle szóstka czy siódemka tych esbeków wpadła, mnie do ściany przycisnęli. Po prostu już od dłuższego czasu obserwowali, że coś się dzieje, no i nas aresztowali. Żony na szczęści wtedy nie było w domu. Mnie przetrzymywali w areszcie śledczym przez miesiąc, tych kolegów 3 miesiące. Wreszcie w ramach jakieś amnestii nas zwolniono. Mnie prawdopodobniej krócej, gdyż miałem przeszłość wojenną i niewygodnie było trzymać byłego więźnia obozu niemieckiego represjonować. To było w 1986, wtedy też był ten wybuch w Czarnobylu, ale ja akurat byłem dobrze chroniony. Osoba pytająca 6- Czy po upadku komunizmu utworzył Pan na terenie Puszczykowa komitet obywatelski? Pan Wojciech Skibiński- Tak, po umowach Okrągłego Stołu postanowiony zrobić wolne wybory i powstały takie komitety obywatelskie, które miały być emanacją postulatów solidarnościowych. Wówczas zarząd regionu ,,Solidarności” zwrócił się do mnie i poprosili mnie czy bym się włączył w to. Ja się zgodziłem i nie byłem inicjatorem tego komitetu. Doprowadziliśmy do tych wyborów w czerwcu 1989 roku. W ten sposób zaczęła się ta wolna Polska, częściowo, gdyż jeszcze niezupełnie. Byłem także na tym pierwszym zjeździe regionalnym w operze poznańskiej. Niesamowite wydarzenie! Osoba pytająca 7- Dlaczego postanowił Pan założyć komitet w Puszczykowie? Pan Wojciech Skibiński- Nie tyle, że się zdecydowałem, ale zostałem poproszony, bo ja nie byłem w strukturach decyzyjnych, tylko zarząd regionu wojewódzkiego. Jeszcze nie wiadomo było jak to wszystko się potoczy i wytypowali człowieka, który był już sprawdzony, który chciał tej wolności dla Polski. Osoba pytająca 8- Czym zajmował się komitet obywatelski? Pan Wojciech Skibiński- Komitet zajmował się przygotowaniem do wyborów samorządowych, które były chyba w 1990 roku. Zaczęliśmy także prace w środowiskach lokalnych. Także to były główne cele komitetu obywatelskiego. Gdy już zakończyły się wybory samorządowe to zamknęliśmy komitet.
Pan Wojciech pokazał nam też zdjęcia rodzinne i przedstawił krótko kto znajduje się na zdjęciu i w którym roku to było.
Osoba pytająca 9- Dlaczego warto walczyć dla dobra ojczyzny? Pan Wojciech Skibiński- Tego chyba nie można określić słowami. To jest jakiś imperatyw, czy głos wewnętrzny, który Cię zmusza do działania, do walczenia dla swojej rodziny. Satysfakcja z dobrego uczynku, jest to takie spełnienie życiowe. Nauczycielka- Czy ktoś z publiczności ma jakieś pytania? Osoba pytająca 10- Mówił Pan, że w obozie koncentracyjnym były dzieci od drugiego roku życia. Do którego tak mniej więcej? Pan Wojciech Skibiński- Do 16tego. Gdy miały 16 lat były przekazywane do obozu dla dorosłych do Oświęcimia. Osoba pytająca 11 – Jak było z Pańską edukacją? Pan Wojciech Skibiński- Poszedłem do szkoły w Mosinie, ona była koło kościoła. Pamiętam, że byłem takim zlęknionym chłopcem, chowałem się po kątach. Być może to ta przeszłość w obozie. Szkołę skończyłem w 1954 roku i poszedłem do liceum w Kościanie. Liceum skończyłem w 1958 roku. Wtedy poszedłem na studia do szkoły medycznej w Poznaniu. Studia ukończyłem w 1964 roku i poszedłem do pracy w Szczecinku. Po 4 latach mnie wzięli do wojska. Gdy otworzyli w 1976 szpital w Puszczykowie, to przeniosłem się bliżej do Mosiny. Osoba pytająca 12- Jak Pan zareagował na to, że Lech Wałęsa wygrał wybory i Solidarność zwyciężyła? Pan Wojciech Skibiński- To była ogromna radość. Kilka zdarzeń takich euforycznych, ale później nastąpiło rozczarowanie takim wyborem. Potem kiedy wygrał Lech Kaczyński i PiS. To były moje takie chwile szczęścia.
KONIEC
Bibliografia przygotowująca uczestników projektu do wywiadu ze świadkiem historii panem Wojciechem Skibińskim:
1.Jacek Nawrocki, Renata Wełniak, Sprawa mosińska 1943, Wyd. Muzeum Martyrologiczne w Żabikowie, Zanikowo 2013,
2.Szkice z przeszłości Mosiny i okolic. Z dziejów walk o wyzwolenie narodowe i społeczne w XIX i XX wieku w 130 rocznicę utworzenia Rzeczypospolitej Mosińskiej, Praca zbiorowa pod redakcją Tadeusza A. Jakubiaka, Krajowa Agencja Wydawnicza, Mosina 1978,                                                                                                                          3. Jerzy Łojko, Jerzy Stępień, Zarys dziejów Mosiny i okolic (do 1945r.), Wydawnictwo ,,Alpim” Mosina 1992,                                                                                                   4.Mosina 700 lat. Album jubileuszowy. Miasto i gmina, opracowanie zbiorowe pod redakcją Włodzimierza Łęckiego, Warszawa-Poznań-Mosina, 2002.

