Co nam zostanie po tekście Mariusza Szczygła

Tekst z ‘Dużego Formatu’ dotyczący nauczycielki, która w przeszłości zakatowała na śmierć dziecko wzbudził żywe dyskusje i natychmiastową reakcję MEN-u. Groza całej sprawy jest oczywista, ale ciekawa jestem co nam po niej zostanie. W pierwszym odruchu, jak zawsze domagamy się zaostrzenia przepisów (dotyczących zatarcia skazania, powoływania ekspertów w edukacji, itd). Umyka mi w tej dyskusji namysł nad tym, że metody stosowane przez tą panią, których wyrazem był np. regulamin pracowni, nie wzbudzały przez lata niczyjego zdziwienia, o oburzeniu nie wspominam. Nikogo, dyrekcji, rodziców, samej młodzieży takie rzeczy nie ruszają – są drobiazgiem niewartym uwagi, dokładnie tak samo jak prawa ucznia i człowieka w ogóle – po prostu fanaberie i nic innego jak nowa ideologia. Od lat edukacyjna rzeczywistość w Polsce tworzy świat pozorów – prawa i dobra ucznia na przykład – może ten tekst M. Szczygła otworzy jakąś dyskusję też o tym aspekcie.

11 Komentarzy

  • Skorpi
    28 czerwca 2013 - 14:05 | Permalink

    Dokłdnie! Cieszę się, że ktoś oprócz mnie to wreszcie zauważył. To jest pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy po przeczytaniu tego tekstu „Co mówi o polskiej szkole fakt, że psychopatka o wyraźnych skłonnościach autorytatywnych jest cenioną nauczycielką i ekspertką MEN?” Przypominam, że jej „innowacyjny program nauczania” zdobył nagrodę w konkursie ministerstwa….
    Najwyraźniej empatia, szacunek i zwykła sympatia do uczniów NIE SĄ cechami niezbędnymi dla nauczyciela. Szokujące i smutne. Obawiam się że trafnie podsumowuje opresyjny charakter dzisiejszego systemu szkolnego.
    Ratujmy maluchy!

  • hugo
    28 czerwca 2013 - 18:51 | Permalink

    Z jednej strony groza. Z drugiej zaś strony … .
    Wpisałem w necie frazę „policjant zabójcą” – pokazało się mnóstwo linków. Wystarczy dobrze poszperać i w każdym zawodzie znajdzie się czarna owca.
    … „edukacyjna rzeczywistość w Polsce tworzy świat pozorów” – zgoda, nikt Ameryki nie odkrył. To samo można powiedzieć o składkach emerytalnych, służbie zdrowie, polityce, dziennikarstwie służącym władzy.
    Po prostu: „Temu misiu się oczko odkleiło”.

  • Xawer
    28 czerwca 2013 - 23:26 | Permalink

    A ja, cichutko, polecę wszystkim lekturę uzupełniającego tekstu Marusza Szczygła:
    http://www.mariuszszczygiel.com.pl/693,blog/co-jeszcze-moglem-dla-ewy-t.-zrobic?bo=1
    I za ten komentarz zaczynam lubić M.Szczygła, dotąd oglądanego przeze mnie głównie przez pryzmat helikoptera, lądującego na dachu Polsatu…

    Chyba ten komentarz jest jeszcze istotniejszy od samego reportażu.

    A że szkoła taka jest?
    Tu nie ma się czemu dziwić.
    Tak długo, jak szkoła będzie przymusowa, tak i będą się znajdować zarówno ludzcy nauczyciele jak i oprawcy. Autorytarna szkoła nie może mieć naturalnych mechanizmów obrony przed autorytaryzmem, nawet posuniętym do skrajności. To autorytarne podejście jest immanentną cechą przymusu. Ewa T. jest bardziej naturalną twarzą „obowiązku szkolnego”, niż Maria Montessori.

    • Kasia Janusz
      2 lipca 2013 - 23:05 | Permalink

      Bardzo trafny i mądry jest Twój komentarz. Tak, to Marie Montessori są patologią w naszej szkole, nie Ewy T….

  • Marzanna Pogorzelska
    30 czerwca 2013 - 21:17 | Permalink

    tak, ten komentarz powiedziałabym jest nawet niezbędną częścią całości sprawy, bo rozwiewa wszelkie wątpliwości np. co do tego czy działanie dziennikarz było etyczne czy nie. Że szkoła autorytarna wiadomo, zawsze i wszędzie, ale natężenie autorytaryzmu jednak inne w Polsce, a dajmy na to w takiej Szwecji.I ta różnica jednak robi różnicę.

  • Xawer
    3 lipca 2013 - 01:47 | Permalink

    Różnica ze Szwecją polega przede wszystkim na tym, że w Szwecji istnieje realna alternatywa dla przymusowej szkoły państwowej, Friskolar, które zmuszają szkołę państwową do zachowania pewnego umiaru, czy też: przyzwoitości, w swoim autorytaryzmie.

