„Być (nie)pełnosprawnym tutaj – wywiad z Panem Arturem.

Pana Artura, a właściwie Artura poznałam kilka lat temu i jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. Szczerze mówiąc zachwyca i często zawstydza  mnie ten człowiek, który ma w sobie niewyobrażalne ciepło,  chęć życia i bardzo śmiałe marzenia. W niczym,  poza wyglądem zewnętrznym,  nie przypomina osoby niepełnosprawnej. Ale tak naprawdę – kim jest osoba niepełnosprawna? Bardzo często spotykam się z tym określeniem i zastanawiam, kto i w jakim celu je wymyślił. Według mnie  jest ono bardzo krzywdzące i wartościujące, a to wartościowanie nie odbywa się przez pryzmat tego co sobą reprezentuję, ale tego czego mi brakuje. Moim zdaniem, jeżeli wszystkich ludzi na ziemi, chcielibyśmy powartościować według naszych ułomności, to okazało by się, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni.

A co na ten temat ma do powiedzenia Artur? 

Zapraszam do lektury.

 Zofia: Cześć Artur dziękuję, że zechciałeś ze mną porozmawiać i podzielić się swoimi przemyśleniami z czytelnikami bloga „Szkoły tolerancji”. Na początek opowiedz kilka słów o sobie.

Artur: Mam na imię Artur,  mam 37 lat i od 20 lat jestem na wózku inwalidzkim.

Z:  Jak doszło do tego, że dziś poruszasz się na wózku inwalidzkim?

A: W 1995 roku na wskutek nieszczęśliwego upadku do wody złamałem kręgosłup szyjny i od tego momentu jestem niepełnosprawny, poruszam się na wózku inwalidzkim. Kilka lat później dodatkowo doszło u mnie do odkształcenia i przesunięcia miednicy, co na dzień dzisiejszy owocuje tym, że nawet siedzenie na wózku jest dla mnie problemowe. Większość czasu spędzam leżąc w łóżku, ale nie przejmuję się tym. W moim domu zawsze jest ruch. Przyjaciele przewijają się przez mój dom jak „przez dworzec centralny” i oczywiście czasami wychodzę z nimi, w miarę możliwości zdrowotnych.

Z:  Super. A jak  oceniasz sytuację osób Tobie podobnych w naszym kraju? Jak to jest być niepełnosprawnym w Polsce?

A: To ciężkie pytanie. Raz jest lepiej, raz gorzej. W zasadzie państwo wiele pomaga osobom niepełnosprawnym, ale sam system jest zbyt skomplikowany,  co utrudnia osobom mniej zaradnym otrzymanie pomocy. W moim przypadku dużo pomogli zwykli ludzie, wielu z nich do dziś znajduje się w kręgu moim przyjaciół, dlatego nie oceniam sytuacji jako  złą, ale taka ocena – to jest bardzo dużo.

Z: Czyli, Twoim zdaniem,  wsparcie państwa dla osób niepełnosprawnych jest konieczne?

A: Oczywiście, że wsparcie państwa jest potrzebne. Renty są bardzo niskie, a  sprzęt rehabilitacyjny drogi. Do tego dochodzi pomoc w codziennej egzystencji, czy rehabilitacja, której w tym kraju praktycznie nie ma.

Z: Artur wiem, że Ty również korzystasz z takiego wsparcie, ale jak je oceniasz, czy jest wystarczające?

A : Tak korzystam z pomocy państwa. Mam do pomocy opiekunkę i pielęgniarkę. Gorzej jest z rehabilitacją, bo przysługuje jej tylko 80 godzin rocznie, to bardzo niewiele. Poza tym są bardzo długie terminy oczekiwania, a na prywatną rehabilitację mnie nie stać. Korzystam również  z pomocy PFRON i NFZ  przy zakupie  wózków  inwalidzkich,  ale są to zwykle standardowe wózki. Jeden wózek przysługuje raz na 5 lat. Przyznam się, że dla mnie jest to bardzo duży problem, ponieważ ze względu na przesuniętą miednicę, a także na mój wzrost (2,10 m) powinienem mieć wózek specjalistyczny. Niestety takich państwo nie dofinansowuje, a ze zwykłego wózka po prostu wypadam. Najczęściej znajomi dopasowują mi rurki (dospawają dodatkowe) i przerabiają wózek na moją miarę. Wyjściem z sytuacji byłby wózek elektryczny, który ma inny rodzaj fotela, ale na taki nie mam co liczyć. Pierwszeństwo mają osoby pracujące.  W zeszłym roku składałem o dofinansowanie do takiego wózka, ale mi odmówiono ze względu na brak finansów. A w tym roku już się w ogóle program dofinansowania nie pojawił.

