Wigilia dawniej… – wywiad z Dziadkiem

- Dziadku, mógłbyś mi opowiedzieć jak dawniej obchodzono Wigilię?

- Oczywiście

- Jak dawniej przygotowywano się do tego wyjątkowego wieczoru?

- Zupełnie inaczej niż teraz. Dzisiaj robi się w tym dniu jeszcze zakupy brakujących towarów – kiedyś było to niemożliwe. Każdy domownik posiadał własne obowiązki. Ja razem ze swoim tatą z samego rana wyjeżdżaliśmy saniami po choinkę do lasu. Najmłodsza siostra Leokadia kompletowała wtedy własnoręcznie przygotowane ozdoby choinkowe.

- Jakie potrawy pojawiały się na wigilijnym stole?

- Nie mogło zabraknąć zupy grzybowej oraz smażonej ryby. Zawsze była również kasza gryczana z sosem grzybowym, kapusta faszerowana, kluski z makiem oraz pierogi z grzybami i śliwkami. Na środku stołu stał wielki dzban z kompotem śliwkowym.

- Jakie przepisy uważasz za najcenniejsze?

- Przepis na siemianotkę, który twoja babcia dostała od matki jej koleżanki ze Śląska.

- Ale wydaje mi się, że to danie nie gości u nas na Wigili?

- Tak, ponieważ jej przygotowanie jest mozolną pracą. Najpierw trzeba długo gotować ziarna konopi, później potłuc je na miazgę i kilkakrotnie płukać i przecierać, dlatego zrezygnowaliśmy z jej przyrządzania.

- Czy panowały w dniu Wigilii jakieś tradycyjne zwyczaje?

- Oczywiście. Tradycją jest, że do Wigilii zasiadamy po ukazaniu się pierwszej gwiazdki. U mnie w rodzinnym domu jak i teraz zastawiamy dodatkowe okrycie na stole. Zawsze do wieczerzy zasiadała parzysta liczba osób.

- Wiesz może Dziadku dlaczego?

- Tak, bo w przeciwnym razie ktoś z domowników mógłby umrzeć w nadchodzącym roku.
Czy istniały czynności których nie można było wykonywać w Wigilię?
Nie wolno było w tym dniu nic od nikogo pożyczać, ponieważ trzymano się zasady – jaka Wigilia taki cały rok.

- Czy przesądy odgrywały dużą rolę w dniu Wigilii?

- Ależ oczywiście. Już od wigilijnego poranka zwracano uwagę na ogół niepozorne wydarzenia
takie jak: szczekanie psa, kształt dymu z komina lub krakanie wron. Wszystko to miało swoje znaczenie i mogło dać możliwość odczytania wydarzeń w nadchodzącym Nowym Roku. Pamiętam, że najstarsi wierzyli, że w tą jedyną udaną noc w roku, woda we wszystkich studniach zamienia się na kilka sekund w wino. Zwracano też uwagę na wigilijną pogodę. Mróz i wyraźne gwiazdy na niebie zwiastowały dobry urodzaj, a obfity śnieg wróżył wspaniałe plony w sadach i ogrodach warzywnych.

- Jakie obrzędy zapadły ci w pamięć?

- W dniu Wigilii robiliśmy z ojcem ze słomy długie pasy i ocieraliśmy nimi pnie drzew w sadzie, śpiewając:

„Opase cię w złoty pas,
abyś miała śliwki w czas.
Będę miała, będę rodziła.
Ciężka zima była, kwiat mi upaliła.”

- Drugim obrzędem było robienie porozów ze słomy. Zawieszaliśmy je na suficie w Wigilię, a zdejmowaliśmy 6 stycznia. Zabieraliśmy je wtedy na pole i układaliśmy na kształt krzyża. Miały one zapewnić urodzaj.

- Dziadku, czy Wigilię zastępowano dawniej jakimś innym wyrazem?

- Tak, dawniej słowo Wigilia ludzie zastępowali: postnikiem,pośnikiem,wilią lub kutią.

