Ostateczna wersja reportażu

Czerwiec 3rd, 2012 by karol3c

Stocznia Gdańska

Gdzie milczenie jest krzykiem

Reportaż! – pomyślał Stirlitz.

Stirlitz! – pomyślał reportaż.

(od lewej: Michał, Andrzej Jaworski, Karol, Tomek)

Rozmawiamy z Andrzejem Jaworskim – Posłem na Sejm, byłym prezesem Zarządu Stoczni Gdańskiej S.A., obecnym prezesem Fundacji Stoczni Gdańskiej.

Dźwigamy Temat: Czym się pan zajmował jako prezes ZSG S.A. w latach 2006 – 2008?

Andrzej Jaworski:Każdy prezes dużej firmy, zatrudniającej powyżej 1000 osób, zajmuje się logistyką, czyli sprawdza i odpowiada za to, jak funkcjonują poszczególne elementy. Krótko mówiąc – zarządza. Najważniejsze zadanie to pilnowanie budżetu, żeby na dany miesiąc były fundusze na wypłaty i podatki. Żeby jednak móc pieniądze wydać, należy je najpierw pozyskać. Jest to sprawa kontraktacji – zamawiania usług czy towarów przez firmy zewnętrzne, aby Stocznia na tym zarobiła i dała ludziom pracę oraz wynagrodzenie.

Stocznia Gdańsk S.A. to oddzielna od Stoczni Remontowej i Stoczni Północnej firma. Jest ona obecnie jedyną produkcyjną stocznią na terenie Polski. Jeszcze dwa lata temu były trzy takie zakłady. Remontowa jest stocznią, która też od czasu do czasu produkuje jakieś statki i robi to bardzo dobrze. Natomiast, jak sama nazwa mówi, zajmuje się ona remontowaniem statków. Stocznie produkcyjne byłyby w stanie taki remont przeprowadzić, jednak ich główna rola polega wytwarzaniu statków.
Były takie trzy: Stocznia Gdyńska, Stocznia Gdańska i Stocznia Szczecińska. W 2007 roku obecny i ówczesny premier D. Tusk poinformował, że zgodnie z wymogami UE musi dojść do rozliczenia tzw. pomocy publicznej. A co to jest pomoc publiczna? Należymy do UE i nie może być tak, że jakikolwiek zakład, zwłaszcza duży, otrzymuje pomoc od swojego rządu, bo to mogłoby naruszyć interesy innych podobnych firm.
DT: Taka ochrona konkurencji.
AJ: Dokładnie tak. W związku z powyższym, jeżeli jednak dochodzi do takiego wsparcia, UE stosuje sankcje. Stocznia Gdyńska i Stocznia Szczecińska otrzymywała dosyć dużą pomoc publiczną. W związku z tym obie miały spełnić wymogi, narzucone przez UE. Stocznia Gdańska nie otrzymywała takiej pomocy. Tak kombinowała, żeby sobie poradzić. W związku z dofinansowaniami rządu dochodziło do sporów. Na początku pojawiła się też informacja, że Stocznia Gdańska też otrzymała pomoc publiczną. Naszym głównym zadaniem jako zarządu było udowodnienie, że żadnej pomocy publicznej Stocznia nie dostała, w związku z czym nie musiała za bardzo redukować zatrudnienia czy mocy produkcyjnej. Jeżeli ktoś otrzymuje pomoc publiczną, UE wymaga, aby firma została sprywatyzowana, żeby ograniczyła produkcję i zredukowała załogę. Jest to rodzaj kary. Oczywiście w Europie okazało się, że właściwie nikt zakazu nie przestrzegał i zarówno Niemcy, Francuzi, jak i Hiszpanie zastosowali pomoc publiczną dla swojego przemysłu stoczniowego, a komisja Europejska nie była w stanie go wyegzekwować. W Polsce rząd D. Tuska najpierw ogłosił, że ma na Stocznię Gdyńską i Stocznię Szczecińską katarskiego inwestora. Później się okazało, że nikogo takiego nie ma. I nie było innego wyjścia, jak tylko i wyłącznie… przepraszam.
(telefon – przyp. red.)
No i mamy sytuację taką, że, w związku z powyższym…
DT: Stocznia w Szczecinie obecnie funkcjonuje?
AJ: Została zlikwidowana.

DT: Co było powodem odwołania pana w 2008 roku ze stanowiska prezesa ZSG S.A.?
AJ: Zmieniła się opcja polityczna. Na wniosek Pawła Adamowicza, prezydenta Miasta Gdańska i Donalda Tuska, premiera Rzeczypospolitej doszło do zmian w Zarządzie. Zostałem zwolniony politycznie, wystąpiłem do sądu, w sądzie wygrałem przywrócenie do pracy, ale w międzyczasie były wybory i zostałem posłem. Jako poseł nie mogę wypełnić wyroku sądu i dopiero, kiedy przestanę nim być, być może wrócę do zakładu.

DT: Czym zajmuje się Fundacja Stoczni Gdańskiej, której jest Pan prezesem?
AJ: Jest to fundacja, która została powołana w dwóch celach. Pierwszym jest pomoc dla byłych i obecnych stoczniowców SG S.A. poprzez organizowanie różnego rodzaju akcji nazwijmy to charytatywno-wypoczynkowych (festyny, fundowanie pomocy lekarskiej). Drugą rzeczą jest kultywowanie elementów związanych z wolnością, poszanowaniem demokracji i przede wszystkim takim pokazywaniem, że prawa człowieka, prawa obywatelskie są niezwykle istotne i że to wszystko ma swój początek w tym właśnie miejscu.

Tańczący z gołębiami

Pan Henryk wyszedł przed swój sklepik z pamiątkami i sypnął garść ziarna na chodnik. W tle przemknął młody dachowiec. Podfrunął gołąb. Wsparcie z powietrza dotarło po pięciu sekundach, tworząc pokaźny tłumek pod naszymi nogami.

Nawet miauczeć je nauczyłem”, śmieje się sklepikarz. „Wcześniej byłem stoczniowcem. Kiedyś w Stoczni pracowało 17 tys. ludzi”, wspomina. Teraz sprzedaje pamiątki przy słynnej bramie nr 2.

Nie wiadomo, jak długo interes będzie się kręcił. Wyrastający w okolicy pomnika trzech krzyży gmach zaczyna rzucać cień na spokojny żywot sklepikarza. Biuro Prasowe Europejskiego Centrum Kultury informuje, że brany jest pod uwagę pomysł handlu z turystami oryginalnymi fragmentami historycznych budynków. Pracowniczka Biura, Aleksandra Dulkiewicz, dodaje, że w powstającej siedzibie ECS znajdować się będzie sklepik z suwenirami.

Poza godzinami porannymi i popołudniowymi, kiedy przez bramę przeciska się tłum ludzi pracujących w tamtejszych zakładach, ruch jest mały. Ławeczki pod pomnikiem stoją puste. Jeśli już ktoś się zjawi, jest obcokrajowcem. Jednego dnia spotkaliśmy dwóch. Po pokonaniu bariery językowej, a w zasadzie akcentowej, dowiadujemy się, że przyjechał tydzień wcześniej do Polski i fotografuje budowę statków. Na pytanie, co najbardziej utkwiło mu w pamięci, odpowiada: “Smutni pracownicy”. Drugi turysta przyjechał z Portugalii. Od razu i bez zahamowań wchodzi w konwersację. Okazuje się, że wybrał się on na wycieczkę po krajach bałtyckich. Wygląda na podekscytowanego faktem zwiedzania tak historycznego miejsca. Z jego ust w nieprawdopodobnym tempie wyskakują życzliwe zdania, w których słowa “important”, “freedom” i “revolution” pojawiają się najczęściej. I, chociaż na Płw. Iberyjskim zimowa aura jest zgoła odmienna, spod pociesznej czapki uszatki Portugalczyka nie znikał szeroki, wesoły uśmiech. Na pożegnanie obdarzeni zostaliśmy jeszcze prostym, ale jakże ważnym zdaniem: I like the most żurek and pierogi!

Lubisz zdjęcia robić? No to cyk!

Pan Henryk nie ma powodów do nudy. Decyzją władz Gdańska nad historycznym wejściem do Stoczni przywrócono napis “Stocznia Gdańska im. Lenina”. 17.05.2012 r. kilku wychodzących stoczniowców obrzuciło napis balonami z farbą. Tego samego dnia sympatycy PiS-u i przedstawiciele innych organizacji prawicowych zorganizowali ponad 100-osobowy protest. Przeciwnicy zmiany obrzucili jajkami kontrowersyjny napis, a także zdjęcia Pawła Adamowicza, Donalda Tuska, Lecha Wałęsy i Stefana Niesiołowskiego. “Stoczniowcy już byli oburzeni i chcieli iść zrywać napisy na bramie nr 3, kiedy się okazało, że są one z plastiku i wytłumaczyliśmy pracownikom, że są one tylko na potrzeby filmu, który kręci Wajda. Byli oni mimo wszystko zbulwersowani, zwłaszcza ta starsza część załogi”, relacjonuje przed kamerą jeden z robotników.

