Dlaczego „e” jak energia?

Featured

To proste: bo jesteśmy klasą 2e, bo rozpiera nas energia, bo energia kojarzy się pozytywnie, bo… (może ktoś z Was dokończy to zdanie?).

Energii nam nie brakuje. Widać ją na każdym kroku: na przerwach, na wycieczkach, na lekcjach też (czasem ku utrapieniu  pani). Przejawia się w ciągłym ruchu, aktywności, w sporcie, bieganiu, okrzykach, pomysłach przy pracy grupowej – czas ją spożytkować.

Teraz mamy swój blog. (Pewnie większość by powiedziała: mamy swojego bloga, ale forma bardziej oficjalna brzmi właśnie tak: biernik- kogo? co? mam –  swój blog). Znajdą się na nim informacje o naszej klasie, ale nie wszystkie będą zrozumiałe dla gości. Niektóre sprawy pozostaną naszą zbiorową tajemnicą. Na przykład: co to jest wkurzacz? – żeby to wiedzieć, trzeba być obecnym na naszej lekcji o neologizmach. Ale i tak zapraszamy do odwiedzin.

„Samotni.pl”

Samotni„Samotnym jest się także wśród ludzi”- dowiadujemy się z „Małego Księcia”. Potwierdza tę prawdę fabuła książki B. Kosmowskiej. Samotności doświadczają chyba wszyscy bohaterowie, wśród których są nastolatki, ale i ludzie dorośli, a nawet zaawansowani wiekiem, właściwie – spójrzmy prawdzie w oczy – stojący nad grobem. Jednak główny bohater to nastolatek, uczeń liceum. Może dlatego tak dobrze się to czyta. Lektura zmusza do namysłu nad paroma sprawami: Czy warto handlować kradzionym towarem, żeby zapewnić lekarstwa chorej babci? Co by było, gdyby spodobała ci się siostra twojej wychowawczyni? Czy ta twoja wychowawczyni to też człowiek, czy jednak mówiący robot? Co gorsze: być sierotą czy eurosierotą? Najgorsza chyba jednak jest samotność. Niektórzy sobie z nią radzą. Kto i jak – o tym tym jest ta książka.

Sprawdź, w której bibliotece książka jest dostępna.

Konkurs na ściągę

(1A, 1D) Jak wiadomo, ściągi robi się po to, żeby z nich ściągać. Czasem mają skutki uboczne – najgorszy to taki, że zostanie się przyłapanym przez nauczyciela. Ja w takich wypadkach od razu stawiam jedynkę – nie lubię być oszukiwana. Inny skutek uboczny: można się sporo nauczyć przy pisaniu ściąg. Czasem tak dużo, że podczas sprawdzianu nie trzeba już  do nich zaglądać.
Właśnie  konkurs na takie ściągi chcę Wam zaproponować: zrób ściągę, która pomoże Ci zapamiętać, przed którymi spójnikami stawiamy przecinek, a przed którymi nie wolno go umieszczać. Ściąga może być umieszczona w dowolnym miejscu – nad biurkiem, na okładce zeszytu,  na plecaku, a nawet na smartfonie – zresztą tego nie trzeba Wam podpowiadać, Wasza pomysłowość jest większa od mojej. Aby wygrać konkurs, wystarczy spełnić tylko dwa warunki:
-mieć najbardziej pomysłową ściągę
-umieć wypisane na niej spójniki.

Jak zgłosić do konkursu swoją ściągę? Wystarczy mi ją pokazać albo przysłać zdjęcie e-mailem. Na zwycięzcę czeka atrakcyjna nagroda-niespodzianka. Termin: do środy 22 marca.

Kontynuuj, ale nie dalej

Pracujemy teraz z prezentacjami. Nie wystarczy zrobić pokazu slajdów w PowerPoincie albo Prezi, trzeba jeszcze wystąpić. Przy  monologu przed klasą niektórzy się trochę stresują, inni nie, ale każdy chce dobrze wypaść, bo wystąpienie jest  na stopień. Widać, że niektórzy prelegenci się starają, co – paradoksalnie – może prowadzić do powtarzania niektórych błędów. Tak było dzisiaj. Przed każdym slajdem słyszeliśmy: Kontynuujmy dalej. Co w tym złego? Wyraz dalej. Ze znaczenia samego słowa kontynuować wynika, że coś jest prowadzone dalej. Jeśli jeszcze dodamy przysłówek dalej, powstanie – jak mówią uczniowiemasło maślane (językoznawcy nazywają to pleonazmem). Jak uniknąć tego błędu? Jest chyba tylko jeden sposób – myśleć, co się mówi. Albo zastąpić słowo kontynuować  wyrazem iść. Można przecież powiedzieć: Idźmy dalej. To lepsze niż kontynuujmy dalej.

Potrafisz znaleźć te dwa błędy?

Potrafisz znaleźć te dwa błędy?

