Po co nam „Zośka” i „Rudy” ?

Po co nam „Zośka” i „Rudy” ? Rzadko zdarza się, aby teksty z zakresu krytyki literackiej stawały się przedmiotem dyskusji w mediach głównego nurtu. Jeszcze rzadziej, aby przedmiotem owych dyskusji była lektura szkolna. O ile dobrze pamiętam, ostatni raz gorąco debatowano publicznie nad lekturami za panowania ministra Giertycha, ale nie były to spory wywołane analizą krytyczną jakiegoś dzieła, a dość doraźnym interesem politycznym. A dziś – proszę bardzo, krytyka literacka doczekała się debaty, która przenika także do szkół. Z moich obserwacji wynika, że przenika z oporem i niechęcią doprawionymi nutką zażenowania, oburzenia i politowania dla autorki innego niż dotychczas odczytania znanej lektury („Daj pani, spokój, naprawdę, tego już za wiele, czego już oni nie wymyślą…”Się lodówkę, Pani kochana otworzy i giej wyskakuje…”). Tymczasem, jak na tacy podano nam (mówię zarówno o dr Janickej, jak i prasie, która temat opisuje) doskonały materiał do analiz, który z pewnością może odbiegać od szkolnej rutyny. Dyskutujmy zatem z młodymi, nie tylko na języku polskim. Rozmawiajmy o samej interpretacji, a zwłaszcza o burzy nią wywołanej, bo wiele nam ona mówi o dzisiejszej Polsce. Rozmawiajmy o polskim patriotyzmie i nacjonalizmie, antysemityzmie i homofobii. Pokażmy, że nakładanie na dzieła literackie rozmaitych filtrów to tylko sposób ich reinterpretacji, który wcale nie musi być deptaniem, szarganiem i naruszaniem. „Zośka” i „Rudy” są nam dzisiaj bardziej potrzebni niż kiedykolwiek – mamy okazję, aby przebić nadęty balon szkolnych interpretacji i uczyć myślenia na materiale, po którym pewnie byśmy się już tego nie spodziewali – korzystajmy, bo taka okazja nie zdarza się często.

9 Komentarzy

  • Wiesław Mariański
    21 kwietnia 2013 - 13:39 | Permalink

    „Dyskutujmy zatem z młodymi, nie tylko na języku polskim.”
    Tak, popieram gorąco. Dyskutujmy na każdy temat.
    Dyskutujmy, ale nie na zasadzie „ja wam powiem jak jest słusznie i sprawiedliwie”.
    „Dyskutujmy”, to przede wszystkim:
    - wysłuchujmy młodego człowieka
    - pokazujmy różnorodne punkty widzenia
    - inspirujmy do stawiania pytań i wyrażania wątpliwości
    - używajmy słownika języka szacunku i dialogu

  • Paweł Kasprzak
    21 kwietnia 2013 - 17:57 | Permalink

    Hm… Rzecz w tym, że z wyjątkami, o których szkoda mówić (choć da się i nawet trzeba zrozumieć np. te środowiska kombatanckie, które protestują), wszyscy poprą dyskusję w ramach „szacunku i dialogu”. Dyskusja, szacunek i dialog są bowiem tak oczywiste, jak szkoła właśnie. Naszkolnej akademii w scenografii będzie zatem „Rudy”, „Zośka” tęcza GLB, czy jak to tam jest oraz dwie paprotki – jedna za szacunek i jedna za dialog. Powszechność i oczywistość poparcia dla tego postulatu wyklucza szanse jego rzeczywistej realizacji.

