Krzyż w szkole

W jednej ze szkół na Opolszczyźnie mamy kolejną odsłonę wojny o krzyż. Nauczycielka matematyki, po powrocie do pracy z urlopu zwróciła uwagę, że w pokoju nauczycielskim zawisł krzyż. Nauczycielka krzyż zdjęła, została oskarżona o kradzież, otrzymała oficjalne upomnienie, doznała też mniej oficjalnych, a dotkliwych przykrości, których konsekwencją są m.in. jej problemy zdrowotne. Obecnie trwa sprawa sądowa – matematyczka domaga się od dyrekcji szkoły przeprosin i odszkodowania.
Przypadek opisywanej szkoły przypomina mi podobne sytuacje, które miały miejsce w ostatnich latach, a dotyczyły symboli religijnych w miejscach publicznych. Łączy te spory to, że oburzenie tzw. ogółu zazwyczaj skupia się na tym, kto krzyż zdejmuje, a nie na tym, kto, go wiesza. Mało tego, w tej krzyżowej narracji, powieszenie krzyża jest zazwyczaj aktem neutralnym, ale już w przypadku jego zdjęcia mówi się o tym, że „ktoś „ośmielił” lub „ważył się” to uczynić.
Prawo dotyczące oświaty mówi, że w pomieszczeniach szkolnych krzyż może być powieszony, konstytucja nakazuje władzom zachować „bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę ich wyrażania w życiu publicznym”, a „stosunki między państwem a kościołami i innymi związkami wyznaniowymi są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie, jak również współdziałania dla dobra człowieka i dobra wspólnego”. Ta niejednoznaczna wykładnia sprawia, że tak naprawdę kwestia powieszenia krzyża jest kwestią wrażliwości, kultury i szacunku dla innego człowieka. Żyjemy w kraju, w którym większość to katolicy i to właśnie od większości wymaga się poszanowania praw mniejszości. Bycie w większości to nie przywilej – to obowiązek wrażliwości i nieustannej ostrożności, aby swojej dominującej pozycji nie nadużywać. Powieszenie krzyża tam, gdzie może to budzić jakiekolwiek spory jest dla mnie zaprzeczeniem przesłania, jakie krzyż niesie: pokory, łączenia ludzi i szacunku dla każdego. Jest też dla mnie przejawem religijnej słabości. Czy naprawdę wiarę trzeba udowadniać przybiciem krzyża do ściany? Nie wystarczy jej przeżywanie w miejscach do tego przeznaczonych, a przede wszystkim w sobie samym?
Przy okazji sporu o krzyże w Sejmie prof. Łętowska powiedziała, że jeśli usunięcie krzyża miałoby wywołać kolejne awantury „to z dwojga złego już lepiej niech ten krzyż tam wisi. Będzie smutnym symbolem triumfu siły nad prawem”. Zgadzam się z tym głosem, ale jestem przekonana, że nie takie znaczenie nadał temu symbolowi dawno, dawno temu trzydziestolatek z Nazaretu.

Jeden komentarz

  • Majka Blogger
    12 lutego 2015 - 21:43 | Permalink

    Smutne, lecz prawdziwe.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php