30 cze 2012

Blogowanie jest BARDZO ok!

Prowadzenie bloga okazało się dla mnie wielką przygodą.

Bloga założyć nie umiałam. Teraz posługuje się jego różnymi funkcjami. Blogowanie stało się zaraźliwe zarówno dla moich uczniów, jak i dla koleżanek nauczycielek. Odkryłam na innych blogach mnóstwo inspiracji i pomysłów, które bezpośrednio mogę wykorzystac w swojej nauczycielskiej pracy. Wirtualnie zaprzyjaźniłam się z Panią Danusią, Panią Dorotką i Panią Krysią. Potem poznałam Panią Olę i Panią Lucynę. Podglądałam, zazdrościłam, gratulowałam, wspierałam dobrymi myślami. Na bieżąco korzystałam z doświadczeń moich koleżanek-blogowiczek.
Obserwowałam dzieci – i moich uczniów, i tych z innych szkół w Polsce. Byłam pełna podziwu dla tego, co robią i jak o tym piszą. Rośnie nam wspaniałe, swiadome TIK-owe pokolenie.
Dużo się nauczyłam. Bywało trudno. A to coś się wstawić nie chciało, a to czasu brakowało na nowy wpis… nie zamierzam jednak rezygnować z prowadzenia bloga!
Chciałabym bardzo, aby zaglądalo na niego więcej moich uczniów i rodzice. Nie wiem jeszcze, jak to zrobić, ale coś na pewno wymysle! A może znów u kogoś co nieco podpatrze :) :):)

25 cze 2012

Ogólnopolski Festiwal Projektów, Angry Birds i pierwsza miłość :)

 

W piątek 22 czerwca z grupą uczniów: Paulinką, Weroniką, Wiktorią, Kornelią, Patrykiem i Kubą pojechaliśmy do Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, aby tam uczestniczyć w Ogólnopolskim Festiwalu Projektów. Towarzyszyła nam moja córka – Gabrysia.

Do Warszawy zawieźliśmy plakaty wykonywane przez dzieci, plakat projektowy przygotowany przez Panią Monikę, grę „Glogeromania”, karty opracowane przez uczniów klasy I a, książki zebrane przez uczniów klasy II a,  makietę z Little Zygmusiem Glogerem oraz specjalne wydanie naszej gazetki „Oko na Glogera” przygotowane przez Patrycję Turkowską z klasy V c. Całości towarzyszyły prezentacje „produktów” klas I-III przygotowane przez Panią Dorotę Wądołowską oraz wszelkie „wytwory” uczniów klas IV-VI zebrane w całość przez Pana Janusza Majewskiego. Największym powodzeniem cieszyła się animacja o młodości Zygmunta Glogera oraz fotocasty z wycieczki do Ciechanowca i ze spotkania z panią Wandą.

Co się wydarzyło?

Paulinka przeżyła swoją pierwszą podróż pociągiem. Kornelia i Kuba zapałali do siebie pięknym młodzieńczym „uczuciem” ;) Wiktoria ani razu się nie naburmuszyła. Weronika biła rekordy w Angry Birds (wszystkie dzieci mogły grać w tę grę na moim świeżo zakupionym tableciku). Dzieci osobiście poznały Pana Piotra Pacewicza (znanego im tylko ze Skype’owej wideokonferencji) oraz Panią Claudię – naszą moderatorkę, Panią Magdę i Panią Edytę, które opiekują się ich blogami. Nasze stoisko odwiedziły również:  Pani Grażyna Czetwertyńska (ekspert) i Pani Agata Łuczyńska (główny koordynator Programu Szkoła z Klasą 2.0).

Niezwykle miłe okazały się spotkania „w realu” z Olą z Krosna, Ulą i Kingą z Innowrocławia, które znamy z blogów. Mnie udało się ponownie zobaczyć z Panią Krysią Samborską z Krosna, panią Olą Terlecką z Innowrocławia i po raz pierwszy z Panią Danusią Chwastek.

Chwilowo poczuliśmy się zdezorientowani grą w Bingo, nie wiedzieliśmy bowiem, co mamy z tym zrobić. Kiedy tylko „załapaliśmy”, w czym rzecz, zaczęło się wypełnianie, uzupełnianie i zbieranie. Niemal w ostatniej chwili złożyliśmy efekty „zbieractwa”, za które dzieci otrzymały piękne niebieskie pendrive’y z logo Programu.