    Doniesienia o seksualnej orientacji „Rudego” i „Zośki” są dziwaczne, jak wiemy. Queerowo zabrzmiał komuś fragment z Kamieni na szaniec, który jest przede wszystkim okropnie kiczowaty, co jest bardzo przykre, skoro opisano tam prawdziwych ludzi i to w prawdziwym akcie heroizmu. Książka miała w dodatku potężne znaczenie formacyjne, którego dzisiaj książki zdają się nie mieć wcale – może właśnie dlatego, że się wciąż do tej roli proponuje takie książki. Polski patriotyzm na tego rodzaju strasznie taniej literaturze się przez pokolenia budował. Sienkiewicz jest o kilka klas wyżej, ale to przecież nadal nie są arcydzieła, a już dla „dzisiejszej młodzieży” – szkoda w ogóle gadać. To mi się wydaje tematem rozważań właściwszym niż orientacja seksualna dwójki bohaterów mojego dzieciństwa – kicz patriotyzmu i milion fałszów, które w nim tkwią. Trudno o tym rozmawiać z dziećmi nie dlatego, że to kontrowersyjne, ale dlatego, że ów patriotyzm jest dla nich pustym brzmieniem i żadnej struny w nich nie porusza. Co mogą mieć za sieczkę w czaszkach pewnie już nie rodzice, a bardziej dziadkowie dzisiejszych dzieci, skoro tylu z nich marzyło o czynach podobnie heroicznych i podobnej śmierci nawet – wzniosłej i na ołtarzu? Po czym – dorósłszy troszkę – szło głosować albo potępiać syjonistów, warchołów i innych takich? Pewnie dzieci powinny to przeczytać, żeby nas w ogóle rozumieć, ale one tego czytać nie zechcą. Ten temat potrzebuje innej literatury zwyczajnie. Innego filmu też. Znalazłoby się kilka propozycji. Czy podejrzenie o homoseksualizm narodowego bohatera powinno i mogłoby budzić podobne emocje i dlaczego – to jest być może ważny temat, ale przede wszystkim nasze dzieciaki słabo wiedzą z kim w ogóle była tamta wojna i mało je to obchodzi. „Wysłuchujmy młodego człowieka” – napisał Wiesław, jak zwykle szlachetnie. OK – tylko co on biedny ma do powiedzenia?

    Pominięte getto. To temat lepszy, ale również mocno nieobecny w mózgach dzieci, które znów nie wiedzą, kto z kim właściwie.

    Wydaje mi się także, że tego rodzaju tematy mają, owszem, szansę „zapalić” w szkole. Ale właśnie nie wtedy, kiedy się w atmosferze szacunku, dialogu i nowoczesnej poprawności ktoś zdecyduje o tym z dziećmi porozmawiać, uważnie się włuchując itd., ale kiedy się znajdzie pryszczaty, nabuntowany smarkacz, który tym postanowi zaatakować szkolną hipokryzję.

    Anegdota ze szkolnych doświadczeń jednego z moich synów. Dostał lekturę i to były „Czarne Stopy” – nie wiem, czy pamiętacie dzieło. Wtedy to była podstawówka. Mały czemuś się spóźnił z lekturą, nie miał do niej serca, więc skoro czasu na nią zostało mało, pomagałem mu, czytając to-to przed zaśnięciem. Nie pamiętałem tego, choć mnie to również serwowano w szkole. Czytałem więc z rosnącą grozą i oczywiście – osioł – nie umiałem się powstrzymać. Burknąłem raz, czy dwa coś w stylu „Boże, toż to socrealizm” (niezbyt trafnie, bo to moczarowska z ducha gawęda była raczej), a mały oczywiście „a Tatooo, a co to socrealizm?” itd. W szkole oczywiście mój mały – osioł, jak jego ojciec – że to, proszę pani, socrealizm jest okropny i że on uważa, że takich rzeczy nie powinno się zadawać do czytania. Pani na to: „Taaak? A może nam powiesz, Kacperku, jaką książkę ostatnio czytałeś?” Na co Kacperek, zgodnie z prawdą zresztą, choć oczywiście bezczelnie – że „Mistrza i Małgorzatę”. Na co pani, że ma przyjść do szkoły z ojcem. W szkole zapytano mnie, czy nie sądzę, że na taką lekturę jest ciut za wcześnie. Ja na to, że prawdopodobnie, natomiast skoro mały to czyta z własnej woli, to nie widzę, w czym ta lektura mogłaby mu zaszkodzić. Albo na przykład w czym zaszkodziłaby pani nauczycielce, bo skutki lektury „Czarnych Stóp” właśnie widzę.