DT: Czy mógłby nam Pan powiedzieć, o co chodzi z tym napisem, który powrócił nad bramę nr 2 do Stoczni?
AJ: Stocznia Gdańska na początku nazywała się po prostu Stocznią Gdańską. To był rok… niech sobie przypomnę… Wikipedia to jest też dobre narzędzie, tylko trzeba informacje weryfikować, bo są czasem nie do końca prawdziwe… ale to… o, to się zgadza. 15 kwietnia 1967 roku ówczesne władze PRL-u, chcąc przypodobać się wielkiemu sąsiadowi ze wschodu, postanowiły w całej Polsce ponadawać różnego rodzaju nazwy, m. in. w Gdańsku. Największy, najlepiej funkcjonujący zakład pracy, Stocznia Gdańska, otrzymała imię W. I. Lenina. W 1988 roku ten napis został przez stoczniowców zdjęty. To była wielka feta. Został on przywrócony do pierwotnej formy, tej najbardziej historycznej. No i nagle się okazało, że na 15-lecie likwidacji tego napisu władze Gdańska postanowiły go przywrócić. Wiele środowisk się na to nie zgadza. Według sondaży przez nas zamówionych, 80% gdańszczan jest przeciwko.
DT: Czyli nie jest to tylko na czas filmu.
AJ: Oczywiście, że nie, dlatego, że Wajda w ogóle tutaj nie kręcił tego typu ujęć. Problemem był ten budynek z tyłu za trzema krzyżami (ECS, za Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 – przyp. red.), więc tam wykorzystywane były różne rodzaju przebitki itd. Kiedy kręcono wychodzących ze Stoczni ludzi, kamera była tak nakierowana, że widać było tylko ich, bramę i
prześwit między budynkami.

Pół godziny przed protestem jesteśmy na miejscu. Widzimy zdezorientowanego oficera, którego krwiożerczy dziennikarze zasypują pytaniami. Policja zabezpiecza miejsce manifestacji. Od stojących opodal ludzi słyszymy jednak, że została ona wezwana wcześniej. Podobno zgłoszono, że ktoś obrzucił napis nad bramą balonami z farbą. Rzut oka na beton i na bramę – chodnik i napis zdobią różowe i niebieskie plamy.

Natknęliśmy się na operatorów kamery kręcących zdarzenia rozgrywające się pod Stocznią. Gapie nie byli raczej zachwyceni ich obecnością, bo telewizja “znowu będzie kłamać”. Mieliśmy szczęście, że nie mieliśmy ze sobą kamery i logo TVN.

Wyskakuję na nich z komórką i mówię <<Lubicie zdjęcia robić? No to cyk!>>”, żwawo gestykulując opowiada czekający na demonstrację stary stoczniowiec.

Sad workers” – angry workers

W sali BHP Stoczni Gdańskiej regularnie odbywają się odczyty, debaty i dyskusje społeczne. Tutaj w czasie ostatniej burzy medialnej i politycznej omawiano wady i zalety podpisania umowy ACTA. Tutaj odbyła się konferencja na temat zagrożeń związanych z energetyką jądrową. Tutaj debatują lokalni politycy. Jednak aż 65% ankietowanych przez nas gdańszczan nie wiedziało, że w 2009 roku ten teren odwiedzili członkowie Komitetu UNESCO. “Względy historyczne i oryginalność miejsca stanowią całość unikalną na skalę światową”, powiedział wtedy sekretarz generalny Polskiego Komitetu ds. UNESCO, Sławomir Ratajski. Chodzi m.in. o XIX-wieczne zabudowania Stoczni Cesarskiej. Sporządzony wówczas raport mówił jasno: „Władze miasta muszą podjąć starania dla zachowania rangi tego miejsca.”

DT: Czy wiedział pan o planach wpisania Stocznia Gdańska na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO?
AJ: Tak, wiedziałem i bardzo to popierałem. Niestety decyzja władz Miasta Gdańska zaprzepaściła taką szansę.
DT: Zaprzepaściła? W jaki sposób?
AJ: Aby wpisać dany obiekt urbanistyczny (na listę – przyp. red.), musi być zachowana cała dotychczasowa struktura budynków, zwłaszcza historycznych. Decyzją władz Miasta, prezydenta Pawła Adamowicza, cześć budynków historycznych została wyburzona, co powodowało protesty stoczniowców i historyków sztuki. Zniszczenie tych obiektów zaskutkowało tym, że Stocznia Gdańska nie mogła zostać wpisana na listę ŚD UNESCO.
DT: Jakie obiekty? Chodzi może o stoczniową stołówkę?
AJ: Również, ale to był akurat najbardziej współczesny zabytek. Zburzony został np. dom byłego dyrektora Stocznia Gdańska z początku XIX w.

Była stołówka, ale rozebrali”, słyszymy od kioskarza przy bramie nr 2. Kiedy? Kilka lat temu. Idziemy po bruku, przecinamy tory działającej kiedyś kolejki. Mijamy kolejne ruiny. Zaciekawieni zbliżamy się do murowanej hali piętnaście metrów dalej. Chcemy wejść do środka. „Obawiam się o stan dachu”, mówi jednak Michał. „Obawiam się o stan schodów”, dodaje Tomek. „Obawiam się o stan”, kończę. Po przejściu kolejnych kilku metrów zauważamy żółtą tablicę z równiutką, błyszczącą informacją, że „BUDYNEK GROZI ZAWALENIEM”. Przykry widok dla robotników, którzy spędzili tu swoje najlepsze lata. Zaczynamy rozumieć frustrację tych ludzi.


DT: Jak to się stało, że tereny Stoczni zostały podzielone?
AJ: To jest tak. Stocznia Gdańska Remontowa i należąca do niej Stocznia Północna od zawsze były niezależnymi firmami. Natomiast ten cały teren, na który mamy widok za szybą, to była kiedyś Stocznia Gdańska. Tu gdzie jest np. ten “bunkier” odbywała się normalna produkcja stoczniowa. Za czasów, kiedy przewodniczącym NSZZ Solidarność w Stoczni Gdańskiej był Jerzy Borowczak, w sposób niewyjaśniony doszło do przejęcia Stoczni Gdańskiej przez Stocznię Gdyńską. Wtedy szefem, właścicielem i prezesem Stoczni Gdyńskiej był niejaki pan Szlanta. On doprowadził do przejęcia Stoczni Gdańskiej, płacąc za nią pieniędzmi, które były na koncie Stoczni Gdyńskiej. To była wielka awantura, polegająca na tym, że miał wiedzę, jaką kwotą dysponuje SG S.A. To było kilkadziesiąt milionów zł. Wtedy ten milion miał zupełnie inną wartość. On pożyczył z banku na jeden czy dwa dni tak dużą kwotę pieniędzy, po czym kupił SG S.A. i pieniędzmi z jej kasy spłacił kredyt. Następnie te tereny, które są tutaj za nami, sprzedał, wprowadził Synergię. Spółkę, która te tereny sprzedała różnego rodzaju firmom zagranicznym. W ten sposób SG S.A. i jej pracownicy stracili kilkaset milionów złotych. Sprawa trafiła na policję i prokuraturę. Do tej chwili trwa. Nie wiemy, jaki będzie jej finał. Stocznia funkcjonuje obecnie na małej części terenu z dala od centrum.
DT: Co się stało ze sprzedanymi gruntami? Wiemy, że funkcjonuje tam na przykład zakład Sunreef Yachts, jest jakaś firma Odys od części metalowych. Jakaś firma paintballowa zajęła sobie jeden budynek i ma tam pole paintballowe. Co tam się dzieje? Pan wie może, ilu tam jest obecnie właścicieli?
AJ: Nie, ponieważ my, byli stoczniowcy i osoby związane ze Stocznią Gdańską, uważamy, że te tereny zostały przejęte niezgodnie z prawem i wcześniej czy później uda się je odzyskać, a osoby odpowiedzialne za przekręt poniosą odpowiedzialność. A to, czy to się uda, czy nie, to jest już zupełnie inna sprawa. Te tereny były kilkakrotnie sprzedawane, prawo nie zadziałało tak, jak powinno zadziałać. W związku z tym dzieją się tam takie rzeczy, jak mówicie, ale też takie, jak na przykład ten tutaj powstający “bunkier” lub planowany hipermarket.
DT: “Bunkier”?
AJ: No a popatrzcie (na Europejskie Centrum Solidarności budowane za oknem – przyp. red.), jak to wygląda.
DT: A co tam ma być?
AJ: No, tego do końca nie wiem. To jest inwestycja Miasta Gdańska… budowana bez okien tak naprawdę. No… może mieć jakieś funkcje obronne (wspólny śmiech).
DT: Czyli część terenów postoczniowych przestała pełnić swoją funkcję, dlatego że zostały…
AJ: zagrabione.
DT: A w którym roku to się stało?
AJ: W 1998 r.
DT: To jest 14 lat. A ile czasu trwa sprawa w sądzie?
AJ: Od samego początku. Tam jest dość skomplikowana sytuacja, dlatego że skarb państwa nie był zainteresowany prowadzeniem tej akcji, więc prowadzą ją poszczególni właściciele, czyli akcjonariusze. Pracownicy SG S.A. otrzymali akcje ze względu na to, że byli pracownikami. Oczywiście w jakimś tam minimalnym składzie, ale oni mają prawo do działania. Oni się czują oszukani. Akcje straciły na wartości, bo ktoś ograbił ich zakład.

