Tolerancja jako sztuka wybaczania

Jeśli ktoś wyrządził nam wielką krzywdę, najważniejszym warunkiem pojednania, jeśli w ogóle ma ono nastąpić, jest wyznanie winy i skrucha sprawcy naszego nieszczęścia. To, co nazywamy moralnym zadośćuczynieniem, może być fundamentem naszych przyszłych relacji, bo jako ofiary potrzebujemy zrozumienia i uznania naszego cierpienia. Tylko w ten sposób sprawca może nieco zrzucić z siebie ciężar winy, kiedy przez chwilę, jakąś swoją częścią, staje się trochę mniej sprawcą, a trochę bardziej nami – z naszą traumą i z tym, co przeżyliśmy. Czy akt skruchy doprowadzi do zgody gwarancji nie ma, ale bez niego nie posuniemy się ani o krok i tkwić będziemy w uścisku żalu, pretensji, frustracji i złości. Pozostaje dla mnie fascynujące, że dokładnie tak samo jak pojedynczy ludzie funkcjonują całe narody i społeczności. Rozumiem, że nie może być inaczej wszak tworzą je ludzie, a jednak zadziwienie przeniesieniem indywidualnych mechanizmów psychologicznych na całe zbiorowości pozostaje.

Przykłady z przeszłości potwierdzają to bardzo wyraźnie. Takie, jak na przykład niemieckie wyznanie win, z gestem kanclerza Willy’ego Brandta, który w 1970 roku ukląkł przed Pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie. Ale też wcześniejszy list polskich biskupów do biskupów niemieckich, w którym znalazło się niezwykłe „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. Takie symboliczne gesty pozwoliły polsko-niemieckim relacjom zaistnieć od nowa. Inny przykład, pokazujący co się dzieje jeśli wyznania winy brak, to najnowsze wydarzenia związane z setną rocznicą rzezi Ormian, nazywaną pierwszym ludobójstwem XX wieku. Napięte stosunki między Armenią i Turcją zdają się niemożliwe, bo brak ze strony tej ostatniej woli uznania dokonanej zbrodni. Przeciwnie, w dzień 15 kwietnia, w którym Ormianie czczą ofiary tamtej masakry, Turcja ogłosiła obchody stulecia jednej z bitew I wojny światowej (wcześniej obchodzono go w Turcji18 marca). Na pierwszy rzut oka widać, że chodzi tu o odwrócenie uwagi od ormiańskiej tragedii. I trudno dziwić się ofierze, że czuje rozgoryczenie i żal, a o żadnym porozumieniu z sąsiadem mowy być nie może.

To, o czym piszę trafnie ujął rosyjski pisarz, D. Głuchowski, kiedy opowiadał o spotkaniach autorskich w Polsce. Autor tak odpowiada tym, którzy odnoszą się do Rosji krytycznie, wypominając mu Stalina, Katyń, Ukrainę: „Ja im wtedy mówię: Macie rację, to było ludobójstwo, to była inwazja, i nagle widzę szeroki uśmiech, i słyszę, że za komuny przecież nie było tylko źle, w końcu jesteśmy braćmi, i czy pamiętam ten świetny radziecki serial… Wystarczy przyznać się do błędów i zaraz pojawiają się dobre emocje”. (D. Głuchowski w rozmowie z K. Wężyk, Imperium, „Gazeta Wyborcza”, 25-26.04.2015, s. 16.)

Jak z tego nauka dla nas? Zrozumienie Innego to też sztuka przyznania się do naszych błędów popełnionych wobec niego i uczynionych mu krzywd. Uczmy zatem wybaczania, pokazujmy, że przyznanie się do błędu to nie słabość, ale dowód wielkiej dojrzałości
i odwagi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php