28 maj 2011

Licencje oprogramowania – cz. 2

Witam.

Po dłuższej przerwie przyszedł czas na rozwinięcie tematyki wolności oprogramowania jak i ich licencji, o których szerzej opisałem w poprzednim wpisie. Wiele osób z nas nie zdaje sobie sprawy, jakie korzyści płyną z udostępniania danych na licencjach GNU/GPL, Creative Commons, Copyleft i tym podobnych. Udostępnianie danych na tych licencjach przynosi same korzyści:

  • dany projekt jest rozpowszechniany za darmo;
  • społeczność korzystająca z danej aplikacji, może ją rozwijać za darmo;
  • każdy użytkownik może robić z oprogramowaniem co mu się podoba (w szczególności na licencji Copyleft);
  • popularność aplikacji może wzrosnąć dzięki takiej licencji (przykładem są darmowe przeglądarki internetowe);

Jest jeszcze wiele możliwości związanych z „darmowością”, otwartością i popularnością oprogramowania na tych licencjach.

Wspomniałem wyżej o darmowych przeglądarkach internetowych. Pewnie większość z Was korzysta ze znanej, lubianej i popularnej przeglądarki pod kryptonimem Mozilla Firefox. Ta przeglądarka zyskała swoją popularność dzięki otwartości źródła (w tym silnika Gecko, na którym powstało wiele podobnych przeglądarek) oraz „darmowości”. Wcześniej wspomniałem, iż ona korzysta z licencji GNU/GPL, czyli posiada kilka praw prawnych od autorów. Nie jest to może całkowicie otwarta źródłowo przeglądarka, lecz powstało wiele, bazujących na niej przeglądarek (przykładowo: Flock, SeaMonkey, Maxthon, Netscape itp). Popularność za to zyskuje Google Chrome jak i jego całkowicie otwarty brat – Chromium. Oby dwie przeglądarki rozwijane są przez Google Inc., lecz między nimi jest zasadnicza różnica. Google Chrome jest rozwijane całkowicie przez Google, natomiast Chromium jest open-source’ową przeglądarką, która rozwijana jest właśnie przez społeczność, o której napisałem wyżej, jako aspekt darmowych licencji oprogramowania.

Teraz może coś więcej o Creative Commons, o której jest dziś dosyć głośno. Jest to prosta licencja organizacji non-profit*, która jest jakby kompromisem pomiędzy pełną ochroną praw autorskich a otwartością rzeczy oraz niczym nieskrępowanym korzystaniem z twórczości innych osób (by Wikipedia). Ten rodzaj licencji zapełnia braki, pomiędzy Copyright a Open-Source i innymi. Dzięki tej licencji, nasze dzieło jest objęte prawami autorskimi, lecz możemy je udostępniać na szeroką skalę, bez ponoszenia żadnych kosztów związanych z dystrybucją czy też zabezpieczeniami przed piractwem etc. Udostępniane zdjęcia (przykładowo na Google) są niekiedy właśnie na tej licencji. Wiele organizacji udostępnia dane właśnie na tej licencji, dzięki czemu dane zyskują ogromną popularność, lecz jak wspomniałem – prawa autorskie zmuszają nas np: na napisanie pod zdjęciem, kto je zrobił i udostępnił.

Myślę, że opisałem troszkę zestawienie licencji i przybliżyłem Wam dany stan rzeczy.
Proszę komentować jak i oceniać mój wkład pracy.

Pozdrawiam;
Kamil Korczyk.

20 kwi 2011

Licencje oprogramowania

Witam.

Dzisiejszym wpisem będzie ogólne omówienie licencji oprogramowania, a w szczególności GNU/GPL, o którym w chwili obecnej jest dosyć głośno. Czym w ogóle jest licencja oprogramowania. Jest to zezwolenie, lub brak zezwolenia na kopiowanie, rozpowszechnianie i udostępnianie materiałów. Wszystko jest uzależnione od licencji, którą posiada dane oprogramowanie. Tak w kilku słowach można przytoczyć ogólną definicję licencji oprogramowania.

