„Śledztwo w sprawie Mikołaja” – wywiad

Poniżej publikujemy wywiad z dziadkiem Patrycji i Magdaleny na temat Świętego Mikołaja:

Dziadziu, kiedy byłeś dzieckiem, to przychodził do Ciebie święty Mikołaj?

- Tak, bo ja bylem grzecznym dzieckiem:)

-Jak wyglądał wtedy Mikołaj?

- Był ubrany w kożuch, albo owinięty w prześcieradło, na które była narzucona tzw. kapa (wzorzysta,tkana narzuta). Na głowie miał robioną z papieru  wysoką czapkę biskupią, obowiązkowo musiał mieć okulary i brodę, robioną z przędzy lnianej, żeby wyglądał na staruszka.  W ręce trzymał długa tyczkę owiniętą sreberkiem od czekolady. Okulary i broda służyły utrudnieniu w rozpoznaniu przez dzieci, bo zazwyczaj był to przebrany tata. Bystre dzieci nieraz prowadziły swego rodzaju ” śledztwo”, na temat niezwykłego gościa, bo na przykład rozpoznały buty, szalik albo inny szczegół, który był „identyczny, jak nasz”.

- Jakie prezenty przynosił ?

- Najczęściej były to słodycze (często wypieki mamy, cukierki, rzadziej czekolada), jabłka z domowej spiżarni, szalik, rękawice, skarpety, sweterki, czapka – przeważnie robione w tajemnicy przed dziećmi przez mamę i babcię, zabawki strugane w drewnie przez dziadka i tatę.

- Co otrzymywały niegrzeczne dzieci?

- Mikołaj pogroził pastorałem, wręczył rózgę, ale na koniec i tak dał prezent, w końcu był święty.

- Jak wyglądało rozdawanie prezentów?

- Wieczorem 6 grudnia dzieci czekały na gwiazdkę na niebie i były bardziej grzeczne, niż zwykle. Kiedy Usłyszały pukanie do drzwi, chowały się po kątach i powoli, zaczynając od najodważniejszego, wychodziły na środek izby. Prezenty musiały ” wykupić”, czyli zaśpiewać piosenkę, powiedzieć wierszyk albo modlitwę, przeżegnać się, pocałować Mikołaja w brodę, czasem skoczyć przez miotłę ( to dla tych mniej grzecznych). Mikołaj wszystkich pozdrawiał, czasami mama częstowała go herbatą i ciastem i wśród uciechy dzieci, żegnał się i wychodził. Ciekawskie dzieci zauważały, że co roku na czas odwiedzin Mikołaja tat gdzieś znika i potem każe wszystko opowiadać, mówiąc, ze musiał pilnie wyjść w ważnej sprawie. Podejrzliwe maluchy dopytywały się dokładnie, po co i gdzie znów musiał wyjść, dlatego tata zawsze był przygotowany i co roku miał inną sprawę do załatwienia :)

-  Jak wspominasz swoje spotkania z Mikołajem?

- To był zawsze magiczny czas, kiedy wszyscy się uśmiechali i dzieci miały tyle prezentów, jak w żadnej innej porze roku. W ten wieczór cała rodzina zapominała o niedostatku, dokuczliwej zimie,  sporach i wspólnie przygotowywała się na nadejście świąt Bożego Narodzenia.

- Dziękujemy za  ciekawą opowieść.

- Mnie też miło się wspominało.

 

 

Leczenie po narolsku

Dawniej, w  naszej okolicy krążyły recepty przekazywane drogą ustną, na różne schorzenia i przypadłości. Niektóre można było wykonać w domu, w niektórych przypadkach trzeba było specjalnych osób, które mogły usunąć chorobę.

Najpopularniejsze sposoby, to picie mleka z miodem, czosnkiem lub cebulą na przeziębienie oraz nacieranie. W cięższych przypadkach wołano znachorki, aby postawiły bańki . Były to bańki szklane, nacierane denaturatem, podgrzewane nad ogniem  i stawiane na plecach chorego. Wytwarzało się ciśnienie, wyciągające chorobę w formie ściągniętej krwi pod skórą ( coś w rodzaju sińca).

