Nauczycielskie rozważania o polskości (III). Niedorzeczności patriotyzmu wykluczającego

W poglądach „prawdziwych patriotów”, co ciekawe, da się wykazać pewną zdumiewającą niedorzeczność. Gdyby bowiem zastosować wykluczający charakter kryteriów prawdziwego patriotyzmu polskiego, to okazałoby się, że nasza narodowa ojczyzna ideologiczna zubożeje o ogromny zestaw zbiorowych wyobrażeń i ikon tworzących powszechnie akceptowany obraz polskości. Przyjrzyjmy się tej kwestii oczyma „prawdziwych patriotów”. Jeśli na przykład mielibyśmy zastosować kryterium religijne, to musielibyśmy z polskości wykluczyć wspomnianych już Jerzego Nowosielskiego (bo prawosławny i Łemko po ojcu), protestantów Adama Małysza, Jerzego Buzka, Halinę Młynek (córkę aktywnego działacza mniejszości polskiej z Zaolzia), a także jednego z polskich bohaterów wojennych generała Władysława Andersa (nawet Piłsudski – z jego konwersją na luteranizm – wydaje się w tej kwestii problematyczny).

Jeszcze ciekawiej wygląda polska wspólnota wyobrażona po rewizji opartej na kryterium etnicznym. Okazuje się bowiem, że z „prawdziwej polskości” należałoby wyłączyć postać, której wkładu w zbiorowy kanon polskich wyobrażeń nie sposób przecenić. Jan Matejko, jako że o nim tu mowa, miał bowiem czeskiego ojca (František Xaver Matějka przyjechał do Krakowa z Roudnic koło Hradca Králové) i matkę wywodzącą się z niemiecko-polskich protestantów (Joanna Karolina Rossberg). Pierwszy rektor krakowskiej Szkoły Sztuk Pięknych, autor wielkich dzieł przedstawiających wydarzenia i postaci z historii Polski, wielbiony przez jemu współczesnych za patriotyczną działalność artystyczną, wywodził się zatem z etnosu niepolskiego. Czyż jego polskość okazuje się zatem „nieprawdziwa”? Idąc zaś dalej ścieżką czeską, należałoby chyba również podać w wątpliwość polskość jednego z najważniejszych poetów polskich początku XX wieku Leopolda Staffa (syna Františka, prezesa „Ogniska czeskiego” we Lwowie), a także wielkiego polskiego aktora Gustawa Holoubka, syna Czecha osiadłego w Krakowie po pierwszej wojnie światowej.

Przyjrzyjmy się też „udającym Polaków” Niemcom. Omawiałem już wcześniej przypadek piłkarza Waldemara Soboty z kadry narodowej Polski. „Nieprawdziwa” musi też być dla „patriotów” polskość innego sportowca, Józefa Szmidta, urodzonego jako Josef Schmidt Ślązaka z niemiecko zorientowanej rodziny, który polskiego nauczył się dopiero po wojnie. Co prawda zdobył on dla Polski dwa złote medale olimpijskie w trójskoku (w Rzymie w 1960 roku i w Tokio w 1964 roku) i bił rekordy świata, ale „nieprawdziwość” jego „patriotyzmu” nie powinna ujść niczyjej uwadze. Podobnie krytycznie należałoby spojrzeć na niepolskie pochodzenie profesora Aleksandra Brücknera, wywodzącego się ze spolonizowanej rodziny niemieckich Austriaków, autora wielu dzieł na temat literatury i kultury polskiej, a także słownika etymologicznego języka polskiego.

Na dobrą sprawę należałoby pod kątem antyniemieckim (i innym także) zrewidować również polskość prapolskiego Krakowa. Gdyby „prawdziwi Polacy” przyjrzeli się dokładnie dziejom miasta, to dostrzegliby, że przez kilka stuleci rozwój tej perły i symbolu polskości dokonywał się rękami etnicznych nie-Polaków. W 1257 roku rządzący na Wawelu książę Bolesław Wstydliwy postanowił przemienić leżącą na podgrodziu osadę, jaką wówczas był Kraków, w prawdziwie nowoczesne miasto (oczywiście w średniowiecznym rozumieniu tego słowa) i lokował nowy Kraków na prawie magdeburskim. Ten nowy sposób organizacji miasta – samorządu miejskiego i handlu – gwarantował większy rozwój i dochody. Do przeprowadzenia tego przedsięwzięcia sprowadził książę zasadźców i osadników niemieckich, gdyż Polacy dopiero uczyli się tworzenia nowoczesnych miast i życia w nich. Zatem nowy Kraków powstały wokół Rynku Głównego tworzyli przede wszystkim Niemcy, a także Czesi, Włosi i Żydzi. Etniczni Polacy odegrali w tym dziele marginalną rolę. Przez kilka stuleci dominującym językiem mieszczan krakowskich był niemiecki i to w tym języku aż do 1537 roku głoszono kazania w głównym kościele parafialnym miasta, czyli w Kościele Mariackim. Niemcem był też rajca i ławnik miejski Mikołaj Wierzynek (a właściwie Nikolai Wirsing), który wydał wielką ucztę dla gości słynnego zjazdu monarchów, zorganizowanego przez Kazimierza Wielkiego we wrześniu 1364 roku. Z kolei pierwszą pocztę w królewskim Krakowie założyła w 1558 roku włoska rodzina Montelupich.

Druga fala „obcych” i „niepolskich” krakowian napłynęła do miasta wraz z zaborem austriackim. Należałoby więc rewizyjnie podejść do zasłużonego prezydenta Krakowa Józefa Dietla, syna austriackiego urzędnika, profesora i lekarza, który swoje zaangażowanie w przywrócenie języka polskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim przypłacił usunięciem z uczelni przez samego cesarza. Nie inaczej trzeba by potraktować jego następcę, prezydenta Mikołaja Zyblikiewicza, który winien wzbudzać podejrzliwość swym „niepolskim” grekokatolicyzmem, odziedziczonym po rusińskim ojcu.

Największe możliwości działań na polu rewizji narodowo-patriotycznej dostarczają „patriotom” polscy Żydzi. Ich wkład w tworzenie wyobrażeń i idei narodowej wspólnoty jest zwyczajnie nie do przecenienia i nie do powetowania byłyby też straty naszej wspólnoty wyobrażonej, gdybyśmy polską narrację o tym, czym jest nasza ojczyzna, odarli z wątków wniesionych doń przez żydowskich Polaków w myśl chorobliwie pojmowanej „prawdziwości”, która nieustannie wygania wspomnianą grupę z rzekomo uzurpowanej przez nich „polskości” na powrót w „żydowskość”. Czyż można bowiem wyobrazić sobie polską poezję międzywojenną bez tak fundamentalnych twórców jak Bolesław Leśmian, Julian Tuwim czy Antoni Słonimski? A polską prozę bez wspaniałego Brunona Schulza? Czy międzywojenny kabaret istniałby bez Qui Pro Quo, który literacko stanowili wspomniany Tuwim i Marian Hemar? I znów Tuwim: czyż nie wszystkie polskie dzieci, włącznie z tymi, które z czasem stały się „prawdziwymi patriotami”, czytały jego „Lokomotywę” i „Słonia Trąbalskiego”, a także „Kaczkę dziwaczkę”, „Tańcowała igła z nitką” czy „Akademię Pana Kleksa” Jana Brzechwy? A gdybyśmy mieli wyrzucić z polskiej kultury muzycznej międzywojenne szlagiery napisane przez żydowskich Polaków, to okazałoby się, że nasi dziadkowie prawie nie mieliby czego słuchać, bo odebralibyśmy im ze trzy czwarte piosenek, jakie znali i jakie znane są do dziś: „To ostatnia niedziela”, „Już taki jestem zimny drań”, „Już nie zapomnisz mnie”, „Ach jak przyjemnie”, „Ach śpij, kochanie”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, „Tylko we Lwowie” i wiele, wiele innych. Trzeba by też zapomnieć o osiągnięciach żydowsko-polskich wydawców, takich jak warszawianie Samuel i Maurycy Orgelbrandowie (Encyklopedia Powszechna i Słownik języka polskiego), Jakub Mortkowicz (wydawca między innymi dzieł Staffa i Żeromskiego), czy krakowianin Napoleon Telz (wydawca dzieł Wyspiańskiego), wykreślić dokonania żydowsko-polskich filmowców, takich jak Aleksander Ford (ekranizacja „Krzyżaków”), Janusz Morgensztern („Polskie drogi”, „Stawka większa niż życie”), Jerzy Hoffman (ekranizacja „Trylogii” Sienkiewicza), i wyrzec się sukcesów dziesiątek wybitnych polskich naukowców uznanych na całym świecie, takich jak choćby zmarły przed kilku laty profesor Bronisław Geremek. I przyszłoby nam też w końcu zapomnieć o wkładzie w polską chwałę żydowsko-polskich sportowców, takich jak choćby Józef Klotz (zdobywca pierwszej bramki dla reprezentacji Polski), Irena Kirszenstein-Szewińska (złota medalistka olimpijska i mistrzostw świata w biegach krótkodystansowych) i wielu, wielu innych. Krótko mówiąc, bez wkładu żydowskich Polaków nasza ojczyźniana wspólnota wyobrażona ogromnie by zubożała.

***

Na zakończenie warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt patriotyzmu i tożsamości narodowej. Otóż w kreowaniu zbiorowej narracji narodowej – obrazów, idei i wyobrażeń składających się na Andersonowską wspólnotę wyobrażoną czy ojczyznę ideologiczną Ossowskiego – kluczową rolę odgrywa elita danego narodu. To ona też tworzy jej zbiorowy przekaz dla szerokich mas społeczeństwa, powielany w powtarzalnych rytuałach zbiorowych, mass mediach, sztuce czy powszechnej edukacji, i to na niej spoczywa odpowiedzialność za treść narodowej narracji i jakość jej przekazu. Siłą rzeczy integralną część narodowej elity stanowi kadra nauczycielska – przede wszystkim ze względu na jej wpływ na sposób myślenia młodego pokolenia. Etyczny aspekt jej pracy wymaga, by ucząc młodych ludzi szacunku dla drugiego człowieka – takiego, jakim jest, z całym bogactwem jego tożsamości – wzbudzić w nich również poszanowanie dla wszelkich podzbiorów narodowego zbioru i świadomość, że owe podzbiory są jakościowo równoważne (vide: wcześniejsze uwagi na ten temat). Waga misji nauczycielskiej w wychowaniu do patriotyzmu polega na przekazywaniu młodzieży wartości postawy obywatelskiej oraz podejścia inkluzywnego, włączającego w „naszość” grupy niesprawiedliwie wykluczane przez zakorzeniony wciąż w części społeczeństwa etniczny nacjonalizm, który przybiera maskę „prawdziwego patriotyzmu” i jest nad wyraz niebezpieczny. Rolą polskich nauczycielek i nauczycieli jest zatem wskazać ich podopiecznym, że polskość ma rozmaite odcienie i że różnić się w jej ramach to piękna rzecz. W czasach, gdy rzeczywistość wokoło mocno i szybko brunatnieje, rola ta nabiera szczególnie wielkiego znaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php