O imigrantach jeszcze słów kilka

Całkowicie bezsporny jest fakt, że tak na przestrzeni dziejów, jak i wciąż teraz Polacy doświadczali i doświadczają losu imigranta. I nie ma chyba w tym kraju rodziny bez krewnych za granicą. Powody ich wyjazdu bywały rozmaite – od potrzeby bezpieczeństwa w sensie czysto fizycznym poprzez poszukiwanie bezpieczeństwa politycznego do zwyczajnej chęci znacznej poprawy sytuacji ekonomicznej. Nie różniły się one i nie różnią od marzeń gnających emigrantów z Bliskiego Wschodu, Azji, Afryki czy Europy Wschodniej do Unii Europejskiej, w tym do Polski. Polacy doświadczali często ksenofobii ze strony części społeczeństw swych nowych ojczyzn, według których jako obcy imigranci zagrażali gospodarczo i kulturowo rdzennym mieszkańcom. Dziś część ich polskich krewnych i rodaków podobną postawę kieruje w stronę imigrujących do Polski uchodźców.

Poza najmłodszymi obywatelkami i obywatelami naszego kraju, wszyscy pozostali bez wątpienia pamiętają też upokarzające nieco kolejki na przejściach granicznych do okienka głoszącego „obywatele spoza UE”, wiążącego się ze znacznie bardziej szczegółową kontrolą celu przyjazdu, dokumentów, bagażu itd. Dziś, gdy jako obywatele Strefy Schengen machamy pogranicznikowi krajowym dowodem osobistym, zdajemy się nie pamiętać smaku nieco niższego statusu w ontologicznej hierarchii bytów politycznych świata Zachodu.

***

W jednym z esejów zawartych w zbiorze Imaginary Homelands: Essays and Criticism, 1981-1991 Salman Rushdie analizuje postawę części społeczeństwa brytyjskiego lat osiemdziesiątych XX wieku, niechętnej imigrantom. Wskazuje tam jasno, że ksenofobia niektórych Brytyjczyków jest stopniowalna i w różnym stopniu dotyka rozmaite grupy imigrantów. Największą siłę osiąga wówczas, gdy posiłkuje się rasizmem. Najmniejszą niechęć zatem – lub żadnej wręcz – wzbudzali u części brytyjskiego społeczeństwa tamtego okresu (a pewnie i dziś) imigranci – stosunkowo nieliczni – z innych krajów Zachodu. Z pewną miarą nieżyczliwości musieli już jednak liczyć się emigrujący z europejskiej co prawda, ale wschodniej części kontynentu. Ze sporą zaś antypatią witano imigrantów rasowo odmiennych od białych w większości mieszkańców Zjednoczonego Królestwa, a więc tych z Azji, Afryki, czy Karaibów. I o zgrozo, w przypadku tej ostatniej grupy niechęć ksenofobicznie nastawionego sektora społeczeństwa brytyjskiego nie malała z czasem – rasizm brał górę; dzieci i wnuki, a więc drugie i trzecie pokolenie afrykańskich i azjatyckich imigrantów, urodzone już w Wielkiej Brytanii i często biegłe w kulturze brytyjskiej i język angielskim bardziej niż ich biali współrodacy z wielopokoleniowym rodowodem poddanych brytyjskiej monarchii, spotykały się z dużo większą antypatią niż biali europejscy imigranci świeżo przybyli do kraju.

Także dziś w Polsce wśród kakofonii głosów wypowiadanych tak w mediach przez polityków, jak i internautów w sieci, daje się moim zdaniem zauważyć zróżnicowane podejście do rozmaitych grup imigrujących do naszego kraju. Opinie niechętne imigrantom tworzą wyraźną hierarchię imigranckich bytów, nawet jeśli nie czynią tego wprost i świadomie. Na przykład przyjezdnych z Ukrainy czy Białorusi „obrońcy” interesów gospodarczych i kulturowych Polski są w stanie zaakceptować – najłatwiej w dużych miastach, gdzie rynek użytkuje ich często do najmniej płatnych prac. I choć przeciwnicy imigracji wykazują wobec nich postawę protekcjonalną, to fakt, że owi przybysze to mimo wszystko Europejczycy i chrześcijanie nieco temperuje ich „patriotyczną” niechęć.

Z dużo większą surowością spotykają się imigranci z Bliskiego Wschodu. Tu fobia „obrońców” jest znacznie silniejsza, choć na pewną dawkę życzliwości mogą jeszcze liczyć bliskowschodni chrześcijanie. Mimo że nie są katolikami, lecz najczęściej wyznawcami Syryjskiego Kościoła Ortodoksyjnego lub też chaldejczykami czy maronitami (o czym większość przeciwników imigracji i tak chyba nie wie), to ich chrześcijańska wiara zdaje się być wyznacznikiem wyraźnej odmienności od muzułmanów, którym – oddajmy głos posłowi Gowinowi – przeciwnicy imigracji mówią „stanowcze nie” (vide: wypowiedź posła w Radiu Kraków). „Powinniśmy przyjąć uchodźców” – twierdzi co prawda Jarosław Gowin, lecz „nie powinni być to wyznawcy islamu. Oni się nie asymilują”. Amen.

Nie trzeba dodawać, że na Azjatów i Afrykanów obrońcy interesów Polski patrzą z równie wielką podejrzliwością i antypatią co na muzułmanów.

Jednak to, co przedstawia się publicznie jako troskę o Polskę i polskie społeczeństwo, mnie wydaje się po prostu niewrażliwością i ksenofobią, nie licującymi z miłością bliźniego, a często jest zwykłym szowinizmem i rasizmem. I choćbym nie wiem, jak się starał, inaczej mi to nie wygląda. A katolicki poseł Gowin i podobnie myślący powinni się wstydzić.

Jeden komentarz

  • zcofalkagmail.com
    25 sierpnia 2015 - 09:06 | Permalink

    Bardzo dziękuje Ci Adam za ten tekst. Po wydarzeniach ostatniego tygodnia, kiedy sama stałam się obiektem ataków za wstawianie się za uchodźcami, a w szczególności Muzułmanami, chyba potrzebowałam bratniej duszy, bo tym razem zaczynałam już łapać doła. Jeszcze raz bardzo dziękuję.
    zcofalkagmail.com ostatnio opublikował…Otwieramy Szkołę z Klasą 2.0!My Profile

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php