Czym różnią się między sobą? Niektóre wymagają od nas uiszczenia opłaty nadanej przez producenta, niektóre wymagają lub zabraniają nam rozpowszechniać oprogramowanie a niektóre zezwalają nam na wszystko, jak przykładowo Copyleft. Zasadniczą różnicą jest podejście do usera danego oprogramowania. Dana korporacja musi sobie przemyśleć, czy ta aplikacja ma być darmowa czy płatna; czy ma być otwarta źródłowo czy zamknięta. Na te wszystkie pytania dana korporacja musi sobie sama odpowiedzieć, w jaką niszę klientów chce trafić. Czy zależy im na dobrym wsparciu ze strony userów czy wolą wydać dziesiątki tysięcy na profesjonalnych programistów, którzy wykonają „kawał dobrej roboty“.

Co możemy uzyskać z danego rodzaju oprogramowania? Jeżeli producent zezwala nam na dowolną edycję oprogramowania, możemy je zmienić wedle uznania, po czym je udostępnić pod inną nazwą. Taką politykę przykładowo obrała firma Canonical oraz wiele innych, tworzących systemy operacyjne GNU/Linux. Dlaczego takowy stan rzeczy ma miejsce? Te korporacje uznały, iż ich produkt ma być poprawiany czy też ulepszany przez userów, czyli nas, podczas korzystania z oprogramowania. Projektanci aplikacji wchodzących w skład zestawu zazwyczaj tworzą bazę bugów (bazę błędów), która jest automatycznie uzupełniana, gdy tylko wyślemy raport błędu. Możemy także ingerować w dane oprogramowanie, wydając je pod inną nazwą, co nadmieniłem wcześniej. Takim sposobem (znów nawiązując do GNU/Linux), powstał Linux Mint, PCLinuxOS czy choćby Ubuntu, pochodzące od Debiana.

Teraz może bardziej dokładniej, jeżeli chodzi o główną licencję, licencję GNU/GPL i pochodne. Czym ona jest? Podręcznikowo: „licencja wolnego i otwartego oprogramowania stworzona w 1989 roku przez Richarda Stallmana i Ebena Moglena na potrzeby Projektu GNU, zatwierdzona przez Open Source Initiative. Pierwowzorem licencji była licencja Emacs General Public License. Wersja druga licencji GNU GPL została wydana w roku 1991, a wersja trzecia – 29 czerwca 2007“. Na chłopski rozum, jest to licencja, dzięki której otrzymujemy materiał całkowicie za darmo, na warunkach ustanowionych przez producenta oprogramowania. Większość aplikacji używanych na co dzień (przeglądarki internetowe, komunikatory czy choćby odtwarzacze multimediów) są właśnie na tej licencji, co w konsekwencji powoduje ogromną społeczność użytkowników tego oprogramowania, co wedle komputerowego języka – tworzy support oprogramowania, dzięki którym software ma prawo bytu.

Czy takowe oprogramowanie jest bezpieczne. Otóż istnieje wiele podzielonych zdań na ten temat. Wiele osób uważa, iż to, co jest wpierane przez społeczność jest święte (sam tak uważam :D ), natomiast niektórzy krytykują takowe postępowanie, woląc wydać ogrom pieniędzy na identyczne, a czasem gorsze oprogramowanie, niż ich darmowe odpowiedniki. Zgadzam się z hipotezą, iż darmowe nie zawsze oznacza lepsze. Niektóre darmowe programy nie mogą być lepsze od ich płatnych odpowiedników ze względu na możliwości działania, aczkolwiek powoli ta sytuacja się zmienia. Przykładowo – niektórzy muzycy wydają muzykę na licencji CC (Creative Commons), ze względu na popularność czy choćby zdobycie szerszej grupy fanów.

Myślę, że mniej więcej przytoczyłem ogół sprawy. Oczywiście ten temat nie został zamknięty, dlatego zapraszam do dyskusji na ten temat.

Pozdrawiam;
Kamil Korczyk.