- Dziadku, na koniec chce cię spytać jak ty oceniasz współczesną Wigilię?

- Uważam, że niczym się nie różnią od tych dawnych. Oczywiście na stołach panuje większy przepych, lecz idea pozostaje nadal ta sama.

- Dziadku bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu.

- To ja dziękuję. Miło było wrócić pamięcią do tych wspaniałych chwil.

Mikołajki – niespodzianki. Tradycja wiecznie żywa.

- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej obchodzono Mikołajki lub Gwiazdkę?

- Bardzo proszę.

- Kto ci przynosił prezenty? Mikołaj czy może Dziadek Mróz?

- Oczywiście, że Święty Mikołaj. Chociaż był taki okres, kiedy Dziadek Mróz miał zastąpić naszego Mikołaja, jednak tradycja wygrała z nowością.

- Gdzie Święty Mikołaj zostawiał prezenty?

- Zawsze prezenty czekały na nas pod poduszką.

- Kiedy i w jakim momencie były rozdawane?

- W nocy z 5 na 6 grudnia, a ile wtedy hałasu narobił nasz Mikołaj (śmiech).

- Obchodzono Gwiazdkę?

- Tak, obchodzono, jednak w moim rodzinnym domu nie celebrowano jej.

- Jakie prezenty były najpopularniejsze?

- Najczęściej dostawano cukierki, pierniczki….łakocie.

- Jakie prezenty były obiektem marzeń?

- Wszyscy marzyli o zabawkach-oczywiście drewnianych. Pamiętam, że mój brat marzył o piłce z owczej skóry.

- Grzeczne dzieci otrzymywały prezenty, a co spotykało te niegrzeczne?

- Pod poduszką czekała rózga. Jednak wszyscy wiemy, że Mikołaj jest wyrozumiały, toteż w innym miejscu czekał prezent.

- Babciu, a ty jaki prezent najlepiej wspominasz?

- Szmacianą laleczkę. Była naprawdę piękna!

- Bardzo dziękuję ci Babciu za udzielenie wywiadu.

- Ale to dla mnie sama przyjemność.

I dawniej ludzi nie omijały zarazki – czyli jak kiedyś leczono.

Jedną z najbardziej podstawowych wartości w życiu człowieka jest zdrowie. Dawniej w każdej wsi były znachorki, które swoją wiedzą i umiejętnościami leczyły ludzi. Jednak przecież nie znały takich środków medycznych jakimi dysponujemy dzisiaj. Jak więc leczono chorych…?

Wywiad z Babcią:

- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej leczono? A może pamiętasz jakieś metody ze swojego dzieciństwa?

- Oczywiście, że pamiętam. Miałam przecież pięcioro młodszego rodzeństwa, które łapało chyba wszystkie choroby (śmiech). Znachorki często bywały w moim rodzinnym domu. Musisz jednak wiedzieć, że tamtejszą medycyną bardziej szkodzono, niż leczono.

- Babciu opowiesz mi o chorobach i jak je leczono dawniej?

- U mnie w rodzinie często występowały migreny. Wtedy mama podawała nam ćwikła i szparagi-zawsze pomagały! Przy stanach zapalnych lecznicze właściwości ma cebula i czosnek, a przy różnego rodzaju ranach mama przykładała nam sieć pajęczą.

- Jak leczono przeziębienia? Czyż to nie była jedna z najczęściej występujących chorób?

- Tak, zgadza się. W przypadku przeziębień leczono się głównie przy pomocy rozmaitych przetworów owocowych: agrestowych, malinowych, wiśniowych czy morelowych.

- Wiem, że najczęściej leczono się ziołami. Jakie to były zioła i na co pomagały?

- Wywar z kwiatów pokrywy stosowano na serce. Na bóle żołądka stosowano rumianek lub wywar z mięty. Kwiatami dzikiej róży obkładano twarz chorego, aby zniknęła opuchlizna.

- Były leki pochodzenia zwierzęcego?