W drodze powrotnej było radośnie i… głośno. Tablecik zaliczył podłogę, Paulinka wytrwale zdobywała kolejne poziomy w Angry Birds, Kornelia większość czasu spędziła na korytarzu w oczekiwaniu na to, by zauważył to Kuba ;) i tak minął nam czas, a mnie z tego wszystkiego rozbolała głowa :) cóż… wszak pierwsza miłość dawno już za mną :( tylko ona pozwala nie odczuwać nadmiaru wrażeń i zmęczenia :)

16 cze 2012

Wideokonferencja – szkiełkiem i okiem

Na stronie głównej Programu dzięki ogromnemu zaangażowaniu wielu ludzi z CEO „objawił się” filmik z WIDEOKONFERENCJI, w której uczestniczyły dzieci z „Tikającej gromady” (czyli mojej grupy projektowej).

Całe przedsięwzięcie odbyło 12 kwietnia w nowej siedzibie naszej szkoły. Na miejsce realizacji wybrałam salę konferencyjną, w której niemal zawsze odbywają się nasze rady pedagogiczne, nierzadko również zajęcia lekcyjne. Sala wyposażona jest w duży, automatycznie rozwijany na ścianie ekran, posiada zamontowany na suficie projektor multimedialny, od niedawna jest także zaopatrzona w profesjonalne nagłośnienie (stałe głośniki podsufitowe) oraz Wi-fi. Wydawało się więc, że pomieszczenie to będzie doskonałe na takie spotkanie. Okazało się jednak, że niezwykle słoneczna pogoda i popołudniowe silne słońce nie ułatwiły nam zadania :( Mimo zaciemnienia sali pionowymi żaluzjami widoczność obrazu wyświetlanego na ekranie była bardzo słaba. A miałam taki pomysł, aby dzieci podczas prowadzonej przez Skype’a z Panem Piotrem Pacewiczem rozmowy miały za plecami ekran, na którym wyświetli się obraz z kamery Pana Piotra. Zaczęło się więc zaklejanie okien szarym papierem. Pomogło ;)

Kolejnym zaskoczeniem było Wi-fi, które „rwało” nam rozmowę, a z jakichś dziwnych powodów, których zupełnie nie rozumiem, nie umieliśmy przełączyć się na internet sieciowy.

Zdawało się, że byliśmy nieźle przygotowani: sprzęt był sprawdzony, przeprowadzono kilka prób technicznych na linii Warszawa-Białystok, dzieci opracowały pytania… Jednak spotkanie nie przebiegło wcale tak różowo, bo:

- dzieci były bardzo spięte,

- technika chwilami szwankowała (po „naszej stronie” zawiodło narzędzie do nagrywania rozmowy Skype’owej),

- Pan Piotr wypowiadał się na tyle swobodnie, że dzieci nie umiały znaleźć miejsca na zadanie przygotowanych pytań…

Cóż… na problemy techniczne, mimo wielokrotnych prób nie mieliśmy wpływu. Na słońce w oknach również. Paru rzeczy mogłam jednak uniknąć.

Myślę, że planując takie spotkanie przede wszystkim:

1. Należy – niezależnie od poziomu własnych umiejętności – zapewnić sobie kogoś „technicznego”, bowiem kilku srok za ogon pociągnąć się w takiej chwili nie da i pozornie prosty problem staje się rzeczą nie do rozwiązania.

2. Dzieci powinny mieć pytania raczej przemyślane i przegadane niż spisane, bo sztywnieją, chcąc trzymać się tego, co mają na kartkach.

3. Z bohaterem spotkania warto jest porozmawiać wcześniej osobiście (my, tzn. ja i Pan Piotr wymienialiśmy się informacjami za pośrednictwem Pani Claudii – naszego moderatora).

4. Warto także ustalić z góry czas trwania spotkania i konsekwentnie się go trzymać. Nasza wideokonferencja była zbyt długa, przez to trudniejsza i dla mnie i dla dzieci.

5. Warto również uzgodnić z naszym superbohaterem :) , iż ze względu na wiek uczestników, wypowiedzi trzeba nieco skracać, bo dzieci mają trudność ze skupieniem uwagi, zwłaszcza gdy słyszą o rzeczach zupełnie im obcych, nieznanych, choć bardzo ciekawych.