15 kwi 2011

Informacja od Szkoła z klasą 2.0

„Jak zapewne Państwo słyszeli, rząd zamierza zakupić laptopy i rozdać je
uczniom. Pierwotnie mówiono o pierwszoklasistach, ale sprawa nie jest
przesądzona. Trwa dyskusja.Zależy nam na poznaniu opinii nauczycieli i
uczniów. Czy możecie Państwo przedyskutować tę sprawę ze swoimi uczniami?
Na lekcji lub – bardziej nieformalnie – na przerwie? Prosimy o zadanie im
m.in. takich pytań:

– W której klasie uczniowie powinni dostawać laptopy: lepiej w I klasie
szkoły podstawowej, IV klasie czy I klasie gimnazjum?
– W jaki sposób laptopy mogą pomóc uczniom w nauce? Czy mogą w jakiś
sposób w nauce przeszkadzać?
– Czy nauczyciele będą potrafili wykorzystać laptopy do uczenia?
– Czy laptopy powinny być dla wszystkich za darmo? Czy też zamożniejsi
rodzice powinni do nich dopłacać, żeby starczyło na więcej laptopów?
– Czy szkoła z laptopami byłaby fajniejsza niż jest obecnie? Dlaczego
tak? Dlaczego nie?

Zachęćcie też Państwo uczniów do wypowiedzi na ten temat na uczniowskich
blogach 2.0.

Wybrane wypowiedzi nauczycieli i uczniów opublikujemy w Gazecie Wyborczej
we wtorek 26 kwietnia. Prosimy o przysłanie odpowiedzi *najpóźniej do środy
20 kwietnia.*

Z góry dziękujemy i pozdrawiamy.”

Zespół Szkoły z klasą 2.0

Centrum Edukacji Obywatelskiej

15 mar 2011

Klasowy Dropbox?

Witam.

Dzisiaj myślałem trochę nad sensem propagowania IT podczas lekcji i po lekcjach. Myśląc nad jakością porozumień oraz przesyłaniu danych dla uczniów, przypomniała mi się jedna strona, na której to można za darmo założyć własny internetowy dysk. Dlatego właśnie ta oto myśl zainspirowała mnie do szerszego opisu takowej sytuacji.

Otóż uczniów bardzo często nękają problemy z komunikacją z innymi uczniami, ze względu na jakieś problemy. Dlatego wpadłem na genialny pomysł. Dlaczego nie założymy sobie właśnie darmowego Dropboxa, na który każdy z naszej klasy będzie miał swobodny dostęp, gdzie będzie mógł umieszczać dane informacje potrzebne niektórym uczniom przez np: nieobecność czy inny wypadek? Według mnie rozwiązało by to troszkę sytuację z takowym problemem i mogłoby ukształtować ogólny stan wiedzy.

Na darmowym Dropboxie możemy mieć 2 GB danych za free, co oznacza właściwie nieskończoną ilość notatek czy przeróżnych informacji. To samo tyczy się dostępu. Każdy uczeń z naszej klasy mógłby wejść na naszego Dropboxa i znaleźć potrzebne dane. Moglibyśmy także udostępnić komuś jakiś plik, wysyłając na jego maila odpowiednią informację, iż może pobrać dany dokument czy odwiedzić katalog. Możliwości jest wiele a jedynym ograniczeniem jest nasza wyobraźnia :D

Reasumując – według mnie jest to pomysł warty wdrożenia do codzienności. Wart jest także przedyskutowania, na co serdecznie zapraszam.

Pozdrawiam;
Kamil Korczyk.

03 mar 2011

Doświadczenia z fizyki – prezentacja

Witam po raz kolejny!

Dzisiaj otrzymałem maila od jednej z naszych klasowych dziewczyn, która to zamieściła w nim cenną prezentację przedstawiającą naszą pracę na lekcji fizyki. Pracą były przedstawione przez nas doświadczenia, które z resztą wykonaliśmy wręcz wspaniale i idealnie. Pani profesor była wręcz zachwycona naszą kreatywnością i twórczym myśleniem.

