Światowe Dni Młodzieży i kryzys osobowości

Od kilku dni trwało pozytywne szaleństwo związane z przyjęciem Papieża Franciszka w Polsce. Przyjeżdżali pielgrzymi, zbierali się wolontariusze – wszyscy zaangażowani i szczęśliwi. I dziś w końcu przybył. Franciszek jest w Polsce. Oglądam relacje w TV, przeglądam internet i widzę szczęśliwych, tolerancyjnych, modlących się ludzi. Wszyscy kochają bliźniego, szanują Franciszka, 100% „high life”, tylko pozazdrościć. Niestety czytając i oglądając te „rzeki miodu” zastanawiam się jak długo będą one płynąć po wyjeździe Papieża. Niestety ja nadal mam przed oczami komentarze, które pojawiły się w internecie w Wielki Czwartek, kiedy to Franciszek obmył nogi uchodźcom („mógłby umyć nogi oderwane chrześcijanom podczas zamachów terrorystycznych”, „odchodzę z Kościoła, nie jesteś moim Papieżem” itd…). Nadal słyszę wypowiedzi, po apelu Franciszka dotyczącym pomocy uchodźcom, że jest pierwszym lewakiem Europy. I jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że uwielbiamy  świętować, ale kiedy gala się kończy, to i kolory bledną. Zastanawiam się, czy ludzie których widzę obok naszego Papieża to ci „prawdziwi, umiłowani” w Bogu, czy zwykli hipokryci, którzy za chwilę wrócą do obrzucania bliźnich i Franciszka błotem. Mój niepokój podsycają również wydarzenia właśnie ostatniego tygodnia. Z jednej strony mamy przyjeżdżających z całego świata pielgrzymów, a z drugiej nagonki na Syryjskich chrześcijan. Z jednej strony mamy pojednanie się z bliźnim i radość z modlitwy, a z drugiej bicie brawo Zbigniewowi Ziobro za dyskryminację środowisk LGBT, bo przecież geje i lesbijki to ludzie nie moralni, zafascynowani seksem i pedofile. Swoją drogą, ciekawi mnie ile gejów i lesbijek pojechało na spotkanie z Papieżem-lewakiem. Ja osobiście znam  przynajmniej kilku, ale raczej nie będą się z tym obnosić, mimo iż Franciszek stara się ich zrozumieć, ale już „bracia w wierze” – nie koniecznie. Szczerze mówiąc patrzę na to wszystko i zamiast się cieszyć, przeżywam głęboki kryzys własnej tożsamości. Bardzo chciałabym się spotkać z Franciszkiem, ale ze względów osobisto-zawodowych nie udało mi się pojechać. Jednocześnie od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać kim tak naprawdę jestem – czy jeszcze katolikiem, czy już lewakiem? A może katolikiem – lewakiem (cokolwiek to znaczy, ale jeżeli jest papież-lewak, to chyba i katolik-lewak)? Szczerze mówiąc nie wiem. Jednak wiem jedno – bardzo bym chciała, aby ta radość,miłość i akceptacja, która wręcz epatuje dziś z krakowskich ulic, pozostała w naszym kraju i naszych sercach na dłużej. Aby już nikt nigdy nie zastanawiał się czy jest katolikiem, gejem, lewakiem, lecz żeby wiedział, że to nie istotne, bo po prostu jest człowiekiem. I żeby jego człowieczeństwo gwarantowało mu bezpieczeństwo i szacunek. Aby mógł bezpiecznie  chodzić po naszych ulicach, nawet trzymając swojego partnera lub partnerkę tej samej płci za rękę i żeby nie wzbudzało to agresji. Aby tak jak dzisiaj, już zawsze, przedstawiciele każdej rasy wspólnie stali obok siebie, jak równy z równym, bez nienawiści, bez uprzedzeń. Aby  nasze serca otworzyły się na potrzebujących na całym świecie, bez względu na rasę i religię. I wiem, że o taki świat modli się Papież Franciszek. I wiem, że dla takiego świata warto wiele poświęcić, a jeżeli to ma oznaczać, że jestem heretykiem i lewakiem – to jestem nimi i jestem z tego dumna.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php