Dlaczego „e” jak energia?

Featured

To proste: bo jesteśmy klasą 3e, bo rozpiera nas energia, bo energia kojarzy się pozytywnie, bo… (może ktoś z Was dokończy to zdanie?).

Energii nam nie brakuje. Widać ją na każdym kroku: na przerwach, na wycieczkach, na lekcjach też (czasem ku utrapieniu  pani). Przejawia się w ciągłym ruchu, aktywności, w sporcie, bieganiu, okrzykach, pomysłach przy pracy grupowej – czas ją spożytkować.

Teraz mamy swój blog. (Pewnie większość by powiedziała: mamy swojego bloga, ale forma bardziej oficjalna brzmi właśnie tak: biernik- kogo? co? mam –  swój blog). Znajdą się na nim informacje o naszej klasie, ale nie wszystkie będą zrozumiałe dla gości. Niektóre sprawy pozostaną naszą zbiorową tajemnicą. Na przykład: co to jest wkurzacz? – żeby to wiedzieć, trzeba być obecnym na naszej lekcji o neologizmach. Ale i tak zapraszamy do odwiedzin.

Język polski z pisarzem

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem (kliknij, aby powiększyć)

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem
(kliknij, aby powiększyć)

Od kogo najlepiej uczyć się pisać? Jeśli sądzicie, że od polonistki, to jesteście w błędzie. Znacznie lepiej uczyć się pisania od kogoś, kto robi to na co dzień, inaczej mówiąc – dla kogo pisanie to zawód. Czyli od pisarza.
Dziś lekcje polskiego wyglądały inaczej niż zwykle. Prowadził je Dariusz Rekosz – autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu poczytnych powieści dla młodzieży. Z gimnazjalistami z klas drugich podzielił się tajemnicą tworzenia bestsellerów –  od tytułu poczynając, na dialogach kończąc. Starszym zaprezentował książki, które w różnych okresach historii były zakazane – z rozmaitych przyczyn: obyczajowych, politycznych, z powodu naruszania czyichś dóbr  albo ze względu na prawa autorskie. Kto by pomyślał, że znajdą się wśród nich  dzieła, o których współcześnie uczymy się w szkole – Biblia i O obrotach sfer niebieskich Mikołaja Kopernika.
Dla najmłodszych uczniów, tych z klasy czwartej, pisarz przygotował warsztaty detektywistyczne. Mowa była o różnego rodzaju językach i szyfrach – i nie tylko mowa! Każdy miał okazję sprawdzić, czy nadaje się na  Sherlocka Holmesa.  To wymagało sporo refleksu, spostrzegawczości i jeszcze więcej koncentracji.
Oczywiście można było też porozmawiać z pisarzem, dostać autograf, a nawet zrobić wspólne zdjęcie.
Po takich korepetycjach pisanie opowiadań będzie łatwiejsze, a szkolna biblioteka może się spodziewać oblężenia, bo wielu ruszy do niej po książki detektywistyczne.

W teatrze, na deskach, na stronie

Czego to uczniowie nie wymyślą… Żaden polonista nie wpadłby na sformułowania, jakie może znaleźć w sprawdzanych zeszytach. Dzięki nim jest okazja, aby się czasem uśmiechnąć przy żmudnej pracy poprawiania wypracowań.
Właśnie sprawdzam recenzje Balladyny wystawianej w naszym teatrze. Pewien uczeń zaczął pracę tak:

Ostatnio byłem na deskach Teatru im. W. Gombrowicza w Gdyni.
Przeczytawszy to, wielce się zdziwiłam. Razem byliśmy w tym teatrze, pilnowałam swoich uczniów i jako żywo mogę potwierdzić, że żaden nie był na deskach, wszyscy grzecznie siedzieli na widowni. Na deskach teatru – to znaczy na scenie. Na deskach byli aktorzy. Na deskach teatru zagościła ostatnio „Balladyna”  Juliusza Słowackiego. Można marzyć o deskach scenicznych – czyli o zrobieniu kariery w teatrze. Na deskach może znaleźć się też bokser – ale to deski ringu, nie teatru, a i sytuacja zupełnie inna.