Co do prezentacji i do autorów tegoż dzieła. Wykonanie prezentacji jest na dość wysokim poziomie. Autorzy zastosowali ciekawe animacje oraz ogólnie ciekawe rozplanowanie slajdów. Zdjęcia wykonane są starannie i precyzyjnie. Dobra – nie będę przynudzać :D Oglądnijcie, jak dziewczyny (czyt. Sandra Podejma, Aneta Pyka, Justyna Stefanowska oraz Kinga Rus) wykonały wręcz idealną pracę na podsumowanie naszej pracy :P

Teraz może trochę więcej na temat takowych lekcji, gdzie to my tworzymy cały obieg zajęć. Wielu z nas uważa, iż twórcze myślenie jak i ogólny stan naukowy w większości przypadkach wykonany jest lepiej przez nas niż wykładane jedno i to samo na żmudnych i nudnych lekcjach. Uczniowie nie lubią ciągłego pisania w zeszytach, kartka po kartce zapisując treść, która czasem napisana jest językiem kompletnie niezrozumiałym. Uczniowie wręcz pragną wykonywać jakieś doświadczenia, inicjatywy czy prezentacje, gdzie wskazane a wręcz wymagane jest twórcze myślenie i samozapał do stworzenia czegoś z niczego :P Uczniowie chcą pracować a nie przepisywać definicje z podręczników, gdzie jest to samo, zapisane tak samo jak zostało wytłumaczone na lekcjach (o ile zostało wytłumaczone, bo i zdarzają się przedmioty, gdzie nauczyciel po prostu zadaje zadanie i nic więcej :D ). Uczniowie wręcz lęgną do zadań, gdzie mogą się wykazać jakąś wiedzą i odrobiną chęci z pracy, lecz jak wiemy – wykonanie takich czynności jest często bardzo trudne i niekiedy całkowicie nieopłacalne. Takie właściwie drobnostki komplikują nasz rozwój.

Prosiłbym o skomentowanie wpisu jak i pracy dziewczyn.

Pozdrawiam;
Kamil Korczyk.

PS.

Prezentację musiałem wrzucić na inny serwer, ponieważ nasz blog ma ograniczenia co do pojemności bazy danych. Link poniżej:
KLIK

—-EDIT

Poprawiono odnośnik do prezentacji. Od teraz możemy pobierać.

11 lut 2011

Używanie TIK podczas lekcji w szkole? Pomysł wart wykonania!

Pewnie myślicie po tytule, iż autor, czyli ja po raz kolejny nawiązuję do dobroci wynikającej z darmowości oprogramowania. Otóż tym razem na stół rzucam inny aspekt, o którym burzliwie rozmawialiśmy podczas lekcji języka polskiego (na zastępstwie oczywiście :P ).

Przenieśmy się do świata, gdzie zamiast podręczników, książek czy innych ustrojstw mamy tylko monitor i klawiaturę. Wyobraźmy sobie, że podczas lekcji możemy korzystać z dobrodziejstw internetu (oczywiście w celach edukacyjnych). Wyobraźmy sobie, iż każdy korzystający z komputera ma dostęp do darmowej wiedzy. Tak burzliwą dyskusję przeprowadziła nasza skromna grupa uczniów (ja, Marcin i Adrian). Poprzez nasze wyliczenia, przyjemność z lekcji byłaby o wiele większa. Popatrzmy także z drugiej strony… Nie musimy ze sobą taszczyć sterty książek i zeszytów, które niszczą nam zdrowie. Zamiast zeszytów, ksiązek – nosimy ze sobą laptopa (o tym później), w którym mamy wszystkie (albo większość :D ) notatek z lekcji… Czy takowy pomysł byłby dobry? Spróbuję przytoczyć kilka zalet i wad tego pomysłu.