    Póki mój Kacper miał tę idiotkę za nauczycielkę, czytał już zupełnie namiętnie i zatruwał jej tym życie. Mnie zresztą też, bo wciąż żądał nowej nielegalnej literatury, eksploatując moją ograniczoną znajomość odpowiednio nielegalnych pozycji. Z „Zabić drozda”, pamiętam, podkreślił sobie to miejsce, w którym są narzekania, że uczeń wie za dużo, a tego przeież jeszcze nie przerabialiśmy. I stojące zaraz po tym wypływające z głębi nauczycielskiego serca credo o wspaniałym akcie formowania dziecięcej duszy, którego nie powinna niszczyć żadna ekstra, przedwcześnie i bez nauczycielskiego pośrednictwa uzyskana wiedza.

    Nie znam morału tej historii. Nie umiem sobie wyobrazić, w jaki sposób zamienić nauczycielkę-idiotkę na kogoś, kto powodowany chęcią wysłuchiwania młodzieży, demostrujący szacunek i gotowość dialogu, działałby tak silnie i pozytywnie, jak tamta nierozgarnięta i nienawykła do dialogu pani.

  • Xawer
    21 kwietnia 2013 - 19:55 | Permalink

    A ja tym razem w optymistycznej roli…

    „Kamienie na szaniec” są dla wielu ludzi książką nawet nie tylko formacyjną, ale wręcz kultową. To fragment ich do głębi zestrukturalizowanej wizji nawet nie świata, ale literatury. Mniejsza o to, czy Zośka i Rudy byli prawdziwymi postaciami, czy nie. Zaistnieli w pewnym wyobrażeniu, konwencji, ustalonej i zacementowanej filmem.

    I, nie ma to niczego wspólnego z queerem, tych czytelników szlag trafia, gdy ktoś przekręca i zmienia tę ich utartą literacką wizję.
    Tak samo, jak mnie szlag trafił, gdy wziąłem do ręki „Fredzię Phi-Phi” mając sentyment do „Kubusia Puchatka” i nie był to mój mizogynizm.
    A słysząc piosenkę o tym, że „wpadł pies do kuchni” byłem bliski wyjściu z teatru w połowie aktu. Pies ma wpadać do jatki!
    Swoją drogą: co Radziwiłłowiczowi przyszło do głowy poprawiać tłumaczenie Antoniego Libery…

    A w czym mój optymizm?
    W wierze, że ludzie bywają przywiązani do swoich tradycji literackich i są gotowi bronić interpretacji, jakimi nasiąkli w młodości. Kubuś Puchatek jest misiem płci męskiej, a Rudy i Zośka są heteroseksualni.

    Przypomnijmy sobie (jeśli ktoś jest na tyle stary bu to pamiętać, a na tyle młody, by go skleroza jeszcze nie zeżarła), co się działo 40 lat temu, gdy Hanuszkiewicz ośmielił się wystawić Balladynę z użyciem motorynek. Motorynki nie były quuerowe, a i tak ludzie identyfikujący się z tradycyjnie wystawianym Słowackim pałali jeszcze większym oburzeniem, niż dziś obrońcy heteroseksualności Zośki.

    • Paweł Kasprzak
      21 kwietnia 2013 - 21:05 | Permalink

      Wszystko się zgadza, ale jak to się ma mieć do szkoły i jej kontrowersyjnych tematów? We mnie również podejrzenia o homoseksualizm, czy chociaż homoerotyzm nie tylko „Zośki” i „Rudego” ale choćby nawet tylko tego skądinąd niespecjalnie gustownego fragmentu literatury, na której się wychowałem i ukształtowałem niestety budzą sprzeciw. Oni nie tylko byli heteroseksualni, ale też ta ich heteroseksualność miała głęboki sens. Bez niej cała historia robi się może i ciekawa, ale dla mnie do bani. No trudno – wychodzę na skwera.

      Problem tylko w tym, że odbrązawianie bohaterów (to ma zawsze sens) jest możliwe wtedy, kiedy oni są bohaterami. Podobnie z Hanuszkiewiczem i Balladyną – tam na jakichś wypasionych jamahach chyba jeździli, w dodatku w skąpych strojach. Ja dla przykładu nie umiem zaakceptować Azazella w poprawionych przekładach Bułhakowa, skoro się zakochałem w Asasellu. Ale to kręci dziadków, a dzieciaki, którym to się zadaje do przeczytania mają to kompletnie gdzieś. To być może mogłaby być międzypokoleniowa dyskusja – problem w tym, że młodzsze pokolenie ma to gdzieś i doprawdy trudno wymagać, żeby było inaczej. Nie z taką listeraturą. Niestety.