Skoro już ustaliliśmy, że na deskach teatru występują aktorzy, przywołajmy fragment recenzji  im poświęcony:
Ciekawe dla mnie było to, jak zostało pokazane, jak bohaterowie udają się na stronę.
Bardzo ryzykowne stwierdzenie. W sztukach teatralnych sformułowanie na stronie występuje dość często. Gdy bohater mówi coś na stronie, mówi tak, aby nie słyszały go inne osoby dramatu – dzięki mówieniu na stronie widz zna uczucia i zamiary bohatera. Można wziąć kogoś na stronę, aby się z nim bez świadków rozmówić. Jednak zwrot udać się na stronę ma dwa znaczenia: może oznaczać odejście na bok, w miejsce oddalone, ale może też eufemistycznie określać udanie się – jak to się mówi – za potrzebą. Lepiej więc w recenzji nie pisać, że w teatrze pokazano, jak bohaterowie udają się na stronę, bo nie pokazano. I dobrze.

Zrób lapbooka

Co o jest lapbook?

Okładka lapbooka

Okładka lapbooka

(4b) Lapbook to sposób zgromadzenia informacji. Służy nauce i utrwaleniu wiedzy. Może być poświęcony lekturze albo jakiemuś zagadnieniu z gramatyki. W lapbooku można też umieścić informacje o jakiejś postaci albo nawet o kilku postaciach. Da się nawet zgromadzić zasady ortograficzne. Jak to wszystko przedstawić? Tu ograniczeniem jest tylko własna wyobraźnia. Można wklejać obrazki, doklejać koperty z małymi karteczkami, samodzielnie robić rysunki – wszystko to najlepiej

Wnętrze lapbooka

Wnętrze lapbooka

przymocować do tekturowej zamykanej teczki. Lapbook powinien spełniać tylko kilka warunków – musi być przejrzysty i bez błędów, najlepiej, aby zawierał najważniejsze informacje, a pomijał nieistotne.

Zadanie dla chętnych

Ponieważ zaczynamy cykl lekcji poświęconych baśniom, zadaniem dla chętnych jest wykonanie lapbooka. Powinny się w nim znaleźć baśnie omawiane na lekcjach. Jeśli ktoś chce, może dołożyć jeszcze inną, znaną sobie albo ulubioną baśń. Baśni omawianych na lekcjach będzie pięć – z czego jedna („Trzy małe świnki” ) już za nami. Można więc zaczynać pracę nad lapbookiem – wystarczy podzielić miejsce w teczce na sześć (albo więcej części).

Po czym poznać dobrego lapbooka?

1.Pokazuje treść co najmniej pięciu baśni.
2.Jest w nim napisane, co to jest baśń.
3.Treść jest uporządkowana i przejrzysta – nie ma bałaganu, tytuły baśni zostały wyraźnie wyróżnione.
4.Lapbook jest poprawny – zarówno pod względem językowym, jak i ortograficznym. (Zawsze można podejść do mnie z brudnopisem i upewnić się, czy nie ma błędów).
Termin oddania lapbooka – połowa listopada. Miłej pracy i dużo pomysłów!
PS
Więcej lapbooków (zrobionych przez starszych uczniów) możecie obejrzeć zawsze, gdy mamy lekcje w sali 46.

Z ocenianiem jak z zupą

Analogie przydają się do zobrazowania różnych tez. Użyjmy więc analogii:
W kuchni jest gotowana zupa. Kucharz próbuje tej zupy. Zupę je też gość w restauracji. Czym próbowanie jednego różni się od konsumpcji drugiego? Kucharz może zupę poprawić – czyli doprawić, np. ziołami. Gość ogranicza się od oceny – zupa według niego jest dobra albo nie.
Podobnie jest z ocenianiem. Można postawić stopień i stwierdzić, że uczeń umie coś na trójkę. A można też pokazać temu uczniowi, co i jak da się poprawić, żeby jego praca była lepsza. Pierwszy sposób oceniania to ocena sumująca – taka jest zawsze na koniec semestru, a także na egzaminach kończących szkołę. Drugi nazywamy ocenianiem kształtującym.
Który lepszy? Zależy do czego. Jeśli chcemy wydać sąd o osiągnięciach ucznia – lepiej sumująco. A jeśli zależy nam na tym, by dziecko się rozwijało – lepiej kształtująco. W życiu jest podobnie. Znowu sięgnijmy po analogię:

Mama dokonała oceny sumującej...