Na obrzęki przykładano do ciała pijawki, które wysysały „złą krew”. Na omdlenia i „poty” połączone z ostrym bólem brzucha mówiono, że to urok i trzeba było go odczarować. Wierzono w „złe oczy”, które zauroczały w ten sposób. „Odczyniać” uroki mogła tylko pierwsza osoba urodzona w rodzinie. Polegało to na splunięciu przez sito na chorego i wypowiedzenie zaklęcia. Niestety, nie dowiedzieliśmy się, jakiego.

Na przestrach stosowano przelewanie jaj kurzych na głową chorego z jednego naczynia do drugiego. Tu również wypowiadano tajną formułkę. W naczyniu pokazywało się ze ściętego białka źródło przestrachu. Najbardziej skuteczne było wykonanie tego po zachodzie słońca z jaj zniesionych w czasie tego samego dnia.

Jesienne wieczory

Kiedyś na terenach Narolszczyzny wieczorami, gdy jeszcze nie było telewizji, dzieci i dorośli spędzali wspólnie czas na różne sposoby, np. skubanie gęsich piór, kiszenie kapusty, przędzenie wełny albo lnu, robótki ręczne na drutach lub szydełku, szycie i cerowanie, struganie różnych przedmiotów z drewna, wyrabianie wiklinowych koszyków albo mioteł z brzeziny, śpiewanie różnych pieśni i przyśpiewek, opowiadanie bajek, urządzanie przedstawień teatralnych itp.

Bardzo ciekawym zajęciem było kiszenie kapusty. Zbierano się w domach i poszatkowaną kapustę wkładano do ogromnych, drewnianych beczek. Kobiety musiały umyć nogi i ugniatać stopami tę kapustę w beczce. Przy tym było dużo śmiechu, śpiewano różne piosenki i przyśpiewki.

Kobiety w jesienne i zimowe popołudnie zbierały się i darły pierze na pierzyny i poduchy. Takim spotkaniom towarzyszyli również mężczyźni. Wtedy także śpiewano piosenki i opowiadano przeróżne prawdziwe jak i wymyślone historie.

Ludzie w dawnych czasach na naszych terenach wierzyli w tzw.  ,,Światełko”,  które chodziło nocami poza wsiami i przez wsie. Jak głosi legenda, jedna kobieta odważyła się ze światełkiem przywitać, mówiąc: ,,Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a ono odpowiedziało: ,,Jak ja Ci zaraz pochwale to Ci głowę usmalę (chodzi o to że straci włosy)’’, kobieta dotknęła ręką głowy i spostrzegła, że nie ma włosów Podobno, według opowieści dziadków, niektóre dzieci przywoływały Światełko dla zabawy, a kończyło się to niekorzystnie dla ich zdrowia. Dzieci często chodziły po domach starszych osób i słuchały opowiadanych bajek, np. o wilku i drwalu albo o figurze, pod którą zbierały się głodne zwierzęta.

Ludzie dawniej więcej czasu spędzali ze sobą, niż w chwili obecnej. Znali dużo pieśni i przyśpiewek, których niestety dzisiaj nie znamy.

Galicyjskie dożynki.

Jak udało nam się ustalić po rozmowach z naszymi dziadkami i babciami – w naszym rejonie dożynki miały od lat dwa wymiary : religijny i ” festynowy „.

Co roku w kościele parafialnym po zakończeniu żniw pojawiają się wieńce dożynkowe z poszczególnych wiosek jako dar rolników w podziękowaniu za szczęśliwe zbiory. Wieńce po uroczystym poświęceniu wystawia się na placu rekreacyjnym, gdyż specjalna komisja złożona z reprezentantów rolników i władz samorządowych wybiera najpiękniejszy. Nieodłącznym elementem takiego festynu jest kiermasz. Panie z Kół Gospodyń Wiejskich częstują przybyłych specjałami kuchni regionalnej, okoliczni artyści wystawiają swoje prace malarskie, rękodzielnicze, rzeźby itp., amatorskie zespoły artystyczne przedstawiają piosenki, tańce, scenki teatralne, a wieczorem odbywa się zabawa taneczna, której organizacją zajmuje się Ochotnicza Straż Pożarna. Plac, na którym odbywa się festyn dożynkowy, jest udekorowany ozdobami ze słomy, snopami zbóż, dawnym sprzętem rolniczym.

