Mity o wampirach w Polsce

Oskar Kolberg – „Sanockie-Krośnieńskie”, cz. III. Dzieła wszystkie, t. 51., tak pisze:


„(…) W upiory lud górski wierzy mocno; i tak we wsi Jaworniku nad Osławicą nie ma jednego człowieka pochowanego na cmentarzu, który by nie miał wbitego w głowę ćwieka lub uciętej, i u nóg położonej, głowy (…). Aby zapobiec wędrówkom pośmiertnym upiora, obwijają zmarłemu szyję młodym pędem głogu, a w serce wbijają gwóźdź z brony lub 3 żelazne ćwieki. Dla odwrócenia Złego ucinają też głowę i kładą twarzą na spód, w nogach (…). Przed pogrzebem kładą w usta łyżkę maku albo pełny pysk lub półkwartek, w tym celu, aby z grobu nie wstał. Sądzą bowiem, że podniósłszy się z trumny, nim dojdzie do domu, powinien on wszystkie te ziarenka maku w ustach zliczyć, zrachować, czemu nie podoła prędko, wiec kur zapieje tymczasem i upirz do grobu wracać musi (…)”.

STARA MAPA Z 1936 roku

wioska dzisiaj już nie istnieje



ENGLISH VERSION


Click on this icon to see the English version

_____________________________________________________________________________________________________________________________________

Bibliografia tematu

                                                                         

Wierz – nie wierz

ale

przeczytaj koniecznie!

 

Opisy etnograficzne bieszczadzkich miejscowości, pełne są podań o wampirach i upiorach żyjących w XVI, XVII, XVIII, XIX w., a nawet na początku XX w.

 

Już przed II wojną światową prowadzono badania dotyczące problematyki wampiryzmu na ziemiach polskich, a jako jedni z pierwszych byli J. Fałkowski, B.Pasznycki, którzy tak piszą w pracach etnograficznych „Na pograniczu łemkowsko- bojkowskim w zarysie etnograficznym” Ruthenus Krosno 2009 (reprint) str. 79
„Jeżeli zmarły (a)jest upiorem, sypią przez całą drogę mak, bo boją się, żeby nie chodził po śmierci. Z tych samych powodów wbijają też ząb brony do głowy (Tyrawa W.). Cyganie, aby uchronić się przed chodzeniem nieboszczyka, zabijają mu ząb brony do głowy albo kładą pod język dwie szpilki, a przez całą drogę sypia mak (Prełuki). W Wisłoku D. wierzą, że w celu ochrony przed chodzeniem nieboszczyka trzeba mu za obszywku i za pazuchę wsadzić nasionka (swerbynzynu) z owoców dzikiej róży.”

O pochowkach wampirycznych na Bojkowszczyźnie i na Łemkowszczyźnie mówi też artykuł z lat 60. XIX w, który ukazał się w „Wędrowcu”. ADNAW „Zabobony, pieśni i obrzędy ludu mieszkającego u źródeł Sanu i Dniestru” „Płaj 32″ str. 112-113
„Jeżeli żadne zaklęcia ani modły pomódz nie mogą, a upiór dalej wojuje, natenczas zbierają się najstarsi gazdowie w nocy, odkopują grób upiora, kładą mu sierp na piersi, guzy do sieraka w usta, przez co traci moc swoją, a gdy i to nie pomaga, to ucinają głowę trupa, kładą ją w jego nogi, a krew, co się wysącza, zbierają i namazują nią wrota przy wjeździe do wsi i domów, a czasami i piją (?) tę krew z wódką, dla odstręczenia od siebie upiorów.”

Warto też sięgnąć do wiedzy prof. Romana Reinfussa. „Śladami Łemków” Wydawnictwo PTTK „Kraj” Warszawa 1990 str. 88
„[...]Upiorami pozostawali po śmierci ludzie, mający „dwie dusze”. Jedna z nich została ochrzczona i ta po śmierci szła spokojnie w zaświaty, natomiast druga, nie ochrzczona, pozostawała we zwłokach i powodowała, że nieboszczyk wychodził z grobu i zachowywał się jak żywy człowiek [...] str.89 tamże
„Bacza” posługując się swoimi magicznymi sposobami, wyszukiwał na cmentarzu grób, z którego „wychodził” nieboszczyk, następnie odkopywał trumnę, wydobywał zwłoki, odwracał je plecami do góry i przybijał do zimie osikowymi kołkami lub żelaznymi zębami od bron. Należało jeszcze odciąć nieboszczykowi głowę, włożyć ją między nogi, przykryć kolczastymi gałęziami i po zasypaniu ziemią przywalić grób kamieniami. W ubiegłym stuleciu tego rodzaju pogrzeby były bardzo często wykonywane, ponieważ w czasie powtarzających się nawrotów cholery sprowadzanie zarazy Łemkowie przypisywali włóczącym się po nocach nieboszczykom.”

