Pogranicze w Opolu

Kilka dni temu uczestniczyłam w niezwykłym spotkaniu. Działo się to akurat 13 grudnia, kiedy gdzieś tam jacyś rozkrzyczani politycy w ulicznym spektaklu próbowali wybić się  dziś bohaterstwo, którego nie dane im było wykazać trzydzieści parę lat temu. A tymczasem, w opolskim domu kultury, Krzysztof Czyżewski, szef fundacji Pogranicze z Sejn w rozmowie prowadzonej przez Tomasza Różyckiego przeniósł mnie na chwilę do innego świata. Pierwsze wrażenie to ulga i zdziwienie, że jeszcze można tak rozmawiać: bez patosu, silenia się na pseudomądrości i frazesy, ślizgania się po tematach. Zamiast tego spokojne sięganie w głąb rzeczy najważniejszych, łączenie zdarzeń codziennych z mitem, naturalne przenikanie się tematów, które wynikają jeden z drugiego przywołane nie doraźnym interesem, aby kogoś do czegoś przekonać i by moje było najmojsze, ale dlatego, że przypływają z wiedzą zaczerpniętą z setek książek, wierszy, zasłyszanych słów i przelotnych spotkań.  Nie sposób streścić tej rozmowy – jej wiele wątków płynęło niosąc ze sobą Miłosza, pogranicze, wielokulturowość, konflikty, powroty. Jedna z rzeczy, która utkwiła mi w pamięci i przewijała się w różnych momentach tej rozmowy to pokazywanie nam – publiczności sztuki odnajdywania głębszego sensu w tym co niepozorne i codzienne. Takie, jak na przykład spotkanie z mieszkańcem Czerniowców, o którym opowiedział Krzysztof Czyżewski. Jak podaje Wikipedia, Czerniowce,przed wojną „miało 112 427 mieszkańców, a skład narodowościowy przedstawiał się następująco: Żydzi 38%, Rumuni 27%, Niemcy 15%, Ukraińcy (Rusini) 10%, Polacy 8%, Rosjanie 1,3%”. Czyżewski, rozmawiając dziś z mieszkańcem tego ukraińskiego miasta zapamiętał, jak ów człowiek pokazywał mu miejscowe świątynie, wskazując: oto nasza synagoga, nasz kościół, nasza cerkiew. Słowo „nasz/nasze” to klucz do zrozumienia tej rozmowy. Ile, powiada Czyżewski, trzeba przeżyć chwil dobrych i ile historycznych nieszczęść przepracować, aby o takich miejscach powiedzieć z dumą NASZ? Ile w tym lat wspólnej, niełatwej przecież historii? Wielokulturowość to nie uładzony obrazek, albo unijny projekt, którego celem jest zmniejszenie, a najlepiej wyplenienie stereotypów i uprzedzeń.  Wielokulturowość to wieczny konflikt z którym trzeba umieć żyć. To napięcie, które może być twórcze jeśli się tę konstruktywną moc zrozumie.

Więcej takich rozmów chciałoby się słuchać, nie tylko 13 grudnia.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php