Pierwsza zaleta została już wymieniona, lecz rozgryźmy drugą… Koszt używanego laptopa mieści się w granicach 200 ~ 300,- Jeżeli natomiast popatrzymy na koszt wszystkich podręczników, suma za same książki na jeden rok wynosi ponad 400 PLN!! Już sami widzimy, iż opłacalność pod tym aspektem jest wyższa. Książki wystarczają nam na jeden rok – góra dwa, natomiast taki laptop spokojnie na 3 i więcej lat (chyba, że robimy z niego maszynę do wszystkiego :D )! Już choćby ta zaleta przemówi do wielu rodziców sponsorujących nasze lekcje :P

Drugą zaletą jest mobilność i ogół spraw związanych z IT. Dzięki lekcjom, na których pracujemy na laptopach, zyskujemy większą wiedzę w dziedzinie informatycznej; uczymy się obsługi oprogramowania czy też powtarzamy sobie jego obsługę. Możemy także rozwinąć możliwości szukania informacji w internecie. Dzięki połączeniom WI-FI, każdy uczeń ma dostęp do wiadomości, które są niezbędne do kształcenia.

Trzecią zaletą jest przyjemność czerpana z lekcji. Lekcja prowadzona w sposób TIK jest o wiele bardziej przyjemniejsza, niż wykuwanie na pamięć czegoś, co właściwie nas nie interesuje. Dzięki takim lekcjom, szczerze powiedziawszy – będziemy się bardziej rozwijać. Nasza klasa pamięta lekcję chemii, na której właśnie przedstawialiśmy prezentacje ze związkami organicznymi (post niżej) i wiele osób było zadowolonych. W końcu powiedzenie mówi: „Lepiej smakuje zrobione samemu, niż zrobione przez kogoś” – przynajmniej ja tak odczuwam :P

Niestety jest jedna wada… Wadą jest niestety pogłebszający się analfabetyzm (a dokładniej umiejętność pisania odręcznie na kartce papieru). Nasz pomysł nie wyklucza właśnie także takich, czyli normalnych lekcji, lecz chcielibyśmy więcej lekcji z rozwiązaniem TIK, niż bez niego. Zapobieganie jest proste – pisanie możemy ćwiczyć właśnie na języku polskim – na innych lekcjach nie jest tak wymagane (przykład – religia).

Reasumując… Pomysł jest bardzo dobry a i wykonanie byłoby wręcz wyśmienite. Niestety jest jeden problem – żyjemy w polsce…

Czekam na Wasze komentarze i ogólną ocenę tego wpisu.

Pozdrawiamy;
Kamil Korczyk, Marcin Krysiak, Adrian Golba.

—- UPDATE

Niedawno szukając różnych informacji na Wikipedii, znalazłem pewną witrynę, która może wzbudzić zainteresowanie wśród społeczności sceptycznie podchodzącej do sprawy. Otóż na tej witrynie znajdują się darmowe materiały przedstawione i redagowane przez każdego. Wniosek możemy wyciągnąć jeden – powoli kształtowanie internetu pod tym względem otrzymuje przysłowiowego „kopa” :P Witryna, o której mowa, zwie się: Wikibooks – warto zajrzeć i rozglądnąć się :P

Wiem, że nadal niektórzy mogą utrzymywać się nad aspektem kosztów podręczników. Autorzy i wydawnictwa będą nas zmuszały do uiszczania stosownych opłat za materiały lekcyjne. Może być jeszcze gorzej, jak przytoczyła Pani Profesor – będziemy musieli płacić swojego rodzaju abonament za materiały do nauki… Tego niestety jako tako rozwiązać nie mogę, lecz jak wiemy, każdy projekt może otrzymać dofinansowanie ze środków unijnych jak i ze środków miast, gmin czy województw. Wszystko zależy od rozwinięcia sprawy – przykładowo szkoła otrzymuje dofinansowanie ze środków unijnych na cel zakupu materiałów lekcyjnych (opracowań itp.)… Tą dyskusję należałoby jakoś rozwinąć i od czegoś zacząć…

11 sty 2011

Darmowe oprogramowanie nadzieją polskich szkół?

Witam.

Kolejnym tematem, który został rozważany przez bardzo długi okres jest wolność oprogramowania.

Jak dobrze wiemy, obecnie w szkołach na komputerach jest zainstalowana jakaś wersja systemu operacyjnego giganta z Redmond. Jak dobrze sobie zdajemy sprawę – komputery bardzo często chądzą mozolnie, nie reagują na nasze polecenia albo w ogóle nie działają. Jest to po części nasza przyczyna, ponieważ każdy z nas coś instaluje, coś odinstaluje itd itp. Po pewnym czasie tworzy się wielki galimatias i są problemy. Akurat tutaj z pomocą przychodzą darmowe systemy operacyjne (OSy) z rodziny GNU/Linux.