Wchodzimy na teren jednej z tutejszych małych spółek. Robotnicy z różowymi zatyczkami w uszach zajęci są przerzucaniem metalowych części z ciężarówki do kontenera. „Firma Odys – walcowanie blach”, informuje niebieska tablica. Młodsi pracownicy nie są rozmowni. Dowiadujemy się tylko, że produkują tutaj konstrukcje stalowe. Wysyłają nas do pana Ludwika, starego stoczniowca. Od niego słyszymy: „No, wszystko kiedyś było. W latach 70. to wszyscy się na Stoczni żywili. Robotnicy trochę, ale i partia, milicja.” W słowo wpadł mu kierowca ciężarówki: „Stocznia? Napiszcie, że to największe dziadostwo, jakie może być! Jaki kraj z dostępem do morza pozbywa się stoczni?!”

 

Wyspa

Natrafiamy na coś przypominającego znak drogowy. „Subiektywna linia A”, czytamy. Kawałek dalej kolejny znak. Idziemy. Po chwili docieramy do siedziby Instytutu Sztuki Wyspa. Z Wikipedii dowiadujemy się, że został on założony w 2004 roku i jest prowadzony przez Fundację Wyspa Progress w Gdańsku. Zajmuje się zagadnieniami współczesnej kultury artystycznej. Wchodzimy przez drzwi do starego budynku. Na klatce schodowej stoi kilka rowerów. Z przodu duża sala, w kórej trwają przygotowania do jakiejś wystawy, z prawej strony bar, z lewej przeszklone drzwi do pomieszczenia pełnego książek, ulotek i folderów. Popychamy niepewnie ciężkie, metalowe drzwi do prawie pustego lokalu. Rudowłosa dziewczyna siedzi za kontuarem. Na ruch nie narzeka. „Czasem popołudniami są w barze takie tłumy stoczniowców, że nie mogą się pomieścić”, opowiada. Słyszymy, że wieczorami na terenie stoczni można spotkać lisy, zające, a nawet dziki. Dowiadujemy się też o tajemniczym wybuchu kilka lat temu, w trakcie którego zniszczona została połowa budynku. Zginął wtedy jeden funkcjonariusz Straży Przemysłowej.

Kierowani wskazówkami naszej rozmówczyni wchodzimy na górę i pukamy do drzwi. Cztery osoby, na oko studenci, witają nas i z zainteresowaniem słuchają o naszym zadaniu. Opowiadają nam trochę o tym, czym się zajmują, m. in. o Subiektywnej
Lini Autobusowej. Znaki, które widzieliśmy po drodze, są przystankami na trasie starego „ogórka” – autobusu, którym wożone są wycieczki po Stoczni. Przewodnik, były stoczniowiec, umila czas opowieściami i dba o to, by historia nie zginęła.

Artyści nie wiedzą jednak nic więcej na temat eksplozji. „A, tak. Coś wybuchło. Coś chyba na <<ace…>>”. Zaopatrujemy się za to na miejscu w różnego rodzaju foldery i informatory na temat prac i wystaw awangardowej sztuki współczesnej. Niewiele da się zrozumieć.

 

Subiektywny ogórek

Wycieczka duńskich pracownic stoczni zatrzymała się akurat przy rzekomym warsztacie Lecha Wałęsy i ogląda na ten temat film. Podchodzimy do dwóch dziewczyn stojących przy autobusie, Kasi i Agaty. Jak się okazuje, pracują w Instytucie i zajmują się m. in. oprowadzaniem wycieczek. Mówią, że projekt cieszy się dużym powodzeniem. Aby poznać historię, nie tylko gdańszczanie są gotowi wydać 7 zł. Przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Ale nie tylko. „Przychodzą rodzice z dziećmi. Ja tu przyprowadzałam rodziców, przyprowadzałam znajomych. Dużo młodych ludzi nas odwiedza”, mówi Agata. Słyszymy też, że trzy dni wcześniej była tu wycieczka z Łodzi, która chciała zobaczyć sam pomnik. Przypadkiem zauważyli Subiektywną Linię i postanowili się przejechać. „Mi się wydaje, że opowiadamy coś fajniejszego, coś takiego bardziej przystępnego. Nie rzucamy jak głupi datami, tylko po prostu staramy się opowiedzieć to tak, żeby było ciekawie. Mamy sporo młodych ludzi z zagranicy, którzy mówię nie mają pojęcia, dopiero po tej wycieczce mówią, <<ale wy macie fajną historię>>”, emocjonuje się studentka. Mieszkała w Warszawie, jednak wyjechała do Gdańska studiować psychologię. Jest zakochana w naszym mieście. Jej ojciec uważa, że powinniśmy płacić wyższe podatki za to, że mieszkamy w tak pięknym miejscu.

Odesłani zostajemy do pana Jana, byłego stoczniowca, obecnie dorabiającego sobie jako przewodnik.

Autorem idei Subiektywnej Linii Autobusowej był profesor gdańskiej ASP Grzegorz Klaman. Trzy lata temu IS Wyspa udało się zrealizować pierwszy kurs „ogórka”. Panu Janowi bardzo podoba się ta praca. Z zaangażowanie opowiada nam, że w pomieszczeniu obok pracował Lech Wałęsa po internowaniu go przez władze PRL-u. Pracowali wcześniej razem na wydziale W4 przez 10 lat. „Jak my szliśmy z wydziału W3, tam, gdzie dźwig stoi teraz, to go w oknie widzieliśmy i nieraz mu kiwnęliśmy ręką, jak pracował”, opowiada przewodnik. „Jasiu, ty powiedz im, że tu taki pracował, co chce pałować związkowców!”, słyszymy nagle od jednego z przechodzących obok panów. „Powiedz to tym młodym ludziom. To tak, jakby mnie chciał pałować, jego chciał pałować, a ja z nim pracowałem. Gnojka wprowadziliśmy na to stanowisko, że jest teraz bogaczem”, dodaje drugi. Nawiązuje się słowny pojedynek. Pan Jan dzielnie broni się, że on opowiada o historii. Nas informuje, że tamci to chorzy ludzie są. „Ten, co był łysy, teraz na emeryturze jest. Pracował tu. Ja znam ich wszystkich. Myślałem, że Adamowicza zatłuką, jak on tu przywrócił ten napis <<im. Lenina>>. Też się z nimi wszystkimi pokłóciłem, ale to są ludzie ci, co ich w telewizji pokazują. Ci, co opony palą, co kijami biją. I Wałęsa nie chce mieć nic z nimi do czynienia. Sam powiedział, że by wziął pałę, bo żeby premiera nie wypuścić, żeby zamknąć cały sejm, to powinna milicja ruszyć, znaczy policja, a oni zablokowali, za…tego i z kijami… Któryś Suskiego z PO wziął i kijem go po głowie, bo chciał przejść. No, i to są właśnie tacy ludzie.”, denerwuje się pan Jan.No i Wałęsa powiedział, że tak by pałę wziął i poszedł i tego. Za komuny, jak cię dorwali, na przesłuchanie szłeś i na drugie piętro, ścieżka zdrowia. No a teraz to się nie dzieje nic, niech głupio nie mówią. Sejm wybrany demokratycznie. Będą nowe wybory, jak wygrają, niech rządzą.