Komputer i kompot – przy jedzeniu o języku

JeśćCo wspólnego ma komputer z kompotem? Ktoś powie, że siedząc przy komputerze, można popijać kompot, ale sprawa jest bardziej skomplikowana:  obydwa wyrazy mają to samo źródło – pochodzą od łacińskiego compositus=złożony. Podobnie inne słowa są powiązane: jeść i jest, kanapka i kanapa – do nich dochodzi jeszcze komar i nie przez przypadek na drzemiącego mówimy, że ucina sobie komara. Okazuje się, że bez przypraw nie ma dobrego dania, ale w języku nazwy przypraw brzmią raczej groźnie: opieprzyć, ochrzanić kogoś  – prawda, że nieprzyjemne? To wszystko ma naukowe potwierdzenie, i to jakie! Autoryzowane przez samego profesora Jerzego Bralczyka, który pisząc o jedzeniu, napisał jednocześnie o języku. Jeść!!! – słownik jedzenia, w którym każdy wyraz zajmuje tylko jedną stronę, ozdobioną pysznymi fotografiami, a na tej stronie są same ciekawostki pochodzeniu słowa i powiedzeniach z nim związanych. Jeść!!!- ale smaczna lektura!

Chcący szuka sposobu

Podobno  ten, kto nie chce, szuka powodu, a chcący szuka sposobu. To prawda, która się sprawdza przy zadawaniu lektur. Gdy ogłaszam w klasie tytuł następnej  książki do przeczytania, od razu pada pytanie, którego nie cierpię: A długie to jest? Sto razy bardziej wolałabym usłyszeć inne pytania: A czy to ciekawe? A o czym to jest? A kto jest bohaterem? Niestety, rzadko je słyszę. Często natomiast jako drugie pytanie pada takie: A jest w szkolnej bibliotece?
wolnelekturyNo właśnie. Z reguły omawiamy utwory, które są zakupione przez szkołę – dostępność lektur jest jednym z kryteriów ich wyboru. Musimy jednak pamiętać, że nie jesteśmy jedyną klasą w szkole, inni omawiają te same książki. Może się zdarzyć, że którejś pozycji nie ma. Co wtedy?
Chcę jasno  powiedzieć: niedostępność książki w szkolnej bibliotece nie zwalnia ze znajomości lektury. Jest mnóstwo sposobów, żeby dotrzeć do zadanego utworu – można np. pożyczyć go od kolegi. A jeszcze lepiej zajrzeć do katalogu bibliotek publicznych i sprawdzić, gdzie dana pozycja jest dostępna. Ba, po sprawdzeniu można (i warto)  ją sobie telefonicznie zarezerwować  – zostanie odłożona i będzie na nas czekała. Niekiedy wymaga to pofatygowania się w inne rejony miasta, ale przecież lektury zwykle zadawane są z miesięcznym wyprzedzeniem!
Zatem nie szukajcie wymówek i usprawiedliwień, dlaczego nie znacie lektury. Szukajcie sposobów, nie powodów!

Dyszel dzwonnicy

Tu warto zaglądać.

Tu warto zaglądać.

Wczoraj, 21 lutego obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. To świetna okazja, aby przyjrzeć się temu, jak mówimy i piszemy. Akurat wczoraj sprawdzałam opisy sytuacji. W nich znalazłam taki fragment:
Wjechałem na most. Wtedy uszkodził mi się wóz. Rozwalona dzwonnica zaczęła dzwonić. Złamał się dyszel. Próbowałem naprawić, ale mi się nie udało. Koło dzwonnicy zauważyłem wilka.
Autor tej pracy wspomina o złamanym dyszlu, ale w zdaniach sąsiadujących z tą informacją  pisze o dzwonnicy. Gdyby jego tekst czytało jakieś dziecko, mogłoby zrozumieć, że dzwonnice mają dyszle! Wniosek: każde zdanie czytamy w jakimś kontekście. Pamiętajmy o tym jako autorzy prac. Dbajmy o precyzję i porządek w wypowiedzi. Wielu nieporozumień można uniknąć, jeśli rozwijamy zdania, podajemy dużo szczegółów.
W innej pracy czytam tak:
Zobaczyłem wielki Cerkiew.
Rzeczywiście, słowo cerkiew pojawia się w balladzie, na podstawie której pisaliście opis sytuacji. Problem w tym, że wyraz ten jest rodzaju żeńskiego –  poprawnie mówimy: ta cerkiew. Należało więc napisać: Zobaczyłem wielką cerkiew. Ponieważ cerkiew jest tu rzeczownikiem pospolitym, użyjemy małej litery.
W razie wątpliwości zawsze warto zajrzeć do słownika.