6. Nie warto planować spotkania za pośrednictwem internetu zanim uczniowie nie spróbują swoich sił w podobnym spotkaniu na żywo. Pan Piotr pomógł moim dzieciakom przetrzeć szlak na drodze poznawania zasad przeprowadzania wywiadu. Kolejne spotkania – w radiu, z naszą absolwentką Panią Wandą, byłą Panią Dyrektor i obecną Panią Dyrektor były o wiele bardziej swobodne i spontaniczne. Nasze Skype’owe spotkanie wydawało się nieco „drętwe”, dzieci zaczęły się rozkręcać w drugiej godzinie, kiedy trzeba było już kończyć. Można więc było odwrócić kolejność – najpierw pójść do radia i tam „na żywo” porozmawiać, przełamać pierwsze opory przed kontaktem z obcą osobą, a w drugiej kolejności odbyć rozmowę przez Skype’a.

Podsumowując, to było BARDZO UDANE spotkanie i BARDZO CIEKAWE doświadczenie TIK-owe. Dużo nauczyłam się sama, głównie dzięki obserwacji swoich uczniów. Dzieci ogromnie przeżyły tę wirtualną przygodę i na długo zapamiętają, że poznały tak wspaniałego dziennikarza, że miały możliwość widzieć go, słyszeć i rozmawiać z nim prawie naprawdę :) Żałowałam, że wyłączyliśmy kamerę tuż po zakończeniu wideokonferencji. Reakcja dzieci: okrzyki, przeżycia, przejawy radości byłyby najlepszym dowodem na to, że warto jest umożliwiać uczniom takie doświadczenie.

 

05 cze 2012

Się działo, czyli Szkolny Festiwal 2.0

Oj działo się, działo! Nasz interdyscyplinarny projekt „Gloger – Lubię To!” okazał się ogromnym wyzwaniem. Chcieliśmy zamienić dzieci w małe Glogerki i zamieniliśmy!

Uczniowie klasy I a w swoim projekcie badawczym zbierali karty, potem projektowali własne na różnych materiałach. Przekonali się, że wykonanie kart z kamienia nie jest niemożliwe, ale takie karty są raczej mało praktyczne :) Filmową relację z ich pracy znajdziecie TUTAJ.

I g oglądała, szkicowała podlaskie wiejskie chaty. Jakie piękne były ich rysunki! Na koniec dzieci stworzyły klasową wieś – wykonały z wielkich kartonowych pudeł makiety – miniatury drewnianych domów.

Projekt badawczy „Książki” udowodnił dzieciom, że nie na każde z zadanych przez nie pytań można uzyskać odpowiedź. Czy bowiem jest bezpiecznie sprawdzić, jaką grubość ma książka, kiedy przejedzie ją samochód?

Uczniowie klasy II c badali tradycje i obyczaje regionu i ułożyli piękną piosenkę TIKowo-Szkołoklasową.

Dzieci z II d poznawały historię żelazka, zbierali stare, oglądali nowoczesne.

Moja Tikająca gromada pokazała publiczności i gościom przygotowane przez siebie fotocasty: z wycieczki do Ciechanowca, o Pani Wandzie Ogrodnik i Pani Dyrektor Annie Satuła. Walczyły z Picasą i Audacity, ale bez interwencji Pani Magdy się nie obeszło :) Fotocastu o Pani Dyrektor Taisie Utko nie zaprezentowaliśmy ze względu na Jej nieobecność spowodowaną chorobą. Zostawiamy go na inną, nie mniej specjalną okazję.

Uczniowie klasy IV b usiłowali znaleźć odpowiedzi na pytania: ile włosów miał Zygmunt Gloger lub co miały z nim wspólnego wczorajsze skarpetki. Opracowali również matematyczną  grę planszową „Glogeromania”.

Klub Młodego Anglisty zaskoczył i rozbawił wszystkich obecnych animacją komputerową przygotowaną w języku angielskim.  Tytuł animacji mówi sam za siebie: „Cudowne lata – młodość Zygmunta Glogera”. Mały Zygmuś i duży Zygmunt oraz żubr z Puszczy Białowieskiej – animowani bohaterowie filmu zrobili podczas imprezy prawdziwą furorę. Cały film możecie zobaczyć TUTAJ.

Członkowie kół przyrodniczych doświadczalnie sprawdzali, czy rzeżucha lubi detergenty.