- Oczywiście. Szczególne właściwości przypisywano sadłu wilczemu i wieprzowemu, z którego sporządzano różnego rodzaju maści na podagrę czy bóle przewodów moczowych. Różne leki wykonywano również z odchodów zwierzęcych, świńskie łajno np. w czasie porodów lub w przypadku krwotoków z nosa, a owcze wspomagało proces gojenia się ran po odmrożeniach. Z innych zwierząt w celach leczniczych wykorzystywano glisty ziemne lub spalone chrząszcze na ból zęba. Natomiast mrówcze jaja znajdowały zastosowanie w wielu różnych zastosowaniach.

- A czy dawniej stosowano jakieś preparaty na oporność?

- Na odporność stosowano starte na proch rogi jelenia.

- W jakich postaciach podawano sporządzone leki?

- Między innymi pod postaciami: plastrów, proszków, maści lub jako przyprawy do różnych potraw.

- Babciu, a dawniej tak samo jak teraz przywiązywano uwagę do trybu życia?

- Ależ oczywiście. Zalecano uprawianie sportu i ruch na świeżym powietrzu. Pamiętam, że bardzo modna była jazda konna. Doradzano również długi i spokojny sen.

- Babciu, na koniec pragnę cię spytać jak ty sama oceniasz tą dawną medycynę?

- Na pewno nie była ona tak skuteczna jak dzisiejsza. Lekarze nie potrafili dokładnie określić przyczyny choroby, a co najgorsze nie wiedzieli jakie leki należy zażyć. Przez to nie wszystkie leki przynosiły dobroczynny skutek i powrót do zdrowia, ale przecież nam-zwykłym ludziom nie pozostało nic, prócz tych niekonwencjonalnych, naturalnych metod leczenia.

- Bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu. Dowiedziałam się wiele tajników z tego dawnego leczenia, które dla mnie do tej pory było zupełną abstrakcją.

- Ja również dziękuję i cieszę się, że ci pomogłam.

Święty Andrzej ci ukaże, co ci życie niesie w darze-wróżby andrzejkowe na przestrzeni pokoleń.

Listopad to miesiąc niezwykły. Wkraczamy w niego w ciszy i zadumie, wspominamy bliskich, którzy odeszli. Koniec listopada jest także wyjątkowy, choć z innych względów-Andrzejki !
Andrzejki obchodzone są w Polsce od kilku pokoleń i nie tracą na swej popularności.

Wywiad z Babcią
- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej obchodzono andrzejki ?
- Oczywiście. Na początek musisz wiedzieć, że dawniej dziewczyny nie świętowały andrzejek wspólnie z chłopcami. Oni obchodzili Katarzynki, które odbywały się tydzień wcześniej.
- Kto mógł brać udział w zabawie andrzejkowej ?
- Tylko panny, ponieważ los kobiet zamężnych był już przesądzony.
- Co dzięki wróżbom miały się dowiedzieć młode dziewczyny ?
- Poprzez wróżby miały się dowiedzieć kto zostanie ich mężem oraz która z nich jako pierwsza stanie przed ołtarzem.
- Czy możesz mi coś opowiedzieć o wróżbach ?
- Oczywiście. Powszechną wróżbą było lanie wosku przez klucz, najlepiej stary, przez jego „ucho” na zimną wodę. Powstały wówczas kształt miał zdradzić cechy ukochanego. Mile wspominam wróżbę do której potrzebne były…psy. Dwanaście panien ustawiało się w koło, trzymając w dłoni kawałek kiełbasy. Dziewczyna, której smakołyk został zjedzony najszybciej, miała wyjść niebawem za mąż. Dużo śmiechu dostarczała nam również wróżba, która zakładała wpuszczenie do izby gąsiora. Ta z panien, która uszczypnięta została jako pierwsza, miała wyjść w niedługim czasie za mąż.
- Jeszcze jakieś inne wróżby zapadły ci w pamięci ?
- Ależ oczywiście. Inną znaną wróżbą było losowanie przedmiotów o symbolicznym znaczeniu. I tak np. suchy liść oznaczał staropanieństwo, obrączka-ślub, a różaniec-stan zakonny.
- Bardzo dziękuję Babciu za wywiad. Dużo cennych informacji mi dostarczyłaś.
- Nie ma za co. Dla mnie to sama przyjemność.

