Brunatny poranek

Pod koniec lat 90-tych, w obliczu narastającej we Francji siły ruchów prawicowych i ksenofobii Frank Pavloff napisał krótkie opowiadanie pt. „Brunatny poranek”. W opowiadaniu świat staje się, zgodnie z wprowadzanymi stopniowo przepisami, coraz bardziej brunatny. Zaczyna się niby niewinnie – na początku brunatne mają być tylko koty, potem nakaz rozszerza się na psy, aby wkrótce objąć inne dziedziny życia: jeśli codzienna gazeta, to tylko „Brunatne Nowiny”, jeśli radio, to wiadomego koloru. Brunatna rzeczywistość to nie tylko nakazy, ale też zakazy posiadania, słuchania, czytania wszystkiego, co nie jest brunatne. Opowiadanie w sposób genialny pokazuje uniwersalne mechanizmy, które rządzą zamachami na wolność i prawa człowieka.
Na przykład ten, zgodnie z którym władza stopniowo wprowadza nowe prawa, przyzwyczajając do represji; zaczyna się od  zakazu umieszczania w bibliotekach książek innego niż brunatne wydawnictwa, kończy na brutalnych rewizjach w poszukiwaniu kolorowych wydawnictw w domach, a prawo zaczyna działać wstecz („wykroczeniem jest posiadanie nieregulaminowego psa lub kota kiedykolwiek”). Działania, które uderzają w zwykłych ludzi, uzasadnia się naukowo, aby łatwiej było im pogodzić się ze stratą („uczeni Państwa Narodowego orzekli, że najkorzystniej będzie zachowywać przy życiu wyłącznie brunatne … wszystkie testy selekcyjne dowodziły, że lepiej się przystosowują do życia miejskiego”).
Drugą rzeczą uchwyconą przez autora jest opis emocji towarzyszących zmieniającej się sytuacji. Najpierw to tylko lekkie zdziwienie („byłem zaskoczony, kiedy powiedział, że musi uśpić swojego psa”), po czym niepokój narasta, („serce mi się ściska, ale szybko się takie rzeczy zapomina”), aż zmienia się w dziki strach („teraz to już naprawdę przesadzili…. Przecież to czyste szaleństwo, całą noc nie spałem, boję się”).
I wreszcie ostatnia, dla mnie najważniejsza rzecz. Pavloff pokazuje czym w sytuacji brunatnego terroru jest obojętność i lekceważenie pierwszych jego oznak. Pokazuje, jak oswajamy zło, tłumaczymy go sobie w złudnej nadziei na ocalenie i usypiamy sumienie:
„…z przezorności zaczęliśmy każde zdanie kończyć słowem brunatny lub brunatna… w końcu język ciągle się zmienia… przynajmniej byliśmy dobrze widziani…zostawiano nas w spokoju… czuliśmy się bezpiecznie… brunatne bezpieczeństwo miało swoje dobre strony…”.
Aby na końcu, kiedy okazuje się brunatna rzeczywistość nikogo nie oszczędza powiedzieć: „Powinniśmy powiedzieć nie. Zdecydowanie się sprzeciwić”.

Polecam opowiadanie i scenariusz lekcji:

http://www.ceo.org.pl/pl/opowiem/news/brunatny-poranek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php