DT: Czy wiedział Pan o czymś takim jak IS Wyspa.
AJ: Tak, byłem tam nawet raz.
DT: Wie pan, że na terenach wykupionych przez prywatnych właścicieli funkcjonuje coś takiego, jak Subiektywna Linia Autobusowa. Miał pan okazję przejechać się tą linią?
AJ: Nie, ale słyszałem o niej. IS Wyspa jest instytucją niezależną i nie jest właścicielem tych terenów, na których funkcjonuje. Instytut chyba dostaje je lub dzierżawi od miasta.
DT: Dzierżawi? To znaczy, że płaci za to?
AJ: Nie, miasto może różnego rodzaju instytucjom wynająć coś bezpłatnie, więc podejrzewam, że to jest tego typu układ. Oni rzeczywiście robią różnego rodzaju wystawy i instalacje na terenie postoczniowym, ale to są elementy, które są trochę w oderwaniu od rzeczywistego działania firmy jako takiej.Dochodzi tam też do wielu rzeczy, które są właściwie bardziej mitami, niż rzeczywistością, bo tak naprawdę np. Wałęsa nigdy nie był w stanie wskazać, gdzie przez płot przeskoczył. Nie ma takiego miejsca. Jakbyście kogokolwiek zapytali o udokumentowane miejsce, gdzie Wałęsa przeskoczył przez płot, no to nikt tego nie wie. Nawet on sam tego nie wie, natomiast kiedy wycieczki są tam oprowadzane, to przewodnik opowiada, że Wałęsa w tym miejscu przeskoczył przez płot, mimo że np. wcześniej tam płotu w ogóle nie było. Elektrycy, z którymi mam tam jakiś kontakt twierdzą, że w pokazywanym warsztacie pracy Wałęsy, Lecha nie było ani razu. Ale turyści lubią pewne rzeczy. Podobnie z tym filmem. Jest to kolejny jakiś element takiego budowania mitu. Np. pani Krzywonos nigdy nie zamykała bramy, a w filmie jest tą właśnie osobą, która zamyka bramę i organizuje strajk. A ponieważ my żyjemy obrazkami, to te obrazki w jakiś sposób wchodzą świadomość i stają się rzeczywistością, mimo, że są tylko częścią mitu.
DT: Czy uważa Pan, że działania ISW wychodzą na dobre gdańszczanom.
AJ: Każda instytucja, która chce coś robić i robi to, jest rzeczą pożądaną.
DT:Ale czy tutaj konkretnie, na terenie SGda?
AJ: W tej chwili dobrze, że tu funkcjonują, bo inaczej by tu tylko wiatr hulał, nie byłoby żadnych elementów innych. Ja uważam, że tego typu instytucja w momencie, kiedy znalazła sobie miejsce, które i tak było niezagospodarowane, daje mu jakieś życie.
DT: A co się z nią stanie, jeżeli SGda odzyska te tereny?
AJ: To jest kwestia tego typu, że to jest trudne, nierealne. Większy problem będzie miała ta instytucja, kiedy właściciele stwierdzą, że zaczną budować apartamentowce, co już jest przygotowywane, także to jest dla nich główne zagrożenie.
DT:Pan, rozumiem, uważa, że w tym miejscu powinna być nadal prowadzona produkcja stoczniowa, tak?
AJ: Nie da się już tego zrobić, żeby w tym miejscu ruszyła produkcja stoczniowa z dwóch względów. Chociażby ten obiekt, który tutaj mamy (znów ECS – przy. red.) warty kilkaset mln zł – nikt go nie zburzy. No nie ma takiej możliwości.
DT: Co zatem wg pana powinno się tu pojawić?
AJ: Tu musi powstać rzeczywiście Nowe Miasto.
DT: Czyli teren rekreacyjny, turystyczny itp., tak?
AJ: Tak, przyciągający turystów. Natomiast ważną rzeczą jest to, aby własność została odzyskana. W formie gruntów albo w formie finansowej. Więc niezależnie od wszystkiego właściciele powinni odzyskać to, co im zostało zabrane. Przynajmniej jako odszkodowanie. Ale ten teren, który tutaj jest, nie może być zabudowywany takimi dziwnymi instalacjami. Ja tak naprawdę nie spotkałem nikogo, komu by się to podobało. Każda nowa instalacja, która jest budowana w Europie czy na świecie… to są perełki architektoniczne, które mają przyciągać turystów. Wokół tego powstają jakieś parki, skwery, knajpki. miejsca spotkań itd. Kurczę, a to jest raczej czymś, co odstrasza ludzi.
DT: W momencie, w którym ta część SG S.A. została wykupiona przez mniejsze firmy i spółki, część stoczniowców straciła pracę?
AJ: Duża część stoczniowców.
DT: Jaka to jest część mniej więcej? Ile osób tam pracowało i ile pracuje obecnie?
AJ: W latach 90. w samej Stoczni Gdańskiej pracowało tam kilkanaście tys. ludzi. O Remontowej i Północnej w ogóle nie mówimy, to są zupełnie odrębne zakłady. One również zatrudniają kilka tysięcy osób.
DT: Co się stało z tymi stoczniowcami, którzy zostali zwolnieni?
AJ: To samo, co ze wszystkimi pracownikami, którzy stracili pracę.
DT: Część z nich znalazła zatrudnienie w tych małych spółkach powstałych na wykupionym terenie?
AJ: Mało prawdopodobne, bo w tamtej chwili nie powstały jeszcze wspomniane małe spółki. One powstały znacznie później.
DT: Ale część z nich znalazła jakieś zatrudnienie. Rozmawialiśmy z panem Janem, który pracował właśnie w SG S.A. 30 lat. Opowiadał, że przez 10 lat pracował wraz z Lechem Wałęsą na W4. On po zwolnieniu pracował w Remontowej, Północnej i Gdyńskiej. Teraz jest na urlopie, czeka do emerytury i oprowadza po Subiektywnej Linii Autobusowej wycieczki.
AJ: No tak, tylko że mało kto ma taką szansę, żeby oprowadzać wycieczki. Trzeba być w czepku urodzonym.
DT:Czyli osoby przyjęte do pracy w innych stoczniach miały szczęście?
AJ: Tak, to było szczęście.

Tomasz Pączkowski

Karol Węska

Michał Piłat

Maj 18th, 2012 by karol3c

Karol, Tomek i Michał wraz z Andrzejem Jaworskim

Dzisiaj spotkaliśmy się z panem posłem. Poniżej zamieszczamy zapis ze spotkania.

Wywiad z p. posłem Andrzejem Jaworskim 18.05.2012 r.

