Dyniowy język wojenny

Po transformacji ustrojowej, wraz z całym pakietem kultury anglosaskiej do polskich szkół, a pewnie i przedszkoli, triumfalnie weszły Halloweenowe strachy i wydrążone dynie. Rzecz wydawała się dosyć neutralna, była w dużej mierze dodatkową ilustracją treści przekazywanych podczas nauki języka angielskiego. Ucząc się tego języka nie znajdziemy prawdopodobnie podręcznika bez wzmianki o tradycji Halloween.
Od pewnego czasu, a w tym roku szczególnie, sprawa nie jest już taka neutralna. Wiele szkół zrezygnowało z Halloweenowych zabaw, przychylając się ku tym zalecanym przez Episkopat (np. Plejada Świętych, Noc Świętych czy Korowód Świętych). Jednocześnie Halloween opisuje się jako zdrożną rozrywkę: „Często to nie są dziecięce igraszki, zabawy, tylko są to pogańskie ryty na pograniczu satanizmu, kultur celtyckich czy pogańskich” (wypowiedź ks. A. Polaka, zamieszczona w: J. Suchecka, Wszyscy święci balują w szkole, „Gazeta Wyborcza”, 29.10.2014, s. 3).
To mocno, jak dla mnie, przesadzone słowa, ale każdy ma prawo do własnego zdania. Ciekawe jest natomiast to, jak łatwo za sprawą Halloween włączyliśmy tryb silnych emocji i okopywania się w swych twierdzach, lub jak kto woli, zamykania w światopoglądowych kokonach. Jak bezrefleksyjnie przyjęliśmy, że można mieć ALBO Halloween ALBO obrzędy religijne. W doniesieniach medialnych, w opiniach nauczycieli i rodziców to, co się dzieje w szkołach nazwane zostało automatycznie „wojną”, „ścieraniem się różnych opcji”, konfrontacją” i „walką”. Zastanawia mnie, jak ot tak, pewnie nieświadomie, różnice w poglądach i alternatywne zachowania nazwaliśmy językiem militarnym.
A dlaczego nie przyjąć by, że dwa różne świętowania w okolicach 31 października mogą w szkołach mieć miejsce, nie powodując podziałów i wzajemnych oskarżeń? Język walki przy różnicach poglądów przywołujemy, a właściwie „przywołuje nam się” sam, bo chyba nie znamy innego reagowania na sytuacje różnorodności kulturowej. A gdyby tak, obydwie strony – nauczyciele organizujący Halloween i katecheci proponujący Korowód Świętych założyli, że każdy robi swoje, a im więcej różnorodności w szkole tym lepiej, bo zaspokoimy potrzeby różnych dzieci (i rodziców)? Wymagałoby to dojrzałości i opanowania języka od obu stron. Wymagałoby to uznania, że propozycja inna niż moja nie jest kontrpropozycją (atakiem, ofensywą, frontem walki), a po prostu, bez podtekstów, złośliwości i agresji – propozycją. Równą mojej, ciekawą i inspirującą.
Prawda, jak byłoby cudnie w takiej rzeczywistości, której nie znamy?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php