Ostrożnie z normalnością

W rozważaniach o tolerancji warto czasami zastanowić się nad kwestią normy, której blisko do pojęcia „normalny”. To słowo ma niewątpliwie wydźwięk pozytywny, być „normalnym”, to być bezpiecznie typowym, niewzbudzającym kontrowersji czy zdziwienia.
Amerykańscy edukatorzy i naukowcy jakiś czas temu zwrócili uwagę na aktualne w ich kontekście społeczno-kulturowym połączenie „normalności” z problemem rasowym. Większość tamtejszych nauczycieli to biali obywatele i to właśnie „whiteness” („biel”) wyznacza standardy normalności. Nie chodzi tu tylko o kolor skóry, ale także styl bycia, wysławiania się, preferowany akcent i kanon kulturowy, a więc także zestaw lektur i sposobów interpretacji tekstów. Naukowcy dowodzili, że szkolna przestrzeń, choć deklaratywnie służąca zróżnicowanej społeczności, poprzez narzucaną kulturową „biel”, w istocie prezentuje i uprzywilejowuje jedną dominująca kulturę. Ta kultura, tożsama dla środowiska w którym wychowują się dzieci białych rodziców, często jest nieswoja czy obca np. dla Afro-Amerykanów i Latynosów, przez co ich szanse na sukces edukacyjny są mniejsze.
Rzecz jasna, w polskich realiach, także mamy pewien wzorzec normalności, który przyczynia się do tego, że dla wielu uczniów i uczennic szkoła jest miejscem, gdzie nie czują aby ich kultura miała jakiekolwiek znaczenie. Przykładem mogą dzieci romskie, ale nie tylko etniczność tworzy standardową normę. Należy też do niej narodowość, model rodziny, język polski w czystej postaci, religia czy orientacja psychoseksualna. Każda nauczycielka i każdy nauczyciel powinien od czasu do czasu przeprowadzić własny rachunek tolerancji i zapytać siebie czy sam//sama swoimi zachowaniem czy wygłaszanymi opiniami nie nadaje jakimś cechom rangi jedynej normy, a więc czy uprzywilejowuje w ten sposób określonej grupy. Te grupy mogą być różne – pamiętam uczennicę, której w szkole podstawowej mocno przeszkadzało to, że w podręcznikach nie znalazła ani jednego przykładu rozwiedzionej rodziny (a z takiej owa uczennica pochodziła). Rzecz niby drobna, ale dla niej ważna, bo dodatkowo stygmatyzująca przekazem, że normalna rodzina to zawsze mama i tata żyjący zgodnie.
Lepiej, aby założyć, że normalność to kwestia dyskusyjna i elastyczna. Jeśli ktoś przy tym zarzuci nam moralny relatywizm, warto odwołać się do Zygmunta Baumana, który swego czasu powiedział: „Wbrew popularnym przekonaniom, nie słychać w historii o zbrodniach popełnianych w imię relatywizmu czy tolerancji; upstrzone są za to dzieje zbrodniami popełnionymi w imię wiary niezachwianej, prawdy jedynej i absolutnej”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php