Wywiad z mamą.
- Mamo, mogłabyś mi opowiedzieć jak ty i twoje koleżanki spędzałyście andrzejki ?
- Tak. Najczęściej andrzejki odbywały się w szkole i towarzyszyła temu również dyskoteka.
- Jakie wróżby zapadły ci w pamięci ?
- Ja i moje koleżanki wróżyłyśmy sobie, ale traktowałyśmy to zdecydowanie jako zabawę. No więc, jedna z wróżb polegała na tym, aby ustawić od ściany do progu, jeden za drugim buty zgromadzonych dziewczyn, ta, której but pierwszy dotarł do progu,miała jako pierwsza wyjść za mąż. Pamiętam również wróżbę z rurek. Do miski z wodą delikatnie wrzucałyśmy plastikowe rurki. Właścicielki rurek, które się połączyły-miały zostać przyjaciółkami.
- Mamo, bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu. Bardzo mi pomogłaś.
- Nie ma za co. Ja również dziękuję.

Wywiad z koleżanką.
- Juko, mogę z tobą przeprowadzić wywiad na temat współczesnych wróżb andrzejkowych ?
- Tak, bardzo proszę.
- Jakie są twoje ulubione wróżby ?
- Bardzo lubię andrzejkowe serce. Na sercu z kartki trzeba wypisać imiona męskie, następnie odwrócić serce przekłuć je igłą. Imię na które natrafimy należeć będzie go przyszłego ukochanego. Przypominam sobie również wróżbę z monetą.
- Na czym ona polega ?
- Każdy dostaje grosik i ustawia się w kolejce, wymyśla sobie jakieś życzenie. Następnie tą monetę rzuca z pewnej odległości do miski. Jeżeli moneta wpadnie to życzenie spełni się w tym roku.
- Bardzo dziękuję za wywiad Julko.

Jak widać z przeprowadzonych prze zemnie wywiadów, wróżby andrzejkowe zmieniały się, lecz nie diametralnie.

Ja na koniec życzę Wam spełnienia wszystkich wróżb, nawet tych nieco abstrakcyjnych !

Gdy elektryczność w powijakach była, lampa naftowa światła dostarczyła – wywiad z Babcią.

- Babciu, mogłabyś mi opowiedzieć jak dawniej ludzie spędzali wieczorny czas, kiedy nie było elektryczności ?

- Oczywiście. Otóż nasze obowiązki różniły się od tych dziennych. Musieliśmy mieć praco-chłonniejsze zadania, aby szybciej upłynęły te długie, zimowe wieczory.

- Jakie to były zadania ?

- Najczęściej było to darcie pierza, przędzenie czy pieczenie chleba w drewnianych foremkach zwanych dzieskami .

- Co najbardziej lubiłaś robić ?

- Najmilej zapamiętałam darcie pierza. Towarzyszyły tej pracy niesamowite opowiadania, dowcipy, śpiewy i niegroźne ploteczki. Wszak nie sposób kilka godzin drzeć w milczeniu.

- Babciu, a pamiętasz jakąś przyśpiewkę, którą chętnie śpiewaliście dla umilenia czasu ?

- Ależ oczywiście…

                    ” Leciały gąseczki z wysokiej góreczki

                      Zbieraj Maryś piórka, będą poduszeczki

                      Nie będę zbierała, bo mi mama dała

                      Cztery poduszki, piątą obiecała „

- Czym oświetlaliście pomieszczenia, przecież nie było wtedy elektryczności.

- Lampą naftową, rzadziej natomiast świeczkami.

- W jaki sposób ocieplano domy? Opowiadałaś mi, że zimy dawniej były bardzo srogie.

