Widmo gender krąży po polskiej szkole

Coraz to w różnych mediach podnoszą się głosy zaniepokojone wkraczaniem tematyki genderowej do szkół i przedszkoli. Żadne to wkraczanie, raczej nieśmiałe podchody z przewagą manewru cofania i odwrotu. Jak pisze o gender Tym w którejś „Polityce”: „Słowo zagraniczne, nie każdy wie co znaczy, więc wszystko właściwie można pod nie podciągnąć”. I rzeczywiście, refleksja nad tym, że to, jacy jesteśmy jako kobiety i mężczyźni nie jest determinowane tylko biologią, ale całym procesem socjalizacji, póki co nazywa się ideologią, mieszaniem w głowach i kolejnym pomysłem zagrażającym rodzinie, zawsze świętej co by się tam w czterech ścianach nie działo. Ani się obejrzeliśmy, a straszliwe słowo gender dostało się listę Rzeczy-Sam-Wiesz-Jakich, bliskich aborcji, eutanazji, komunizmu i nazizmu z Holocaustem włącznie. W takim towarzystwie kwestie genderowe nie mają szansy na poważne zaistnienie w debacie edukacyjnej i pewnie pozostaną jeszcze na długo  niewyraźnym widmem. Tymczasem rzeczywistość szkolna aż skrzeczy od nierówności, przez co stanowi wdzięczny i żyzny grunt dla badań naukowych, choć wyniki tychże nie radują ani trochę. Wynika z nich bowiem, że podręczniki szkolne reprodukują stereotypy płciowe, konsekwentnie i w nadmiarze od lat obdarzając kobiety takimi cechami jak zdyscyplinowanie, wrażliwość i opiekuńczość, mężczyzn zaś odwagą, inteligencją i zaradnością. Ciekawe życie zawodowe to także udział mężczyzn, dla kobiet pozostaje mniej ciekawa, ale ciepła i obowiązkowo upragniona sfera domowa. Z przeglądu podręczników do różnych przedmiotów wynika, że to, co łączy się a aktywnością, przygodą i ryzykiem dzieje się w świecie do którego należą głównie mężczyźni. Podręczniki to nie jedyny problem. Postawy kadry pedagogicznej pozostawiają także wiele do życzenia. Nauczyciele i nauczycielki przypisując dziewczętom i chłopcom stereotypowe cechy, różnie traktują obydwie płcie, za co innego ganią i chwalą chłopców i dziewczęta, inne mają oczekiwania wobec nich. Wszystko to odbywa się w kompletnej nieświadomości, że coś się odbywa. Świadomość nauczycieli i nauczycielek, że oto właśnie konstruują czyjąś tożsamość, czyjeś późniejsze być albo nie być (np. ofiarą przemocy), jest nikła i oporna na zmianę. Bo jakie to ma znaczenie, że nauczycielka (która prawie zawsze o sobie powie: „jestem nauczycielem”) Jasia prosi o podłączenie głośnika, a Kasię o podlanie kwiatków? No, przecież wiadomo do czego nadają się Jasie, a do czego Kasie i dobrze, żeby one też wiedziały. Wiadomo?

35 Komentarzy

  • Xawer
    15 września 2013 - 19:37 | Permalink

    Ja bym ujął to ciut inaczej.

    To, że „jacy jesteśmy jako kobiety i mężczyźni nie jest determinowane tylko biologią, ale całym procesem socjalizacji” nie jest ideologią, tylko stwierdzeniem dość banalnej i oczywistej prawdy empirycznej.

    Ideologią gender (której — nie ukrywam — nie znoszę) staje się następny krok: uznanie, że ten proces socjalizacji jest zły i szkodliwy, a następnie postulowanie, że wobec tego państwo powinno podjąć działania socinżynieryjne, odkręcające tę socjalizację, jaką mamy. Tudzież negowanie różnic między płciami innych, niż kulturowe i przypisywanie całości różnic psychicznych imprintowi kulturowemu (aka: „przemocy symbolicznej”).

    Nie jest ideologią zauważenie faktu, że wśród kierowców ciężarówek odsetek kobiet jest niewielki, a nieszkodliwą ideologią jest hasło „Kobiety na traktory!”. Szkodliwą staje się, gdy nie kończy się na apelu do kobiet, by na te traktory siadały, tylko domaga się uregulowań prawnych w tej dziedzinie (co drugie prawo jazdy na traktor ma dostawać kobieta, a w przedszkolu dziewczynki muszą bawić się samochodzikami).

