„Fajne inicjatywy zbyt szybko umierają…”

Nadszedł weekend, większość ludzi odpoczywa, a ja właśnie dzisiaj, zaczęłam kolejny rok wykładów w szkole dla dorosłych. Wracając do domu, głodna i zmęczona postanowiłam odwiedzić swoją ulubioną Pierogarnię w Katowicach, gdyż nie chciało mi się już gotować obiadu. Uwielbiam ten lokal, a właściwie uwielbiałam. Można tam dostać pierogi z kapustą, grzybami, ale również z krewetkami, szpinakiem, czekoladą i kokosem… i wszystkie ręcznie robione, nie jakieś chemiczne badziewie. Na dodatek można je kupić surowe i ugotować we własnym domu. Super sprawa na szybki obiad. Jednak to nie pierogi były zaletą tego lokalu. Prawdziwą jego zaletą był program „Zawieszona kawa”, w którym nie tylko kawa brała udział.

Tutaj chyba muszę wyjaśnić na czym polega „Zawieszona kawa”. Pomysł powstał w Neapolu i szybko rozpowszechnił się w świecie. Polega on na tym, że idąc do kawiarni czy baru, który bierze udział w projekcie (zazwyczaj informacje są wywieszone w widocznym miejscu), można kupić dodatkową kawę i zostawić ją w lokalu, czyli „zawiesić” dla osoby potrzebującej. Większość lokali nie ogranicza się tylko do kawy, w tej chwili pozostała już tylko nazwa „Zawieszona kawa”, ale jest ona czysto symboliczna, bo od kawy się zaczęło. Dzisiaj w większości takich lokali można „zawiesić” także herbatę, zupę, a nawet pełny obiad.  I tak też było w mojej Pierogarni. Można było pozostawić kawę, herbatę, zupę, czy porcję pierogów. Pamiętam, że w zeszłym roku szkolnym nawet rozmawiałam z kelnerką, pytając jakie jest zainteresowanie i czy faktycznie korzystają z tego potrzebujący. Odpowiedź była twierdząca.

Pierogania znajduje się w centrum miasta Katowic, niedaleko dworca, ale w nie za ciekawej okolicy. Przewijają się tam narkomani, alkoholicy, ale także wielu ludzi biednych, którzy mieszkają w okolicznych kamienicach. Należy tutaj wyjaśnić, że ulica o której mowa składa się głównie ze starych secesyjnych kamienic. Cześć z nich jest wyremontowana i prywatna, gdzie czynsze nie należą do najniższych, ale kamienice zarządzane przez miasto to najczęściej mieszkania o bardzo niskim standardzie z ubikacjami na półpiętrze, zajmowane przez „niezbyt zamożnych lokatorów”.

Do Pierogarni przychodzili różni ludzie. Nie pytano ich czy są biedni, czy bogaci, każdy zgodnie z ideą programu, mógł „odwiesić” kawę czy posiłek (czyli zjeść lub napić się za darmo, jeżeli ktoś wcześniej taki posiłek pozostawił). Jednak zawsze to byli ludzie raczej potrzebujący. Nie zdarzyło się, aby ktoś, kto ewidentnie wyglądał na osobę która stać na zakup posiłku korzystał z tego przywileju, chociaż miał do tego prawo. „Zawieszona kawa” jest również dla tych, którzy np. zapomną portfela. Jednak ludzie korzystający z projektu w Pierogarni byli naprawdę potrzebujący. Niektórzy bardzo gorąco dziękowali za tą możliwość, ponieważ tam ich nikt nie pytał, czy żyją na ulicy z własnego wyboru, z własnej winy, czy z powodu splotu nieszczęśliwych wypadków życiowych. Z pozostawionych posiłków korzystali również ludzie starsi, którym najzwyczajniej w świecie nie starcza do pierwszego. Ci ludzie nie przychodzili codziennie, ale od czasu do czasu. Bezdomni najczęściej kiedy było zimno i mokro, starsi wtedy kiedy już brakowało na jedzenie.  A klienci Pierograni zawieszający posiłki najczęściej  nie pozostawiali kawy, a zupę. Ta zupa bardzo często była jedynym posiłkiem bezdomnych, żyjących na katowickich ulicach. I właśnie dlatego uwielbiałam ten lokal. 4 złote więcej i można było zafundować komuś darmowy posiłek. Niestety wszystko co dobre ma swój koniec. Jakie było dzisiaj moje zdziwienia kiedy chciałam zapłacić za dodatkowy kubek barszczu i usłyszałam od kelnerki „ale ja nie wiem o czym pani mówi”. Kelnerka twierdziła, że jest nowa, ale była bardzo miła i poszła zapytać o projekt szefa. Odpowiedź bardzo mnie zawiodła. Niestety szefostwo się zmieniło i zmieniły się zasady. W Pierogarni nie ma już projektu „Zawieszona kawa”. A ja zastanawiam się tylko dlaczego? Przecież Pierogarnia nic nie traciła, nie finansowała posiłków z własnej kieszeni. Wbrew przeciwnie, dzięki projektowi pozyskiwała nowych klientów, którzy przychodzili tam właśnie na możliwość zakupu dodatkowego posiłku dla potrzebujących. Co stało na przeszkodzie kontynuować projekt? Może powodem było to, że bezdomni są często brudni i brzydko pachną, jednak ja i moi znajomi byliśmy częstymi gośćmi lokalu i nigdy nie zauważyliśmy takich problemów. Jeżeli faktycznie trafiał się ktoś uciążliwy dla innych klientów ze względu na swój wygląd czy zapach, dostawał posiłek na wynos. Nigdy nikt się nie uskarżał. I tylko bardzo przykro mi dzisiaj, że o swoim ulubionym lokalu nie mówię już „jest”, tylko „był”. I zastanawiam się dlaczego tak trudno okazywać nam odrobinę empatii i współczucia – czy to naprawdę tak wiele kosztuje?

Jeden komentarz

  • ajaninawp.pl
    22 września 2014 - 23:39 | Permalink

    Smutne to bardzo.W Białymstoku program jest,w jednym z moich ulubionych lokali.Tylko nie wiem,jak funkcjonuje i co z korzystającymi.Sprawdzę w najbliższym czasie i dam znać.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php