- Mężczyźni ocieplali dachy strzechą. Mury oblepiano liśćmi i mchem. Palono również w    żelaznych piecykach zwanych bunkierkami.

- Jakie potrawy spożywaliście zimą ?

- Były to wysokokaloryczne, sute dania. Jedliśmy gotowane ziemniaki, popijając mlekiem lub polewaliśmy je garusem, czyli zupą z suszonych śliwek. Często spożywaliśmy również mięso drobiowe i wieprzowe.

- Aby przetrwać te mroźne zimy, musieliście mieć dostosowane do tych niskich temperatur ubrania, prawda ?

- Tak, w każdej szafie musiały się znaleźć długie kożuchy, skórzane buty z drewnianymi podeszwami, wełniane rękawiczki oraz czapki z lisich futer.

- Babciu, bardzo dziękuję ci za udzielenie wywiadu.

- Ja również dziękuję. Miło było sobie przypomnieć czasy młodości.

Kilka słów o moim projekcie ;)

Nazywam się Patrycja Zachariasz. Jestem jedną z Kozubowskich Nutek. Wpisy na moim blogu dotyczą przede wszystkim mojej miejscowości.Opisuje miejsca, które można tutaj zobaczyć. Staram się również przedstawiać zwyczaje panujące w mojej okolicy, te dawne,których już nie ma, jak i te, które są kultywowane do dzisiaj.

Każdy wpis powstaje po długiej rozmowie z dziadkiem, który jest moją skarbnicą wiedzy i naocznym świadkiem odległych, ale jakże pięknych czasów. Jednak, aby pogłębić swoje informacje – korzystam z internetu.

Bardzo lubię prowadzić mój blog, staram się angażować w każdy wpis jak najlepiej umiem. Świadczyć o tym może tytuł Królowej EtnoLogu w ubiegłe wakacje.

Szczególną radością i energią do dalszej pracy napełniają mnie moi koledzy i koleżanki z EtnoBloga jak i pani moderator Dorota Marszałek, którzy czekają na każdy kolejny mój wpis.

 

Zapomniane zwyczaje Wszystkich Świętych.

W dawnej tradycji ludowej wierzono,że przesilenie jesienne, gdy zamiera przyroda, to czas, kiedy dusze naszych zmarłych powracają swoich domów. Dlatego w tym okresie, na przełomie października i listopada kultywowano wiele zwyczajów.

Jednym z nich były Dziady. Nazwa tego święta dowodzi, że wierzono, iż w czasie tego obrzędu powracają do świata żywych przodkowie, czyli dziadowie. W związku z tym w czasie Dziadów w XVI-XVII wieku, np. zapalano światło, aby ogrzać powracające na ziemię dusze. Zwyczaj ten przetrwał do teraz, gdy na grobach naszych bliskich zapalamy znicze.

Urządzano również uczty cmentarne na grobach zmarłych, na których żyjący ucztowali, a jedzeniem dzielili się z duszami. Zostawiali więc na mogiłach niewielkie ilości miodu,kaszy,chleba,maku, aby dusze miały się czym posilić. Ludzie chcieli zapewnić sobie w ten sposób przychylność duchów i jednocześnie pomoc w osiągnięciu spokoju w zaświatach.

Na zmarłych przodków czekano również w domach. Otwierano okna i drzwi, aby dusze mogły swobodnie wejść i uczestniczyć w przygotowanej dla nich wieczerzy. Aby jednak nie zakłócić spokoju dusz, nie wolno było wykonywać wielu czynności np. kisić kapusty-żeby podczas udeptywania jej nogami, nie zadeptać duszy, wylewać wody-aby nie zalać duszy, a gdy spadła łyżka nie wolno było jej podnieść. Zakazane było też uderzanie pięścią w stół, aby nie wystraszyć biesiadujących przy nim dusz, a wszelakie rozmowy mogły dotyczyć tylko zmarłych przodków.