Jest to miła impreza, na którą przybywają całe rodziny. Zapraszamy do obejrzenia relacji z dożynek w Chyżach ( występ zespołu ” Sonata ” ).

http://www.gok.narol.pl/index.php/78-wydarzenia/109-dozynki-gminno-parafialne-chyze-2012

Tu mieszkamy. :)

Narol jest niewielkim miastem na Podkarpaciu malowniczo położonym na skraju Roztocza. Na temat historii naszej miejscowości pisaliśmy wiele na forum EtnoBingo w trzech poprzednich latach. Warta przypomnienia jest historia jej nazwy. Obecny Narol został zbudowany na zgliszczach poprzedniego miasta Florianowa, czyli ” na roli ” ( stąd pochodzi nazwa ). Niewątpliwie najciekawszym miejscem jest pałac Łosiów, którego gospodarzem obecnie jest profesor Władysław Kłosiewicz. Poniżej przedstawiamy kilka zdjęć z przeszłości i obecnego wyglądu tego pięknego obiektu.

Dawniej :

Pałac był wielokrotnie niszczony.

I dzisiaj :

Zdjęcia zaczerpnięte z :

http://narolszczyzna.eprace.edu.pl/523,Zabytki_architektury_swieckiej.html

http://www.mojeroztocze.pl/galeria/narol-palac-losiow/narol-palac-losiow-883.html

 

Nasz projekt. :)

Nasza grupa w tym roku szkolnym zajmuje się zanikającą już niestety, umiejętnością rękodzielniczą, jaką jest ręczny wyrób serwet za pomocą drutów z żyłką. Cennym źródłem informacji i wiedzy praktycznej jest pan Eugeniusz Mazurkiewicz, który od lat wykonuje przepiękne serwety.

W październiku odbyły się pierwsze warsztaty z jego udziałem. Uczyliśmy się odczytywać wzory na serwety i robiliśmy pierwsze praktyczne ćwiczenia w samodzielnym ich wykonaniu ( z różnym skutkiem ;) ). Potrafimy już wykonać : pętelkę rozpoczynającą ( co wbrew pozorom nie jest łatwą sprawą ), oczko prawe, oczko lewe, oczka ” G „, ” A” i ” S „, nawinięcie i oczko potrójne. Nasze robótki w początkowej fazie pozostawiały wiele do życzenia, trzeba było czasami kilka razy pracę zaczynać od początku. Pan Mazurkiewicz cierpliwie poprawiał nasze ” arcydzieła „. Nasi chłopcy przyglądali się naszym zmaganiom z włóczką i drutami i woleli zająć się dalszą obróbką, czyli krochmaleniem i naciąganiem za pomocą szpilek na styropianie gotowych wyrobów naszego mistrza ( trzeba przyznać, że nieźle sobie radzili ). Żeby nie było nudno, w międzyczasie pan Eugeniusz umilał czas piosenkami i wierszami swojego autorstwa.

Trzeba przyznać, że wiele się nauczyliśmy i następne spotkanie zaowocuje różnymi serwetkami naszego wyrobu. :)

Zdjęcia z warsztatów. :)

Wspólne naciąganie serwety. :)

To zabieramy się za robótki.! :)

Bartkowi spodobało się naciąganie. :)

Kilka wzorów.! :)

I kilka serwet naszego mistrza. :)

I na koniec, wiersz pana Eugeniusza Mazurkiewicza. :)

Hej, Wesele.! :)

W naszych stronach obrzęd weselny rozpoczyna się w domu pana młodego.Przed wyjazdem do panny młodej błogosławią go rodzice i chrzestni ( dziadkowie ). Następnie wyprowadzają go z domu dwie młode dziewczyny ( drużki ) biorąc go pod ręce. W czasie drogi do panny młodej pojawiają się liczne ” bramy „, czyli scenki tematyczne ( np. młócenie cepami zboża, robienie masła w maselnicy, kołysanie dziecka w kołysce, rozwieszanie prania na sznurze rozwieszonym nad jezdnią, itp. ). W imieniu pana młodego drużba ( świadek ) ” wykupuje ” przejazd płacąc alkoholem. Dużo przy tym śmiechu i targowania.

Przed domem panny młodej również jest ustawiona taka ” brama „, gdzie w jej imieniu ” targują się ” najbliżsi, przyjaciele rodziny. Dawniej zwyczajem było również przekomarzanie się młodej pary przy podejściu do progu domu. Kto pierwszy przekroczył próg, ten ” wchodził pod pantofel ” na całe życie. W domu panny młodej odbywa się błogosławieństwo młodej pary, po czym wszyscy wyjeżdżają do kościoła.