Niezwykle ciekawych informacji dostarcza nam również Hubert Ossadnik w artykule:

„Zwyczaje pogrzebowe doliny Osławy, Osławicy i Kalniczki „ Materiały Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. – Nr 35 (2001), s. 109-139

English version


Click on this icon to see the English version

_____________________________________________________________________________________________

BIESZCZADZKIE LEGENDY

 

 

Śladami sanockich i bieszczadzkich wampirów

 

 

W latach 80 – tych podczas prac archeologicznych na dawnym cmentarzu przy sanockiej cerkwi, dziś imienia św. Trójcy, natrafiono na leżący na uboczu grób, najprawdopodobniej mężczyzny pozbawionego w naturalnym miejscu głowy, która była wetkniętą pomiędzy uda.

Sam cmentarz odkryto również przypadkiem, podczas rozbiórki budynku przenoszonego do skansenu, znaleziono ludzkie kości. Jak się okazało, był to cmentarz przy -cerkiewny, który funkcjonował najprawdopodobniej od połowy XVI w. do połowy XVIII w. Na takie ramy czasowe wskazuje wiele przesłanek – mówi Piotr Kotowicz, archeolog z Muzeum Historycznego w Sanoku. Znaleziono na cmentarzu również monety bite masowo przez króla Jana Kazimierza w połowie

XVII w, zwane „boratynkami”. W kilku grobach „boratynki” były bowiem włożone w usta zmarłych.

Wampir

 

Na dawnym cmentarzysku odkryto 40 grobów wśród nich, ten jeden nietypowy, leżący na uboczu. Wówczas jednak nie zwrócono na niego większej uwagi. Układ kości został sfotografowany, mogiłę opisano, a dokumentacja spoczęła na regałach w siedzibie archiwum sanockiego muzeum. Tam też przeleżała sobie ponad 20 lat.

Przed rokiem przypadkowo sięgnął po nią jednak młody, muzealny archeolog – Piotr Kotowicz. „Zdjęcie przedstawiające czaszkę umieszczoną pomiędzy kośćmi udowymi od razu mnie zaintrygowało. Może dlatego, że wcześniej interesowałem się bieszczadzką etnografią i podania o wampirach nie były mi obce. A tak właśnie grzebano osoby uznawane za wampiry. Co ciekawe, mogiła pochodzi najprawdopodobniej z XVII w. Wówczas minęły już czasy średniowiecznej świetności Sanoka, ale miasto nadal było prężnym ośrodkiem ziemskim. Tutaj znajdował się sąd, starostwo, tutaj zbierała się okoliczna szlachta. Sam cmentarz z grobem leżał zaś niespełna 200 m od siedzib ważnych urzędów” – opowiada P. Kotowicz.

Pochowany wampir to najprawdopodobniej mężczyzna, mieszkaniec Sanoka. Ale może to był nie upiór, lecz przestępca skazany na śmierć przez ucięcie głowy? Tym bardziej że w XVII w. działał w Sanoku miecznik chlubiący się nawet zdolnością ucięcia 5 głów jednym cięciem miecza? Skazańców chowano bez głów. Te zostawały przybite na miejscu egzekucji, na przestrogę przed

dokonywaniem przestępstw. Wisiały do momentu, aż same odpadły z powodu rozkładu tkanek – dodaje Kotowicz.

Bieszczadzkie upiory

Jak się okazuje, opisy etnograficzne bieszczadzkich miejscowości, pełne są podań o wampirach i upiorach. Do walki z nimi stawali nawet oficjalni przedstawiciele Kościoła. I tak np.w Kulasznem k. Rzepedzi posądzono zmarłego, że jest wampirem. Na cmentarz wybrała się wówczas cała wieś, pod przewodnictwem popa. Rozkopano mogiłę, wydobyto ciało z grobu. Zgodnie z opowieścią, pochowany miał się wówczas szyderczo śmiać z przybyłych. No to wbili mu prosto w serce wielki ząb z brony.

Podobne, popogrzebowe praktyki zarejestrowano także w Czaszynie czy w Zubeńsku. Natomiast na cmentarzu w nieistniejącym dziś Jaworniku k. Komańczy, miało nie być człowieka, który w grobie nie miałby głowy położonej między nogami, albo ćwieka wbitego w głowę – wyjaśnia Kotowicz.

Od śmiertelnika do upiora.

Człowiek mógł stać się bądź zostać uznanym za wampira na różne sposoby. Za takiego upiora uznawana była osoba, u której nie nastąpiło skostnienie pośmiertne bądź była czerwona na twarzy. To ostatnie tłumaczono występowaniem nadmiaru krwi w organizmie, a duża ilość krwi musiała przecież skądś się wziąć. Najprawdopodobniej została przejęta od innego człowieka.