Dziadami nazywano też wędrownych żebraków. Według wierzeń ludowych byli oni łącznikami świata żywych ze światem zmarłych m.in. przez swoją mobilność i brak stałego miejsca zamieszkania. W niektórych rejonach wierzono, że zmarli są widziani tylko przez psy i żebraków. Dlatego też  bogaci gospodarze urządzali dla wędrownych żebraków dziadowskie bale, na które zapraszano żebrzących, aby najedli i napili się do syta. W zamian mieli modlić się za dusze zmarłych przodków gospodarzy. Żebrzącym przy cmentarzach dziadom w zamian za modlitwę za zmarłych dawano chlebki, czy jedzenie, które później zastąpiono datkami pieniężnymi.

Zaznaczam, że Dziadami nazywano tylko dusze przodków zmarłych śmiercią naturalną. Natomiast obawiano się tych, którzy zmarli śmiercią tragiczną lub samobójczą, ponieważ ich dusze nie zaznały spokoju wiecznego. Skazani byli oni na wieczne błąkanie się po ziemi jako demony. Ciała tych zmarłych chowano zazwyczaj w miejscu, w którym straciły życie, a ich groby nazywano krudami. Zwyczaj nakazywał, aby przechodzący obok takiej mogiły rzucił na nią zieloną gałąź. Gdy uzbierał się stos gałęzi, podpalano je. Wierzono, że pomoże to demonom w odpokutowaniu win popełnionych za życia.

Dzisiejsze tradycje Wszystkich Świętych mają zupełnie inny przebieg. Nakazują one, aby 1 i 2 listopada odwiedzić groby bliskich, zapalić znicze, złożyć wieńce i kwiaty.  Święto Zmarłych jest to dobry moment na refleksje, także nad własnym życiem , nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Jest to okazja do wspomnień, do dzielenia się troskami, kłopotami i radością.



http://nauka.money.pl/dziady-zapomniane-zwyczaje-wszystkich-swietych-0-1188411.html?utm_source=wykop&utm_medium=referral&utm_campaign=wykop

Świętokrzyskie to za mało-poznać inne zwyczaje by się chciało.Dożynki na Kaszubach.

„Zadanie dla wszystkich” z II modułu polegało na tym, abyśmy odwiedzili bloga innego zespołu. Ja postanowiłam zajrzeć do Kaszubów z Góry. Bardzo spodobał mi się ich wpis dotyczący zwyczajów dożynkowych na Kaszubach. Zaciekawiły mnie kaszubskie obrzędy, ponieważ u mnie w świętokrzyskim zupełnie inaczej celebruje się dożynki.

Dowiedziałam się, że kończąc prace żniwne na Kaszubach, rolnicy ostatni snop zboża przystrajali kwiatami polnymi i kolorowymi wstążkami. Kobiety, które pracowały także na polu, siadały na ostatnią „furę” zwaną banksem i wraz z owym snopem jechały do domu. Pozytywnie rozśmieszył mnie zwyczaj polewania panien przez chłopców, wiadrami z wodą. Szczególnie pilnowali, aby zmoczony był biust kobiet. Dziewczyny musiały wtedy zdjąć koszulę i wycisnąć ją z wody. Miało to zapewnić urodzaj w przyszłym roku.

Cieszę się, że mimo iż mieszkamy w jednym kraju, każdy region ma swoje, charakterystyczne dla siebie zwyczaje i obrzędy.

 

Mam nadzieję, że Was również zainteresuje wpis Kaszubów z Góry.   Oto link :

www.blogiceo.nq.pl/kaszubi/2012/10/01.dozynki-na-kaszubach/

 

Zwyczaje weselne wczoraj i dziś.

Wesela w świętokrzyskim mają bardzo dużo pięknych obrzędów. Jednym z nich praktykowanym do dzisiaj są „oczepiny” – czyli symboliczne przejście ze stanu panieńskiego w małżeński. Sadzano wówczas pannę młodą na krześle, a starsze zdejmowały jej ślubny wieniec i zakładały czepiec matki. Obcinano jej wtedy warkocze lub rozplecione włosy, a w okresie międzywojennym w czasie tego obrzędu, na ustawionych na stole talerzach, goście składali pieniądze dla młodej pary.