Zwyczajem jest, że ślub odbywa się w parafii panny młodej. Dawniej podczas powrotu spod ołtarza po ślubie ważne było kto przez czyje ramię się obróci. Na przykład jeżeli pani młoda obróciła męża wokół siebie, oznaczało to, że będzie rządzić w tym małżeństwie i odwrotnie. Po wyjściu w kościoła obsypywano parę drobnymi monetami na szczęście, które musieli własnoręcznie wyzbierać. Obecnie rzuca się również ryżem, a ostatnio płatkami róż. Pani młoda dziękując za ten gest rzuca w gości cukierki i czekoladki.

Po przybyciu na miejsce przyjęcia weselnego młodą parę w progu witają rodzice chlebem i solą. Państwo młodzi częstują się i upijają nieco alkoholu z podanych kieliszków, po czym resztą znienacka oblewają gości stojących z tyłu, co jest bardzo zabawne, następnie tłuką szkło na szczęście. Pan młody przenosi panią młodą przez próg i rozpoczyna się biesiada. Drużka przypina wszystkim gościom kotyliony ( dawniej wykonywane własnoręcznie ).

Kolejne obrzędy tzw. ” oczepiny ” rozpoczynają się o północy. Pani młoda rzuca welonem, a pan młody – krawatem / muszką. Kto z panien i kawalerów złapie welon lub krawat, ten w przyszłym roku wstąpi w stan małżeński.

Wśród wielu zabaw oczepinowych najbardziej tradycyjną w naszym rejonie jest zbieranie pieniędzy na wózek dla przyszłego dziecka. Odbywa się to w tańcu, podczas tzw. ” odbijanego „. Chłopcy i panowie chcąc zatańczyć z panią młodą, rzucają pieniądze do koszyczka drużki, a dziewczyny i panie chcąc zatańczyć z panem młodym, rzucają pieniądze do koszyczka drużby. Po tańcu drużbowie przeliczają pieniądze. W czyim koszyczku było więcej, ten spośród młodej pary będzie rządził finansami w domu.

Na drugi dzień odbywają się tzw. ” poprawiny „. Szczególnym momentem tego dnia jest podziękowanie od gości dla rodziców i dziadków pary młodej za zorganizowanie wesela. Wszyscy śpiewają ” Sto lat „, podczas gdy kolejno wywoływane osoby siadają na krzesło, które młodzi mężczyźni podnoszą przez całą piosenkę.

Wesela u nas są bardzo urozmaicone, pełne różnych śmiesznych zabaw, ale już niestety nie słyszy się dawnych przyśpiewek typu :

” A tę starszą drużkę wysadzić na gruszkę, drużbę na jabłoni, niech się śmieje do niej „

:)

Dożynki :)

 Dożynki, Święto Plonów, Wieńce jest to ludowe święto połączone z obrzędami dziękczynnymi za ukończenie żniw i prac polowych. W czasach przedchrześcijańskich – etniczne święto słowiańskie, przypadające w okresie równonocy jesiennej. Współcześnie obchodzone jest zwykle w jedną z niedziel września po zakończeniu żniw.

Zwyczaj ten, praktykowany przez Słowian i plemiona bałtyckie, w różnych stronach Polski określany był jako wyżynki, obrzynki, wieniec, wieńcowe, okrężne. Na Śląsku opolskim nazywane żniwniok. Obrzęd dożynek prawdopodobnie związany był pierwotnie z kultem roślin i drzew, następnie z pierwotnym rolnictwem. Tradycyjnie dożynki obchodzone były w pierwszy dzień jesieni. Święto poświęcone było tegorocznym zbiorom zbóż w czasie którego dziękowano bogom za plony i proszono o jeszcze lepsze w przyszłym roku. Dożynkom towarzyszyły różne praktyki i do niedawna zachowane zwyczaje tj.:

- wieniec – obchody dożynek rozpoczynały się wiciem wieńca, z pozostawionych na polu zbóż, kiści czerwonej jarzębiny, orzechów, owoców, kwiatów i kolorowych wstążek. Wieńce dożynkowe miewały zwykle kształt wielkiej korony lub koła. W przeszłości umieszczano w nich także żywe koguty, kaczęta lub małe gąski, bo miało to zapewniać piękny i zdrowy przychówek gospodarski. Wieniec dożynkowy nazywany bywał „plonem” bo też i uosabiał wszystkie zebrane plony oraz urodzaj. Niosła go na głowie lub wyciągniętych rękach najlepsza żniwiarka, czasami z pomocą parobków i innych żeńców

