,,Biała siła,czarna pamięć”-głos młodzieży

Najpierw była książka. Przepraszam, najpierw były wywiady z ludźmi: ciekawe, wielogodzinne, często trudne. Marcin Kącki szukał ludzi, z którymi mógł porozmawiać: o wymordowanych żydowskich sąsiadach, o podpaleniach mieszkań obcokrajowcom, o zapominaniu, o historii Parku Centralnego i cudzie w Sokółce. Tak powstała książka ,,Biała siła, czarna pamięć”. A potem Teatr Dramatyczny postanowił wystawić spektakl w reżyserii Piotra Ratajczaka. Tuż przed spektaklem odbył się przed Teatrem Dramatycznym w Białymstoku protest środowisk prawicowych. Wykrzykiwano słowo ,,pogarda” i odczytano też listę ,,zdrajców narodu”. Próba zablokowania spektaklu nastąpiła też wcześniej, jednak wicemarszałek województwa podlaskiego stwierdził, że nie będzie cenzorem. Chwała mu za to, bo premiera się odbyła. Była też owacja na stojąco.
Warto przyjrzeć się, co o spektaklu piszą uczniowie VI Liceum Ogólnokształcącego w Białymstoku. Aleksandra Gąsiorowska z klasy 2 g zebrała różne opinie swoich kolegów i koleżanek. A ponieważ mamy demokrację, więc dobrze, że pojawiły się zróżnicowane poglądy.
,,Ostatnio wraz z panią Anną Janiną Klozą udaliśmy się na kontrowersyjny spektakl „Biała siła, czarna pamięć” w reż. Piotra Ratajczaka. Sztuka zaczęła się w sposób nietypowy – dyrektor teatru została zaatakowana słownie przez osobę siedzącą na widowni. Publiczności chwilę zajęło zrozumienie, że wydarzenie to było tylko częścią gry aktorskiej. Wstęp ten przygotował publikę do dalszej części spektaklu. Przedstawienie bazowało na krótkich historiach przeplatanych z barokową muzyką i groteskowym tańcem. Spektakl, tak jak i książka Marcina Kąckiego o tym samym tytule, opierał się na wspomnieniach i przeżyciach ludzi. Ludzi, którzy doświadczyli „tolerancji” w Białymstoku (w sztuce miasto nie zostaje wymienione z nazwy). Ludzi, którzy wychodząc z uprzywilejowanej większości na własnej skórze mogli się przekonać o tym, jak naprawdę wygląda białostocka wielokulturowość. Poprzez te historie dowiadujemy się, co kryje się za fasadą spokojnego i pozornie bezproblemowego miasta. Chociaż epizody przedstawione są w dosyć groteskowy sposób, spektakl otwiera oczy młodym ludziom. W przystępny sposób tłumaczy nam, że nie mamy pojęcia, w jakim miejscu żyjemy – nie zdajemy sobie sprawy, że Białystok był kiedyś miastem głównie zamieszkanym przez Żydów. Dlaczego nie wiemy? Bo o tym się nie mówi. Nie mówi się też o tym, co się z Żydami stało. Bo gdy pokaże się człowiekowi, który o wojnie słyszał tylko z podręczników obraz krzywd, jakie zostały wyrządzone tym ludziom, zmieni się jego perspektywa na postrzeganie tej mniejszości. Zmieni się też perspektywa postrzegania Białegostoku. Gdy dowie się, jak podczas wojny połowa ludności miasta „zniknęła”, pojmie wiele innych rzeczy. Na przykład to, jak ważne jest podtrzymywanie pamięci. Przedstawione są sceny, w których pamięć jest odrzucana, tak jak zdjęcia i inne przedmioty pozostawione przez dawnych mieszkańców Białegostoku. Można by wyjść z założenia, że miasto nie chce pamiętać. Przytoczę opinię kolegów i koleżanek:
„Spektakl mówi o historii Białegostoku, o której nikt nie chce pamiętać, wszyscy starają się ją ukryć. Należy zauważyć, że spektakl porusza również sprawy aktualne, takie jak obecna w mieście nietolerancja czy protest przeciwko wystawianiu sztuki. Zło w spektaklu ukazuje ludzi mieszkających w Białymstoku w złym świetle, jako nietolerancyjnych i obojętnych na historię miasta”.
Spektakl nie skupia się tylko na historii – mówi o przypadkach jednostek współcześnie. O nietolerancji i wrogości białostoczan dzisiaj. O incydentach takich jak: podpalenia, groźby, pobicia. O nienawiści, która urodziła się znikąd i nadal tu jest. Jednak czy na pewno znikąd? Roman Pawłowski w swojej recenzji zwraca uwagę na sytuację opisaną w książce Kąckiego:
„Hasła o rządzącym Polską układzie, głoszone przez prezesa Kaczyńskiego, w przewrotny sposób realizują się 300-tysięcznym Białymstoku. Z tym że nie jest to układ służb specjalnych, skorumpowanych polityków, postkomunistycznych biznesmenów i zwykłych przestępców, ale układ między prawicowymi władzami, uzależnionymi od nich biznesmenami, kibolami klubu piłkarskiego Jagiellonia oraz częścią środowisk katolickich i hierarchami Kościoła. Układ nieformalny, ale skutecznie wpływający na życie miasta”.