Na odstrzał idzie system korporacji Canonical. Znany i lubiany Ubuntu jest bardzo dobrym OSem. System bazujący na Debianie działa bardzo stabilnie nawet na słabych maszynach. I tutaj zaczyna się dyskusja. Większość z Was uważa, iż Linux to zło, którego lepiej się nie tykać; to system, który działa niezrozumiałym językiem. Otóż chciałbym Was uspokoić. Ubuntu jest tak banalne w obsłudze jak konstrukcja cepa. Wszystko działa na okienkach, lecz dla bardziej wymagających przyda się Terminal, choć i czasem trzeba coś wpisać, żeby zaakceptować zmiany. Istnieją inne Linuxy, które wymagają od użytkownika więcej, niż tylko klikania w przyciski. Wymagają wpisania odpowiedniej komendy w terminalu, żeby coś zadziałało. Aczkolwiek jak dobrze wiemy, uczniowie są leniwi i nie za bardzo chcą się uczyć na pamięć ogromnej listy komend. Właśnie dlatego Ubuntu najbardziej nadaje się dla ucznia.

Co lepsze. Jako, iż Linuxy nie są za bardzo popularne (bo na całym świecie zaledwie pare procent), jest bardzo mało wirusów. A nawet choćby Linux był bardziej popularny niż Windows, którego największą udręką są wirusy, i tak powstałoby zaledwie kilka i to niegroźnych. Przyczyną jest właśnie architektura jądra systemu, które właściwie przy większych aktualizacjach jest poprawiane. Co aktualizację instalowana jest poprawka bezpieczeństwa (średnio co 2 tygodnie). Co jeszcze – z każdą nową wersją systemu, jądro różni się w dosyć dużym stopniu. Dlatego hackerzy i inni „Trolle” nie mają wielkiej możliwości na zaszkodzenie nam w użytkowaniu naszego piecyka :P

Aplikacji jest pełno. I tutaj zagadka a właściwie bolączka Windowsowców. Jak uruchomić jakąś aplikację z Windows pod Linuxem. Otóż ja znam na to pytanie kilka odpowiedzi. Albo szukamy na upartego darmowego lub płatnego zamiennika, albo używamy aplikacji symulującej system Windows. Obydwie pozycje są prawidłowe i warte przedyskutowania. Zamienników jest dużo (Adobe Photoshop – GIMP, 3D Studio Max – Blender, Microsoft Office – OpenOffice.org, itd…), tak samo gier jest ogrom, jeżeli nie żyjemy tylko pracą (bo nie samą pracą żyje człowiek :P ). No dobra, ale jak uruchomić aplikacje z Windows pod Linuxem… Otóż penwa aplikacja pozwala na to. jest nią Wine oraz wszelakie jej nakładki (CEDEGA, PlayOnLinux itd…). Wystarczy zainstalować aplikację Wine, włożyć płytę z programem, grą, czymkolwiek co działa pod Windows, uruchomić plik .exe i już! Aczkolwiek jest jedno ale… Nie wszystkie aplikacje działają poprawnie lub w ogóle działają. Otóż istnieje baza błędów Wine, na której warto zobaczyć, czy nasza aplikacja będzie działać.

Od pewnego okresu, bo właściwie od 2 lat zacząłem się interesować Linuxami. Zaczynałem na Mandrivie 2006, lecz z przyczyn pewnego pokroju – podczas aktualizacji się sypał. Zrezygnowałem z niego, choć działał dobrze i miło. Przesiadłem się na Kubuntu/Ubuntu (róznicą jest GUI), do których korzystam do dziś. Jak widać – z Linuxa da się korzystać i bezpieczniej jest odwiedzać witryny ze względu na mniej „Trolli” :P Drugim aspektem jest stabilność. Żaden Windows nie zapewni Wam stabilności porównywalnej do Linuxa (no jedynie po instalacji „czystego” systemu). Także żaden Windows nie zapewni Wam odkrywania systemu, jakie zapewnia każdy Linux. I tutaj przydaje się stwierdzenie: „Windows jest jak winda, Linux jest jak schody. Może i windą łatwiej, lecz schody się nie zepsują” – i to jest prawda! Żeby zepsuć obojętnie jakiego Linuxa, trzeba się mocno napracować.