Mama dokonała oceny sumującej…

... a tu kształtującej.

… a tu kształtującej.

Kto chce dowiedzieć się więcej o ocenianiu kształtującym, może obejrzeć film zamieszczony tutaj.

Z pracami domowymi czy bez nich?

brak pracy(2A, 2D, 3E) Dużo osób wypowiada się ostatnio na temat prac domowych – zabrali głos nawet rzecznik praw dziecka i ministerstwo edukacji. W mediach elektronicznych słyszałam wypowiedzi rodziców narzekających, że codziennie muszą siedzieć z dziećmi nad zeszytami. Czas, aby odezwali się i najbardziej zainteresowani – czyli uczniowie.

Czy prace domowe są potrzebnym elementem edukacji, czy zbędnym obciążeniem?

Wypowiedz się na ten temat w dowolnej formie:
- w rozprawce
- w przemówieniu
- w opowiadaniu
- w opisie sytuacji
- w liście
- w pojedynczym argumencie.

To zadanie dla chętnych. Dłuższe formy wypowiedzi zostaną nagrodzone ocenami, a argumenty – cegiełkami na wieży osiągnięć. Termin oddawania prac: 27 października.

Chcesz, żebym nie zadawała prac domowych albo zadawała ich więcej? A może powinny być inne niż dotychczas? Masz niepowtarzalną szansę mnie przekonać. Do dzieła!

 

„Skrawki błękitu”

Skrawki błękitu(3e) Jest powiedzenie jednego z naukowców, który przyznał, że nie wie, jaką bronią posłuży się ludzkość w trzeciej wojnie światowej, ale ma pewność, iż czwarta wojna będzie na kije i kamienie. Chcecie zobaczyć, jak będzie wyglądał świat po takiej wojnie? Przeczytajcie „Skrawki błękitu”. Książka przypadnie do gustu każdemu, komu spodobał się „Dawca”, bo w pewnym sensie stanowi jego kontynuację.
Tak jak w pierwszej powieści z tej serii akcja rozgrywa się w miejscu, którego nazwy nie znamy. Tym razem mówi się o nim „wioska”. W pobliżu jest mroczne Pole Pożegnań i las, w którym  – jak wieść głosi – roi się od bestii, choć jedna z osób twierdzi, że nie ma żadnych bestii. Nie mogę jednak uciec od myśli, że bestie istnieją – są nimi ludzie! Przynajmniej niektórzy, bo książce pojawiają się  i przebłyski optymizmu. Takie skrawki błękitu… Błękit (notabene – jakie to ładne słowo) istnieje  gdzieś „tamój” -  w miejscu podobnym do raju, gdzie jest lepiej, a ludzie zachowują się jak anioły.
Ciąg dalszy losów głównych bohaterów „Skrawków błękitu” – w „Posłańcu” tej samej autorki. Tam też powrót do wątku z „Dawcy”. Zapraszam do lektury!

Sprawdź dostępność książki w bibliotece.

„Bon czy ton”

Bon czy ton(4B) Zazwyczaj dobrze się czyta książki o ancymonach i małych chuliganach, o wiele lepiej niż o wzorowych uczniach. Może to tęsknota za łobuzowaniem, której nie można albo nie wypada spełnić? Pewnie dlatego taką popularnością cieszy się u nas seria książeczek o przygodach Mikołajka i  chłopaków z jego klasy.
Kto polubił Mikołajka, polubi też Kubę i Bubę – dwójkę niesfornych bliźniaków. Występują w naszej następnej lekturze dla chętnych – „Bon czy ton, czyli savoir-vivre dla dzieci”. Nie wystraszcie się obco brzmiącego tytułu – savoir-vivre to po prostu zasady dobrego wychowania. Bohaterowie tej książki stopniowo poznają je przy różnych okazjach, a czy się do nich stosują – sprawdźcie sami. Zapewniam, że niejeden raz się uśmiechniecie przy lekturze.
Czyta się jeszcze lepiej niż Mikołajka, co sprawiają bardzo krótkie rozdziały i duża czcionka. Każdy da radę, nawet ten, kto czyta jeszcze niezbyt szybko. Zadanie dla chętnych jest takie: przeczytaj dowolnych pięć rozdziałów z książki „Bon czy ton” na 16 października. Poproś rodziców, aby wypożyczyli Ci tę pozycję z biblioteki.