Z: Rozumiem, że ty nie pracujesz?

A: Nie, właściwie nie. Utrzymuję się z renty, niestety mój stan zdrowia, raczej nie pozwala mi na podjęcie pracy. Jednak czasami, w miarę możliwości,  łapię się rożnych zajęć by poprawić swoją sytuację finansową lub najzwyczajniej w świecie odwdzięczyć się za okazaną pomoc. Jeżeli ktoś ci pomaga, to wypada zrobić to samo, prawda? Zajęcia jakich się podejmuję to zazwyczaj pisanie artykułów historyczno-geograficznych dla biura podroży, prowadzonego przez moich przyjaciół, opracowywanie tras wycieczkowych czy  inne zadania możliwe do wykonania przez Internet. Praca stricte biurowa.

Z: Artur, wiele mówisz o wsparciu ze strony ludzi, o przyjaźni, a czy spotkałeś się kiedyś z przejawem dyskryminacji lub wrogości?

A: Niestety tak. Zdarzało mnie się to kilka razy, zarówno wśród zwykłych ludzi jak i też instytucji. Najbardziej mnie dotknęła sytuacja z pogotowiem ratunkowym, gdzie sanitariuszka uważała mnie za kogoś gorszego i podkreślała że to moja wina, iż jestem w takim stanie zdrowia a nie innym.

Z: To co mówisz jest przerażające, możesz dopowiedzieć szczegóły?

A: Sanitariuszka pogotowia ratunkowego, która przyjechała do mnie, zarzuciła mi ze jestem w tak ciężkiej sytuacji zdrowotnej ze względu na własne lenistwo. Dodała, że  ona ma męża na wózku inwalidzkim i on jest o wiele sprawniejszy ode mnie. Poczułem się jakbym był kimś gorszym. Dotychczas,  pomimo wózka nigdy nie czułem się niepełnosprawny. Bardzo zabolały mnie również słowa, że  wezwałem karetkę bez uzasadnienia i że przez takich pacjentów jak ja umierają dzieci.

Z: Bez uzasadnienia?

A: Tak twierdziła sanitariuszka, ponieważ powinienem był wezwać transport medyczny. Jednak ja jestem osobą z założoną stomią i znam swój organizm. W tamtej sytuacji ze względu na rosnące ciśnienie w całym organizmie z powodu braku możliwości oddania moczu, groził mi wylew. Nie mogłem czekać kilka godzin na transport.

Z: Był jakiś ciąg dalszy tej historii?

A: Tak. Moja była dziewczyna złożyła skargę, sanitariuszka musiała złożyć wyjaśnienia. Ponoć tłumaczyła się, że była to forma motywacji, ale szczerze mówiąc, dziękuje za taką motywację. Słyszałem, że później ta pani odeszła z pogotowia. Jednak trzeba przyznać, że mimo, iż wydarzył się taki incydent, to większość zespołów karetek, czy to pogotowia, czy transportu medycznego, to naprawdę otwarci, uczynni i bardzo mili ludzie. Wiem to, bo bardzo często korzystam z ich usług (śmiech…).

Z: Cieszę się, że tak do tego podchodzisz. Jednym słowem, nie chowasz urazy?

A: Nie.

Z: A jakie jest Twoje marzenie, jeżeli zechcesz je zdradzić?

A: Moim największym marzeniem, oprócz bycia zdrowym (co jest nierealne), jest skok ze spadochronem (pomimo mojej  niepełnosprawności). Wiem, że ludzie w moim stanie, odbywają takie skoki. W tej chwili, z grupą przyjaciół przygotowujemy się do tego wyczynu. I mam zamiar to zrobić. Mam również nadzieję, że szybko mi się to uda!

Z: Niesamowite. Znam Cię nie od dziś i wierzę, że Ci się uda. Artur czy na zakończenie chciałbyś jeszcze coś dodać od siebie, coś przekazać naszym czytelnikom?

A: Tak, chyba tak. Wiesz, w życiu różne rzeczy się zdarzają, czasami dobre, czasami złe, ale najważniejsze jest aby znać swoją wartość. Nie należy się poddawać. Nigdy! Życie jest po to, aby być szczęśliwym i to szczęście zawsze i każdy może znaleźć, chociaż dla każdego jest one czym innym.

Z: Dziękuje bardzo.

 

Z  Panem Arturem rozmawiała: Zofia Cofałka

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php