    Podręczników szkolnych bronić nie mam zamiaru.
    Nie stawiałbym im jednak zarzutu genderowego, ale po prostu zarzut głupoty, schematyczności i miałkości intelektualnej. Są głupie i schematyczne pod każdym względem, nie tylko genderowym. Słowacki wielkim poetą był! I co z tego, że Słowacki był mężczyzną…

    Trudno zresztą, nawet w dobrych podręcznikach, uniknąć „genderowej nierównowagi”. Podręczniki (czy szerzej: treści szkolne) osadzone są w historii, literaturze, nauce, kulturze. Nic nie poradzimy na to, że Oleńka mrugała rzęsami, płakała i tęskniła, a Kmicic wysadzał kolubrynę. Oczywiście, możemy wywalić z listy lektur Sienkiewicza (byłbym za, ale z innych przyczyn). Nie można jednak odrzucić imprintu kulturowego ie odrzucając samej kultury.
    Oczywiście, możemy uznać, ze kultura zaczęła się od E.Jelinek.

    Mam nadzieję, że Twoje upodobanie do judaików przeważa nad poprawnością genderową, bo chyba w całej kulturze jidysz nie znajdziesz zupełnie nic genderowo poprawnego, więc ją by trzeba całą na śmietnik post-historii.

    „Jasia prosi o podłączenie głośnika, a Kasię o podlanie kwiatków”
    Nie wiem, na ile w tym jest schematyzmu. Ale z introspekcji: sam zasłużyłem na tróję z rosyjskiego w liceum podlewaniem kwiatków w pracowni, bo nie do końca znałem alfabet. Nauczyłem się mówić dużo później…
    I druga introspekcja: traktuję każdego z moich uczniów zupełnie indywidualnie i wątpię, żeby było w tym traktowaniu dużo stereotypów i uprzedzeń. Ale widzę zauważalną korelację pomiędzy ich płcią a tematami, jakimi są zainteresowani. I nie widzę niczego złego w tym, że podążając za indywidualnymi ich zainteresowaniami i fascynacjami dyskutuję tematy „nacechowane stereotypem genderowym”, gdy te są ich własnym wyborem.

    PS.
    Judaica — pochwalę się nieskromnie — po wielu mniej i bardziej udanych próbach udało mi się zrobić naprawdę dobry czulent. Polecam się z przepisem i doświadczeniami kuchennymi ;)

    • Marzanna Pogorzelska
      16 września 2013 - 18:04 | Permalink

      Nie mogę zgodzić się z łączeniem pojęć genderu i ideologii. Tak jak pisałam, zamyka to debatę i pogłębia niezrozumienie. Gender jest „stwierdzeniem dość banalnej i oczywistej prawdy empirycznej”, że nie jesteśmy determinowani tylko biologią. Uzbrojeni w ozdobnik ideologii możemy udowadniać, że chodzi w tym o jakieś proste upodobnianie mężczyzn i kobiet czy wymóg bawienia się samochodzikami przez dziewczynki. Przecież nikt się tego nie domaga, to straszak nadmuchany do granic wytrzymałości…
      Na każdy imprint kulturowy można spojrzeć krytycznie i raczej przyglądać się co go zmajstrowało niż temu, co wycisnął.

      Niech żyje czulent :)

  • Grażka
    15 września 2013 - 21:09 | Permalink

    W zeszłym roku w prowadzonej przeze mnie zerówce stoły wycierali kolejno chłopcy i dziewczynki – po prostu po dwoje przedszkolaków. Zatem także w parach mieszanych – chłopiec i dziewczynka.
    Natomiast nie zamierzam brać udziału w żadnych eksperymentalnych programach, na które świadomej zgody nie wydadzą rodzice dziecka.

  • Xawer
    15 września 2013 - 21:53 | Permalink

    Jak już wystartowałaś do zagadnień genderowych, to spróbuję Cię napuścić na temat genderowo-lewacko-matematyczny. Próbowałem kiedyś napuszczać Danusię, ale mi się nie udało…

    Pomyśl, czy nie zrobić czegoś dla szkół o Emmy Noether i jej ideach.
    To chyba jedyna w historii nauki kobieta-matematyk od czasów Hypatii. I to pierwszoligowy matematyk — otarła się o Nobla z fizyki, a pewnie by go dostała, gdyby pożyła trochę dłużej.

    Zróbmy deal: część programu o Twierdzeniu Noether (to jedno z najnośniejszych filozoficznie zagadnień fizyki matematycznej, oczywiście ignorowane przez szkołę, skupiającą się na nauczaniu na pamięć prawa Ohma — nie chcę tu wchodzić w zbytnią dygresję o jego treści, a trudno je ująć hasłowo), a reszta o jej fascynującej biografii — tym, że była kobietą, Żydówką, odbiła się głową od prawdziwego szklanego sufitu (uzasadnieniem odmowy przyznania jej docentury w Getyndze była płeć — mimo protekcji samego Davida Hilberta), komunistką (wykładała w Leningradzie w latach 1920′), zmuszoną do ucieczki z Niemiec w 1930′ (za żydostwo), prawdopodobnie lesbijką…
    Genderowy samograj — poza tym twierdzeniem jej imienia, którego działaczki ruchu gender nie są w stanie pojąć, ani nawet zrozumieć, o czym ono mówi ;)