Koło gitarowe zaś skomponowało z użyciem programu komputerowego i nagrało dwie spośród pieśni ludowych wyszukanych przez Glogera w profesjonalnym studiu nagrań.

„Glogerowskie wojaże” okazały się niezwykle interesujące dla grupy historycznej, która stworzyła mapę podróży badawczych naszego patrona.

„Szlakiem niemieckich fabrykantów w Białymstoku” podążali uczniowie należący do koła języka niemieckiego.

Nasi informatycy zamieścili na stronie internetowej szkoły filmiki z wizyty w radiu, z Festiwalu Kultur, który niedawno odbywał się w naszej szkole oraz najazd paprazzi sprawdzających wiedzę o patronie wśród uczniów, nauczycieli i pracowników w naszej szkole. Możecie obejrzeć je TUTAJ.

Pani Wanda była wzruszona.Łamiącym się głosem dziękowała za pamięć i możliwość bycia bohaterką projektu. Pani Dyrektor obiecaliśmy od przyszłego roku spełnienia Jej marzenia o Dniu Dyrektora (uczniowie mają w tym osobisty interes, bo Pani Dyrektor obiecała, że tego dnia w szkole nie będziemy stawiać nikomu jedynek :) ). Przyjaciel naszej szkoły Pani wizytator Krzysztof Sochoń został z nami do końca, więc chyba mu się podobało :)

To nic, że ktoś się potknął o przewód od sprzętu nagłaśniającego i łapaliśmy wzmacniacz w locie ;) I tak było fajnie :)

Grupy otrzymały dyplomy, dzieci blogujące nagrody (słowniki do poprawnego blogowania)m goście kwiatki, a wszystkim na pamiątkę wręczyliśmy specjalny numer gazetki OKO NA GLOGERA.

Było pod górkę, świat przed Festiwalem zwariował, ale było wa

21 maj 2012

Strach ma wielkie oczy, czyli Picasa raz jeszcze

Raz jeszcze,  ze specjalną dedykacją dla wszystkich, którzy doświadczyli lęku przed nieznanym. Opisuję na prośbę Pani Magdy ;)

Początek można by zapisać słowami Mickiewicza (a wielkim poetą był!): „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?”

W mojej biednej humanistycznej głowie wykorzystanie Picasy rosło i rosło… Nie byłam w stanie sama siebie przekonać, że spróbuję, dam radę, to ok, nie dam, poszukam pomocy. Czytałam, że to łatwe narzędzie. Przewodnik ze zdjęciami i w języku polskim znalazłam na głównym blogu Programu. Ale i to mnie nie przekonywało. Co więc się stało, że w końcu się z nią zmierzyłam?

Po pierwsze: potrzebowałam odpoczynku. Chwili ciszy, skupienia na sobie, oderwania myśli od szkoły, pracy.  Doskonałym na to momentem okazał się długi weekend majowy. Piękna pogoda, bajeczne słońce, mój cudny balkon, a na nim leżak. Takie małe szczęście :) Kolejna książka Ulatowskiej, audiobook Chmielewskiej, ulubiony film. Tylko tyle lub aż tyle.

Po drugie: potrzebowałam wsparcia. Być może gdyby w moim szkolnym otoczeniu znalazł się ktoś, kto pokazałby Picasę… Niestety, kogokolwiek pytałam o Picasę lub Gimpa rozkładał ręce i uciekał z przestrachem :) Ów długi weekend owocował także w obecność mojego męża, który na co dzień pracuje w Warszawie. Ciągle wydaje mi się, że łatwiej mu przychodzi nauczenie się czegoś nowego (technicznego, bo gdybym mu zaproponowała rozbiór zdania lub analizę wypowiedzeń wielokrotnie złożonych – nie byłby już taki chętny do współpracy). Jego obecność miała mi zapewnić poczucie bezpieczeństwa. W razie gdyby komputer chciał mi przy Picasie wybuchnąć, on by temu z pewnością zapobiegł, ja co najwyżej wyrzuciłabym go przez okno :)

Po trzecie: potrzebowałam czasu. Ten  – dodany do wypoczętego umysłu, wyciszonych emocji i obecności pogotowia technicznego w osobie męża – był niezbędny, żeby usiąść i spróbować.

