Mała wielka władza

Krótka scenka przykuła dziś moją uwagę, kiedy wędrowałam przez centrum miasta.
Dzieci w wieku przedszkolnym, ustawione parami stoją przed wejściem do miejskiej biblioteki. Pani wychowawczyni wyjaśnia, że za chwilę wejdą do budynku i zobaczą, jak pracuje wypożyczalnia książek. Kiedy pani tłumaczy, jednemu z chłopców wyrywa się: „A ja już tu byłem!” Na to pani, głosem nie znoszącym sprzeciwu, nazbyt głośnym i nazbyt stanowczym: „Zapamiętaj sobie, że jak dorośli mówią, to dzieci się nie odzywają!” Chłopiec pokornie zamilkł, a ja pomyślałam sobie, że właśnie odebrał bardzo złą lekcję, choć pewnie podobną do tych, które już miał i tych, które przed nim. Nie zdając sobie pewnie z tego sprawy, ten Tomek czy Bartek dowiedział się, kto tu rządzi. Przy okazji dowiedział się, że szacunek należy się tej osobie właśnie dlatego, że rządzi. Dlatego, że jest dorosła, starsza, silniejsza, jest wychowawczynią. Dlatego, że po prostu ma władzę. Pani chyba zapomniała, że przecież nie dla jakiejkolwiek cechy należy się drugiej osobie szacunek (też okazywany np. w nieprzerywaniu wypowiedzi). Należy się on z powodu bycia człowiekiem i tyle. Małym czy dużym, bez różnicy.
Podkreślając władzę nad dziećmi i młodzieżą i nie wahając się jej użyć, uczymy bezrefleksyjnego poddaństwa i zamiast wychowywać, produkujemy sfrustrowane jednostki, w których gromadzi się złość i agresja. Nie miejmy złudzeń – taka edukacja kiedyś się zemści. Jak tylko dzieci dorosną i poczują, że to one mają władzę, będą wiedziały co z nią zrobić. Ten łańcuch wydaje się nie mieć końca. Nadzieja w tych nauczycielach i nauczycielkach, którzy nie boją się oddać władzy i budują relacje partnerskie z dziećmi i młodzieżą. Najczęściej wbrew pokojowi nauczycielskiemu i rodzicom, ale dla naszego bardzo wspólnego dobra.

Jeden komentarz

  • Małgorzata Rusiłowicz
    29 września 2014 - 21:51 | Permalink

    Niestety z takimi sytuacjami spotykam się dość często prowadząc warsztaty skierowane do najmłodszych pociech. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego panie za wszelką cenę tłumią i gaszą w dzieciach to, co najcenniejsze – spontaniczność i chęć podzielenia się swoimi emocjami. Wydaje mi się, ba jestem o tym przekonana, że każde pytanie i naturalna reakcja dziecka na miejsce, wydarzenie, czy sytuację wzbogaca nie tylko samo dziecko, ale i nas – dorosłych a przede wszystkim nauczycieli. Pozwólmy dzieciom pytać, cieszyć się, smucić – mają do tego prawo a naszym obowiązkiem jest towarzyszenie im w codziennym poznawaniu siebie, innych i otaczającego ich świata….Kto tego nie rozumie, nie powinien być nauczycielem…

  • Odpowiedz na „Małgorzata RusiłowiczAnuluj pisanie odpowiedzi

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php