    Swoją drogą aż dziwię się, że ruch feministyczny nie wziął jej na swoje sztandary. Biedną Marię Curie eksploatuje do niemożliwości, a Emmy Noether poszła w zapomnienie, choć jej wkład intelektualny w naukę jest chyba większy. M.Curie miała łatwiejszy do zrozumienia dla laika temat, coś namacalnego, ten rad w laboratorium, a nie jakieś dziwaczne równania. Ale szczególne przypadki tw. Noether są jak najbardziej zrozumiałe dla licealistów, a nawet gimnazjalistów. I pobudzają do myślenia nie tylko o sprawach genderowych, ale i o istocie struktury Świata…

    • Marzanna Pogorzelska
      16 września 2013 - 18:07 | Permalink

      dzięki za podrzucenie Emmy :)

  • Wiesław Mariański
    15 września 2013 - 23:37 | Permalink

    O tym CZYMŚ pisze się:
    - tutaj: http://miejmyodwage.pl/
    - tutaj: http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/2013/09/miejmy-odwage-wychowywac.html

    Temat gender dotyczy systemu (a może systemów ?) wartości i światopoglądu. W kwestiach wartości i światopoglądu w szkole stawiam następujące pytania:
    - szkoła ma propagować, czy informować i objaśniać
    - ma formułować tezy, czy hipotezy ?
    - ma używać słowa „niewątpliwie”, czy „być może ?”
    - ma mówić uczniowi: „tak jest najlepiej”, czy” „wiele wskazuje na to, że tak jest najlepiej” ?
    - ma mówić: „jest tak”, czy: „ludzie mają różne poglądy w tej sprawie i nawet toczą spory i kłócą się o to” ?
    - ma mówić: „trzeba robić tak”, czy „każdy z nas musi dokonać wyboru jak robić” ?
    Życie pokazuje, że odpowiedzi nie są wcale takie oczywiste.

    Xawery, coś mi się zdaje, że nad „podlewaniem” kwiatków prześlizgnąłeś się zbyt gładko. Wydaje mi się, że to jest zagadnienie kapitalne i trudne, szczególnie gdy pójdziemy dalej. Na przykład śpiewanie i gotowanie – zajęcia dla dziewczynek i pań (?). Chłopcy i faceci ich unikają, ale kto ma wyższą rangę: kucharz czy kucharka, frontmen czy frontmenka ? Pomieszanie z poplątaniem … .
    Przypuszczam, że tematy „płciowe” będą wieczne i ciągle nie uzgodnione. Najważniejsze żeby o nich rozmawiać, również w szkole.

    • Marzanna Pogorzelska
      18 września 2013 - 18:15 | Permalink

      Jasne, że najważniejsze, aby rozmawiać, ale o TYCH RZECZACH w naszych szkołach się nie dyskutuje. W tym cały problem.

  • Xawer
    16 września 2013 - 15:57 | Permalink

    „Na przykład śpiewanie i gotowanie – zajęcia dla dziewczynek i pań ?”
    Nie – zajęcia dla każdego, kto chce w nich uczestniczyć. Bez patrzenia na płeć. Znam trochę mężczyzn (chłopców) jak najbardziej zainteresowanych gotowaniem. Sam do takich nich należę. Znam też (choć to już nie ja) chłopców chętnych do śpiewania.

    Jeśli chodzi o gotowanie, to ja zawsze chętnie w takich zajęciach będę uczestniczył. Po obu stronach katedry. Zresztą już tu proponowałem Marzannie swój udział w warsztatach gotowania czulentu. Choć, oczywiście, w porządnej chasydzkiej rodzinie to kobieta przygotowywała posiłki. Może być jednak tak, że ja przygotuję czulent, a gdy będzie dochodził (by być gotowy na sobotni obiad), to jednak świece na stole w ten piątkowy wieczór zapalić musi już Marzanna.

  • MK
    16 września 2013 - 16:23 | Permalink

    Strasznie smutne jest, że tak niewielu nauczycieli i nauczycielek ma odwagę poruszać kwestie genderowe podczas swoich zajęć. Tymczasem młodzi ludzie potrzebują wsparcia w tych kwestiach, potrzebują mentora/mentorki który/a poprowadzi ich i wytłumaczy, że świat można zmienić, że nie wszystkie krzywdzące stereotypy i uprzedzenia należy przyjmować jak pokorny baranek w imię tradycji świętej rodziny. Wielu z nas narzeka, że „ta dzisiejsza młodzież” nie ma do nas szacunku, że to już nie to samo…zakopujmy się dalej w ideologii katolandu a będzie tylko lepiej. Nie chodzi o to, abyśmy stali/stały się ekspertami/tkami czy wojonikami/wojowniczkami gender! Jako kompetentni/e nauczyciele/ki powinni(y)śmy znać podstawowe założenia gender, powinny(i)śmy umieć przedstawić najważniejsze pytania jakie padają w dyskusjach i debatach nad gender, musimy umieć oddzielić nasze własne poglądy od wiedzy. Tyle i aż tyle wymagają nasi uczniowie i nasze uczennice.
    A jeśli już podajesz jakiekolwiek linki swoim uczniom, to bądź na tyle uczciwy i podaj im również linki przedstawiające prawdę.