Tutaj możecie sprawdzić, w której bibliotece książka jest dostępna.

(4B) Jeszcze o adresie

Czerwone – nie mam pojęcia. Żółte – może sobie poradzę. Zielone – umiem to! Taką sygnalizację przyjęliśmy po pisaniu adresu. Sporo było w zeszytach zielonych kółek, ale i żółtych niemało. Dlatego jeszcze poćwiczymy zapisywanie adresu.
Oto adres na smutno:
Jan Smętny
ul. Cmentarna 1/2
00-000 Ponurowo
A oto adres na kwiatowo:
Jan Różański
ul. Tulipanowa 10
00-000 Stokrotkowo
A teraz praca domowa: Wymyśl i zapisz dwa adresy – jeden na wesoło, a drugi – jak chcesz. Warunek – obydwa zapisane są poprawnie. Czyli
-mają wszystkie elementy
-we właściwej kolejności
-ortografia jest bez zarzutu

Termin – do piątku.

W poniedziałek będzie mała kartkówka z zapisywania adresów. Ocenie podlegają trzy punkty wymienione wyżej.  Trzeba przynieść kartkę. Powodzenia!

 

 

„Dawca”

Okładka

Okładka

Masz naście lat i za mało wolności? Rodzice, szkoła i nauczyciele cię ograniczają? Dyktują ci, co masz robić? Wydaje się, że gorzej już być nie może?
A może nie wiesz, co chciałbyś w życiu robić? Czas wybierać szkołę średnią, a ty nadal nie możesz się zdecydować? Chciałbyś, żeby ktoś podjął ten trud za ciebie?
Na to się nie zanosi, chyba nie sprawdzimy na własnej skórze, jak by to było, gdybyśmy byli zwolnieni z trudnych decyzji. A także z wielu nieprzyjemnych obowiązków. Chcesz się przekonać, jak wyglądałby taki świat – przeczytaj „Dawcę”. Bohater, dwunastoletni Jonasz, wchodzi w nastoletnie życie w wyjątkowej roli, bo jest kimś niezwykłym. To książka o wyborach, o odpowiedzialności i wolności, a także o dorastaniu i odkrywaniu świata. Nie przez przypadek stała się światowym bestsellerem. Warto sprawdzić, czy zasłużenie – tym bardziej, że lekko się czyta.

Sprawdź dostępność tej pozycji w bibliotece.

Miłe słowo na „w”

Chyba powinnam napisać, że na „v”, bo po łacinie brzmi vacatio i oznacza uwolnienie, zwolnienie ze służby, urlop. To by się zgadzało – lipiec i sierpień to przecież czas uwolnienia uczniów (i w mniejszym stopniu nauczycieli) od obowiązków szkolnych. Warto zauważyć, że w polszczyźnie wakacje to tzw. rzeczownik plurale tantum – czyli wyraz, który nie ma liczby pojedynczej, a tylko mnogą. Inne pluralia tantum to np.: spodnie, widły, okulary, nożyczki, drzwi.
Nie tylko uczniowie używają tego słowa. Znają je też prawnicy. W systemie prawnym funkcjonuje coś takiego jak vacatio legis (dosłownie próżnowanie ustawy) – czyli czas, który upływa od ustanowienia nowego prawa do jego wejścia w życie. Jest potrzebny, żeby obywatele mogli się zapoznać z nową ustawą i przygotować do jej stosowania.
A’propos czasu, z wakacjami kojarzą się wczasy -  to też plurale tantum. Dawniej mieliśmy w polszczyźnie rzeczownik wczas – w liczbie pojedynczej. Oznaczał wygodę, przyjemność, wypoczynek. Jan Kochanowski  w jednej z pieśni wychwalał „wieśne wczasy i pożytki”.
Dziś zarówno wakacje, jak i wczasy są używane w liczbie mnogiej. To widomy znak, że powinno ich być więcej. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby weszło w życie prawo wydłużające wakacje – i to bez vactio legis.

Polska najpiękniejsza jest w wakacje

Polska najpiękniejsza jest w wakacje