      Problem jest niebanalny, bo – kicz, nie kicz – my na tym wyrośliśmy i mamy to w żyłach. Do tego stopnia, że – być może – nie da się nas zrozumieć, jeśli się tego wszystkiego nie zna. I mamy problem – chcemy, żeby nas dzieci rozumiały, czy możemy się od razu udać w poszukiwanie kupy kompostu, w której należy się zakopać? Mead i Postman prawdopodobnie o takim rozjechaniu pokoleń nie mają pojęcia.

  • Xawer
    21 kwietnia 2013 - 22:57 | Permalink

    Do kontrowersyjnych tematów ma sie właśnie nijak, bo choćby ktoś usiłował z tego zrobić spór pomiędzy progresistami a homofobami, to dla mnie jest po prostu spór czysto estetyczno-literacki o imprint interpretacyjny.
    U Becketta pies wpadł do JATKI a nie do żadnej głupiej KUCHNI. Radziwiłłowicz po prostu popsuł to, co Libera zrobił dobrze.

    Ja akurat do „Kamieni na szaniec” czy filmowej „Akcji pod Arsenałem” nie mam specjalnego sentymentu, ale rozumiem tych, co go mają. I naprawdę nie o homofobię tu chodzi, tylko o imprint wyniesiony z pierwszej lektury czy narzucony filmem.
    Tu nie ma odbrązawiania, bo Zośka i Rudy nie sa prawdziwymi ludźmi, ale literackimi postaciami, trochę bajkowymi i mocno papierowymi i stereotypowymi, a przez to jeszcze bardziej bohaterskimi. A w tej konwencji homoseksualizm się nie mieści.
    Równie dobrze mógłbym sobie wyobrazić sobie kolejnego Bonda — geja.
    Przecież nawet Leonidas z „przechodniu, powiedz Sparcie” (spuśćmy zasłone miłosierdzia na „300″) jest stuprocentowym heterykiem.

    Jakie tam wypasione jamahy. (Za przeproszeniem) pierdzikółka Hondy… Stroje i owszem, pierś Bożeny Dykiel pamiętam po 40 latach.
    Ale i tak wolę Balladynę wstawioną po bożemu, w najklasyczniejszy sposób, jak to zrobił Huebner.

    • Paweł Kasprzak
      22 kwietnia 2013 - 00:04 | Permalink

      Fakt – motoryzacyjny wypas za Gierka trochę był zabawny, za to cyc u nas pierwsza klasa: Polka potrafi…

  • Marzanna Pogorzelska
    23 kwietnia 2013 - 12:53 | Permalink

    Hej,
    się trochę zrobiła dyskusja czy byli czy nie byli homo – mnie najbardziej interesuje panika wywołana tym, ze ktoś śmiał/miał czelność/się ważył. I tu by się przydał, Paweł Twój „pryszczaty, nabuntowany smarkacz, który tym postanowi zaatakować szkolną hipokryzję”. Niestety, takie nauczycielki o której piszesz twórczo mogą działać na takich jak Twój od „Mistrza i Małgorzaty”,z pozostałych robią bezkształtną masę.

    • Paweł Kasprzak
      23 kwietnia 2013 - 13:29 | Permalink

      No, właśnie ja nie wiem, czy tematem jest ew. homoseksualna orientacja narodowych bohaterów / symboli, dulszczyzna w szkole, czy odbrązowanie bohaterów w ogóle i tabu narodowych mitów. Wiesz, kiedy się proponuje dyskusję o tym, skąd się te mity biorą, komu, dlaczego i w jakich okolicznościach potrzebny jest fałsz w nie wdrukowany z natury mitu, to tego nie rozumie nawet autor raportu w sprawie dyskryminacji, który ma tytuł doktora, nauczycielskie doświadczenie i reprezentuje kierunek ogólnie światły. To jeden z powodów, dla których czarno widzę sens dyskusji o „Rudym” i „Zośce” w szkole. Ten powód podkreśla Ksawery.