    Genderowo-queerowe pozdrowienia.

    P.S.
    Marzanno, Tobie gratuluję odwagi i wytrwałości. Bardzo żałuję, że nie mamy dostępu do technologii klonowania. Wysłałbym jeden egzemplarz Ciebie do każdej polskiej szkoły ! :)

  • Xawer
    16 września 2013 - 18:36 | Permalink

    „Nie mogę zgodzić się z łączeniem pojęć genderu i ideologii.”
    Obawiam się, że jesteś na przegranej pozycji: ideologia zawłaszczyła już to słowo. Broniąc „genderu” zostaniesz tu rozjechana tak samo, jak ja zostałem, gdy broniłem „behawioryzmu” jako metodologii poznawczej.

    Jeśli „gender” ma oznaczać konstatację prostych prawd, to nie ma co się o niego w szkole upominać, bo nikt im chyba nie przeczy.

    Jeśli ma polegać na krytycznej analizie imprintów kulturowych, to przyklasnę i aż podskoczę z radości, że szkoła zajmie się wreszcie krytyczną analizą czegokolwiek.

    Ale jeśli „gender w szkole” ma oznaczać postulat jakichkolwiek działań odkręcających imprinty kulturowe, to już staje się ideologią i (w moim przynajmniej przekonaniu) zasługuje na zdecydowany odpór. Nie jest zadaniem państwa sabotowanie działań wychowawczych rodziców.

    I tu obawiam się, znając bezkrytyczne podejście szkoły do wszystkiego, czym się zajmuje, że hasło „gender w szkole” sprowadzi się do ideologicznej indoktrynacji, albo raczej nieudolnej próby jej prowadzenia. Obawiam się też, że z działań „genderowych” zostanie tylko dezawuacja kultury, jako źródła złych imprintów kulturowych.
    Mimo mojego wielkiego przywiązania do idei równościowych i sporej sympatii do queeru rozmaitej maści, obawiam się genderowej ideologizacji równie bardzo, co katolickiej. Ciebie w szkolnych programach „gender” nie obawiałbym się ani trochę, tak samo jak nie obawiam się (komentującej tu często) pani Ewy w szkolnej katechezie. Ale realizacja Twoich programów gender będzie miała z Twoim podejściem tyle samo wspólnego, co typowa katecheza z panią Ewą.

    Równoważenie czarnego smoka tęczowym smokiem nie kończy się tym, że smoki znikną, ale tym, że będziemy mieli dwa smoki podgryzające nas z dwóch stron.

    A czulent… Może to jest właściwa metoda zwalczania antysemityzmu? Warsztaty kuchenne? Połączone z opowiadaniem o tradycji tych potraw?
    Dla przedszkolaków: robimy cymes.
    Dla cierpliwych licealistów: czulent — z opowiadaniem, dlaczego musi robić się tak strasznie długo…

  • Marzanna Pogorzelska
    16 września 2013 - 21:50 | Permalink

    „Jeśli „gender” ma oznaczać konstatację prostych prawd, to nie ma co się o niego w szkole upominać, bo nikt im chyba nie przeczy” – a juści, przeczy. Spora większość nauczycieli i nauczycielek twierdzi, że dziewczynki „z natury” są takie i śmakie, „chłopcy” „z natury” są śmacy i owacy. A potem się to przekłada na konkretne zachowania, tak, że Oleńki mrugają rzęsami i nie przyjdzie im w życiu do głowy, że mogłyby wysadzać cokolwiek poza sadzonkami w doniczce.

  • Xawer
    16 września 2013 - 22:23 | Permalink

    No to trzeba tym nauczycielkom wybić z głowy posługiwanie się stereotypami. Albo najpierw spróbować sprawdzić, czy jest to uogólnienie czysto statystyczne, czy przenoszące się na indywidualny stosunek do poszczególnych dzieci.

    Jeśli mnie zapytasz, „czy mężczyźni sa wyżsi od kobiet?” to tez Ci odpowiem że są. Bo w średniej są. Nie powiem, że „z natury są”, ale że „w średniej są”.
    Co bynajmniej nie znaczy, że widząc dziewczynę do popatrzenia której w oczy muszę zadrzeć głowę, będą ją traktował jak kurdupla…

    A z wysadzaniem kolubryn i sadzonek: miałem Adasia, z którym przez dobre dwa miesiące dyskutowaliśmy problemy dynamiki wystrzału z pistoletu. (Swoją drogą zadanie na intuicję fizyczną: czy odrzut pochodzi głównie od wylatującego pocisku, czy od gazów prochowych?) Z pożytkiem przekraczającym daleko wszystko, czego gimnazjum i liceum łącznie wymagają ze znajomości mechaniki i termodynamiki.
    Ale gdy o tym temacie wspomniałem Oli, to spotkałem się z wyrazem pacyfistycznego obrzydzenia na twarzy i musieliśmy poszukać innych, bardziej jej pasujących tematów do dyskusji.

    Mierzeniem trawek w doniczce z poduszczenia Marzeny (patrz obok) zajmowały się u mnie dziewczyny — też ze sporym efektem dydaktycznym (mam nadzieję), tym razem ze statystyki i metodologii eksperymentalnej.

    Nic na to nie poradzę, że chłopców zdecydowanie częściej interesują pistolety, a dziewczynki wolą rośliny. Nie narzucam im tego w żadną stronę, sami/same tak wybierają. Ale korelacja tych ich zainteresowań z płcią jest bardzo silna i nie ma sensu zaklinać rzeczywistości, udając że jej nie ma.
    Dość rzadko zdarzają się wybory różne od zbieżnych ze stereotypem. Choć się zdarzają.

    (Adaś i Ola to pseudonimy, jakie daję moim liczniejszym uczniom w notkach publikowanych na tym blogowisku)

  • Grażka
    16 września 2013 - 23:56 | Permalink

    W ostatnich burzliwych dyskusjach o programie „Równościowe przedszkole” dość dużo było stereotypów o przedszkolankach… Moim zdaniem nie jest to żadnym uzasadnieniem celowości wprowadzania programu.

    • Marzanna Pogorzelska
      17 września 2013 - 08:17 | Permalink

      No a jeśli to stereotypowe postrzeganie ról płciowych przez przedszkolanki jakoś jednak ogranicza obydwie płcie? Nie chodzi mi jakiś rewolucyjny program, ale o proste uświadomienie, że niekoniecznie jesteśmy jacy jesteśmy tylko z „natury”, ale także z kultury…

      • Grażka
        17 września 2013 - 09:00 | Permalink

        Problem w tym, że polskie przedszkolanki raczej nie postrzegają dzieci stereotypowo – co zarzucają nam autorki programu i prezes promującej go fundacji. Nigdy się z wymienianymi przez nich przykładami nie spotkałam i nie znam badań, które by owo zjawisko dokumentowały – autorki powołują się na badania w szkołach podstawowych, ale automatycznie przenoszą je na polskie przedszkole (tu na podstawie badań szwedzkich).
        Choćby sprawa „obsługi” przy posiłkach – to, że w szwedzkich przedszkolach odkryto, iż dziewczynkom powierzano role „kelnerek” obsługujących kolegów, moim zdaniem nie ma przełożenia na polskie zwyczaje – nawet w najstarszych podręcznikach metodycznych, które funkcjonują w przedszkolnej metodyce, mówi się o dyżurach przedszkolaków. Wszystkich przedszkolaków, nie tylko dziewczynek.
        Jeśli są polskie badania dotyczące owej przedszkolnej stereotypizacji, proszę o ich wskazanie.

        • Marzanna Pogorzelska
          17 września 2013 - 18:14 | Permalink

          masz rację, badania dotyczą w dużej mierze edukacji edukacji wczesnoszkolnej (albo i późniejszej. Mogę zrozumieć, ze mówi się o dyżurach przedszkolaków, bo kogo? jest jakaś forma żeńska? Ale już przy „uczniu” forma żeńska jest, ale i podręczniki i kadra jej unikają.

          • Xawer
            17 września 2013 - 18:45 | Permalink

            Unikają, ponieważ męska forma gramatyczna pełni równocześnie formę ogólną.

            Wyobraź sobie „podstawę programową”, pełną zapisów typu:
            „10.9 Bryły płaskie: uczennica oblicza pola i obwody trójkątów i czworokątów”.

            To byśmy dopiero mieli potwora, nie tylko merytorycznego, ale i językowego!

          • Marzanna Pogorzelska
            17 września 2013 - 19:11 | Permalink

            a nie może być „uczniowie i uczennice obliczają”?

        • Xawer
          17 września 2013 - 19:33 | Permalink

          To już dyskutuj z autorami Podstawy Programowej ;) Ja jej adwokatować nie będę.

          Z czysto językowego powodu nie ma podstaw do takich konstrukcji. Są po prostu nieekonomiczne językowo. Może powinniśmy pisać „uczeń, uczennica, hermafrodyta i nie mogący się do końca samookreślić trannsex”? „Uczniowie” oznacza po polsku zarówno grupę uczniów-chłopców, jak i mieszaną grupę uczniów-i-uczennic, a nawet grupę samych dziewczynek, jeśli w kontekście tej wypowiedzi płeć nie gra roli. A nawet najbardziej queerową grupę osób, uczących się w szkołach, którym nie zaglądamy w majtki…

          To, co jest tak odstręczające w genderowej ideologii, to właśnie próby psucia języka „poprawnymi genderowo” określeniami, typu „ministra” na kobietę, pełniącą urząd ministra.
          Od czegoś takiego po prostu robi się niedobrze każdemu, kto ceni język, literaturę i kulturę. Choćby do kobiet i równouprawnienia miał jak najcieplejszy i najżyczliwszy stosunek.

          I’m a lumberjack and I’m okay
          I sleep all night and I work all day
          He’s a lumberjack and he’s okay
          He sleeps all night and he works all day

          HE sleeps… Nic nie poradzisz na gramatykę. Choćbyś ścinała drzewa, jadała lunch i chodziła do wychodka…

          (mam nadzieję, że nie muszę czytelnikom tłumaczyć, o czym jest piosenka drwala)

          • Xawer
            17 września 2013 - 19:34 | Permalink

            Odnoszę wrażenie, że akcja „zwalczania stereotypów” sama siedzi po uszy w stereotypie: „każdy nauczyciel/rodzic/obywatel/(każdy poza nami) kieruje się bezmyślnie stereotypami”.

          • Marzanna Pogorzelska
            17 października 2013 - 19:53 | Permalink

            1) cenię język, literaturę i kulturę
            2)od „ministry” nie robi mi się niedobrze.

          • Xawer
            17 października 2013 - 20:08 | Permalink

            OK.
            W takim razie nie „każdemu” , ale „większości”. A choćby nawet tylko mnie jednemu.

            „ministra” jest potworkiem językowym, godnym sporego zaangażowania w przeciwdziałanie zaśmiecania języka czymś takim.
            Jeśli chcesz promować takie słowa, to, oczywiście, Twoje prawo, miej tylko na względzie, że przynajmniej mnie przestawisz na drugą stronę barykady. I to bez sensu, bo nie ze względu na meritum praw kobiet, ale ze względu na obrzydliwość brzmienia takich językowych dziwolągów.

  • Marzanna Pogorzelska
    17 września 2013 - 08:16 | Permalink

    Xawer pisze „No to trzeba tym nauczycielkom wybić z głowy posługiwanie się stereotypami. Albo najpierw spróbować sprawdzić, czy jest to uogólnienie czysto statystyczne, czy przenoszące się na indywidualny stosunek do poszczególnych dzieci”. No właśnie sprawdza się przenoszenie stereotypów na dzieci poszczególne i to się dzieje, niestety w sposób wyraźny, zwykle „bezwiednym” innym sposobem zwracania się do chłopców i dziewcząt, innymi wymaganiami i oczekiwaniami. A że dzieje się to od przedszkola (od kołyski właściwie, ale mówimy o formalnej edukacji) to Twoja Ola brzydzi się wystrzałów i nie wiemy czy tak ma, czy po prostu w tym wieku jest już genderowo przykrojona do stereotypu.

  • Xawer
    17 września 2013 - 09:18 | Permalink

    Różny sposób zwracania się zaszyty jest już w gramatyce i tego się nie uniknie bez zdemolowania języka. Różny sposób zachowania wobec osób różnych płci jest elementem kindersztuby i nie uniknie się tego bez schamienia.

    ” Nie chodzi mi jakiś rewolucyjny program, ale o proste uświadomienie, że niekoniecznie jesteśmy jacy jesteśmy tylko z „natury”, ale także z kultury… ”
    A komu to trzeba uświadamiać?
    Chyba zadaniem całego wychowania, a także szkoły, jest właśnie przerobienie dzikusa na człowieka osadzonego w kulturze. Więc chyba nie trzeba nauczycielom uświadamiać, że wychowanie zmienia ludzi.

    „Twoja Ola brzydzi się wystrzałów i nie wiemy czy tak ma, czy po prostu w tym wieku jest już genderowo przykrojona do stereotypu.”
    A co za różnica? I dlaczego miałbym wnikać w przyczyny jej zainteresowań? Jestem jej tutorem, a nie psychoanalitykiem.
    Ważne, że się brzydzi i dlatego jej muszę proponować inne tematy, a Adaś się fascynuje militariami, i sam na mnie ten temat wymógł. I tak długo, jak każde z nich ma wystarczająco dużo różnych zainteresowań, to ja się dostosowuję do każdego z nich takiego, jakimi są.

