Edukatorzy Klotz i Sperling

Młodzież dwóch klas wojskowych XVI LO w Krakowie rozsiadła się na podłodze małej sali gimnastycznej. Przyszli na warsztat o polskim sporcie. Weszli zwartą grupą damsko-męską, z ciekawością spoglądając na nieznanego im nauczyciela, większość odziana w mundury polowe. Przypuszczałem, że mogą być trudnymi odbiorcami, nieskorymi do przyjęcia treści zajęć.

Otwarcie klas wojskowych dwa lata temu było pomysłem władz szkoły na ratowanie się przed skutkami niżu demograficznego. Szybko okazało się, że takie rozwiązanie działa jak zwornik idei dość radykalnych, jak filtr świetlny, który w bogatym spektrum barw nadmiernie wzmacnia kolor brunatny. W XVI LO nagle wezbrało od niechęci wobec wszelkich „nie naszych” – muzułmanów, Żydów, nie-białych, Rosjan itd. Wraz z Grzegorzem Siworem, polonistą klas wojskowych, postanowiliśmy spróbować choć trochę poszerzyć ów krąg „naszości”.

Biało-czerwona koszulka z polskim orłem, jaką miałem na sobie, przyciągała ciekawe spojrzenia. Jeszcze nie wiedzieli, co ma się wydarzyć, ale zdawało mi się, że wstępnie zdobyłem ich aprobatę. Zacząłem więc snuć opowieść o początkach piłkarskiej drużyny narodowej.

Jest zatem 28 maja 1922 roku. W Sztokholmie na Stadionie Olimpijskim piłkarska drużyna Szwecji podejmuje piłkarską reprezentację Polski. Dla Polski jest to dopiero trzeci mecz międzypaństwowy. W dwóch poprzednich spotkaniach przegrała z Węgrami i nie zdobyła nawet bramki.

Nadchodzi 27 minuta meczu. Drużyna polska przeprowadza kontratak. Lewym skrzydłem gna z piłką w kierunku szwedzkiej bramki Leon Sperling, zawodnik Cracovii. Przegląd Sportowy (nr 23 (56) z 9 czerwca 1922 r.) napisze później tak:

Sperling kończy bieg centrą, Hemming [obrońca szwedzki], nie atakowany przez nikogo, daje niepotrzebnie piłce klapsa ręką: karny. Komu powierzyć tę ważną funkcję? Jedynym graczem, który w swej drużynie bije z dobrym skutkiem jedenastki, był Klotz, jemu też oddaje kapitan z całem zaufaniem wykonanie rzutu, od którego skuteczności tak wiele zawisło. Klotz z całym spokojem, bez rozpędu, pakuje piłkę w lewy róg pod poprzeczkę. Bramkarz ani drgnął. W ten sposób polska reprezentacja uzyskała w meczach międzypaństwowych pierwszą bramkę.

Ostatecznie Polska wygrała wówczas ze Szwecją 2:1.

Odwróciłem się do grupy plecami, by mogli zobaczyć, że nazwisko Klotz widnieje też na mojej biało-czerwonej koszulce piłkarskiej. Odkryłem przed nimi, że Józef Klotz, zdobywca pierwszej bramki dla Polski, był zawodnikiem Żydowskiego Towarzystwa Sportowego Jutrzenka Kraków, a Leon Sperling żydowskim zawodnikiem ogólnomiejskiej Cracovii. Żydowskim Polakiem był też trener drużyny narodowej Józef Lustgarten (również z Krakowa), wcześniej bramkarz Cracovii, a później znany sędzia piłkarski. Przyjęli te fakty spokojnie. Nie dostrzegłem innych emocji poza zaskoczeniem. I jedynie kolejne liczby o dziesiątkach żydowskich reprezentantów Polski w rozmaitych dyscyplinach skłoniły jednego młodzieńca do pytania, czy większość przedwojennych sportowców była Żydami. Zwyczajnie okazało się, że nie byli świadomi, jak różna może być polskość.

Ja też byłem zaskoczony. Nie przypuszczałem, że młodzież z klas wojskowych tak chętnie będzie pracować w grupach nad biogramami pojedynczych bohaterów (i bohaterek) żydowsko-polskiego sportu przedwojennego – wspomnianych Klotza, Sperlinga, Lustgartena, a także Maryli Freiwald, Alojzego Ehrlicha, Henryka Mückenbrunna, Szapsela Rotholca czy Lejzora Szrajbmana. Najbardziej ujęły ich losy wojenne bohaterów – śmierć Klotza i Sperlinga w gettach warszawskim i lwowskim, pobyt Ehrlicha w Auschwitz. Poruszył ich też fakt, że w sierpniu 1939 roku Szrajbman, wraz ze swym chrześcijańskim przyjacielem Kazimierzem Bocheńskim, przerwali udział w pływackich Akademickich Mistrzostwach Świata we Francji, by przyjechać do Polski i walczyć w kampanii wrześniowej. Bocheński zginął we wrześniu 1939 roku, a Szrajbman poległ w 1943 roku na ulicach warszawskiego getta, walcząc z bronią w ręku.

Ożywiła ich również historia pewnego meczu w tenisie stołowym między Alojzym Ehrlichem a Rumunem Farkasem Panethem, kiedy jedna z wymian między graczami trwała ponad dwie godziny. W tej walce o jeden punkt aż dziesięciokrotnie trzeba było zmieniać sędziego liczącego punkty. Polak wyczekał jednak przeciwnika i po blisko 130 minutach było 1:0 dla polskiego mistrza. Ostatecznie Ehrlich wygrał mecz 2:0 (21:6, 21:8).

Ta lekcja utwierdziła mnie w przekonaniu, że popularność szowinistycznych haseł, tak snadnie przyjmowanych, bywa wynikiem zwykłego braku refleksji nad zjawiskami tego świata, któremu w sukurs przychodzi pozorna atrakcyjność ksenofobicznej papki, epatującej agresywną siłą. Postawa wrogości sporej części klas wojskowych XVI LO wobec wszelkich „nie naszych” wynika z bezrefleksyjnego przyjęcia – jak na rozkaz – gotowych rozwiązań koncepcyjnych głoszonych na marszach i forach internetowych przez polskich nacjonalistów. Mundur wojskowy rozwiewa jakiekolwiek wątpliwości, jak tarcza chroni przed zbytnią refleksją, przed dylematem osłabiającym postawę napastliwej, grupowej mocy. Daje przekonanie o posiadaniu racji niepodważalnej, wyraźnej jak biel i czerń.

Jak więc rozrzedzić tę jaskrawą pewność siebie, jak uświadomić istnienie różnych odcieni szarości, właściwych rzeczywistości dużo bardziej złożonej? Raz jeszcze okazało się, że najskuteczniejszym narzędziem jest rozmowa – że do wielu rozwiązań i postaw trzeba młodzieży pomóc dojść spokojną rozmową, że często nie zdaje sobie ona sprawy, iż można na sprawy patrzeć zupełnie inaczej. W przerwie wywiązała się dyskusja nad otwartością patriotyzmu i szkodliwością nacjonalizmu – nad tym, jak wiele filarów polskości żadną miarą nie pasuje do szowinistycznego jej wzorca. Młodzież słuchała z otwartymi ustami, odkrywając fakty, których nie była świadoma.

Nie sądzę, że moje zajęcia całkowicie odmieniły ich postawę, choć mam wrażenie, że bardzo im się podobały. Chciałbym jednak wierzyć, że udało mi się wsunąć im za mundur choć szczyptę wątpliwości. Czas wszystko zweryfikuje.

Czas: 9.10.2015
Miejsce: XVI LO, Kraków
Wydarzenie: Zajęcia o polsko-żydowskim sporcie międzywojennym.

Jeden komentarz

  • mmpogpoczta.onet.pl
    29 listopada 2015 - 18:35 | Permalink

    Rewelacyjny sposób na zajęcia bez zadęcia:), a jakże zmieniające sposób patrzenia!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php