Dlaczego „e” jak energia?

Featured

To proste: bo jesteśmy klasą 2e, bo rozpiera nas energia, bo energia kojarzy się pozytywnie, bo… (może ktoś z Was dokończy to zdanie?).

Energii nam nie brakuje. Widać ją na każdym kroku: na przerwach, na wycieczkach, na lekcjach też (czasem ku utrapieniu  pani). Przejawia się w ciągłym ruchu, aktywności, w sporcie, bieganiu, okrzykach, pomysłach przy pracy grupowej – czas ją spożytkować.

Teraz mamy swój blog. (Pewnie większość by powiedziała: mamy swojego bloga, ale forma bardziej oficjalna brzmi właśnie tak: biernik- kogo? co? mam –  swój blog). Znajdą się na nim informacje o naszej klasie, ale nie wszystkie będą zrozumiałe dla gości. Niektóre sprawy pozostaną naszą zbiorową tajemnicą. Na przykład: co to jest wkurzacz? – żeby to wiedzieć, trzeba być obecnym na naszej lekcji o neologizmach. Ale i tak zapraszamy do odwiedzin.

Miłe słowo na „w”

Chyba powinnam napisać, że na „v”, bo po łacinie brzmi vacatio i oznacza uwolnienie, zwolnienie ze służby, urlop. To by się zgadzało – lipiec i sierpień to przecież czas uwolnienia uczniów (i w mniejszym stopniu nauczycieli) od obowiązków szkolnych. Warto zauważyć, że w polszczyźnie wakacje to tzw. rzeczownik plurale tantum – czyli wyraz, który nie ma liczby pojedynczej, a tylko mnogą. Inne pluralia tantum to np.: spodnie, widły, okulary, nożyczki, drzwi.
Nie tylko uczniowie używają tego słowa. Znają je też prawnicy. W systemie prawnym funkcjonuje coś takiego jak vacatio legis (dosłownie próżnowanie ustawy) – czyli czas, który upływa od ustanowienia nowego prawa do jego wejścia w życie. Jest potrzebny, żeby obywatele mogli się zapoznać z nową ustawą i przygotować do jej stosowania.
A’propos czasu, z wakacjami kojarzą się wczasy -  to też plurale tantum. Dawniej mieliśmy w polszczyźnie rzeczownik wczas – w liczbie pojedynczej. Oznaczał wygodę, przyjemność, wypoczynek. Jan Kochanowski  w jednej z pieśni wychwalał „wieśne wczasy i pożytki”.
Dziś zarówno wakacje, jak i wczasy są używane w liczbie mnogiej. To widomy znak, że powinno ich być więcej. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby weszło w życie prawo wydłużające wakacje – i to bez vactio legis.

Polska najpiękniejsza jest w wakacje

Polska najpiękniejsza jest w wakacje

(W)stawiać się

Niedawno, na lekcji o słynnym dziele Memlinga, padło słowo: wstawiać się.  Obok Jezusa mamy na obrazie Maryję wstawiającą się u Syna za ludźmi. Gdy użyłam słowa wstawiać się, ktoś zaprotestował: wszak ten wyraz – sama raz o tym wspomniałam- oznacza picie alkoholu (por. słynny cytat ze sprawozdania z wycieczki:  Punktualnie o dziewiątej cała klasa wstawiła się przed szkołą). Wstawiony – to znaczy podpity, pijany.  Teraz okazało się,  że ten czasownik oznacza też branie kogoś w obronę. (np. Wychowawca u dyrektora szkoły wstawił się za swoim uczniem).

Jeśli zabierzemy z niego pierwszą literę,  otrzymamy słowo  również mające dwa znaczenia. Przecież stawiać się to znaczy
-przybywać  gdzieś  (W sprawozdaniu powinno być: Punktualnie o dziewiątej cała klasa stawiła się przed szkołą)
-albo zachowywać się hardo, przeciwstawiać się komuś. Można by więc powiedzieć:  Wychowawca u dyrektora szkoły wstawił się za swoim uczniem, który wcześniej się stawiał nauczycielom.

W wypracowaniu znalazłam niedawno takie zdanie:
Wszyscy Grecy stawili się za Antygoną.
Z takiego wypowiedzenia wynika, że Grecy stanęli koło Antygony. Kto czytał dzieło Sofoklesa, wie, że to nieprawda. Powinno się napisać, że niektórzy (Hajmon, Terezjasz) wstawiali się za córką Edypa u króla Kreona, który skazał ją na śmierć.

