Mikroagresje, makrokonsekwencje

“Spójrzcie, jaka z tej Oli grzeczna dziewczynka, chociaż nie chodzi na religię” – mówi nauczycielka do klasy, komentując dobre zachowanie Oli. Jedno niewinne zdanie, które w zamyśle miało przecież nieść pozytywny przekaz, niewiele mówi o Oli, wiele o nauczycielskich przekonaniach i uprzedzeniach. Inny przykład: spotkanie w szkole z osobą reprezentującą organizację LGBT – gejem, który opowiada młodzieży o problemach, jakich doświadczają znane mu pary jednopłciowe, np. ze strony homofobicznych sąsiadów. Słysząc to, jeden z nauczycieli zwraca się do gościa: “O, ja nie miałbym nic przeciwko, aby Pan był moim sąsiadem”. W odpowiedzi słyszy: “Ja też nie miałbym nic przeciwko, aby Pan był moim sąsiadem” i była to najlepsza riposta na pierwsze, nacechowane wyższością łaskawe przyzwolenie.
To, co opisałam, a co zaszło przez moment w szkolnych klasach, określane jest mianem mikroagresji. Początkowo termin stosowano w odniesieniu do doświadczeń osób czarnoskórych, aby stopniowo objąć inne grupy doświadczające dyskryminacji. Określenie “mikro” jest kluczowe, bo nie o oczywistą agresję tu chodzi, ale drobne, codzienne komentarze, pytania, żarty, sposób zwracania się, najczęściej nieświadomy, ale nacechowany pewnym rodzajem wyższości wynikającej z przynależności do grupy większościowej. Mikroagresje często są odbiciem stereotypów, potwierdzając przekonanie, o tym, co typowe, wartościwe i “normalne”. Najczęściej stoją za nimi dobre intencje i chęć pochwały czy wsparcia, a jednak mogą odnieść skutek zgoła przeciwny od zamierzonego. Jak wtedy, kiedy po wygranych przez Baracka Obamę wyborach prezydenckich w 2008 roku jego najbliższy współpracownik opisał prezydenta jako pierwszego tak „elokwentego, inteligentnego, zadbanego i przystojnego Afroamerykanina w życiu publicznym”.
Mikroagresje mogą dotyczyć wszystkich grup: kiedy na sam widok starszej osoby zaczynamy mówić do niej głośniej i wyraźniej, choć być może świetnie słyszy i rozumie nas bez dodatkowego wysiłku, albo kiedy chwytamy się za torebkę widząc wchodzących do autobusów Romów, nasze negatywne stereotypowe przekonania wychodzą na światło dzienne.
Skutki mikroagresji, według niektórych naukowców, mogą być równie poważne jak konsekwencje “prawdziwej” agresji, ponieważ przejawy tej pierwszej są często ignorowane lub wypierane przez same ofiary, które nie chcą być posądzone o nadwrażliwość i robienie problemu z niczego. Tymczasem skumulowane, drobne acz przykre dla odbiorcy zachowania mogą być źródłem frustracji, złości, poczucia niższej wartości.
Trudno nie być sprawcą mikroagresji – dorastamy wszak w świecie, któremu daleko do tolerancji i chcąc nie chcąc nasiąkamy otaczającymi nas dyskryminującymi przekazami. To, co możemy robić, to stawianie się na miejscu drugiej osoby i wyobrażenie sobie, jak może się czuć – takie ćwiczenie empatii zawsze daje wgląd w siebie i pomaga zrozumieć własne ograniczenia.

Jeden komentarz

  • ajaninawp.pl
    25 października 2015 - 15:03 | Permalink

    Tak,to w życiu publicznym i nawet prywatnym jest niestety obecne.Warto pokazywać młodzieży takie ćwiczenia,niektórzy dokonują tego nieświadomie,inni całkiem świadomie.
    Pozdrawiam.

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php