Mowa nienawiści, czyli jak uleczyć słowa

IMG_20170513_190130

 

Wyślijcie uczennice i uczniów na uważny spacer po dzielnicy, a z murów zacznie im go zohydzać mowa nienawiści. Jak można wykorzystać te miejsca w działaniach artystycznych lub zaplanować działanie site specific, by komunikat nienawiści rozbić? Gdzie się kończy wolność słowa? Jak stworzyć satyrę, wyśmiewającą i rozbijającą hate speech? Podczas lekcji (polskiego lub wychowawczej) warto prześledzić w tym kontekście drabinę uprzedzeń, opracowaną w 1954 roku przez psychologa, Gordona Allporta:

 

1. przemoc słowna: żarty z osób, będących przedstawicielami grup, przezwiska, degradujące sądy, ataki słowne, stereotypizowanie, nieprzyjemne przyśpiewki, plotki,

2. unikanie grup stereotypizowanych: ignorowanie, unikanie domów, szkół, bojkot

3. akty dyskryminacji: ataki na szkoły, sklepy, kościoły, nierzadko prowadzące do legitymizacji podobnych zachowań, segregacja,

4. fizyczne ataki na ludzi i ich własność,

5. ludobójstwo.

 

A może napisać opowieść o tym, jak leczyć słowa? 25 opowieści (w zależności od liczbności klasy) w 45 minut – to możliwe tylko na lekcji.

Poniżej moja. Jeśli zrealizujecie ten pomysł, podzielcie się własnymi/uczniowskimi.

 

Joanna Roszak, Słowa z drzewa życia

 

Niedawno, niedawno temu, za zaledwie jedną ulicą i jedną ścianą mieszkała dziewczynka, która wierzyła, że piękne słowa mają dobroczynną moc, że są silne i nie można ich zniszczyć. Wierzyła też, że za pięknymi słowami kryją się kolorowe, przytulne, magiczne światy. „Jeśli kochasz dnie i noce – zaśniesz” – powiedział jej kiedyś dziadek, gdy późną nocą nadal nie mogła usnąć. A ponieważ istotnie je kochała, zasnęła szybko i miała piękne sny. Taką moc miały słowa. I takie było to, co za nimi stało.

Później ktoś użył przy niej pięknych słów. Ale nie myślał wcale tego, co wypowiadał. Za jego słowami stał świat, którego dziewczynka nie rozumiała. Słowo i to, co ukrywało się za nim, były jak pęknięty obrazek. Wtedy dowiedziała się, że niektórzy kłamią. I że potrafią kłamać tak zwinnie, jak zwinnie mysz chowa się do mysiej dziury, że potrafią kłamać tak pięknie, jak pięknie śpiewają rano ptaki, że potrafią swoje złe myśli ubierać w najwymyślniejsze stroje słów.

Jak wyczyścić słowa, które zostały zabrudzone, ochlapane, które mają plamę, dziurę? Chciała je złapać, by ułożyć w pralce, albo wyszorować szczoteczką, chciała nałożyć na nie miętową pastę. Ale słowa się wymykały. Chciała zakopać je w ziemi, by się oczyściły, jak sztućce. Ale wykręcały się, obawiając, co je czeka. Bo kto by się nie bał. Bałby się kot czy pies. A co dopiero słowa – czym one mają się bronić, skoro nie mają prawdziwych rąk, nóg ani oczu? Nawet ogona – prawdziwego – nie mają. Mają ogonki, kropki, kreski, pałąki – ale to jednak za mało.

Dziewczynka kreśliła palcem w powietrzu kształt liter. Ale słowa uciekały szybko, jak dym czy obłok. Uczyła na nowo patrzeć w oczy zdradzonym tajemnicom. Gładziła długo ich zranione ręce i nogi, uczyła je na nowo chodzić.

Powoli przestawała wierzyć w niewinność słów – podejrzliwie przyglądała się ludziom, gdy mówili, że jest miła i roztropna, gdy zapewniali, że jest dla nich ważna, gdy powtarzali, jak bardzo ją lubią. Dziewczynka widywała czasem smutne słowa na podsłuchu, słowa zatrute i skaleczone, słowa, które ktoś zaraził chorobą, słowa z gorączką, poparzone.

Chciała sprawować przy nich nocną straż, by nie bały się, że znów ktoś je skrzywdzi.

Nie minęło wiele dni, a w Krainie Słów rozeszła się wieść o tym, że pewna Dziewczynka troszczy się o słowa. Że chciałaby, by przy słowie “biały” padał śnieg lub płynęło mleko, przy słowie „miau” biegał kot, by przy słowie „pokój” ludzie podawali sobie ręce, dzielili się tym, co mieli na wspólnej Ziemi, przy słowie „kocham” widzieli siebie razem na długi czas i by nie trzeba było wypowiadać słowa „wojna”. Pielęgnowała takie słowa, które ktoś rzucił w gniewie, więc się połamały, które ktoś wycedził przez zęby, więc się wykoślawiły. I którymi posłużono się, by wywołać wojnę. Obrazić. Okłamać. Wyzwać. Opowiedzieć obraźliwy żart.

I tak litera Alfa – królowa Krainy Słów – zaprosiła dziewczynkę do swojej tajemnej siedziby. Zobaczyła tam wszystkie smutne słowa, którym źli ludzie zrobili krzywdę.

Okrywała kocem złamane przysięgi, które trzęsły się i bały nowych liter. Łapała słowa rzucone na wiatr: wyglądały jak bańki mydlane, szybko ulatywały w powietrze i łatwo można było je zniszczyć. Dziewczynka brała je delikatnie w ręce.

Widziała słowa osadzone w więzieniach. Widziała słowa rozbite, które zwinnymi palcami starannie składała, niczym najtrudniejsze puzzle, jak rozbite w proszek dzbanki, jak żurawia orgiami z pogniecionej kartki. Mówiąc do nich ciepłym, łagodnym głosem, wyjednywała im spokój. Na nowo nakręcała zegarki w słowach, które nie przyszły na czas, bo ktoś za długo chciał mieć je przy sobie. Wydobywała słowa rzucone tak niechlujnie, że wkręcały się w szprychy rowerów. Długo trzymała w dłoniach słowa twarde niczym kamień – wypowiedziane przez zęby, ze złością i za głośno albo za rzadko, albo nigdy.

Pracowała tak długie dni. Aż zobaczyła je wszystkie. Na drzewie życia: zaklęcia, prawdziwe wyznania, słowa soczyste i kolorowe, jak owoce na Drzewie Życia.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php