    Problem szkoły widzę nie w tym, że nauczycielka innymi słowami wydaje polecenia Jasiowi, a innymi Małgosi, tylko w tym, że obojgu każe kolorować drwala albo robić inne nudy, bzdury i głupoty, przykrawając oboje równo do stereotypu „matura to bzdura”. I nie pozwala ani jednemu ani drugiemu rozwijać zainteresowań ani pistoletami ani kwiatkami. Ta destrukcja ich zainteresowań i aspiracji ma stokroć większy wpływ na kształtowanie ich psychiki, niż zgodny z tradycją kulturową sposób zwracania się.
    I ten wpływ jest zdecydowanie szkodliwy.

  • Dorota
    22 września 2013 - 07:58 | Permalink

    W programie genderowskim – Równościowe przedszkole – autorki zachęcają nauczycieli przedszkoli, aby przekształcały imię Kopciuszek na rodzaj męski, bo przecież można sobie wyobrazić,że i chłopiec będzie także Kopciuszkiem. Uczono mnie niegdyś,że pastuszek, kopciuszek, braciszek to zdrobnienia rodzaju męskiego. Czy w między czasie coś się zmieniło? A co z wyrazami typu meduza, ameba itd. na siłę będziemy tworzyć rodzaj męski. Zamiast tworzyć potworki językowe wolę pomyśleć na jakiej zasadzie wznosi się w powietrze amerykański samolot B- 2 i dlaczego ma takie nieaerodynamiczne kształty. Dlaczego? Bo o to pytają dzieci niezależnie czy są dziewczynkami, czy chłopcami i to mnie interesuje także jako nauczycielkę. Pozdrawiam.

  • Marzanna Pogorzelska
    22 września 2013 - 21:16 | Permalink

    Ale w Kopciuszku w rodzaju męskim chodzi o zwrócenie uwagi na stereotypy przenoszone drogą bajek i baśni, gdzie to dziewczynka/kobieta często jest bierna, bezwolna (choć czuła i wrażliwa), a jej jedynym celem i marzeniem w życiu jest bycie znalezioną/uwolnioną przez księcia (mądrego, walecznego, zaradnego chłopca/mężczyznę). Zatem to odwrócenie językowe ma raczej na celu postawienie chłopca/mężczyzny w roli, którą zwykle pełni kobieta. A pastuszek, braciszek, ameba i meduza mają się świetnie w swoim rodzaju i ich nikt nie rusza :)

  • Xawer
    22 września 2013 - 21:52 | Permalink

    Cynderelek?
    Jego chyba gnębiły macocha i siostry? Je zostawiamy w tej roli, czy zamieniamy na ojczyma i braci, dla uświadomienia dzieciom, że to mężczyźni są sprawcami całego zła na tym świecie?
    A dobrą wróżkę zamieniamy na geja? Bo że książę okaże się gejem w tym układzie to już jest nie do uniknięcia.

    B-2 ma kształty całkiem dobrze aerodynamiczne — to znaczy opór, jaki stawia mu powietrze jest dość mały (dlatego ma tak duży zasięg — nie zużywa dużo paliwa).

    Problem z B-2 i podobnymi konstrukcjami leży w niestabilności aerodynamicznej. Klasyczny samolot, jeśli się go lekko pochyli lub podniesie nos, i nic nie robi ze sterami, to sam z siebie ustabilizuje lot. B-2 na odwrót — zacznie pochylać się jeszcze bardziej. I to wymaga komputerowego aktywnego sterowania, które natychmiast wyrówna, wychylając stery.

    Proszę z przedszkolakami zrobić przy tej okazji samoloty z papieru. Takie klasyczne latają dobrze, a takie jak B-2 spadają ;) Ale jeśli takiemu B-2 przykleić słomkę wystającą przed nos, do tej słomki przyczepić nitkę i ciągnąć go za tę słomkę (to odpowiada wymuszonemu wyrównywaniu lotu), to lata nie gorzej, a może i lepiej, od tych klasycznych ciągniętych w ten sam sposób.

    • Grażka
      22 września 2013 - 22:08 | Permalink

      Jak się wypogodzi spróbuję, choć mam maleńtasy takie nowe – moje zeszłoroczne poszły do pierwszej klasy. Jeszcze im się szkoła podoba, ale chyba na robienie samolotów nie ma szans :/

      • Xawer
        22 września 2013 - 22:31 | Permalink

        Oj, takie samolociki z papieru.
        Składasz z nimi różne origami, to i samolocik mogą złożyć.