Osobiście polecam, żebyście się zapoznali z tym tematem na stronach opisujących darmowe systemy operacyjne i zainteresowamie się tematem.

To chyba wszystko jak na chwilę obecną. Proszę komentować i oceniać newsa :P

Pozdrawiam!

Kamil Korczyk

Anonimowość w sieci. Czy warto?

Witam po bardzo długiej przerwie – a właściwie po zastoju.

Dzisiejszym tematem jest anonimowość w sieci, która często przydaje się w wielu przypadkach, lecz w niektórych jest po prostu objawem chamstwa i braku kultury. Osoby twierdzące, że w sieci wszystko wolno, bo anonimowość nam na to pozwala są w błędzie.

Pani profesor poinformowała naszą klasę o pewnym wybryku, a właściwie braku kultury ze strony „tajemniczego nieznajomego”, który wyraził się w następujący sposób.

Owszem, ale jest także coś takiego jak anonimowość która w dzisiejszych czasach szerzy się coraz bardziej, czyli tzw. anonimowość korespondencji (por. anonim). Jednak gdyby Pani uparła się na to aby mnie znaleźć, gdybym coś przeskrobał bezproblemu Pani tego dokona. Przy każdym połączeniu internetowym zapisywany jest adres IP, który posiadam. Prywatne dane danego numeru IP są przechowywane przez dostawce. Jednak koniecznosc zdobycia takich danych jest możlwia tylko poprzez organy ścigania. Ponieważ adres IP jest dostępny praktycznie dla każdego, jest możliwość podglądu z jakimi serwerami się łączył, co na nich robił oraz jak długo przebywał, więc także można zobaczyć/sprawdzić czy dany osobnik nie napisał gdzieś swoich danych. Oczywiście istnieje możliwość iż te dane są fałszywe.
W przypadku korzystania z proxy ustalenie osoby korzystającej z sieci poprzez dany IP jest utrudnione, ale nadal możliwe. Istnieją jednak rozwiązania techniczne w postaci anonimowych sieci wirtualnych, pozwalające korzystać z dostępnych w internecie treści i usług przy zachowaniu wysokiego stopnia anonimowości. Popularnym przykładem tego typu sieci jest Tor.

Pozdrawiam.

Pani profesor chodziło o podpisanie się pod wiadomością, ze względu na jakikolwiek szacunek dla osoby, która ma otrzymać wiadomość. W powyższym tekscie widać, iż kultura chłopaka (bo tak wynika z treści wiadomości) pozostawia wiele do życzenia.

Jaka jest Wasza opinia na ten temat? Co o tym sądzicie? Proszę o komentarze :P

Pozdrawiam!

Kamil Korczyk

09 gru 2010

WITAMY WSZYSTKICH NA NASZYM KLASOWYM BLOGU

W dniu 8 grudnia 2010 roku na lekcji fizyki wraz z panią profesor, która nad nami dzielnie czuwała, nasza klasa 2LP2 debatowała na temat kodeksu „Szkoła z klasą 2.0″. W wyniku wielkiej dyskusji opracowaliśmy następujący kodeks:

1. Stworzyć sieć konatktów między klasami i nauczycielami w celu uzyskania informacji;
2. To, co piszemy, podpisujemy imieniem i nazwiskiem;
3. Zbieramy dane z różnych stron i opracowujemy je samodzielnie;
4. Wykorzystujemy multimedia do nauki;
5. Dostęp do notebooka z dostępem do sieci.

Prosimy o wypowiadanie się na ten temat oraz ocenianie naszych pomysłów. Prosimy także o częstsze odwiedzanie naszego bloga.

Pozdrawiam.

css.php