Karol Węska: Ja może przedstawię jeszcze raz. Jesteśmy z Gim. Nr 18 i robimy reportaż na temat Stoczni Gdańskiej. Karol Węska, Michał Piłat, Tomek Pączkowski. Dowiedzieliśmy się, że pan był prezesem Zarządu Stoczni Gdańskiej.
Andrzej Jaworski: Tak jest.
KW: W latach..?
AJ: 2006 – 2008… chyba marzec 2006 – marzec 2008.
KW: Czym się Pan zajmował jako prezes Zarządu Stoczni Gdańskiej?
AJ: Każdy prezes każdej dużej firmy, która zatrudnia powyżej 1000 osób, zajmuje się przede wszystkim logistyką, czyli sprawdza i odpowiada za to, jak funkcjonują poszczególne elementy. Czyli – tak krótko mówiąc – zarządza. Każda duża firma, zwłaszcza Stocznia, składa się z niesamowitej liczby różnego rodzaju wydziałów, komórek, osób, które odpowiadają za to, żeby ten cały organizm funkcjonował. Najważniejsze zadanie to pilnowanie budżetu. Pilnowanie, żeby na dany miesiąc były pieniądze na wypłaty, podatki. Żeby je jednak móc wydać, należy je najpierw pozyskać. Jest to sprawa kontraktacji – zamawiania usług czy towarów przez firmy zewnętrzne, abyśmy my na tym zarobili i dali ludziom pracę oraz wynagrodzenie.
KW: Pan był prezesem Zarządu Stoczni Gdańskiej S.A. To jest oddzielna firma od Stoczni Remontowej i Stoczni Północnej.
AJ: Tak jest. Stocznia Gdańsk S.A. to jest w tej chwili jedyna Stocznia na terenie Polski, bo jeszcze dwa lata temu były trzy duże stocznie produkcyjne. Remontowa jest stocznią, która też od czasu do czasu produkuje jakieś statki i robi to bardzo dobrze. Natomiast, jak sama nazwa mówi, powstała ona jako stocznia remontowa. Każdy statek, tak jak samochód, wymaga przeglądu, wymaga napraw, różnego rodzaju zmian i stocznie remontowe wyspecjalizowane są w robieniu tego typu elementów. Natomiast stocznie produkcyjne nie zajmowały się remontami, chociaż oczywiście, jakby jakieś statek do remontu przyszedł, to w zależności od sytuacji też mogłyby taki remont przeprowadzić. Główna działalność polega jednak na produkcji statków.
KW: Pan powiedział, że jest to jedyna w tej chwili stocznia produkcyjna w Polsce…
AJ: Tak. Były trzy stocznie: Stocznia Gdyńska, Stocznia Gdańska i Stocznia Szczecińska. W 2007 roku obecny i ówczesny premier Donald Tusk poinformował, że zgodnie z wymogami UE musi dojść do rozliczenia tzw. pomocy publicznej. A co to jest pomoc publiczna? Jesteśmy w ramach UE i nie może być tak, że jakikolwiek zakład, zwłaszcza duży, dostaje jakąkolwiek pomoc od swojego rządu, bo to mogłoby naruszyć interesy innych podobnych zakładów w UE.
KW: Taka ochrona konkurencji.
AJ: Dokładnie tak. W związku z powyższym, jeżeli dochodzi do tego, że z różnych względów rząd postanawia pomóc jakiejś firmie, UE stosuje sankcje. I rzeczywiście była sytuacja taka, że SGdy i SSz otrzymywała dosyć dużą pomoc publiczną. W związku z powyższym obie te stocznie miały spełnić pewne warunki, postawione przez UE.
KW: A SGdy nie otrzymywała tej pomocy. Dobrze sobie radziła.
AJ: No, można tak powiedzieć. Tak kombinowała, żeby sobie poradzić. I na tle tej pomocy publicznej dochodziło do sporów, dlatego że na początku pojawiła się też informacja, że SGda też otrzymała pomoc publiczną, natomiast naszym głównym zadaniem jako zarządu w tym nietypowym zakresie działalności było to, że udowodniliśmy, że żadnej pomocy publicznej SGda nie dostała, w związku z czym nie musiała za bardzo redukować zatrudnienia czy mocy produkcyjnej. Jeżeli ktoś otrzymuje pomoc publiczną, UE wymaga, aby firma została sprywatyzowana, żeby ograniczyła produkcję i zredukowała załogę. To jest niejako taka kara za to, że ktoś otrzymał pomoc publiczną. Oczywiście w Europie okazało się, że tak naprawdę nikt tego nie przestrzegał i zarówno Niemcy, Francuzi, jak i Hiszpanie zastosowali pomoc publiczną dla swojego przemysłu stoczniowego, a komisja Europejska nie była w stanie tego zakazu wyegzekwować.  W Polsce doszło do sytuacji, że rząd D. Tuska najpierw ogłosił, że ma na SGdy i SSz inwestora. To była taka afera z katarskim inwestorem, którego nikt nie widział. Później się okazało, że nikogo takiego nie ma. I nie było innego wyjścia, jak tylko i wyłącznie… przepraszam.
(telefon – przyp. red.)
No i mamy sytuację taką, że, w związku z powyższym…
KW: Stocznia w Szczecinie obecnie funkcjonuje?
AJ: Została zamknięta.
KW: Sprywatyzowana?
AJ: Nie, zlikwidowana.
KW: Ale teren należy do państwa?
AJ: Teren… jakby to powiedzieć… zarówno w Gdyni jak i w Szczecinie został przejęty i jest nadzorowany przez Agencję Rozwoju Przemysłu. Została stworzona specjalna ustawa, która powołała Zarządcę Kompensacyjnego. Pierwszy raz użyto tych trudnych nazw. I ten Zarządca miał za zadanie sprzedać całe wyposażenie, wszystkie tereny, zarówno SGdy jak i SSz.
KW: Czyli tych stoczni się już nie da uratować?
AJ: Nie da się ich już uratować, bo zostały zlikwidowane raz na zawsze.
KW: W chwili obecnej SGda ma jakieś zamówienia?
AJ: Cały czas produkuje statki. Inaczej nie miałaby pieniędzy na pracowników, na utrzymanie.
KW: A Stocznia Północna czym się zajmuje?
AJ: Stocznia Północna to jest zupełnie niezależna stocznia, która należy do grupy Stocznia Gdańska Remontowa. Prawdę mówiąc nie wiem, czym w tej chwili się zajmuje. Kiedyś związana była z produkcją specjalną jakichś jednostek na potrzeby wojska, policji.
KW: A czym zajmuje się Fundacja Stoczni Gdańskiej, której jest Pan prezesem?
AJ: FSG to jest fundacja, która została powołana w dwóch celach. Pierwszy to jest pomoc dla byłych i obecnych stoczniowców SGda poprzez organizowanie różnego rodzaju akcji nazwijmy to charytatywno-wypoczynkowych, nazwijmy to w ten sposób, czyli festyny, fundowanie różnego rodzaju pomocy lekarskiej dla tych, którzy tego potrzebują. A drugą rzeczą jest nawiązanie do idei tego, że tu w SGda rozpoczęła się cała ta akcja wyzwolenia i odbudowania niepodległości zarówno w Polsce, jak i w Europie Śr. Wsch. I to jest właściwie kultywowanie tych elementów związanych z wolnością, poszanowaniem demokracji i przede wszystkim takim pokazywaniem, że prawa człowieka, prawa obywatelskie są niezwykle istotne i że to wszystko ma swój początek tu, w tym miejscu.
KW: Jak to się stało, że Stocznia i jej tereny zostały podzielone?
AJ: To jest tak. SGR i należąca do niej SPłn od zawsze były niezależnymi firmami. To jest zupełnie coś innego. Natomiast tutaj tak, jak teraz mamy widok za szybą, to była kiedyś SGda. Cały ten teren był SGda. Tu gdzie jest np. ten “bunkier” i tu była normalna produkcja stoczniowa. Za czasów, kiedy przewodniczącym NSZZ Solidarność w SGda był Jerzy Borowczak, w sposób niewyjaśniony doszło do takiej sytuacji, że SGda została przejęta przez SGdy. Wtedy szefem, właścicielem i prezesem SGdy był niejaki pan Szlanta. I on doprowadził do sytuacji takiej, że przejął SGda płacąc za nią pieniędzmi, które były na koncie SGda. To była wielka awantura afera polegająca na tym, że miał wiedzę, już teraz kwoty nie pamiętam, że była jakaś kwota na koncie SGda.
KW: Jaki to jest rząd wielkości?
AJ: Kilkadziesiąt milionów zł na ówczesne lata, bo wtedy ten milion miał zupełnie inną wartość. Więc on pożyczył z banku na jeden czy dwa dni tak dużą kwotę pieniędzy, po czym kupił SGda i pieniędzmi z kasy SGda spłacił ten kredyt, który uzyskał. Następnie te tereny, które są tutaj za nami, sprzedał, wprowadził taką spółkę, która się nazywała Synergia. A ta spółka te tereny sprzedała różnego rodzaju firmom zagranicznym. I w ten sposób SGda i jej pracownicy stracili miliony złotych co najmniej, bo to są tereny warte kilkaset milionów złotych. Sprawa była bardzo skomplikowana, trafiła do wszelkiego rodzaju służb. Na policję, prokuraturę. Do tej chwili ta sprawa trwa. Nie wiemy, jaki będzie jej finał.
KW: Czyli SGda została podzielona na SGda, która nadal pełniła funkcję stoczniową…
AJ: Nie. SGda to była SGda. Jak tam jesteśmy mniej więcej w tamtą stronę, to był jeden wielki teren SGda. W pewnym momencie po zakupie SGda przez SGdy, ta część najbliższa centrum miasta została sprzedana, a stocznia funkcjonuje na małej części tam  z tyłu.
KW: Rozumiem. I teraz ta część, która została sprzedana. Co się z nią stało? Wiemy, że funkcjonuje tam na przykład zakład Sunreef Yachts, jest jakaś firma Odys od części metalowych. Jakaś firma paintballowa zajęła sobie jeden budynek i ma tam pole paintballowe. Co tam się dzieje? Pan wie może, ilu tam jest obecnie właścicieli?
AJ: Nie, ponieważ my, byli stoczniowcy i osoby związane z SGda, uważamy cały czas, że te tereny zostały przejęte niezgodnie z prawem i wcześniej czy później uda się doprowadzić do tego, że właściciel je odzyska, a osoby odpowiedzialne za ten przekręt poniosą odpowiednie konsekwencje. A to, czy to się uda, czy nie, to jest już zupełnie inna sprawa. Te tereny były kilkakrotnie sprzedawane, prawo nie zadziałało tutaj tak, jak powinno zadziałać. W związku z powyższym dzieją się tam różne rzeczy, Takie, jak mówicie, ale też takie, jak na przykład ten tutaj powstający “bunkier”. Ma podobno też tam być hipermarket itd.
KW: “Bunkier”?
AJ: No a popatrzcie (na Europejskie Centrum Solidarności budowane za oknem – przyp. red.), jak to wygląda.
KW: A co tam ma być?
AJ: No, tego do końca nie wiem. To jest inwestycja Miasta Gdańska… budowana bez okien tak naprawdę. No… może mieć jakieś funkcje obronne (wspólny śmiech).
KW: Faktycznie, tak przypomina. Słyszał Pan na pewno o tym pożarze w zakładzie produkcyjnym Sunreef Yachts. Wie Pan, co tam się stało?
AJ: Najprawdopodobniej, ale to nie jest sprawdzone, zapaliły się opary lakieru. Te jachty były dość mocno lakierowane. Jeżeli w pomieszczeniu z nimi wysiądzie wentylacja, to te opary powodują, że wystarczy zapalić gdzieś światło, aby doszło do pożaru. Najprawdopodobniej to się stało, ale tego nie wiem, trzeba by było sprawdzić.
KW: Czyli cześć terenów postoczniowych przestała pełnić swoją funkcję, dlatego że zostały…
AJ: zagrabione.
KW: A w którym roku to się stało? Zakup przez SGdy i odsprzedaż prywatnym właścicielom.
AJ: Nie będę was wprowadzał w błąd… zaraz przypomnę sobie tę datę.
(Z pomocą spieszy leżący na biurku tablet i Wikipedia. Dzwoni telefon. Po krótkich ustaleniach z niejakim panem Arturem, pan poseł prosi go o pomoc.)
Słuchaj, pamiętasz, w którym roku powstała Synergia, bo nie mogę znaleźć? …czy ósmym właśnie, bo mam wątpliwości? Mhm… ósmym, masz rację. Mam, na Wikipedii znalazłem. Dziewięćdziesiątym ósmym, dokładnie. No widzisz. Trzymaj się, hej.
Możemy. 1998 r.
