Rodzina – co by było, gdyby…

Kiedy rozmawia się z młodzieżą o różnorodności i tolerancji najczęściej przywoływane są przykłady mniejszości, których prawa są ograniczane lub które w inny sposób doznają dyskryminacji. Zapewne nieczęsto w tych rozmowach przyglądamy się rodzinie, a myślę że temat może być dobrym punktem wyjściowym do ćwiczenia tolerancji.
W polskim przekazie edukacyjnym, najwyraźniej widocznym w podręcznikach, rodzina to twór idealny, na którą składa się przykładna para małżonków i dwoje dzieci, wiodący niezmącone większymi problemami życie klasy średniej. Spory i troski, jeżeli się pojawiają, obracają się wokół nieposprzątanego pokoju lub wyboru miejsca na wakacyjny wyjazd. Nie twierdzę, że podręczniki powinny prezentować okrutne sceny przemocy domowej, ale jestem pewna, że można by znaleźć sposób, aby książkowe rodziny były bardziej różnorodne jeśli chodzi o skład, sytuację materialną czy pojawiające się problemy. Mam często wrażenie, że autorzy i autorki podręczników piszą je tak, jakby miały one być przepisem na udane życie, a nie materiałem dydaktycznym, z którego treścią dzieci i młodzież powinny się choć trochę identyfikować. W rezultacie, podręczniki często infantylizują rzeczywistość, sprowadzając ją do ograniczonych form funkcjonowania ludzi, jak ognia unikając problemowych kwestii (np. rozwiedzeni rodzice, brak pracy, trudna sytuacja materialna, nałogi, choroba członka rodziny).
Tradycyjny i daleki od rzeczywistości model rodziny przenika także literaturę pedagogiczną i socjologiczną. Najczęściej spotkamy w nich definicję rodziny, której cechy to formalnie usankcjonowany związek małżeński i rodzicielski, a główne funkcje oparte są na prokreacji i wychowaniu dzieci. Choć nie sposób podważać twierdzenia, że istotnie większość rodzin tworzona jest przez małżonków i dzieci, to wydaje się, że podkreślanie właśnie tych cech jest dziś bardzo ograniczające. Rozmaici naukowcy, w szczególności antropolodzy, od dawna opisują różne typy rodzin w różnych miejscach i epokach, a opisy te pozostają dalekie od tradycyjnego pojmowania tej grupy społecznej.
Przy tym wszystkim, „rodzina” wydaje się być pojęciem z gatunku oczywistych, bo choćbyśmy różnie ją definiowali, tworzące ją więzy pokrewieństwa wydają się cechą niezmienną. Tymczasem ciekawym w tym kontekście przyczynkiem do dyskusji może być krótki fragment z książki „Moment niedźwiedzia” Olgi Tokarczuk, w którym autorka opisuje rzeczywistość alternatywną w wyobrażonej Heterotropii. Jednym z elementów tej rzeczywistości jest rodzina:
„W Heterotopii, gdzie więzi tworzy się raczej z chęci i wyboru niż z konieczności, a kultura jest w dużej mierze zglobalizowana, wybiera się na „bliskich krewnych” ludzi podobnie myślących, mających podobne gusty i wyznających te same idee. Związki krwi uważa się za przypadkowe, niepewne i prymitywne. Dlatego Heterotopianie tworzą inne wspólnoty niż rodzina, plemię czy naród. Są to na przykład wspólnoty miejsc, przekonań, idei, pasji czy pracy. Znam miasto, gdzie zamieszkali ludzie, którzy mają świetny słuch muzyczny, i tamtejsze życie kręci się zwykle wokół muzyki. Heterotopianie zupełnie inaczej rozumieją też słowo „rodzina”. U nich rodzinę może tworzyć na przykład jedna starsza kobieta i jej dwanaście kotów. Albo trzy przyjaciółki plus partner jednej z nich, bo wszyscy pasjonują się makrobiotyką. Albo dwie homoseksualne pary mieszkające w secesyjnej willi, o którą trzeba dbać. W tym ostatnim przypadku także willa jest członkiem rodziny. Tak rozumiane „rodziny” żyją w obrębie szerszych struktur, również opartych na wspólnych ideałach i podobnym myśleniu, zwanych społecznościami. Społeczności pielęgnują swoje wizje życia. Jedne na przykład realizują ideały chrześcijańskie, innym bliżej jest do komun anarchistycznych. Jeszcze inne są wspólnotami, które postanowiły żyć na wzór średniowiecznych beginek. Mają już dwa miasta i kilka wsi nad jedną z rzek. Heterotopianie nie muszą więc zgadzać się na uśrednione, ciągle uzgadniane dobro, które dla wielu jest wątpliwe”.
„Związki krwi uważa się za przypadkowe, niepewne i prymitywne”, „rodzinę może tworzyć na przykład jedna starsza kobieta i jej dwanaście kotów” – czyż to nie dobre na początek rozmowy o rodzinie? Polecam!`

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php