Usiadłam więc. Mój mąż obok mnie. Raz, dwa program się ściągnął (skorzystałam z naszej ulubionej strony www.dobreprogramy.pl), a po zakończeniu instalacji zaskoczył mnie, bo w ogóle nie chciał się wyłączyć! Ciągle tylko chciał skanować mój komputer w poszukiwaniu zdjęć. No, to mu w końcu na to pozwoliłam. A mój mąż cierpliwie patrzył. Dla relaksu poszedł zrobić herbatę. Zeskanowane foldery ze zdjęciami nagle znalazły się do wyboru w Picasie, która sama sobie się wzięła i z moimi zdjęciami uruchomiła. Wybrałam więc fragment wycieczki do Ciechanowca (chytrze, co? przy okazji rozwinęłam sobie działanie projektowe) i zaczęłam klikać tu i ówdzie.

Kluczyk do roweru – podstawowe narzędzia: przycinanie zdjęcia, wpisywanie na nie tekstu (wraz z wyborem czcionki, jej wielkości i koloru).

Czarno-białe słoneczko – pomagało w podreperowywaniu bardzo kiepskich zdjęć. Suwałam dzielnie suwakami i sprawdzałam efekt.

Pędzelki – świetna zabawa z kolorystyką zdjęcia.

Po pewnym czasie zauważyłam, że pod zdjęciami są strzałki, które umożliwiają obracanie, przekręcanie zdjęć. Dziś odkryłam małą pinezkę, dzięki której mogę zatrzymać obraz na dłużej. Gdzieś (ale nie wiem gdzie) znalazłam możliwość zmiany koloru tła, dodawania slajdu, np. napisów końcowych i to, że napisy te mogą w różny sposób się zaprezentować (np. filmowo przesuwać  na ekranie).

Szybko zorientowałam się, że zielona strzałka na górze, ponad zdjęciami pozwala na odtworzenie pokazu,  a obok jest ikonka, która jednym kliknięciem robi kolaż ze zdjęć (ich umiejscowienie można dowolnie zmieniać) oraz ikonka filmu – film po prostu robi się sam. Trudniej mi było znaleźć miejsce dołączenia do pokazu muzyki. I tu przydatny okazał się mój kochany mąż. Robimy „Edytuj film” i „ładujemy” wybrany utwór w formacie Mp3. W zamieszczeniu pokazu na blogu pomógł mi PORADNIK szkołoklasowy. Założenie konta na YouTube nie było problemem, więc i to poszło łatwo. Cała, straaaaaaaaaszna nauka Picasy i przygotowanie pierwszego pokazu zajęło mi jakieś 20 minut :) I było się czego bać??? Nie było!

Dzieciom nie musiałam dużo pokazywać. Ważne było tych pierwszych kilka zdań: „To bardzo łatwe! Ja się tego nauczyłam w ciągu 20 minut!” Obserwowałam swoje dziewczyny: odrobina lęku pojawiła się, gdy powiedziałam „Picasa”, w chwilę później, jak się okazało, że mnie z nią poszło tak szybko, było już po strachu. Kilka podstawowych funkcji, a reszta to klikanie, sprawdzanie, cofanie – generalnie dobra zabawa z Picasą. Jedną z koleżanek „nauczyłam” Picasy przez telefon :) Druga – po pięciominutowej prezentacji – stwierdziła już w domu, że odrobinę się zgubiła. Obiecałam w pierwszej wolnej chwili powtórkę z rozrywki :)

Mistrzem nie jestem, codziennie odkrywam nowe funkcje tego narzędzia i cieszę się z tego jak dziecko. Jak dziecko!

W zastępstwie ;)

Pokaz w Picasie, który zamieszczam poniżej wykonała Chelsea – uczennica IV klasy. To była jej pierwsza próba. Czy udana, sami ocenicie :) Był problem z podłożeniem dźwięku. Okazało się, że plik muzyczny ściągnięty z otwartych zasobów edukacyjnych był uszkodzony. Walczyłam  z pomocą męża. W końcu pomogła ponowna instalacja programu. Ostatecznie więc dźwięk podłożyłam sama.  Melodia pochodzi z płyty „Jest takie miejsce”. Autorzy słów i muzyki zostali podpisani na ostatnim slajdzie. Utwór został wykorzystany za ich zgodą.