Dawniej oczepinom towarzyszyły różne przyśpiewki m.in:

                      [...] „Tak by młodo pani ni miała w cym warzyć

                      musiałaby się z młodym panem powadzić

                     A my tego nie dozwolim,

                     młodą panią wspómożym,

                    Po mnie się nie rychtujcie

                    Po talarku, po dwa ciepiejcie” [...]

Inna oczepinowa pieśń brzmiała tak:

                 [...] „Młodo pani cepca ni mo,

                      grochowiną łeb owijo.

                      Dejcie, dejcie, nie żałujcie,

                     Młodo pani wspomógejcie” [...]

Drugim obrzędem kultywowanym do dzisiaj są „poprawiny”. Urządza się je na drugi dzień po weselu. Rozpoczynają się one poranną mszą w intencji zmarłych z obu rodzin. Sprasza się na nie najbliższych, którzy przynoszą pokarmy i alkohol, często wynajmuje się zespół muzyczny – dawniej grajków.

Niestety wiele obrzędów weselnych zanikło. Lecz ciężko jest wymagać, by w trakcie tylu wieków zachowały się wszystkie. Jedną z tradycji, której już się nie praktykuje jest plecienie ślubnego wianka przez młodą pannę. Babcie lub prababcie przyszłych żon miały przed domami specjalne ogródki, w których panny na wydaniu doglądały kwiatów przeznaczonych na ślubny wianek. Rosły tam również rośliny zielone: ruta, mirt, lawenda czy rozmaryn, z których nawet w czasie zimowych miesięcy można było wykonać piękny zielony wianek. Kiedy dziewczyna wyszła za mąż, niedoglądany ogródek giną naturalna śmiercią.

Innym obrzędem, który już dzisiaj zanikł były tzw. „pokładziny”. Na zakończenie weselnego przyjęcia pochód gości prowadził pannę młodą do odpowiednio na tę okazję przygotowanego pokoju, gdzie małżonkowie po raz pierwszy spędzali wspólnie noc. Wcześniej nim to się stało, pan młody zobowiązany był poczęstować gości słodyczami.

Pomimo tak wielu różnic w sposobie świętowania uroczystości weselnych dawniej i dziś, dostrzegam jednak pewne podobieństwa, nawet jeżeli wraz z upływem czasu zostały wprowadzone różne zmiany.

BIBLIOGRAFIA:

www.interklasa.pl/portal/dokumenty/r023/obrzedyizwyczaje.htm

www.interklasa/portal/dokumenty/m002/weselne.html

 

Miejsce, które warto zobaczyć …

Ciekawym miejscem w Marianowie, które na pewno zasługuje na poświęcenie uwagi to figurka Matko Boskiej. Według relacji najstarszych mieszkańców Marianowa ma ona ok. 100 lat. Została ufundowana przez dziedzica z sąsiadującej wsi – Józefa Dymka. Miała ona bowiem podtrzymywać mieszkańców na duchu. Dawać nadzieję i przypominać, szczególnie w czasie najazdów wojsk carskich, że zawsze będzie nad nimi czuwać. Postać Maryi jest nachylona, ręce ma rozłożone natomiast wzrok skierowany ku dołowi, jakby patrzyła na przychodzących tam mieszkańców wsi i brała ich pod swą opiekę w szczególności w czasie II wojny światowej, gdy Niemcy chcieli spalić naszą wieś.

Do tej pory jest miejscem szczególnie ważnym. Co roku figurka jest malowana. Odbywają się tutaj różne uroczystości m. in. poświęcenie pól lub majowe uroczystości Maryjne. Ja osobiście lubię na nią patrzyć. Bije od niej spokój i miłość. Historia o figurce, którą opowiadał mi dziadek żyje w moim sercu i we wszystkich nawet najmłodszych sercach mieszkańców Marianowa.