Szkoły demokratyczne…czy dla wszystkich?

Ostatnio  w ramach Kina Kobiet obejrzałam film ,,Gdybym tylko tu był” w reżyserii  Zacha Braffa. Film nie ma najlepszych ocen, zarzuca mu się dłużyzny i operowanie łatwymi emocjami. Bohaterem jest 35-letni Aidan Bloom, który wciąż nie dorósł i postanawia zmierzyć się z problemami w dość oryginalny sposób. Ale nie jest najważniejsza tutaj fabuła filmu, tylko pewien wątek wpisujący się w temat, o którym dziś napiszę .Aidan nie ma stałej pracy i musi zabrać swoje dzieci z żydowskiej szkoły(jesziwy),którą co prawda opłacał jego ojciec, ale niestety ciężko zachorował i pieniądze musi przeznaczyć na swoje leczenie. Aidan postanawia zatem uczyć swoje dzieci w domu. Pomysł nie jest nowy, ale w wypadku, gdy wiedza ani autorytet rodzica nie są wystarczające, wiąże się z tym wiele zabawnych perypetii. Dzieci nie słuchają ojca a do lekcji podchodzą z przymrużeniem oka.Oglądamy też sceny, kiedy starsza córka zaczyna uczyć tatę matematyki, bo wie na ten temat więcej i jest bardzo niezadowolona, że została zabrana ze szkoły o tak wysokim poziomie.

W Polsce też co jakiś czas wywiązuje się dyskusja na temat  edukacji formalnej i nieformalnej, niektórzy rodzie  opowiadają  się za szkołami demokratycznymi. Jak to się wszystko zaczęło? W angielskim Leiston, otoczona ogrodem, leży pierwsza demokratyczna szkoła świata założona w 1921 roku. Powstała jako społeczność, o której życiu decydują wszyscy jej członkowie. Robią to na cotygodniowych zebraniach, na których głos kilkulatka znaczy tyle co głos dyrekcji. Każdy wybiera to, czego chce się uczyć, a lekcje są obowiązkowe tylko dla nauczycieli. Od Summerhill zaczął się ruch demokratycznych szkół w Polsce. Tą ideą zachwycił się poznański przedsiębiorca p. Michał Jankowski i założył pierwszą demokratyczną szkołę Trampolinę. Istnieją też inne takie szkoły, na przykład warszawska Wolna Szkoła w Pyrach Wiadomo, że zapewne pojawiają się wątpliwości. Czy uczniowie będą na tyle samodzielni, żeby rozwijać swoją motywację do nauki? A jeżeli uczeń(a często też jego rodzice) będzie chciał się przenieść do szkoły publicznej ,czy sobie poradzi? Odpowiedzi na te pytania jest zapewne tyle, ile szkół demokratycznych.Każda z nich tworzy bowiem odrębną społeczność. Amerykański pedagog John Holt w latach 70-tych XX wieku pisał: , ,,Ludzkie zwierzę to zwierzę uczące się. Lubimy się uczyć i jesteśmy w tym dobrzy, nie trzeba nam tego pokazywać ani nas do tego zmuszać.Co zabija ten proces, to wtrącanie się do niego, próba jego regulacji lub kontroli”. Słowa te mogą wydać się niektórym dość kontrowersyjne, inni przyjmą je bez oporu, twierdząc, że tradycyjna szkoła zabija kreatywność, ciekawość świata, nie rozwija postaw otwartości ,akceptacji.. tylko wyklucza. W szkole systemowej nie ma często miejsca na swobodny rozwój, dzieci a później młodzież mają większość rzeczy narzuconych z góry. Szkoła demokratyczna jest niczym zorganizowany unschooling .Tylko czy dla każdego?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php