Przedłużająca się nieobecność Chelsea martwi mnie nieco. To świetna praca! Szkoda, że „wisi” tylko na moim koncie na YouTube. Chelsea nie ma własnego konta, więc nie ma dostępu do tego pliku :(

Kochana, Chelsea, zamieszczam więc Twój pokaz, którego bohaterką jest Pani Wanda Ogrodnik – absolwentka naszej szkoły z roku 1939. Jestem z Ciebie dumna! Jak tylko wrócisz do zdrowia i do szkoły, pokaz ten znajdzie się na Twoim pięknym blogu.

YouTube Preview Image

 

 

 

19 maj 2012

Z „Cyfrową” czy bez – TIK u nas jest!!!

I my nie zakwalifikowaliśmy się do pilotażu „Cyfrowej szkoły” :( Trochę żal. Mieliśmy tyle planów… No, i… nie zamierzamy ich zmieniać! I tak będziemy nadal starać się rozwijać TIK w szkole. Szybkie liczenie środków, kilka rozmów Pani Dyrektor z ważnymi osobami, chwila na zebranie myśli i… natychmiastowe decyzje. Cóż, trzeba poradzić sobie w nowej sytuacji – bez pieniędzy, które nam się marzyły w ramach „Cyfrowej szkoły”. Damy radę.  Z pewnością nie pozyskamy tak dużych środków, o jakie mogliśmy aplikować, ale będziemy TIKać z tym, co mamy i tym, co uda nam się jeszcze zakupić. Nie poddamy się!

Fot. : www.flickr.com by Long Zeng (CC)

11 maj 2012

Debata „Wyprawka dla nauczyciela” – dodatek specjalny :)

Zaproszenie na debatę przyjęłam w ostatniej chwili, ale z przyjemnością :) Nie spodziewałam się jednak, że mam tak dużo do powiedzenia i że 15 min to całkiem mało, jak na mnie. Wiedziałam, że mam gadane, ale żeby aż tak! ;) Następną konferencję proszę poświęcić tylko na moją wypowiedź, wtedy nie będę czuła takiego niedosytu :) :):)

Nie powiedziałam czegoś, co bardzo leży mi na sercu, a nie chciałam, aby pojawiło się w samej prezentacji. Mam nadzieję, że domyślacie się, dlaczego…

Sądzę, że „Cyfrowa szkoła” to świetny zalążek dobrych zmian w oświacie. Myślę jednak, że musi być nadal coś nie tak z edukacją informatyczną w naszych szkołach, jeśli ci najmłodsi nauczyciele, którzy potencjalnie powinni być lepiej niż ja wyposażeni w umiejętności informatyczne, niejednokrotnie takiej biegłości wcale nie wykazują. Potrzebna jest – według mnie – także zmiana programów studiów na kierunkach pedagogicznych, nauczycielskich i wzbogacenie ich o zajęcia komputerowe dla studentów – przyszłych nauczycieli. Już na tym etapie przygotowania do wykonywania tego zawodu trzeba mówić o prawie autorskim, licencjach CC, prostych, darmowych narzędziach i aplikacjach oraz zasobach edukacyjnych w sieci czy tworzenie platformy e-learningowej. Jeśli dodamy do tego rozszerzenie oferty ośrodków doskonalenia nauczycieli, o czym wspomniałam i zmianę programów studiów podyplomowych z informatyki (bo te właśnie studia kończą zazwyczaj pracujący w szkołach nauczyciele informatyki, którzy mogą być ogromnych wsparciem dla innych nauczycieli w szkole) – osiągniemy sukces.

Podtrzymuję – NIC SIĘ NIE ZMIENI, JEŚLI NAM SAMYM ZABRAKNIE CHĘCI I MOTYWACJI WEWNĘTRZNEJ DO ZMIANY I SAMODOSKONALENIA. To od nas, od każdego z nas zależy, co się dalej stanie w dziedzinie wykorzystywania TIK w polskich szkołach. Bardziej od nas niż od jakichkolwiek aktów normatywnych.

Więc… (jak mawia moja szkolna, blogująca już koleżanka) :)

NIECH TIK BĘDZIE Z WAMI!!!

03 maj 2012

Możliwe niemożliwego początki, czyli… strach ma wielkie oczy

Oto mój pierwszy pokaz w Picasie! Z podejściem do niego zwlekałam najdłużej, jak się dało. Obawiałam się, że to za trudne, że mi się nie uda… Tymczasem… Wprawdzie niedoskonały, ale to dopiero pierwsza próba. Udało się. Okazało się, że Picasa jest narzędziem bardzo prostym, dającym wiele możliwości. Wystarczy mieć kilka/kilkanaście wybranych zdjęć, przyda się odrobina pomysłu na minimum tekstu. No, i może jeszcze muzyka.