        Stabilność samolocików bardzo ładnie wychodzi: skrzydło typu B2 jest niestabilne i w ogóle nie lata. Ale jeśli dorobi mu się długi ogon, to już zaczyna latać stabilnie.
        Bracia Wright mieli ten sam problem i dlatego dali samolotowi ogon. A Jack Northrop uciął ogon i w zamian dał aktywne sterowanie, stabilizujące lot skrzydła bez ogona…

        To jest temat na dobrą dyskusję zarówno z cztero- jak i czternastolatkami…

  • Domi
    29 września 2013 - 23:23 | Permalink

    Szkolenia gender są potrzebne, aby nie było niedomówień.

    Do wpisu skłoniła mnie porażka edukacyjna.
    Przyszła „pogadać” dziewczynka, której wychowawczynią byłam w podstawówce i opowiada, że poszła do ekonomika. OK. Bo brat założył firmę i księgowej będzie potrzebował, nudne to ale …

    Ale staram się. Gdy nauczycielki logują się na stronę naszej szkoły wita je napis Witaj nauczycielko…

    Ps. Ministry są konieczne i to jak najwięcej.

    • Basia
      23 lutego 2014 - 23:39 | Permalink

      Szkolenia gender są konieczne, aczkolwiek bezpieczniej je chyba nazywać inaczej.
      Słowo „gender” wywołuje strach wśród kadry pedagogicznej, dyrekcji, rodziców – są niepotrzebne dyskusje. Polecam „gender” dodać na końcu zajęć – wtedy można spokojnie je poprowadzić, wyjaśnić, a na koniec „oświecić” :-)
      Po moim ostatnim szkoleniu – na zaświadczeniu pojawia się słowo „gender” – i zaczęły się problemy. Słowo niesie za sobą aktualnie negatywne skojarzenia i emocje. :-(

      Marzanko – popieram Cię!

  • Marzanna Pogorzelska
    30 września 2013 - 08:21 | Permalink

    No. właśnie, „szkolenia gender są potrzebne, aby nie było niedomówień”, tylko i aż tyle. A „witaj nauczycielko” jest super:)

  • Xawer
    30 września 2013 - 16:15 | Permalink

    Jakie to niedomówienie wymaga domówienia go w formie specjalnego szkolenia?

    PS.
    „witaj nauczycielko” to pójście na łatwiznę.

    Dawno temu prowadziłem zajęcia ze wstępu do programowania i metod numerycznych dla studentów I i II roku fizyki. Zadałem im kiedyś jako pracę domową napisanie programu, przerabiającego dowolny tekst z formy męskiej na żeńską.
    Był to „karny” temat po tym, jak od pewnej studentki dostałem program zaliczeniowy wprawdzie z jej nazwiskiem w komentarzu wstępnym, ale całą resztą komentarzy w programie napisaną w męskich formach gramatycznych.
    Większość studentów (a i studentek) poradziła sobie z problemem bez kłopotu. Choć nie ta, która zainspirowała temat. Ona u mnie nie dostała zaliczenia…

    • Marzanna Pogorzelska
      30 września 2013 - 21:25 | Permalink

      niedomówienie główne, jak dla mnie dotyczy tego, czym są sprawy genderowe w ogóle. Bo obawiam się, że w tzw. świadomości potocznej to po prostu przerabianie chłopców na dziewczynki i na odwrót. Tak rozumieć gender jest najprościej, bo i za wiele myśleć nie trzeba i ma się jasność. A się nie ma.

  • zofiatraczyk
    30 września 2013 - 21:49 | Permalink

    No to sprobuj domówić to niedomówienie w prostszy dla odbiorcy (mnie) sposób, niż konieczność uczestniczenie w szkoleniu. Nie da się tego zawrzeć w kilku (kilkunastu) zdaniach?

    Dla mnie nie są przerabianiem chłopców na dziewczynki i na odwrót, tylko ideologią wymuszająca nowomowę , raz zacierajaca naturalne i gramatyczne różnice (e.g. „flight assistant” zamiast „stewardessa”) między płciami, a czasem wprost przeciwnie: wybijającą, czy wręcz tworzącą te różnice („ministra”).
    Dla mnie jest to ideologia walki płci w tak samo totalitarnym stylu, jak marksistowska walka klas, czy nazistowska walka ras.
    Miejsca na listach wyborczych „Nur für Frauen”.
    I nie chodzi mi tu o to, że jestem białym, heteroseksualnym mężczyzną postawionym przez ideologię gender po drugiej stronie barykady. Po prostu nie widzę żadnego uzasadnienia dla budowy tej barykady, niezależnie od tego, po której jej stronie ja miałbym się znajdować.

    Nawet jeśli są ludzie wyznający taka ideologię, to szkoła, zwłaszcza państwowa, musi od tej ideologii być wolna. Tak samo, jak od od każdej innej ideologii i każdego innego „powodu” by budować mury między ludźmi i dzielić ludzi na antagonistyczne grupy.

  • Odpowiedz na „BasiaAnuluj pisanie odpowiedzi

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php