Tak więc jedna litera na początku wyrazu może sporo zmienić – bądźmy uważni, posługując się językiem. A w życiu jak najrzadziej się komuś  stawiajmy i wstawiajmy alkoholem, jak najczęściej stawiajmy się punktualnie i wstawiajmy się za kimś.

wstawiać się

Zjadł do syta i jest syt

Właśnie skończyliśmy omawiać „Skąpca” Moliera i przyszedł czas na napisanie pracy podsumowującej. Trudno w niej nie uwzględnić przesadnych oszczędności czynionych przez tytułowego bohatera. Jednym z ich przejawów było dawanie gościom podczas uczty potraw … no właśnie – jakich? Takich, żeby się szybko zapchali i nie zjedli za wiele. Dużo osób napisało tak:
Na uczcie dawał  gościom syte potrawy.
Można było użyć innego wyrazu: sycące – czyli takie, po których człowiek czuje się syty. Nie zapominajmy o słowie sycący, bo syty wyprze nam je zupełnie z codziennego użycia.
Te dwa słowa- syty i sycący to zupełnie różne części mowy. Pierwszy jest przymiotnikiem (jaki? – syty), a drugi czasownikiem (to nie pomyłka:  sycący to taki, który syci – imiesłów przymiotnikowy czynny, z tych zakończonych na  –ący). Dawniej używano też słowa syt (zamiast syty) – dziś trzeba je uznać za przestarzałe. Czasem mówimy też: do syta – to z kolei wyrażenie przyimkowe.

W każdym razie obyśmy zawsze jedli do syta i byli syci po sycących potrawach. Tym, co na talerzu, można sycić i oczy:

danie

Kłopoty z szykiem wyrazów

Szyk wyrazów w języku polskim jest dość swobodny, ale bez przesady – pewne ograniczenia obowiązują. Problemy pojawiają się zwykle w zdaniach nieco dłuższych,  z krótkimi radzimy sobie lepiej. Jeśli nie zadbamy o poprawny szyk, możemy niezamierzenie osiągnąć efekt śmieszności – chyba wszyscy znają z zeszytów humoru szkolnego zdanie: Ojciec kupił samochód do spółki ze stryjem, którym dojeżdża do pracy. Z takiego sformułowania wynikałoby, że ojciec na stryju dojeżdża do pracy. Wystarczy zmienić kolejność, żeby otrzymać sensowne wypowiedzenie, które nikogo nie rozśmiesza.
Tego typu błędy pojawiają się częściej – także w Waszych pracach:
Miejscowi ustawili ławkę na środku, na którą weszła Danusia.
To była przełomowa chwila w moim życiu, którą wykorzystałem.
Poczułem, że to może być najważniejsza chwila w moim życiu, którą muszę wykorzystać.
Kto spostrzegawczy, zauważy od razu, że takie błędy najłatwiej się robi w zdaniach złożonych z podrzędnym przydawkowym – to w nich występuje wyraz „który”. Musi on być umieszczony jak najbliżej rzeczownika, do którego się odnosi. A więc:
Ojciec kupił  do spółki ze stryjem samochód, którym dojeżdża do pracy.(który odnosi się do rzeczownika samochód)
Miejscowi ustawili na środku ławkę, na którą weszła Danusia.

Czy umiesz poprawić tę wypowiedź?

Czy umiesz poprawić tę wypowiedź?

 

Dwóch inżynierów, polonistka i drzwi

To było tak:
Przyjechali goście i zostali na kilka dni. Któregoś wieczoru jeden z przybyłych, aby zamknąć mieszkanie przed udaniem się na spoczynek, przekręcił pokrętło przy górnym zamku drzwi wejściowych. Tego pokrętła nie  używano od jakiegoś czasu – domownicy już dawno zauważyli,  że  trochę się zacina, czasem trudno otworzyć drzwi, więc na wszelki wypadek go nie ruszali. Zresztą nie było potrzebne, bo drzwi  porządne, antywłamaniowe i zaopatrzone w jeszcze jeden solidny zamek.
Tym razem pokrętło zostało przekręcone. To trochę zaniepokoiło pana domu, który akurat przechodził przez przedpokój. Nazajutrz musiał wcześnie wstać, bo czekał go ważny wyjazd służbowy. Postanowił więc upewnić się, że nie będzie problemu z porannym wyjściem z domu. Złapał za pokrętło i … nie udało się!
Próżno opisywać, ile prób, szamotaniny, determinacji, bezsilnej złości, a w końcu rezygnacji widziały tej nocy ściany domu. Oczywiście odpalono internet – tam podobno jest wszystko, ale nie ma rady, jak uwolnić się z mieszkania na trzecim piętrze przy zepsutych drzwiach. Sugerowano kontakt z pogotowiem ślusarskim, ale w niedzielny późny wieczór to nie takie proste. Poza tym górny zamek nie ma żadnego mechanizmu od strony klatki schodowej – jest w całości umieszczony z wewnętrznej strony drzwi. Ślusarz musiałby najpierw po drabinie wejść przez okno do mieszkania.
W końcu wszyscy, zrozpaczeni, opadli na fotele  w salonie. Mężczyźni – gospodarz i gość, obydwaj inżynierowie z wykształcenia, zaczęli dyskutować o tym, jak zbudowany jest taki zamek i co mogło się popsuć. Ileż  technicznych terminów padło z ich ust! Obecna przy konwersacji polonistka nie nadążała z zaglądaniem do słownika wyrazów obcych. W końcu palnęła ni stąd ni zowąd: „Słuchajcie, a jakby jeden z was podniósł te drzwi, a drugi spróbował …” Nie dokończyła, bo wszyscy już popędzili do przedpokoju – w takiej sytuacji wszystko jest lepsze niż bezczynność.
Udało się! Po lekkim podniesieniu drzwi zamek ustąpił  bez oporu.

Czemu ta historyjka pojawia się na stronie poświęconej nauce języka polskiego? Bo języka polskiego czasem uczymy się w grupach. Bo czasem nie chcemy w swojej grupie kogoś, kto jest niekompetentny/ słaby z polskiego/nie przeczytał lektury/ dostaje złe stopnie. Kto w historyjce z drzwiami był najmniej kompetentny? A kto znalazł rozwiązanie?

Nie skreślacie nikogo z góry – gdyby dwaj inżynierowie kazali mi siedzieć cicho, być może nadal nie wyszliby z mieszkania :)

Humanista – czyli kto?

Zdarzyło mi się ostatnio słyszeć o pewnej osobie:
-On jest słaby z matematyki, to  raczej humanista.
Z takiego stwierdzenia wynikałoby, że humanistą nazywa się osobę nieumiejącą matematyki. Trudno się z tym zgodzić. Prawda bywa brutalna: kto nie zna podstaw królowej nauk, ten jest po prostu nieukiem z matematyki, a nie żadnym humanistą. Na miano humanisty też trzeba sobie zasłużyć – na przykład osiągnięciami w  którejś z nauk humanistycznych. Jeśli więc nie umiesz obliczyć np. 15 procent z podanej liczby albo rozwiązać  prostego równania – to za mało na miano humanisty. Co innego, jeśli masz szerokie horyzonty, rozległą wiedzę, znajomość literatury i bogaty zasób słownictwa.

Ktoś powie, że w dzisiejszych czasach trudno o rozległą wiedzę, nawet z jednej dziedziny, bo ilość nagromadzonych przez ludzkość informacji przekracza pojemność mózgu przeciętnego człowieka. Kiedyś spotkałam się z taką konkluzją: Prawdziwy humanista wie wszystko o czymś i coś o wszystkim. Nie wiem, czy to wykonalne, ale na pewno bardzo ambitne zadanie – zostać  humanistą.

Humanista

Słabo widać? Kliknij w obrazek, aby powiększyć.

Jak się napracować i dostać zły stopień?

Chyba najbardziej pracochłonne zadanie, jakie może wymyślić polonista dla uczniów, to napisanie wypracowania. Wiele osób tego nie lubi, ale niektórzy  potrafią się sprężyć i włożyć sporo trudu w redagowanie tekstu. Czasem kończy się to jednak niską oceną. Jak się namęczyć i dostać dwójkę albo trójkę? Oto kilka recept:
Zadana była rozprawka na taki temat: Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Można ułożyć wstęp, w którym pojawi się tylko teza:
W tej pracy udowodnię, że zarówno lektury szkolne, jak i fraszki mogą skłonić nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Prawda, że czegoś tu brakuje? Nie ma nawiązania do tematu, przez to wstęp wydaje się zbyt zdawkowy, jakby niedokończony. Trochę więcej można znaleźć w takim rozpoczęciu:
Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad różnymi ważnymi sprawami. W swojej pracy przedstawię argumenty, które to potwierdzają.
Tu też brakuje nawiązania do tematu.
Jeśli jednak ktoś nie chce napracować się na próżno, a nie uważa się za wybitnego literata,  może ułożyć wstęp według najprostszego wzoru używanego na lekcji (nawiązanie do tematu, teza, zapowiedź dalszych rozważań):
Wiele osób zastanawia się, czy utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami. Na chwilę obecną stawiam tezę, że utwory literackie oddziałują na nas w ten sposób. W dalszej części pracy uzasadnię swoją opinię odpowiednimi argumentami.