Czasem bywa, że boimy się nowego. Przecież zawsze może coś nie wyjść… To, co zrobimy może nie spełniać naszych oczekiwań… Możemy okazać się zbyt głupi na takie mądre rzeczy…  Może się okazać, że mamy za małe umiejętności informatyczne, aby się z czymś takim zmierzyć… A tu inni, wielu będzie to oglądać… Niełatwo jest pokonać taki… hmmm… jednak irracjonalny strach.

Staję przed Wami wraz ze swoim pierwszym pokazem w Picasie, dumna z siebie. Z tego, że pokonałam własne obawy. Trochę brakuje mi w czcionce polskich znaków (jeszcze nie wiem, jak to obejść), ale poza tym wyszło całkiem fajnie ;) Na kolejnym kółku blogowym spróbuję przekonać swoje dziewczynki o tym, że to naprawdę nie było trudne :)

Zapraszam Was w podróż do zrekonstruowanej przez mieszkańców wsi Winna Chroły we współpracy z pracownikami Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu szkółki. Zobaczycie w niej wyposażenie z lat trzydziestych, sześćdziesiątych, siedemdziesiątych… Materiał powstał podczas naszej projektowej wycieczki. Uczestniczyła w niej również absolwentka naszej szkoły – 86-letnia Pani Wanda, która odnalazła wśród zgromadzonych eksponatów wiele podobnych do tych, które pamiętała z lat szkolnych spędzonych w SP 12 w Białymstoku, w siedzibie, która mieściła się jeszcze przy ul. Polnej 8 (w budynku, w którym obecnie znajduje się Departament Edukacji). Pani Wanda uczyła się w czasach, gdy nasza szkoła była jeszcze szkołą żeńską. Jej obecność potwierdziła wiarygodność rekonstrukcji, którą mieliśmy szansę zobaczyć :)

YouTube Preview Image

Tłem pokazu jest melodia „Brukowane uliczki” pochodząca z płyty „Jest takie miejsce”, muz.: A. Marchel (wykorzystano za zgodą autorki)

 

20 kwi 2012

Radio na medal!

Przed kilkoma dniami odwiedziłam ze swoimi uczennicami siedzibę Polskiego Radia. Nie wiedziałam, że białostockie radio istnieje już 65 lat! Umówieni tam byliśmy z Panią redaktor Joanną Sikorą – skądinąd rozmowy telefoniczne, które z Nią prowadziłam, przepiękny, głęboki głos nie wskazywały na to, że będziemy mieć do czynienia z osoba tak młodą ;) Zadziwiła mnie bardzo serdeczna i ciepła atmosfera oraz ogromnie miłe nastawienie pracowników radia (niezależnie od pełnionej tam funkcji czy wykonywanych przez nich zadań) w stosunku do dzieci. Ponad godzinę zaglądaliśmy w różne zakamarki rozgłośni, podglądaliśmy pracę dziennikarzy. Nikomu nie przeszkadzało, że kręcimy się z kamerą wideo (wiwat, Tomek – nasz naczelny operator!!!), a Pani Joanna okazała nam mnóstwo cierpliwości. Z przyjemnością patrzyłam na ludzi, których pasjonuje to, co robią. Dzieci ponownie ( w rozmowie z Panem Piotrem Pacewiczem miały okazję usłyszeć o tym po raz pierwszy) przekonały się, że dobry dziennikarz to człowiek wszechstronny, pasjonat, a dobry wywiad to rozmowa, którą sam jestem naprawdę zaciekawiony. Podczas spotkania Pani Asia, pokazując narzędzia pracy dziennikarza radiowego, zaprezentowała nam fragmenty swojego reportażu „Historia pustego warsztatu. Krawiec”. Wspaniała, prawdziwa opowieść  człowieka, któremu wykonywany zawód wypełnił całe życie. Z prawdziwą przyjemnością po powrocie do domu wysłuchałam całości tej opowieści. Może i Wy dacie się namówić na kilka magicznych chwil spędzonych w świecie pewnego białostockiego krawca??? Zapraszam do wysłuchania REPORTAŻU PANI JOANNY SIKORY

css.php