    A i tak nie jest to wyłącznie straszak na tę szkołę państwową: tam, gdzie nie nastręcza to trudności organizacyjnych (w dużych miastach) ponad połowa rodziców wybiera już te szkoły niepubliczne.

    Szkoła (czy jakakolwiek instytucja publiczna) może być sadystycznie autorytarna tylko tam, gdzie nie ma dla niej alternatywy, a uczestnictwo wymuszone jest państwo-prawnym przymusem.

    • Al
      15 lipca 2013 - 11:59 | Permalink

      Nie sądzę, że chodzi tylko o alternatywę. U nas znacznie więcej osób po prostu godzi się na podłe traktowanie w szkole nie dlatego, że nie ma wyboru szkoły, a dlatego, ze istnieje na to społeczne przyzwolenie, zwłaszcza jeśli taki typ jest w szkole elitarnej, bardzo dobrej, czyli po prostu takiej, która ma wyniki. Co więcej, rodzice przeszczęśliwi, że dziecko dostało się do takiej szkoły, uważają, że są zobowiązani do akceptowania takiego zachowania jako elementu prowadzącego dziecko do sukcesu. Patrzy się częściej na wynik dziecka niż drogę, jaką dochodzi do wyniku czy cenę, jaka dziecko za ten wynik musi zapłacić.

      • Xawer
        15 lipca 2013 - 13:34 | Permalink

        Masz rację, choć ja bym bardzo starannie rozróżniał pomiędzy „pogodzeniem się” a „akceptacją”. Z przyczyn aksjologicznych.

        O ile czuję się uprawniony do oburzania się i działania na rzecz zmiany w sytuacji, gdy taki styl jest narzucony przymusem, a rodzice biernie się na niego godzą, nie widząc alternatywy, o tyle w sytuacji, gdy świadomie wybierają autorytarną szkołę, bo uważają, że taka będzie najlepiej wychowywać i uczyć ich dziecko, to mogę się dziwić, ale nie mam prawa ingerować w swobodę ich wyboru.

        Stąd problem widzę nie w samym istnieniu szkół autorytarnych, tylko w tym, że taki styl prezentują szkoły państwowe, do których z rozdzielnika trafiają dzieci tych rodziców, którzy nie podejmują ponadstandardowych wysiłków, by posłać dziecko gdzie indziej.

        Jeśli rodzice wybierają szkołę o jakimś profilu wychowawczym, to nie „są zobowiązani” (jak piszesz) akceptować ten profil, tylko sami go wybierają. Volenti non fit injuria.
        Problemem widzę więc w braku powszechnie dostępnej możliwości wyboru czegoś innego, niż standardowa szkoła państwowa.

        Oczywiście, mamy też różnice mentalne (statystyczne) pomiędzy Szwedami i Polakami: w Polsce uznanie dla metod autorytarnych w jakiejkolwiek dziedzinie życia jest znacznie większe niż w Szwecji. Waga stopnia autorytaryzmu szkoły jako przesłanki decydującej o jej wyborze w Polsce jest mniejsza, niż w Szwecji. Tak samo, jak waga podmiotowości pracowniczej przy wybieraniu miejsca pracy, dla większości Szwedów istotniejsza, niż różnice w zarobkach.

        Zwróć jednak uwagę, że ten skromny margines szkół niepublicznych w Polsce jest w swojej większości (poza częścią szkół katolickich i wysokiej dyscyplinie i ostro zaznaczonej hierarchii) zdecydowanie mniej autorytarny i bardziej podmiotowo traktujący uczniów, niż szkoły państwowe.

  • Skorpi
    3 lipca 2013 - 20:29 | Permalink

    Niechcący znaleźliśmy się w bardzo znamienitym towarzystwie w dyskusji o autirytaryźmie polskiej szkoły. Profesor Monika Płatek w Radiu Zet wyraziła dokładnie nasze poglądy prezentowane na tym forum.

    http://www.radiozet.pl/Programy/Gosc-Radia-ZET/Wideo/03.07.2013-Monika-Platek

  • Anna CV Szablony Team
    9 lipca 2013 - 12:59 | Permalink

    Kontrowersyjna sprawa, która stawia ludzi po dwóch stronach. Bo czy człowiek może się nagle zmienić i czy można mu tak zaufać? Na pewno nie w Polsce.

  • Xawer
    9 lipca 2013 - 23:02 | Permalink

    To ja polecę jeszcze jeden tekst Moniki Płatek na ten temat (choć explicite nie nawiązujący do casusu Ewy T.), w dzisiejszym Tok-fm: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,14248707,Prof__Platek__Zatarcie_skazania_swiadczy_o_tym__ze.html

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php