KW: To jest 14 lat. A ile czasu trwa sprawa w sądzie?
AJ: Od samego początku. Tam jest dość skomplikowana sytuacja, dlatego że skarb państwa nie był zainteresowany prowadzeniem tej akcji, więc prowadzą ją poszczególni właściciele, czyli akcjonariusze. Pracownicy SGda otrzymali tak jak pracownicy inncyh zakładów pracy akcje ze względu na to, że byli pracownikami. Oczywiście w jakimś tam minimalnym składzie, ale oni mają prawo do działania. Oni się czują oszukani Akcje straciły na wartości, bo ktoś ograbił ich zakład.
KW: Czy wiedział pan o planach wpisania SGda na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO?
AJ: Tak, wiedziałem i bardzo to popierałem. Niestety decyzja władz Miasta Gdańska zaprzepaściła taką szansę.
KW: Zaprzepaściła? W jaki sposób?
AJ: Aby wpisać dany obiekt urbanistyczny (na listę – przyp. red.), musi być zachowana cała dotychczasowa struktura budynków, zwłaszcza historycznych. Decyzją władz Miasta, prezydenta Pawła Adamowicza, cześć budynków historycznych została wyburzona, co powodowało protesty stoczniowców i historyków sztuki. Zniszczenie tych obiektów zaskutkowało tym, że SGda nie mogła zostać wpisana na listę ŚD UNESCO.
KW: Jakie obiekty? Chodzi może o stoczniową stołówkę?
AJ: Również, ale to był akurat najbardziej współczesny zabytek. Zburzony został np. dom byłego dyrektora SGda z początku XIX w. (Telefon.)
KW: Czy mógłby nam Pan powiedzieć, o co chodzi z tym napisem, który powrócił nad bramę nr 2 do Stoczni?
AJ: SGda, kiedy powstała, nazywała się “Stocznia Gdańska” i to było wszystko. Niech sobie przypomnę… Wikipedia to jest też dobre narzędzie, tylko trzeba informacje weryfikować, bo są tam czasem informacje nie do końca prawdziwe… ale to… o, to się zgadza. 15 kwietnia 1967 roku ówczesne władze PRL-u, chcąc przypodobać się wielkiemu sąsiadowi ze wschodu, postanowiły w całej Polsce ponadawać różnego rodzaju nazwy. I m. in. w Gdańsku największy, najlepiej tutaj funkcjonujący zakład pracy, SGda, otrzymała imię W. I. Lenina.
KW: Do którego roku tak się nazywała?
AJ: Do momentu uzyskania pełnej niepodległości….
KW: Czyli do 1989 r.
AJ: To znaczy… formalnie rzecz biorąc już w 1988 roku ten napis został przez stoczniowców zdjęty. To była wielka feta, wielkie święto. Zostaał on przywrócony do pierwotnej formy, tej najbardziej historycznej.  No i nagle się okazało, że na 15-lecie likwidacji tego napisu władze Gdańska postanowiły go przywrócić, na co się wiele środowisk nie zgadza. Według sondaży przez nas zamówionych, 80% Gdańszczan jest przeciwko.
KW: Czyli nie jest to tylko na czas filmu.
AJ: Oczywiście, że nie, dlatego, że Wajda w ogóle tutaj nie kręcił tego typu ujęć, bo problemem jest ten budynek (ECS, “bunkier” – przyp. red.) z tyłu za trzema krzyżami (Pomnikiem Poległych Stoczniowców 1970 – przyp. red.), więc tam wykorzystywane były różne rodzaju przebitki itd. Kiedy kręcono wychodzących ze Stoczni ludzi, kamera była tak nakierowana, że widać było tylko ich, bramę i prześwit między budynkami.
KW: Czy wiedział Pan o czymś takim jak IS Wyspa.
AJ: Tak, byłem tam nawet raz.
KW: Wie pan, że na terenach wykupionych przez prywatnych właścicieli funkcjonuje coś takiego, jak Subiektywna Linia Autobusowa. Miał pan okazję przejechać się tą linią?
AJ: Nie, ale słyszałem o niej.
KW: Czy sala BHP też jest pod egidą Fundacji Stoczni Gdańskiej?
AJ: Nie. Sala BHP jest jedynym obiektem na całym terenie, który należy do NSZZ Solidarność.
KW: Co było powodem odwołania pana w 2008 roku ze stanowiska prezesa ZSGda?
AJ: Zmieniła się opcja polityczna i na wniosek Pawła Adamowicza, prezydenta Miasta Gdańska i Donalda Tuska, premiera Rzeczypospolitej doszło do zmiany w Zarządzie.
KW: Czy nadal jest pan pracownikiem SGda?
AJ: Jestem pracownikiem SGda, ale urlopowanym na czas nieokreślony.
KW: Jakie jest obecnie Pana stanowisko?
AJ: W czasie urlopu nie mam stanowiska, dlatego że sytuacja była taka, że zostałem zwolniony politycznie, wystąpiłem do sądu, w sądzie wygrałem przywrócenie do pracy, ale w międzyczasie były wybory i zostałem posłem. Jako poseł nie mogę wypełnić wyroku sądu i dopiero, jak przestanę być posłem, to być może wrócę do tego zakładu.
KW: Pan się orientuje może, skąd pomysł wystawy w wielkiej hali produkcyjnej na W4 (tam, gdzie montowano elektrykę)? Tam w ramach działań IS Wyspa tworzona jest wystawa Alternativa. Rozmawialiśmy z artystami z Portugalii, którzy wczoraj tam coś właśnie montowali.
AJ: IS Wyspa jest instytucją niezależną i nie jest właścicielem tych terenów, na których funkcjonuje. Instytut chyba dostaje je lub dzierżawi od miasta.
KW: Dzierżawi? To znaczy, że płaci za to?
AJ: Nie, miasto może różnego rodzaju instytucjom wynająć coś bezpłatnie, więc podejrzewam, że to jest tego typu układ. Oni rzeczywiście robią różnego rodzaju wystawy i instalacje na terenie postoczniowym, ale to są elementy, które są trochę w oderwaniu od rzeczywistego działania firmy jako takiej.
KW: Rozumiem, to są faktycznie takie jakby dwa odrębne światy.
AJ: Dochodzi tam też do wielu rzeczy, które są właściwie bardziej mitami, niż rzeczywistością, bo tak naprawdę np. Wałęsa nigdy nie był w stanie wskazać, gdzie przez płot przeskoczył. Nie ma takiego miejsca. Jakbyście kogokolwiek zapytali o udokumentowane miejsce, gdzie Wałęsa przeskoczył przez płot, no to nikt tego nie wie. Nawet on sam tego nie wie, natomiast kiedy wycieczki są tam oprowadzane, to przewodnik opowiada, że Wałęsa w tym miejscu przeskoczył przez płot, mimo że np. wcześniej tam płotu w ogóle nie było. Elektrycy, z którymi mam tam jakiś kontakt twierdzą, że w pokazywanym warsztacie pracy Wałęsy, Lecha nie było ani razu. Ale turyści lubią pewne rzeczy. Podobnie z tym filmem. Jest to kolejny jakiś element takiego… no, może nie manipulowania historią…
KW: Budowania mitu?
AJ: Dokładnie. No bo np. pani Krzywonos nigdy nie zamykała bramy, a w filmie jest tą właśnie osobą, która zamyka bramę i organizuje strajk. A ponieważ my żyjemy obrazkami, to te obrazki w jakiś sposób wchodzą świadomość i stają się rzeczywistością, mimo, że są tylko częścią mitu.
KW: A Pan jest zwolennikiem, może nie poświęcenia tego terenu, bo rozumiem, że jest Pan za przywróceniem temu obszarowi pierwotnej funkcji, ale czy uważa Pan, że działania ISW wychodzą na dobre gdańszczanom.
AJ: Każda instytucja, która chce coś robić i robi to, jest rzeczą pożądaną.
KW: Ale czy tutaj konkretnie, na terenie SGda?
AJ: W tej chwili dobrze, że tu funkcjonują, bo inaczej by tu tylko wiatr hulał, nie byłoby żadnych elementów innych. Ja uważam, że tego typu instytucja w momencie, kiedy znalazła sobie miejsce, które i tak było niezagospodarowane, daje mu jakieś życie.
KW: A co się z nią stanie, jeżeli SGda odzyska te tereny?
AJ: To jest kwestia tego typu, że to jest trudne, nierealne. Większy problem będzie miała ta instytucja, kiedy właściciele stwierdzą, że zaczną budować apartamentowce, co już jest przygotowywane, także to jest dla nich główne zagrożenie.
KW: Pan, rozumiem, uważa, że w tym miejscu powinna być nadal prowadzona produkcja stoczniowa, tak?
AJ: Nie da się już tego zrobić, żeby w tym miejscu ruszyła produkcja stoczniowa z dwóch względów. Chociażby ten obiekt, który tutaj mamy (znów ECS – przy. red.) warty kilkaset mln zł – nikt go nie zburzy. No nie ma takiej możliwości.
KW: Co zatem wg pana powinno się tu pojawić?
AJ: Tu musi powstać rzeczywiście Nowe Miasto.
KW: Czyli teren rekreacyjny, turystyczny itp., tak?
AJ: Tak, przyciągający turystów. Natomiast ważną rzeczą jest to, aby własność została odzyskana. W formie gruntów albo w formie finansowej. Więc niezależnie od wszystkiego właściciele powinni odzyskać to, co im zostało zabrane. Przynajmniej jako odszkodowanie. Ale ten tere, który tutaj jest, nie może być zabudowywany takimi dziwnymi instalacjami. Ja tak naprawdę nie spotkałem nikogo, komu by się to podobało. Każda nowa instalacja, która jest budowana w Europie czy na świecie… to są perełki architektoniczne, które mają przyciągać turystów. Wokół tego powstają jakieś parki, skwery, knajpki. miejsca spotkań itd. Kurczę, a to jest raczej czymś, co odstrasza ludzi.
KW: Wie Pan, jaki jest cel tego… czegoś?
AJ: Nie. Myślę, że obronny (na co wszyscy zareagowaliśmy radosnym grymasem). Prezydent Paweł Adamowicz schowa się tam przed buntem gdańszczan i przez te okienka będzie spoglądał, kiedy się rozejdą.
KW: Kiedy są najbliższe wybory?
AJ: Mogą być wcześniej, bo wczoraj powstała grupa inicjatywna, która ma doprowadzić do referendum w sprawie odwołania prezydenta Miasta i rady Miasta Gdańska.
KW: A, jeżeli nie będą przyspieszone?
AJ: Za dwa i pół roku. A tak jeszcze z innej beczki, wiecie, że tam (kawałek za bramą nr 2 – przyp. red.) mają poprowadzić dwupasmówkę? To jest właśnie kolejny z przykładów absurdów w naszym mieście. było jeszcze wspomnianych małych spółek. było jeszcze wspomnianych małych spółek.
KW: W momencie, w którym ta część SGda została wykupiona przez mniejsze firmy i spółki, część stoczniowców straciła pracę?
AJ: Duża część stoczniowców.
KW: Duża, ale nie wszyscy?
AJ: Nie wszyscy.
KW: Jaka to jest część mniej więcej? Ile osób tam pracowało i ile pracuje obecnie?
AJ: W latach 90. pracowało tam kilkanaście tys. ludzi.
KW: W samej SGda?
AJ: W samej SGda.
KW: Plus Remontowa i Północna?
AJ: O Remontowej i Północnej w ogóle nie mówimy, to są zupełnie odrębne zakłady. One również zatrudniają kilka tysięcy osób.
KW: Co się stało z tymi stoczniowcami, którzy zostali zwolnieni?
AJ: To samo, co ze wszystkimi pracownikami, którzy stracili pracę.
KW: Część z nich znalazła zatrudnienie w tych małych spółkach powstałych na wykupionym terenie?
AJ: Mało prawdopodobne, bo w tamtej chwili nie powstały jeszcze wspomniane małe spółki. One powstały znacznie później.
KW: Ale część z nich znalazła jakieś zatrudnienie. Rozmawialiśmy z panem Janem, który pracował właśnie w SGda 30 lat. Opowiadał, że przez 10 lat pracował wraz z Lechem Wałęsą na W4. On po zwolnieniu pracował w Remontowej, Północnej i Gdyńskiej. Teraz jest na urlopie, czeka do emerytury i oprowadza po Subiektywnej Linii Autobusowej wycieczki.
AJ: No tak, tylko że mało kto ma taką szansę, żeby oprowadzać wycieczki. Trzeba być w czepku urodzonym.
KW: Czyli osoby przyjęte do pracy w innych stoczniach miały szczęście?
AJ: Tak, to było szczęście. było jeszcze wspomnianych małych spółek.
KW: Dziękujemy, bardzo nam Pan pomógł.
AJ: Nie ma problemu.

