Pedagogika bezwstydu

Karierę ostatnio, jeśli za „ostatnio” przyjąć parę lat, robi pojęcie „pedagogika wstydu”. Na stronie Kultury Liberalnej, w zamieszczonym tam słowniczku radykalizmów znajdziemy takie oto wyjaśnienie terminu: „pedagogika wstydu (także: plucie na polskość) – związek wyrazowy określający według części prawicowej prasy sposób mówienia o polskiej historii i polskich cechach narodowych charakterystyczny dla „Gazety Wyborczej” i elit III RP. Środowiska liberalne i lewicowe koncentrują się jakoby wyłącznie na „ciemnych plamach” polskiej historii, forsując m.in. tezy Jana Tomasza Grossa na temat relacji polsko-żydowskich oraz promując filmy („Pokłosie”, „Ida”) pokazujące Polaków nie jako ofiary II wojny światowej, ale jako zbrodniarzy (…). Do „pedagogiki wstydu” należy również wskazywanie rzekomych wad narodowych Polaków – zawiści, antysemityzmu, zacofania”.
Wiedziona ciekawością, kiedy pedagogika wstydu pojawiła się w naszym słowniku, dokonałam pobieżnego przeglądu internetu, który zaprowadził mnie do roku 2011. Trafiłam na datowany tym rokiem tekst Jerzego Lackowskiego, który dokładnie wyjaśnił jak zabójcza jest owa pedagogika, która zwyczajny patriotyzm nazywa nacjonalizmem, a tzw. nowoczesny patriotyzm to tylko „rozmywanie polskiej tożsamości w bliżej nieokreślonej tożsamości europejskiej”. Autor jednocześnie poszukuje i znajduje źródeł pedagogiki wstydu, tam gdzie są wszelkie zatrute źródła, czyli w czasach peerelu, „gdyż już wówczas starano się ukazywać naszych przodków jako generalnie osoby niedojrzałe i niezbyt odpowiedzialne. Stąd dominacja obrazu polskiej anarchii, bezmyślnych działań i prześladowań, jakich mieli się dopuszczać Polacy w stosunku do mniejszości narodowych i religijnych. Na to nakładano silny związek Polaków z katolicyzmem, tworząc zbitkę Polaka-katolika jako najbardziej negatywny stereotyp” (http://www.teologiapolityczna.pl/jerzy-lackowski-pedagogika-wstydu/).
Nie wątpię, że pedagogika wstydu, a w zasadzie bezwzględna walka z nią dopiero zaczyna swój triumfalny pochód, bynajmniej nie tylko w salonach politycznych, ale przede wszystkich, tam gdzie bezkrytycznej dumy narodowej i ślepego nacjonalizmu uczy się najlepiej, czyli w szkołach. Proszę przy tej okazji zauważyć, jakże znamienne jest, że nie mówimy o „kulturze wstydu” czy „ klimacie wstydu”, a o pedagogice, czyli niczym innym jak „prowadzeniu młodzieży”.
Walczyć z pedagogiką wstydu jest łatwo, a praca to wdzięczna – któż nie chce zaznać miłego poczucia wyższości, przekonania o wyjątkowości, zachwytu nad samym sobą? Tymczasem potrzebujemy pedagogiki wstydu jak rzadko kiedy, bo to właśnie umiejętność zmierzenia się ze wstydem, choć to mało przyjemne, jest miarą naszej dojrzałości i dorosłości. Teoretycy wstydu piszą o nim, że to emocja, która chroni naszą godność i świadczy o naszej wielkości. Kiedy nie ma wstydu, rodzą się demony.
Oglądam ten poród i nie jest mi do śmiechu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php