Cóż, że w Ameryce – cz. 2

Kontynuując wątek podjęty w poprzednim wpisie, dzisiaj o dwóch kolejnych projektach, które narodziły się na dalekiej prowincji, dotyczyły tolerancji, a dzięki prostocie i sile przekazu dotarły w różne zakątki świata.
„Paper clips” („Spinacze”) to nazwa przedsięwzięcia gimnazjalistów i ich nauczycieli z małego, idealnie przeciętnego i jednolitego etnicznie i rasowo miasteczka w stanie Tennessee. Kiedy pod koniec lat 90. postanowiono zrealizować tam projekt dotyczący tolerancji, nauczyciele zaproponowali, aby połączyć kwestie tolerancji z edukacją o Holocauście. Kiedy młodzież dowiedziała się o Zagładzie, zdecydowano się znaleźć jakiś materialny symbol milionów jej ofiar. I tak, przeglądając internet uczniowie trafili na wzmiankę o Norwegach, którzy w czasie II wojny światowej nosili wpięte w klapach metalowe spinacze jako protest przeciwko niemieckiej okupacji. Zbiórka 6 milionów spinaczy – tylu, ile wynosi szacunkowa liczba ofiar żydowskich ofiar Holocaustu, rozpoczęła się na dobre, a projekt stopniowo zyskiwał coraz większy rozgłos. Artykuły o nim ukazały się w amerykańskiej i europejskiej prasie, a do szkoły zaczęły nadchodzić spinacze z różnych stron świata. W końcu ich liczba osiągnęła 30 milionów, w przedsięwzięcie włączyły się osobistości z kręgów polityki i kultury, zrealizowano o nim film dokumentalny, a projekt stał się ważnym symbolem upamiętnienia ofiar Holocaustu.
Drugie działanie to „Life In a Jar” – „Życie w słoiku” – przedstawienie zrealizowane przez amerykańskie uczennice i ich nauczyciela – Normalna Conarda. Jego historia także sięga końcówki lat dziewięćdziesiątych i małego, podobnego pod wieloma względami do poprzedniego miejsca, Uniontown w stanie Kansas. Tamtejsze uczennice przygotowując się do konkursu historycznego, szukały odpowiedniego tematu i w stosie czasopism podrzuconych przez nauczyciela znalazły tekst o niejakiej Irenie Sendlerowej, która miała uratować 2500 żydowskich dzieci podczas Holocaustu. Początkowo dziewczyny wzięły tę liczbę za zwykły błąd drukarski, ale skontaktowawszy się z Fundacją Sprawiedliwych w Nowym Jorku, upewniły się, że podana informacja jest prawdziwa. Przedstawienie, które zrealizowały początkowo pokazywane było lokalnie, ale wkrótce jego sława zaczęła zataczać coraz szersze kręgi, tym bardziej, że ku swojemu zdziwieniu, dziewczyny i nauczyciel dowiedzieli się, że Irena Sendlerowa żyje i mieszka w Warszawie. Kontakty – najpierw listowne, a potem osobiste stały się niezwykłym doświadczeniem dla amerykańskich nastolatek, wzbogaciły także przedstawienie o nowe wątki. Cała ekipa realizująca spektakl gościła kilka razy w Polsce, zyskując miano tych, które „odkryły” Irenę Sendlerową.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php