Wampirem stawało się też dziecko poczęte w trakcie stosunku odbytego podczas menstruacji kobiety. Upiór charakteryzował się posiadaniem 2 serc i 2 dusz. Jedna była człowiecza, druga diabelska. Gdy umierała człowiecza, władzę nad ciałem przejmowała diabelska dusza i diabelskie serce – mówi Kotowicz.

To jednak wskazywałoby zawsze na istnienie tylko złych wampirów. Chociaż w rzeczywistości, jak podają źródła pisane, zdarzały się też i dobre upiory.

Był człowiek, który umarł, zanim za życia pozałatwiał wszystkie sprawy. Po śmierci gospodarz ten, wstał z grobu, doił krowy, latem siał, zbierał zboże, a zimą je młócił – opowiada archeolog.

Większość to jednak, niestety złe wampiry. Taki żył choćby w Dołżycy. Dusił bydło, a jeśli człowiek chciał mu przeszkodzić, był atakowany przez upiora.

Pogromcy

Przed wstaniem wampira z grobu broniono się na różne sposoby. Po wyprowadzeniu zwłok z domu odwracano próg, by upiór nie poznał swojego domostwa i do niego nie wrócił. W domu i na drodze do cmentarza, sypano mak. Mak sypano też do grobu oraz do ust zmarłego. Ziarenka miały absorbować upiora do ich liczenia, a musiało być ich tyle, żeby powstałego w nocy z grobu zastał świt, zanim ten odnajdzie wioskę.

Obracano też zmarłych w grobach twarzami do dołu. Odcinano głowy i kładziono je pomiędzy nogami. Wbijano ćwieki czy potężne, drewniane kołki w głowę, bądź w serce. Czasami zmarłego przebijano w 3 miejscach : głowę, serce i złączone nogi. Groby przywalano kamieniami. Wszystko po to, by wampir nie zdołał podnieść się z mogiły. Wreszcie wierzono, że przed atakiem upiora uchroni spuszczenie płynów z organizmu denata i ich wypicie razem z wódką

Walką z upiorami zajmowali się ponadto profesjonaliści. Za najlepszych uznawani byli Baczowie ze Słowacji. Jeśli zawiodły wszystkie inne sposoby, ich wzywano. Tacy przyjechali choćby do Radoszyc, gdzie postrach siała zmarła 11-letniadziewczynka. Baczowie – dwaj wielcy mężczyźni, przyjechali w ciągu dnia. Nie tknęli przygotowanego dla nich jadła i wódki. Poszli do przygotowanych pokojów. Jeden z nich czytał, prawdopodobnie Biblię. Tuż przed północą poszli do grobu dziewczynki. Otworzyli go, ale był pusty. Wówczas zobaczyli 11-latkę biegającą na skraju wsi. Pobiegli za nią, dogonili, złapali, doprowadzili do grobu. Ucięli głowę. I tak, osobno ciało, osobno głowę złożyli w mogile. Zabieg okazał się skuteczny, bo ten upiór więcej już wsi nie nawiedzał – opowiada Piotr Kotowicz.

English version :


Click on this icon to see the English version

___________________________________________________________

Cmentarze wampiryczne w Polsce:

  Bieszczady (Jawornik)

 Sandomierz 

 Fordon ( jedna z dzielnic Bydgoszczy ) 

 Złota Pińczowska

   Adolfina ( Na Kujawach )

 Rybno

  Oćwieka

Chrobrze

  Gwdzie (okolice Szczecina)

 


Przygotowała: Ewa Kędzior


Click on this icon to see the English version

Odpowiedzi: 2 do wpisu “Mity o wampirach w Polsce”

  1. SylwiaZ pisze:

    Te historie są niesamowite – podobnie zresztą jak stara mapka, która zamieściliście na blogu. Już chyba wiem, gdzie się na wakacje:) A tak w ogóle, to właśnie na tej mapce zobaczyłam, że blisko jest Rzepedź, skąd także mamy jedna szkołę w MAP. dopiero wczoraj zaczeli blogować – http://blogiceo.nq.pl/inia95/ odezwijcie się do nich, może przy okazji Waszych dociekań nawiążecie z nimi bliższy kontakt?Pozdrawiam/SZK

  2. Ewa pisze:

    jestem zaskoczona liczba cmentarzy na ktorych odbywaly sie pochowki wampirystyczne, nie wiedzialam ze moze byc ich tak wiele.
    historie same w sobie zachwycaja – i pobudzaja ciekawosc :)

Zostaw odpowiedź

*

CommentLuv badge
Blitzy Theme & Wordpress PL
css.php