Nasza ankieta.

Witamy serdecznie naszych wiernych fanów :)

W styczniu przeprowadziliśmy w naszej szkole ankietę pt.: Jak film pt. Miasto 44 wpłynął na młodzież?”, a oto wyniki:
92% ankietowanych widziała film. 98% uważa, że słyszeli o Powstaniu Warszawskim przed obejrzeniem filmu; aż 70% sądzi, że ,,Miasto 44″ poszerzyło ich wiedzę o Powstaniu Warszawskim; 52% uczniów podaje, że w stopniu średnim i 18%, że w stopniu dużym.  49% uczniom najbardziej podobało się postępowanie Stefana, a 42% Biedronki. 32% z naszych ankietowanych uważa, że obejrzenie tego filmu rozbudziło ich zainteresowania historią.
Wyniki dowodzą tego, że ,,Miasto 44″ w dużym stopniu wpłynęło na młodzież i rozwinęło ich poczucie patriotyzmu. Co o tym myślicie?

Już wkrótce na naszym blogu będzie można przeczytać jak przebiegają prace nad projektem.

Nasz pierwszy wpis.

,,Jak film pt.: ,,Miasto 44 wpłynął na mosińską młodzież?
W tym roku szkolnym wspólnie z naszą nauczycielką historii  postanowiliśmy zaangażować się
w całoroczny projekt ,,Opowiem ci o wolnej Polsce. Założyliśmy koło historyczne, które składa się z 7 osobowej ,,drużyny, choć  kilkoro uczniów regularnie do nas się dołącza i wspólnie z nami wykonuje różne  zadania.
Na kole poznajemy historię najnowszą, choć zawęziliśmy swoje zainteresowania do lat 1939-1945, czyli do czasów II wojny światowej. Inspiracja przyszła po obejrzeniu filmu ,,Miasto 44 na który zostaliśmy zabrani przez nauczycielkę wraz z większością szkoły. Postanowiliśmy, że chcemy poznać właśnie historię tamtych tak ciężkich i bohaterskich czasów.
Na każdych zajęciach przygotowujemy się do wywiadu ze świadkiem historii, który zapozna nas z życiem codziennym w czasie wojny na terenie naszego miasta Mosiny.
Chcemy jednak  dobrze przygotować się do wywiadu- w tym celu przygotowujemy gazetki historyczne z czasów wojennych, rysujemy symbole powstańcze, czy odwiedzamy miejsca upamiętniające mieszkańców Mosiny, którzy zginęli podczas drugiej wojny światowej.  Nie brakuje nam również zajęć, które dostarczają nam wiedzy na temat przyczyn wybuchu wojny, czy jej przebiegu i zakończeniu.  W najbliższym czasie planujemy przeprowadzenie ankiety. Jesteśmy ciekawi, czy ,,Miasto 44 zachęciło naszych kolegów do zainteresowania się historią najnowszą  tak jak nas. Czytajcie bloga, a odpowiedź na pewno się wkrótce pojawi- pozdrawiamy
Koło historyczne z Gimnazjum nr 1 w Mosinie.