Czas stolikowo-krzesełkowy do minimum!

Zuzanna Siwek:

Od niedawna uczę grupę maluchów – sześcioletnich pierwszaków. Kilka pierwszych zajęć były dla mnie (i dla dzieci na pewno też) prawdziwym wyzwaniem. Jeszcze przed rozpoczęciem zajęć pojawiały się problemy, wiele dzieci płakało, inne dokazywały i zachowywały się jakbym nie istniała. Było to bardzo trudne i przysparzało mi wiele zmartwień… Na szczęście w naszej szkole proszenie o pomoc bardziej doświadczonych koleżanek, dyrekcji czy metodyczki nie jest potępiane – wręcz przeciwnie, odbierane jest jako oznaka troski o dzieci i jakość zajęć. Zaproszona na hospitację metodyczka zaproponowała mi proste (choć wymagające nieco pracy) rozwiązanie. Niech dzieci jak najmniej robią zadań w książce, większość czasu spędzają w ruchu i na dywanie. Zachęciła, aby jak najwięcej ćwiczeń z podręcznika „przetłumaczyła” na zabawy ruchowe i manualne. Z początku obawiałam się dwóch rzeczy: że nie uda mi się wymyślić niczego ciekawego oraz, że opierając swoje zajęcia na ruchu już wcale nie zdołam ich okiełznać. Jak czytelnicy i czytelniczki zapewne się domyślają, nic takiego się nie stało. Po pierwsze dzieci powoli oswajały się ze mną, te które mi nie ufały, przyzwyczaiły się do mnie. Po dwóch tygodniach wymyślanie ćwiczeń na bazie programu z podręcznika „weszło mi w krew”, dzieci owszem szaleją, w klasie jest hałas, ale w tym rozgardiaszu uczą się więcej niż wcześniej. Czas stolikowy ograniczyłam do minimum, chociaż czasem staram się go wprowadzać nieco więcej, ponieważ mam dzieci, które uwielbiają pracować z książką. Oczywiście są to maluchy, więc wciąż zdarza im się kategorycznie odmówić uczestniczenia w lekcji, ponieważ np. pokłóciły się z koleżanką. Nie panikuję wtedy, nie stawiam minusów za aktywność, tylko staram się takie dziecko pocieszyć i zachęcić, aby chociaż obserwowało, co robi reszta klasy. Zwykle po kilku minutach, skuszone dobrą zabawą, przyłączają się do grupy.

crayons-327753_640

Zdjęcie: pixabay.com

Mój przykład pokazuje jak bardzo ważne jest dla młodej nauczycielki wsparcie doświadczonych nauczycielek. Mam nadzieję, ze coraz częściej hospitacje będą spełniały rolę jaką powinny – pomagającą w utrzymywaniu wysokiego poziomu zajęć i swobodnej, twórczej wymiany zdań między nauczycielką a obserwatorem.

Ten wpis opublikowano w kategoriach: Bez kategorii z tagami: . Dodaj do zakładek ten link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge