Dla religii ludzie zrobią wszystko…

„Dla religii ludzie zrobią wszystko: będą się kłócić, pisać, walczyć, umierać, zabijać, tylko nie będą zgodnie z nią żyć.”-

/Charles Caleb Colton/

Ostatnio wpadł mi w ręce cytat C. C. Coltona, angielskiego pisarza i  duchownego. Niestety, z przykrością stwierdzam, że jest on jak najbardziej na czasie. Z jednej strony mamy ataki terrorystów islamskich, którzy powołują się na religię, z którą tak naprawdę mają nie wiele wspólnego, z drugiej rosnący w siłę fundamentalizm katolicki. I to właśnie o tym drugim chciałabym dzisiaj napisać.

Do fundamentalizmu katolickiego w państwach Ameryki Południowej, już zdążyliśmy się, jako Polacy przyzwyczaić. Wielu z nas w ogóle o nim nie wie, a większość tych którzy wiedzą – podchodzi do tematu: „to daleko i nie nasz problem”. Czy na pewno nie nasz? Niestety nie. To również nasz problem. Stamtąd również uciekają uchodźcy. I wcale nie uciekają przed wojną, ale przed dyskryminacją religijną,  przed nadmierną kontrolą i w poszukiwaniu opieki medycznej. Dotychczas dochodziły do nas informacje, że np. w Salwadorze kobiety są skazywane na wieloletnie kary więzienia (30, 40 lat) za poronienie ciąży. Niestety jest to kraj, w którym opieka medyczna pozostawia wiele do życzenia, a o opiece prenatalnej, raczej tam obywatele nie słyszeli. W związku z tym poronienia nie są czymś nie naturalnym. Mimo tego, kobieta ponosi winę za utratę ciąży, gdyż według prawa jest to zamierzone morderstwo (!) Należy tutaj dodać, że takie prawo ustaliła Chrześcijańska Partia Demokratyczna, która rządzi w Salwadorze, kierując się właśnie „naukami kościoła katolickiego” (a przynajmniej tak sądzi) i w ten sposób sprzeciwiając się aborcji. Oczywiście, że dziś gdy się czyta ten tekst, tok myślenia wydaje się nie dorzeczny, ale niestety jest autentyczny. Dodatkowo przerażającym jest fakt, że zarzut umyślnego morderstwa stawia się również kobiecie, która poroni ciążę w wyniku gwałtu. Zresztą wiele ciąż jest wynikiem gwałtu. Gwałciciele w tym kraju otrzymują niezbyt wygórowane wyroki. To zgwałconą kobietą się nikt nie przejmuje, a ewentualną ciążę traktuje się jak „Dar Boży” za który w 100% odpowiada przyszła matka. To ona ma dokonać starań, aby ten „Dar Boży” utrzymać. Jednak ostatnio fundamentaliści katoliccy (ponieważ to właśnie katolicy przeważają wśród  Chrześcijan w Salwadorze) posunęli się o krok na przód i skazali kobietę na 30 lat więzienia za urodzenie martwego dziecka. Teodora Del Carmen Vasquez, bo to o niej mowa, jest bohaterką tegorocznego Maratonu Pisania Listów o Uwolnienie Więźniów Sumienia.

Jednak nam Polakom, nie trzeba tak daleko szukać przykładów fundamentalizmu religijnego.  Mamy go także na własnym podwórku. Poczynając od egzorcyzmów w Sejmie, a kończąc na burdach ulicznych wszczynanych ostatnio przez „wierzących i praktykujących” wyznawców Kościoła. Z całym szacunkiem, rozumiem sprzeciw wobec zjawisk czy działań nie zgodnych z religią, którą wyznaję. Jednak Biblia mówi również o miłości bliźniego i szacunku do drugiego człowieka. W związku z tym konstruktywna krytyka, czy sprzeciw na zasadzie „ja nie będę tego robił” jest jak najbardziej uzasadniony, ale uszczęśliwianie ludzi na siłę i barykadowanie wejścia widzom zmierzającym na sztukę teatralną, już nie koniecznie.  Zgodnie z religią Bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo i dał mu wolną wolę, a za grzechy człowiek będzie odpowiadał przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym. Niestety coraz częściej wyznawcy religii katolickiej stawiają się ponad Bogiem i  próbują dokonywać osądu innych ludzi, jednocześnie pozbawiając ich wolnej woli. A przecież Pismo Święte mówi: „Nie osadzajcie, bo sami będziecie osądzeni”. Ja też jestem katoliczką i jestem przerażona tym co obecnie się dzieje. Tym bardziej, że coraz częstsze burdy uliczne to jedno, ale obecnie dochodzi również do ataków personalnych. Obrzucanie domu starszej kobiety pomidorami i jajkami, tylko z powodu, że jej syn wyreżyserował sztukę teatralną i dokonywanie tego czynu w „Imię Boga” i sprzeciwu wobec grzechu jest dla mnie fundamentalizmem w czystej postaci. Środowiska katolickie zarzucają radykalizm środowiskom muzułmańskim, a tego na własnym podwórku już nie dostrzegają – „łatwiej jest dostrzec drzazgę w oku brata swego niż belkę we własnym”. Wydaje mi się, że chyba wszyscy dziś powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby zatrzymać ten, ciągle narastający potok nienawiści. A katolicy powinni na nowo zastanowić się co leży u podstawy ich religii, bo z przykrością stwierdzam, że wielu moim braci w wierze zapomniało o naukach Jezusa. Ja nie chcę się wstydzić bycia katoliczką, a coraz częściej niestety się wstydzę. I nie jest to wstyd dotyczący wiary w Boga, ale wstyd za postępowanie ludzi, którzy dziś moją religię kaleczą i wypaczają. To nie jest religia, oparta na naukach Jezusa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php