Wróćmy jednak do naszego poradnika dostawania słabych ocen. Teraz przedstawię naprawdę niezawodną receptę: Napisz nie na temat! Na przykład tak:
Według mnie społeczeństwo ma duży problem z tolerancją innych ludzi. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że swoim zachowaniem robią innym krzywdę. W swojej pracy postaram się udowodnić moją tezę na podstawie niektórych utworów literackich omówionych w pierwszej klasie gimnazjum.
Albo tak:
W swojej pracy zamierzam zastanowić się nad ważnymi sprawami z życia codziennego. Moje przemyślenia skupiły się na wartościach człowieka.

Jeśli  nie przepisujesz z tablicy tematu zadanego wypracowania – właśnie robisz pierwszy krok na drodze do dwójki za napisaną (być może w pocie czoła) pracę.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Co jeszcze będzie?

Przed świętami zakupy robi się chyba częściej niż zwykle. Jeśli przy tej okazji wybierzemy się  na kawę do jakiejś sieciowej kawiarni, możemy, stojąc w kolejce, być świadkami  dialogu z rodzaju takich:

-Co dla pani?
-Poproszę  o kawę z mlekiem i ciastko owsiane.
-Coś jeszcze będzie?
-Dziękuję, to wszystko.

Wydawałoby się, dialog jak dialog – często się takie słyszy. Nieraz obiło mi się o uszy to „co jeszcze będzie?”, które – nie ukrywam – razi moje wyczucie językowe. Sto razy grzeczniej byłoby zapytać: „Czy życzy pani sobie jeszcze czegoś?” To jednak jest bardzo oficjalne, a do tego o wiele dłuższe niż powszechne „co jeszcze będzie?” Dla kogoś, kto obsługuje kilkaset osób dziennie, to pewnie spora różnica. Poza tym taka bezosobowa forma pozwala uniknąć wątpliwości, czy do danej osoby (np. w wieku licealnym) należy zwracać się już per „pani”, czy jeszcze per „ty”.
Ja jednak wolę pracowników, którzy starają się być dla mnie mili i nie oszczędzają języka, gdy ze mną rozmawiają. Z powodu mojego wieku nie ma ze mną także problemu w wyborze formy „pani” lub „ty”. W jednej z infolinii, z których korzystam, na zakończenie pracownik pyta mnie zawsze: „Czy jeszcze coś mogę dla pani zrobić?” Dobrze, że nie rzuca: „Co jeszcze będzie?”.

Co bedzie

Za małe? Kliknij, aby powiększyć.

Co chcesz dostać z Kochanowskiego?

(1A, 1D) Wybierz sobie ocenę…

… a ponieważ na ocenę trzeba zasłużyć, najpierw się przygotuj do odpowiedzi. Kończymy omawianie utworów J. Kochanowskiego i czas na sprawdzenie, co umiecie. Sam wybierz, jaki stopień chcesz dostać:

Na dwójkę…

Na trójkę…

Na czwórkę…

Na piątkę…

Na szóstkę…

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie”. …umiesz to, co na dwójkę

+

recytujesz z pamięci początek trenu  VIII (do słów „głowy psować”).

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie” i  tren VIII

+

wyjaśniasz, co to jest fraszka i tren

…umiesz to, co na czwórkę

+

wyjaśniasz,

używając cytatu, o co prosi podmiot liryczny we fraszce „Ku Muzom”

+

znajdujesz w utworach apostrofę, anaforę i puentę

…umiesz to, co na piątkę

+

wymieniasz trzy etapy w życiu poety

+

znajdujesz w utworach średniówkę

+

recytujesz z pamięci dowolną dodatkową fraszkę inną niż dwuwersowa

Nie męcz się, jeśli nie musisz. Ratunku poszukaj na przykład na YouTube – tam jest nie tylko „Ucho prezesa”. Znajdziesz też tren VIII i fraszkę „Na zdrowie”, a także wiele innych utworów – miłej nauki i dobrej zabawy!

Czyje to jest i kogo nie ma?

CzyjDzwonek na przerwę, wszyscy – łącznie z nauczycielem –  zaczynają się pakować. W pewnym momencie jeden z uczniów podnosi z podłogi leżący pod ławką długopis albo ołówek i krzyczy na całą klasę: „Ej, kogo to jest?!”

I teraz trzeba przedłużyć lekcję, bo nie sposób zostawić takiego błędu bez komentarza. Błędem nie jest to, że ktoś życzliwy chce oddać zgubę właścicielowi. Tu jest błąd gramatyczny. Prawidłowo zadane pytanie brzmiałoby: „Czyje to jest?”. Zaimka kogo też czasem używamy, ale w innych zdaniach – na przykład: „Kogo dzisiaj nie ma?”, „Do kogo to należy?” W razie wątpliwości zawsze warto skorzystać ze słownika poprawnej polszczyzny albo z poradni językowej .