Tenże prawicowy układ poddany jest krytyce w spektaklu, co czyni go dosyć stronniczym, jednak ciężko się nie zgodzić z podejmowaną krytyką. Jakiekolwiek nieformalne układy, nie ważne czy lewicowe, czy prawicowe miałyby negatywny wpływ na miasto. Jednak często przez groteskowe i bardzo dramatyczne przedstawienie postaci widzowi może wydawać się, że palcem pokazywane jest, kto ma być „dobry” a kto „zły”.
„Moim zdaniem spektakl owszem jest prześmiewczy, ale tematem tych żartów jest tylko jedna strona- ta prawicowa. I gdzie tutaj ten obiektywizm? Dlaczego, kiedy zestawia się dwie osoby ze skrajnych ugrupowań, jedna jest przedstawiona i potraktowana poważnie a ta, dla której kościół jest ważny, jest przedstawiona wręcz komicznie przez samą aktorkę?! Ja rozumiem, że o bestialskich czynach nie można zapomnieć, ponieważ mówi się, że nieznajomość i zapomnienie historii grozi jej powtórzeniem, ale my białostoczanie powinniśmy bronić swojego dobrego imienia, a nie sami kopać pod sobą dołki”- pisze osoba, jedna z wielu, które pragnie pozostać anonimowa. Jednak trudno powiedzieć, że nie ma racji. Gdyby prawica zachowywała się tak, jak została przedstawiona w spektaklu, na pewno straciłaby wielu swoich popleczników. Popadając w skrajności, sztuka traci na znaczeniu – zamiast przekazywać wartości takie jak to, że warto pamiętać, skupia się na odwiecznym konflikcie politycznym, jednocześnie ośmieszając jedną ze stron. Warto pamiętać, że zarówno lewica, jak i prawica mają swoje racje. Z jednej strony spektakl proponuje nam powrót i pewne pogodzenie się z przeszłością, a z drugiej w bardzo prześmiewczy sposób krytykuje teraźniejszość. Inna osoba twierdzi:
„Przede wszystkim reżyser chciał zamieścić kwestie, które wzbudzą kontrowersje i przyciągną uwagę. Bardzo mocno uderza w Kościół i mieszkańców. Białystok jest przedstawiony jako jedno z najgorszych miast.”
Wzbudzanie kontrowersji na pewno się udało – zarówno książka, jak i spektakl trafiają w czuły punkt białostoczan. Wpajano nam i nadal się nam wpaja, że nasze miasto jest wielokulturowe – i to dobrze. Jednak prawie nie mówi się nam o innych kulturach. One po prostu są. I może właśnie ten brak wiedzy powoduje, że ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Strach przed nieznanym i zazdrość często są czynnikiem zapalającym iskrę. Iskrę, która podpala domy, sprawia, że boimy się wyjść z domu późną godziną.
„Spektakl podobał mi się, ponieważ idealnie ukazał zachowanie białostoczan w różnych sytuacjach. Pozwala poznać dokładnie mentalność mieszkańców Białegostoku.”
„Spektakl bardzo mi się podobał, pokazuje, że wszyscy powinniśmy dbać o historię i pamięć.”
„Spektakl był bardzo ciekawy, w groteskowy i jednocześnie przystępny sposób ukazał sprawy, którymi żyje Białystok.”-piszą moi rówieśnicy.
Nie można jednak patrzeć na spektakl jako opis ogółu społeczności Białegostoku. Są to przypadki, pojedyncze jednostki, incydenty, które wpływają na wizerunek całego miasta. Kącki opisuje to, co być może nie podoba się każdemu z nas w Białymstoku, jednak fakt, że „nie pierzemy brudów we własnym domu” może budzić w niektórych stanowczy sprzeciw. Obawiam się jednak, że gdyby nie „Biała siła, czarna pamięć” sprawy te nigdy nie wyszłyby na światło dzienne.
Opinie na temat spektaklu są różne. Jednak dla większości osób z mojej klasy sztuka się podobała. Osobiście mam co do niej mieszane uczucia. Odrzucając moje poglądy na bok i próbując patrzeć na nią obiektywnie, dostrzegam wiele krzywdzących aspektów. Jednak biorąc pod uwagę ogólny cel i efekt, jaki miała osiągnąć, oceniam ją pozytywnie. Otwiera oczy na historię Białegostoku – tej, o której nie piszą w podręcznikach. Nie jest on już tylko miastem Branickiego, „zielonymi płucami”, „miastem tolerancji” czy też miastem baroku. Ma swój charakter, duszę i wady. Można powiedzieć, że Kącki opisał te palące problemy po to, by książka się sprzedała. Możliwe, że tak było. Jednak nawet pozbawiając go wszelkich wyższych pobudek, „Biała siła, czarna pamięć” zmieniła Białystok. Otwiera oczy na problemy, których dotąd nie zauważaliśmy. Pokazuje, że skrajna prawica prowadzi do niezwykle krzywdzących sytuacji. Zdecydowanie mówi , że potrzeba nam balansu. Balansu, którego nigdy nie osiągniemy, jeśli nie pogodzimy się z przeszłością.”

Aleksandra Gąsiorowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php