„Obyś cudze dzieci uczył” – a my nie zamieniłybyśmy naszej pracy na żadną inną!

Zuzanna Siwek:

Wiele osób uważa, że nie ma gorszej pracy, niż uczenie dzieci. „Obyś cudze dzieci uczył”, to według nich potworne przekleństwo. Trudno ukrywać: praca ta jest ciężka, wbrew obiegowej opinii bardzo czasochłonna, zarobki są… cóż, różne, a na dodatek społeczny szacunek wobec nauczycieli raczej spada, niż wzrasta.

Zuza zdjęcie blog

 

Zdjęcie: Od lewej Zuzanna Siwek – nauczyciela z mamą i babcią – nauczycielkami.

Po maturze, jak większość moich przyjaciół, miałam wielki problem dotyczący tego, co chcę studiować. Zamiast wsłuchać się w siebie i kontynuować rodzinną nauczycielską tradycję, uległam wpływom otoczenia i na prawie dwa lata utknęłam na filologii węgierskiej, stopniowo zdając sobie sprawę, że od przeznaczenia nie ucieknę… A było tak:

Moja babcia urodziła się na podlaskiej wsi, gdzie chodziła pilnie do okolicznych szkół (co w czasie wojny, nie było ani łatwe, ani oczywiste) i dobrze się uczyła. Jej rodzice bardzo szanowali edukację, ale swoim córkom pozostawiali wolny wybór, zgodny ze słuszną ideą, że uczymy się sami dla siebie. Babcia tak bardzo chciała się uczyć, że poszła do liceum pedagogicznego i w wieku 19 lat została dyrektorką przedszkola. Nie udało mi się niestety znaleźć jej zdjęcia z tego czasu: dziewczynka z dwoma grubymi warkoczami, na oko szesnastolatka, dyrektorka przedszkola. Kiedy urodziła dzieci, moją mamę i wujka, postanowiła jeszcze się szkolić i w weekendy jeździła na zajęcia w Seminarium Nauczycielskim. Godna podziwu postawa, szczególnie, że w tamtych czasach w małym miasteczku nikt nie wymagał od kobiety takich ambicji. Babcia z pewnością lubiła być nauczycielką, często opowiada o byłych podopiecznych, o cudownych i okropnych koleżankach z pracy, śpiewa swojej prawnuczce zapomniane przedszkolne piosenki, jednak zapytana o powód, dla którego wybrała zawód nauczycielki nie ma gotowej odpowiedzi. Wzrusza ramionami i najprościej na świecie mówi „chyba po prostu lubiłam dzieci”.

Z moją mamą historia wygląda nieco prościej, bardziej współcześnie. Będąc zawsze dobrą uczennicą od razu po maturze dostała się na wydział pedagogiczny, gdzie również dobrze sobie radziła i po czterech latach, już z mężem (tata z wykształcenia również jest nauczycielem, jednak krótko pracował w zawodzie) przeprowadziła się pod Warszawę, gdzie od razu ruszyła do pracy, którą kocha od ponad 30 lat. Tak się więc złożyło, że obie jesteśmy aktywne w zawodzie w tym samym czasie, ja jednak wybrałam pracę w edukacji alternatywnej, a mama od lat pracuje w tradycyjnej państwowej placówce. Kiedy przyjeżdżam do rodziców prowadzimy z mamą długie dyskusje na tematy związane z edukacją i rozwojem dzieci, wymieniamy się pomysłami i doświadczeniami, sprzeczamy się na kontrowersyjne tematy (kary i nagrody, oceny, dyscyplina, wolność to najtrudniejsze z nich). Obie jednak zgadzamy się, że za nic nie zamieniłybyśmy naszej pracy na żadną inną, że wszystkie minusy, które wymieniłam na początku, to śmieszne błahostki w porównaniu z dumą, radością i świadomością, że nasza praca jest prawdopodobnie najważniejsza na świecie (i nie boję się tego napisać :) ). I obie z pewnością zgadzamy się z babcią, że „lubimy dzieci”, chociaż chyba nie tak „po prostu”.

Nie wiem jak dalej rozwinie się nauczycielska tradycja w mojej rodzinie, ale najmłodsza jej członkini, moja 4-letnia siostrzenica, po marzeniach o byciu pilotką, zaczęła mówić, że w przyszłości chce być nauczycielką, „jak ciocia i babcia”. Po cichutku trzymamy za nią kciuki.

 

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Bez kategorii. Dodaj do zakładek ten link.

2 Responses to „Obyś cudze dzieci uczył” – a my nie zamieniłybyśmy naszej pracy na żadną inną!

  1. joannakraszkiewicz powiedział:

    Witam, bardzo ciekawy wpis. Ja wprawdzie nie mam w rodzinie takich tradycji, chociaż moja babcia chciała być nauczycielką, los zdecydował inaczej. Mam za to nauczycieli w rodzinie: oprócz mnie belfrem jest mój mąż, moja bratowa i jej siostra, mój teść tez był nauczycielem, a i jeszcze szwagier. Łatwo zgadnąć, o czym mówi się u nas przy tzw. imieninowym stole… Miło poczytać o trzech pokoleniach nauczycieli. Pozdrawiam serdecznie:)
    joannakraszkiewicz ostatnio opublikował…Library branding… czyli budujmy swoją markę.My Profile

  2. Ola powiedział:

    Ciesze się, że są takie nauczycielki z pasją! Twoi uczniowie mają szczęście… chyba wyślę do Ciebie moje dzieci :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge