Nauczycielskie rozważania o polskości (II). Patriotyzm wykluczający

Opowiedzenie się za patriotyzmem otwartym równoznaczne jest dla mnie z odrzuceniem patriotyzmu wykluczającego i polskości pojmowanej ciasno, bo opartej na wybiórczo zestawionej tradycji, polskości niezdolnej do jakiejkolwiek samokrytyki i odpornej na nią – tak na tę dotyczącą polskiej teraźniejszości, jak i tę odnoszącą się do przeszłości. Ta bezkrytyczna postawa ukrywa wstydliwe epizody narodowych losów, a wszelkie próby zmierzenia się z nimi i uczynienia narodowego rachunku sumienia postrzega jako niepatriotyczne i antypolskie akty sprzeniewierzenia się „prawdziwej” historii narodu. Stąd głośne nawoływanie do zerwania z tak zwaną „pedagogiką wstydu”, maskujące niezdolność do zajęcia się tym, co nazwałbym zwyczajnie „pedagogiką prawdy” – nauczaniem zarówno o chwalebnych, jak i haniebnych wydarzeniach z narodowych dziejów.

Patriotyzm wykluczający wprowadza pojęcie „prawdziwej polskości” i wyrzuca poza jej granice wszystkich tych, którzy nie podzielają „patriotycznego” wątku narodowej narracji; ci bowiem według „prawdziwych Polaków” są jedynie uzurpatorami, nieprawdziwie polskimi lub wręcz nie-polskimi, czyli obcymi. Patriotyzm wykluczający, a więc i będąca jego podstawą wykluczająca tożsamość narodowa, mają wymiar etniczno-narodowy. Zawężają one zakres idei i wyobrażeń tworzących obraz ojczyzny do kręgu tak wąskiego, że zdają się one opierać na tożsamości wręcz plemiennej. Są zatem w swych założeniach regresywne, wsteczne. Wbrew zatem nazwie jednej z organizacji uznającej się za „prawdziwie polską”, patriotyzm tego rodzaju nie jest żadną miarą wszechpolski, lecz wstecz-polski, gdyż opowiada się za modelem wspólnoty opartej na bliskich, regionalnych więziach, wręcz na pokrewieństwie krwi, i cechującej się znacznie prostszą od współczesnej strukturą społeczną. Cofa się zatem do dość wczesnego etapu rozwoju społecznego. Jest więc de facto nacjonalizmem etnicznym.

Siłą rzeczy patriotyzm wykluczający marginalizuje też obywatelski wymiar patriotyzmu, który zdaje się uznawać za niewystarczający jako mało ideowy.

Patriotyzm wykluczający zdaje się przejawiać na kilka charakterystycznych sposobów. Po pierwsze „prawdziwi patrioci” wykluczają ze wspólnoty narodowej osoby o przodkach niepochodzących z polskiego etnosu (vide: uwaga z części I. o „plemiennym” charakterze patriotyzmu wykluczającego). Najbardziej „podejrzani” w ich oczach wydają się być Żydzi, Niemcy, Rosjanie i Ukraińcy.

„Prawdziwi patrioci” uznają również, że prawdziwym Polakiem może być tylko katolik, choć biorąc pod uwagę napastliwość ich słów i czynów, dalekich od ideału miłości Chrystusowej, ich własny katolicyzm pozostawia wiele do życzenia i zdaje się być co najwyżej nominalny. Prawdziwymi Polakami nie mogą zatem być wyznawcy innych wyznań chrześcijańskich. Prawosławni i grekokatolicy wydają się moim subiektywnym zdaniem mieć na to mniejszą szansę niż protestanci, zaś wyznawcy innych religii – a zwłaszcza judaizmu i islamu – powinni porzucić swe płonne nadzieje na udział w polskości.

„Prawdziwi patrioci” polscy przywłaszczają sobie postaci ikoniczne dla sporej części społeczeństwa (jak choćby rotmistrza Witolda Pileckiego czy papieża Jana Pawła II), uznając samych siebie za prawdziwych depozytariuszy ich dziedzictwa, a innych za niegodnych tego zaszczytu, bo niewłaściwie interpretujących ich naukę.

Co ciekawe, „prawdziwy patriotyzm” łączy też tożsamość narodową z zagadnieniem płci kulturowej, bowiem odwołuje się do tyleż konserwatywnego, co archaicznego, kultu męskości w wersji „macho”. „Prawdziwymi patriotami” są zatem według nich samych tylko osoby heteroseksualne, więc siłą rzeczy nie są nimi osoby homo- i transseksualne. „Prawdziwi patrioci” są nad wyraz opiekuńczy wobec „prawdziwych polskich patriotek”, które czują się w obowiązku bronić przed obcymi – takimi jak choćby „hordy obcych kulturowo i niebezpiecznych uchodźców”, mogących zagrozić istocie „prawdziwej polskości”. Męscy „prawdziwi patrioci” nie uświadamiają sobie najczęściej faktu (lub przynajmniej go nie werbalizują), że awers „opiekuńczego, męskiego patrioty” ma swój rewers w postaci władczej relacji podrzędności wobec kobiet, nierzadko traktowanych przedmiotowo.

„Prawdziwi patrioci” wreszcie głoszą prymat tożsamości narodowej nad wszelkimi innymi wymiarami ludzkiej tożsamości i to we wszelkich możliwych sytuacjach. Według „prawdziwych” patriotów polskich człowiek jest najpierw i przede wszystkim Polką lub Polakiem, a dopiero potem córką lub synem, siostrą lub bratem, żoną lub mężem, matką lub ojcem, artystką, przedsiębiorcą, lekarką, urzędnikiem itd. Taka polskość zdaje się nie dawać jednostce chwili wytchnienia, gdyż rości sobie prawo do zwierzchności nad całym jej jestestwem i non-stop domaga się lojalności (z tego choćby powodu „prawdziwi patrioci” deprecjonują literacką wartość „Trans-Atlantyku” Witolda Gombrowicza).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php