Maj 3rd, 2012 by karol3c

Pan poseł Jaworski odpisał nam na maila. Wstępnie umawiamy się z nim na poniedziałek 14.05 na wywiad. Nie ustajemy też w przeczesywaniu różnych, najdziwniejszych nawet, źródeł informacji.

Jak możemy przeczytać na stronie nowyobywatel.pl  poprzedniego weekendu zakończył się Europejski Tydzień Akcji „Dla przyszłości bez Czarnobyla i Fukuszimy”. Witryna ta o tyle nas zaciekawiła, że zaraz obok linku do Lewicowo.pl i HiperWyzysk.pl widnieje informacja o sobotniej demonstracji ulicznej przeciwko rządowym planom budowy elektrowni jądrowych w Polsce. Marsz rozpoczął się na ul. Długiej przy Dworze Artusa. Wzięło w nim udział około 20 osób. Organizatorami manifestacji były: Pomorska Inicjatywa Antynuklearna, Greenpeace oraz Stowarzyszenie na Styku.

Zaraz po zakończeniu demonstracji uczestnicy udali się do sali BHP Stoczni Gdańskiej, gdzie odbyło się spotkanie otwarte z prof. Angeliną Nyagu i Wladlenem Lepskym oraz przedstawicielami lokalnych komitetów antyatomowych z miejscowości „zagrożonych” budową elektrowni atomowych w ich sąsiedztwie.

Sala BHP Stoczni Gdańskiej jest używana dość często, kiedy pojawia się jakiś ważny temat do dyskusji. Budynek tak silnie związany z naszym lokalnym i ogólnopolskim dążeniem do wolności, budynek tak dla nas ważny, budynek – symbol. Czy nie przesadzamy czasem mieszając wielkie słowa, ważne symbole w sprawy tego nie wymagające? Czy nie jest to jakaś taka nasza polska tendencja? Może jednak da się rozmawiać inaczej, niż „biorąc na świadka niebo i ziemię”?

Pozdrawiamy!

Karol,

Michał,

Tomek

Podsumowanie

Kwiecień 15th, 2012 by karol3c

Zobligowani jesteśmy podsumować nasze dotychczasowe reporterskie osiągnięcia i zestawić je z pierwotnymi planami.
Nie porozmawialiśmy jeszcze z miejskim radnym rejonu Stoczni, z właścicielem terenu gier paintballowych z terenu Stoczni, z policjantami z okolicznego posterunku.
Nie dokopaliśmy się do archiwum Urzędu Miasta. Nie wykonaliśmy żadnych szkiców, nie wykorzystaliśmy w pełni źródeł internetowych.
Mail do pana posła Jaworskiego został wysłany po raz drugi. Czekamy na odpowiedź.
Udało nam się za to porozmawiać z turystami i pracownikami Stoczni, zebrać materiały z Instytutu Sztuki “Wyspa”, umówić się z jego pracownikami na wywiad oraz wykonać obszerną dokumentację fotograficzną zwiedzonego terenu.

I, oczywiście, przekonaliśmy się, że praca reporterska nie jest łatwa. Najtrudniejsze jest chyba zebranie materiałów i opanowanie tej masy danych.

Już niedługo będzie po testach, czyli więcej czasu na nadrabianie zaległości i pisanie reportażu.
Pozdrawiamy!

Tomek,
Michał,
Karol

What do you like?

Marzec 27th, 2012 by karol3c

Witamy!
Postanowiliśmy w najbliższym czasie obejrzeć film na temat strajków w Stoczni – “Robotnicy 80’” – z nadzieją, że pomoże nam to w uchwyceniu duszy Żelaznej Damy ;)
Czekamy na odpowiedź mailową od pana posła Jawroskiego. Jak na razie do nas nie dotarła.
Aha, przypomniałem sobie jedną z ciekawszych rzeczy, które zauważyliśmy podczas pierwszej wyprawy do Stoczni. Były to godziny pracy, więc jedynymi osoami, które zobaczyliśmy na Placy Trzech Krzyży, był irlandzki fotograf i niesłychanie przyjaźnie nastawiony portugalski turysta.
Po pokonaniu bariery językowej, a w zasadzie akcentowej, dowiedzieliśmy się, że przyjechał tydzień wcześniej do Polski i fotografuje budowę statków. Na pytanie, co go najbardziej uderzyło, odpowiedział: “Smutni pracownicy”. I faktycznie, może to pogoda, mróz i ciężka praca tak na nich działała, a może po prostu atmosfera w Stoczni bywa przytłaczająca?
Portugalczyk od razu i bez zahamowań wszedł w konwersację. Okazało się, że wybrał się on w wycieczkę po krajach Bałtyckich. Wyglądał na podekscytowanego faktem zwiedzania tego historycznego miejsca, a z jego ust wypływały w nieprawdopodobnym tempie życzliwe zdania, w których słowa “important”, “freedom” i “revolution” pojawiały się najczęściej.Co prawda, w rodzinnych stronach naszego iberyjskiego rozmówcy warunki pogodowe są zgoła odmienne, jednak spod pociesznej czapki uszatki Portugalczyka nie znikał szeroki, wesoły usmiech.
Na pożegnanie obdarzeni zostaliśmy jeszcze prostym, ale jakże ważnym zdaniem:
“I like the most żurek and pierogi!”
Podbudowani takim postawieniem sprawy, wracamy do pracy.