- ostatnia kępą – inaczej, pas niezżętego zboża, który po żniwach jakiś czas pozostawiano na pustym polu dla ciągłości urodzaju. Pozostawione na polu kłosy zwano przepiórką (na Mazowszu i Podlasiu), perepełką (na kresach wschodnich), brodą (we wschodniej części Mazowsza), kozą (w Małopolsce), pępem lub pępkiem (w poznańskiem); zwano je także wiązką, wiązanką lub garstką. Ścinane były uroczyście przez najlepszego kośnika, po czym wręczane były najlepszym żniwiarkom do uplecenia wieńca.

- w czasie dożynek organizowano biesiady z poczęstunkiem i tańcami, dawniej poprzedzane rytualnymi obrzędami i modlitwami.

Korzystaliśmy z wikipedii oraz informacji i wspomnień naszych dziadków. :)

O nas. :)

Dzień dobry. :)

Nasza grupa składa się z 7 członków oraz 2 opiekunek projektu. Opiekunkami są pani Anna Pogudz i Elżbieta Obirek. My chodzimy do klasy II gimnazjum. Uczestnicy projektu :

- Magdalena Pogudz

- Patrycja Mazurkiewicz

- Magdalena Rebizant

- Katarzyna Wiatrowska

- Krzysztof Czereczon

- Wojciech Brzyski

- Bartosz Winiarz

Magdalena Pogudz – Moim hobby jest muzyka. Gram na skrzypcach. Interesuję się również tradycją i kulturą Polski. Bardzo podoba mi się muzyka ludowa różnych rejonów. Gram również w kapeli ZPiT ” Roztocze ” przy Domie Kultury w Tomaszowie Lubelskim.

Patrycja Mazurkiewicz – Moją pasją jest karate. Ćwiczę karate w stylu Fudokan już od 5 lat. W tym czasie zdobyłam brązowy pas i wiele wysokich miejsc na mistrzostwach na szczeblu krajowym oraz europejskim. Poza karate interesuje mnie również fotografia.

Magdalena Rebizant – Moimi zainteresowaniami są : muzyka, fizjoterapia i astronomia. Uwielbiam spędzać czas z moimi znajomymi oraz czynnie go organizować. Mianowicie, bardzo lubię podróże i poznawanie świata i kultury otaczającej nas.

Katarzyna Wiatrowska - Interesuję się muzyką ,filozofią na różne ciekawe tematy oraz filmem. Każdy dzień spędzam aktywnie grając w tenisa oraz często czytam książki kryminalistyczne. Wolny czas spędzam także wraz z moimi znajomymi.

Krzysztof Czereczon – Interesują mnie sporty. Najciekawszymi według mnie są piłka nożna oraz koszykówka. Bardzo lubię grać w powyżej wymienione dyscypliny. Od czasu do czasu uczę się również grać na gitarze.

Wojciech Brzyski – Bardzo lubię grać na gitarze, przy czym spędzam większość mojego czasu. Oprócz tego lubię również rekreację, więc gram w koszykówkę oraz jeżdżę rowerem na długie rajdy.

Bartosz Winiarz – Lubię takie przedmioty jak matematyka i fizyka. Ciekawi mnie także temat naszego projektu. Myślę, że tradycja i kultura ludowa naszej kochanej Polski jest piękna i każdy powinien choć trochę wiedzieć na jej temat.

To tyle o naszych zainteresowaniach. Jak widać, są one bardzo różne. Mimo różnic wszyscy bardzo się lubimy i staramy się utrzymywać ze sobą dobre relacje. Poniżej dołączamy zdjęcie naszej grupy.


Witamy wszystkich

Witamy wszystkich uczestników Etno Bingo. Nasza grupa jest z Narola. Jest to niewielkie, ale urocze miasteczko na pograniczu Podkarpacia i Roztocza. W tym roku postanowiliśmy zgłębić tajniki ręcznego wykonywania serwet za pomocą drutów z żyłką. :)

Pozdrawiamy. :)