      Jest i drugi oczywiście i on polega na tym, że „dzisiejsza młodzież” słabo jakoś się przejmuje „Rudym”, „Zośką” i podobnie nieżywym „Alkiem” – nawet dobrze nie wiedzą, do kogo oni strzelali i w jakiej sprawie. Interesującego skądinąd i być może nawet bardziej pouczającego pytania, w jakiej sprawie strzelali do nich ci, którzy rzeczywiście wtedy strzelali, niemal nigdy nikt w Polsce w ogóle nie zadawał. „Ani ich to wszystko grzębi, ani zieje”. Z czego to wynika, co oni powinni wiedzieć, czy i na ile powinni rozumieć nasze (starszych) ekscytacje i fobie w tej sprawie – to jest sprawa trzecia, całkiem osobna i też ważna.

      Czwarta i być może nawet ważniejsza polega na tym, że pojęcie narodowych bohaterów – dla nas oczywiste – dla dzieciaków dzisiaj często jest pozbawione jakichkolwiek znaczeń. Oni nie wiedzą, co to jest. Batman przecież jest amerykański, albo zgoła internacjonalny. Nie wiedzą, co to dulszczyzna, musiałyby przeczytać, albo musiałyby mieć szansę o kołtuństwie i hipokryzji (też przecież nie wiedzą, co to) porozmawiać i to ostro.

      O homoseksualnym wątku rozmawialiśmy, bo się go tu pozbyć nie sposób. On w dodatku wygląda dziwacznie i trochę utrudnia zdefiniowanie problemu. Właśnie z Ksawerym doszliśmy do wniosku, że homoseksualizm „Rudego” to wątek mało istotny, choć oczywiście się narzuca. Fakt zaś, że ktoś się tutaj „ważył” na jakiś zamach, może mieć znaczenie dla kogoś, kto rozumie świętość obiektu, na który się zamachnięto. Ponad już 10 lat temu pracowałem przy takim rozrywkowym telewizyjnym programie, w którym do pewnej śpiewaczej konkurencji stawało tysiące mniej lub bardziej utalentowanych kandydatów. Jeden z jurorów tej imprezy umyślił sobie sprytny test na dykcję. Jest ode mnie ciut młodszy, ale on też dobrze wie obudzony w środku nocy, że wróg podstępnie uderzył o 4.45 (w stacji TVN, kiedy szefem zarządu został jegomość niemieckiej narodowości, żartowano, że nowa ramówka stacji wejdzie 1 września o 4.45 i zatrudniona w tej stacji młodzież już wtedy nie rozumiała, co tak strasznie bawi starszych kolegów, że aż płaczą ze śmiechu). Ów juror w każdym razie pytał kandydatów o rok rozpoczęcia II Wojny, bo jego zdaniem tysiąc-dzięwięćset-trzydzieści-dziewięć trudno wymówić. Spośród kilkuset przepytanych osób, na to pytanie nie odpowiedziała ani jedna – wiem, bo przejrzałem wszystkie nagrane wtedy taśmy.

      Obawiam się, że to nieźle pokazuje, jak się szkoła mija z rzeczywistością. Ale to jest równocześnie rzeczywistość, którą również szkoła kształtuje.

      • Paweł Kasprzak
        23 kwietnia 2013 - 13:41 | Permalink

        Ach przepraszam – jest również sprawa piąta, tj. Słowacki. Podobno to bardzo prawdopodobne, że testament wieszcza umierający „Rudy” recytował rzeczywiście. To zaś jest dość wstrząsający fakt, który na jakiś namysł zasługuje w szkole, bo uwielbienia wieszcza „Rudy” się właśnie w szkole nauczył, a jego kumpel „Zośka” frazę o „kamieniach rzucanych na szaniec” rozumiałby natychmiast wraz z całym kontekstem nawet słysząc monosylaby. To jest mianowicie coś o formacji, która się jednak – biorąc rzecz historycznie – mogła dokonywać w szkołach. To było możliwe. Pytanie o granice tej formacji. I o jej możliwość w ogóle dzisiaj. A jeśli jest możliwa, to co to powinno być takiego. Same nudy…

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php