Mecze i treningi

Gdy zadaję do domu wypracowanie, często pada pytanie: a czy to będzie na ocenę? Dlaczego uczniowie tak się tym interesują? Różne  teorie przychodzą mi do głowy, ale chyba najbardziej  prawdopodobna jest  pesymistyczna. Stawiam hipotezę, że  myślą tak: Jeśli nie na ocenę, to po co się starać?
Naukę w szkole można porównać do sportu. Dobry zawodnik wygrywa turnieje nie tylko dlatego, że ma talent, ale (może nawet bardziej) dlatego, że daje z siebie wszystko na treningach. Praca, za którą stawiam stopień, jest jak mecz – wynik zostaje odnotowany i  mocno się liczy przy klasyfikacji na koniec sezonu (tu: roku szkolnego). Praca, za którą nie stawiam stopnia do dziennika, też jest oceniona – przeze mnie, przez kolegę z ławki albo przez samego autora. Dowie się on z tej oceny, co zrobił dobrze, a czego jeszcze nie umie, na co zwrócić uwagę następnym razem. To taki trening, który przygotowuje Was do meczu – czyli sprawdzianu albo następnej pracy ocenianej stopniem. Można by więc udzielić jednej odpowiedzi na cały rok: wszystko, co robisz, jest na ocenę (choć nie zawsze dostajesz ją od razu).
Treningi są konieczne. Bez treningów nie ma wygranych turniejów. Co więcej – im bardziej męczący trening, tym lepiej przygotowani do meczu zawodnicy.
Pamiętacie mecz Legii Warszawa z Realem Madryt z jesieni ubiegłego roku? Wynik był zaskakujący – remis 3:3. A teraz wyobraźcie sobie, co by było, gdyby nasi piłkarze przystąpili do tego starcia bez treningów.

Najlepsze rezultaty osiągają ci, którzy każde zadanie wykonują tak, jakby było na ocenę. Kiedyś, tuż przed egzaminem gimnazjalnym, zebrałam w klasie trzeciej wypracowania i postawiłam za nie zaskakująco dużo dwójek i trójek. Gdy spytałam klasę, dlaczego tak źle napisali, ktoś mi szczerze wyjaśnił: „Bo z ostatniej pracy pani stawiała stopnie i wszyscy myśleli, że teraz nie będzie na ocenę”. Spodziewali się treningu, a to był mecz.

„Kotka Brygidy”

Bez tytułuWbrew pozorom (niewielkie rozmiary, tytuł) nie jest to książeczka o zwierzątkach dla dzieci. Właściwie, mimo że przez większość czasu oglądamy bohaterkę w czasach jej dzieciństwa, jest to książka dla starszych -  a na pewno takich, którzy wiedzą o drugiej wojnie światowej trochę więcej ponad to, że była. Także dla tych, którzy wierzą w niezwykłą moc kotów, przynajmniej niektórych.  I jeszcze dla takich, którzy sądzą, że nie wszystko da się racjonalnie wyjaśnić i świat nie obywa się bez odrobiny magii. Ale przede wszystkim jest to chyba rzecz o przyzwoitości, o pozostaniu człowiekiem nawet w strasznych czasach. Tak – to książka o człowieczeństwie, choć w tytule na pierwszym miejscu jest kotka. Przeczytanie jej zajmuje nie więcej niż godzinę – ale jaka to jest godzina!

Sprawdź dostępność tej pozycji w bibliotece.

„Ballady i romanse”

Ballady1(2e) Po przyniesieniu z biblioteki „Ballad i romansów” ktoś zapytał: „I taka książeczka była początkiem nowej epoki?!”. Okazuje się, że  znaczenia książek nie mierzy  się liczbą stron, ale czymś innym. Co takiego było w cienkim zbiorku początkującego poety Adama Mickiewicza, że rok jego wydania (1822) uznaje się za początek romantyzmu w Polsce? Tego będziemy szukać.  A później zrobię sprawdzian. Jesteś do niego przygotowany, jeżeli:
-znasz treść ballad „To lubię”, „Świteź”, „Świtezianka”, „Lilie”.
-wymieniasz co najmniej cztery cechy ballady jako gatunku literackiego.
-wyjaśniasz, co to znaczy, że ballada jest gatunkiem synkretycznym.
-rozpoznajesz wiersz stroficzny i ciągły.
-wskazujesz w balladach przykłady apostrofy, anafory, przerzutni, epitetu, przenośni, porównania, pytania retorycznego, wyrazu dźwiękonaśladowczego.

„Czarny młyn”

Czarny młyn okładka(1D)Podobno dzieci nie powinno się straszyć,  a jednak powstają książki, które dostarczają takiej emocji. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że jest to horror dla młodych ludzi. Jeśli horror, to oczywiście musi być mrocznie i posępnie. Cóż lepiej się nadaje do stworzenia takiego nastroju niż opuszczony, nadpalony młyn? Oczywiście czarny – to nieodzowna barwa w horrorze. Czy ma coś wspólnego z dziwnymi zjawiskami nasilającymi się ostatnio we wsi?  Wyjaśnienie kolejnych zagadek spada na barki kilkorga nastoletnich przyjaciół,  bo na dorosłych – jak  zwykle w takich powieściach – nie można liczyć. A w okolicy robi się naprawdę groźnie.

„Czarny młyn” – lektura dla chętnych. Sprawdź dostępność w bibliotece .