Tomek,
Karol,
Michał

Posłaliśmy maila do pana posła

Marzec 18th, 2012 by karol3c

Witamy!
Prace nad reportażem nabierają tempa. Udało nam się zdobyć materiały fotograficzne z Instytutu Sztuki “Wyspa”, które systematycznie chłoniemy. Znajdujemy w nich kolejne spojrzenie na Stocznię jako taką, wydarzenia kulturalne na jej terenie oraz jej historię. Zamierzamy pojechać do “Wyspy” i przeprowadzić kilka wywiadów wśród aktywnie działających tam wolontariuszy na podstawie pytań, które przygotowujemy. W nadziei na spotkanie skontaktowaliśmy się również z panem posłem na sejm Andrzejem Jaworskim za pomocą maila o następującej treści:

MAIL DO PANA POSŁA
Witamy!

Jesteśmy grupą trzech uczniów z Gimnazjum Nr 18 w Gdańsku na ul.Meissnera i piszemy reportaż na temat Stoczni Gdańskiej.
18 lutego rozmawialiśmy z Panem na uroczystości rozdania nagród w Konkursie Biblijnym. Podał nam Pan wtedy swojego maila i obiecał skontaktować nas z pewną panią, która pracowała w Stoczni i jest skarbnicą wiedzy na jej temat.
Nasza wychowawczyni, pani Banasik i nasza nauczycielka od WOS-u, pani Stefaniak żywo zainteresowały się możliwością zorganizowania takiego spotkania.
Jako że piszemy reportaż, zależałoby nam zwłaszcza na wywiadach z osobami, które znają problemy stoczni i mogą nam najwięcej powiedzieć. Czy jest możliwość, abyśmy spotkali się z Panem? Czy miałby Pan czas z nami porozmawiać? Jeśli byłaby taka możliwość, to jaki termin i miejsce (może nasza szkoła?) pasowałyby Panu?
Bardzo przepraszamy, że tak późno do Pana piszemy i dziękujemy, że zgodził się Pan udostępnić nam swój prywatny adres mailowy.

Pozdrawiamy!
Uczniowie Gimnazjum Nr 18
Karol Węska
Michał Piłat
Tomek Pączkowski

Przyśnić sobie Stocznię

Marzec 6th, 2012 by karol3c
Nasza Żelazna Dama nie daje nam spokoju. Chyba jeszcze nie spędza nam snu z powiek, chociaż tego nie można być zupełnie pewnym.
Może ktoś się nie chce przyznać. :) 
Snu. No właśnie. Jedną z bardziej uporczywych myśli, które nas nawiedzały w terenie była ta: “Stocznia śpi”.
Efektem ubocznym myślenia o niej okazał się poniższy tekst. Zamieszczamy, jako że polecono nam umieszczać takie rzeczy w dokumentacji.

Rzeką Śnij mi się, śnij, odrzeczny Śnie,
a odpływając porwij mnie.
Weź ze sobą, tak jest łatwiej,
tak jest przecież wcale znośnie.
Można się zanurzyć całkiem
w śnie, marzeniu tak radośnie.

Śnij mi się, śnij, odrzeczny Śnie,
a odpływając porwij mnie. 
Niech ja w Tobie bez pomocy 
bałwany rozbijam pięścią 
w sinych falach w dni i w noce 
mokry hologramem szczęścia. 

Śnij mi się, śnij, odrzeczny Śnie,
a odpływając porwij mnie.
Lecz jeśli parsknę czasami...
czy by to było z radości?
od ciebie w nozdrzach i krtani?
może tak by było prościej?

Śnij mi się, śnij, odrzeczny Śnie,
a odpływając... wyrzuć mnie.
Niech się odwrócę niedbale 
i twardo stąpnę po brzegu. 
Pożegnam plecami fale 
wzburzone do widnokręgu. 

Prezes-poseł na rozdaniu nagród

Luty 25th, 2012 by karol3c

Dnia 18 lutego b. r. Tomek odbierał nagrodę jako finalista konkursu biblijnego.

Wśród osób honorujących zwycięzców nieoczekiwanie pojawił się sponsor konkursu biblijnego, Andrzej Jaworski, obecnie poseł na Sejm, w latach 2006/2008 prezes Stoczni Gdańskiej. Udało nam się z nim nawiązać kontakt. Pan poseł powiedział, że może nas skontaktować z pewną sędziwą panią, która przez kilkadziesiąt lat pracowała w stoczni gdańskiej i jest skarbnicą wiedzy na jej temat. Oprócz tego możemy się umówić na wywiad z samym posłem. Niestety jest on obecny w Gdańsku tylko w poniedziałki, ale służba nie drużba i trzeba będzie się dopasować.

Będziemy na bieżąco relacjonować koleje naszej znajomości.

Pozdrawiamy! :)

Siw…Śmieszny Dym

Luty 12th, 2012 by karol3c

Pierwsza wyprawa do Stoczni zaowocowała materiałem składającym się z dwustu zdjęć i kilku krótkich komentarzy miejscowych pracowników. Można powiedzieć, że pomimo ugaszenia pożaru stocznia dymi nadal. Ale dym ten unosi się raczej z kominów i dziur w ścianach. Zakład SunreefYachts już wznowił produkcję jachtów w wynajętej pobliskiej hali na terenie stoczni. “Upolowaliśmy” jednego z przechodzących pracowników, który sprawę pożaru w poprzednim zakładzie opisał następująco: “He, spaliło się, hehe.”
Bardzo rozmowny okazał się być pan z kiosku z pamiątkami, który dokarmiał gołębie. Miły sprzedawca, będący byłym stoczniowcem, pochwalił się nam nawet budkami dla kotów na tyłach kiosku: “Napisałem do miasta i mi przyznali.” Twierdził on również, że nauczył miauczeć gołębię za pomocą kociej karmy. Rozmowa zeszła oczywiście na bezmyślność władz, które zlikwidowały zabytkową stołówkę i w ogóle psują to, co dobre. Potem sprzedawca pokazał nam drogę do słynnej  sali BHP, w której znajdowała się wystawa o działaniach bezpieki, ale to już zupełnie inna historia…

Ogień w żaglach

Styczeń 23rd, 2012 by karol3c

Stocznia powoli staje się gorącym tematem. Dzisiaj (20 stycznia) o godz. 1 w nocy skończono gasić pożar hali produkcyjnej na terenie zakładu. Nikomu na szczęście się nic nie stało. Nie wiadomo jeszcze co było przyczyną tego pożaru. Pojawiły się komentarze, że produkcja odbywała się bez odpowiednich zabezpieczeń, m.in. przeciwpożarowych i wyciągów odprowadzających opary. -Te komentarze nie mają nic wspólnego z prawdą – mówi Ewa Stachurska, rzecznik prasowy Sunrref Yachts, właściciela hali. – Produkcja jachtów w stoczni jest certyfikowana przez międzynarodowe firmy klasyfikacyjne. W związku z tym była stale nadzorowana i przeprowadzane były wielokrotne kontrole.Prokurator zacznie wyjaśniać tę sprawę w poniedziałek. Płomienie całkowicie spaliły halę produkcyjną, a także pięć luksusowych jachtów i dwie formy do ich produkcji. Na szczęście, wszystko było ubezpieczone. Pieniądze nie poszły z dymem. Z powodu naruszenia trakcji elektrycznej odwołany został przejazd tramwajów na odcinku koło stoczni. Komunikacja miejska podstawiła zastępcze autobusy. Ul. Jana z Kolna jest w połowie zamknięta, więc cały ruch odbywa się al. Zwycięstwa. Jeden „mały płomyk” stworzył paraliż komunikacyjny w Gdańsku. Trafia się nam właśnie idealna „sprawa dla reportera”. Najtrudniejsze będzie chyba wymyślenie pytań do ludzi w terenie.
Reporter to prawie jak filozof – człowiek, który znajduje pytania tam, gdzie inni ich nie widzą.

Pozdrawiamy!

Korzystaliśmy ze stron Dziennika Bałtyckiego:

http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/496102,gdansk-stocznia-sunreef-yachts-podniesie-sie-po-pozarze,3,id,t,sa.html
http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/495860,pozar-na-terenie-stoczni-gdanskiej-hala-zostanie-zburzona,3,id,t,sa.html