Jak napisać wypracowanie?

Pisanie wypracowania nie jest zadaniem łatwym. Aby to zrobić, trzeba mieć coś do powiedzenia, poza tym uporządkować treści logicznie, zapisać je poprawnymi zdaniami, bez błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Każda dobra praca – nie tylko na języku polskim -  zaczyna się od planu. Jednak pisanie wypracowania zaczyna się jeszcze wcześniej. Postępuj według poniższych wskazówek:

1.Przeczytaj polecenie.

2.Przeczytaj polecenie. Nie, to nie jest pomyłka – polecenie najlepiej przeczytać dwukrotnie. W przeciwnym razie  po upływie wyznaczonego czasu możesz się przekonać, że napisałeś pracę nie na temat – na egzaminie za taką dostaniesz 0 punktów zamiast 20. Ktoś na egzaminie gimnazjalnym trafił na rozprawkę Śmiech niekiedy może być nauką, a napisał pracę pod tytułem: Śmierć niekiedy może być nauką. To historia autentyczna.

mem1 Można  w temacie podkreślić sobie najważniejsze wyrazy, aby o niczym nie zapomnieć. W ubiegłym roku na egzaminie ósmoklasisty był taki temat: Napisz opowiadanie o spotkaniu z bohaterem wybranej lektury obowiązkowej, który podczas spotkania nauczył Cię czegoś ważnego. W tym temacie warto podkreślić sobie kilka wyrazów:
opowiadanie (czyli w tekście muszą być wydarzenia, trzeba opowiedzieć jakąś historię)
lektura obowiązkowa
– wiadomo, o chodzi
spotkanie (aby nie zapomnieć, że bohaterowie muszą się spotkać)
nauczył
(aby nie zapomnieć o nauce wypływającej ze spotkania)

3.Zaplanuj własną pracę. Ułóż sobie w głowie, co napiszesz we wstępie, co w rozwinięciu, a co w zakończeniu. Plan dobrze jest zapisać w brudnopisie. Dzięki temu zwykle przychodzą do głowy dodatkowe pomysły.

4.Napisz tekst.

5.Sprawdź tekst – przeczytaj go kilka razy, upewnij się, czy nie zawiera zbędnych powtórzeń, błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Sprawdź, czy akapity są widoczne. Teraz zostaje już tylko oddać pracę w terminie. Powodzenia!

“Ile trzeba zjeść czekolady, żeby dostać Nobla?”

BąkJest książka nosząca taki tytuł. Jej autorka to nauczycielka akademicka. Tacy ludzie – słusznie lub nie, to temat na inną dyskusję – kojarzą się z przynudzaniem. Dlatego po przeczytaniu pierwszych dwudziestu stron zajrzałam do internetu – musiałam się upewnić, czy Janina Bąk naprawdę ma coś wspólnego z nauką. Pisze bowiem, jakby była stand-uperką albo autorką tekstów do kabaretu. Już napis na okładce wydaje się dziwny. W środku książki jest podobnie. Tytuły rozdziałów są takie: Skąd wiemy, że owca rozpoznałaby na ulicy prezydenta? Czy jak wsadzimy głowę do lodówki, a nogi do piekarnika, to będzie nam w sam raz? W środku rozdziałów pełno żartów i aluzji oraz anegdot.
Mnie najbardziej wciągnęła ta o studencie socjologii, który w ramach badań naukowych chciał poznać środowisko gangu narkotykowego. W tym celu udał się do zajmowanego przez przestępców pustostanu na odludziu. Wcześniej przygotował specjalną ankietę i zamierzał poprosić o jej wypełnienie. Czy przeżył? – przeczytajcie sami.Ta anegdotka nie jest tylko dla ubarwienia opowieści. Autorka posługuje się nią, aby pokazać czytelnikowi, na czym polegają badania etnograficzne. W ten sposób tłumaczy się skuteczniej niż w najlepszym haśle z encyklopedii.

Niech Was jednak nie zwiedzie otoczka – ta lekka powłoka kryje w sobie całkiem poważną treść. Uczy rozsądku w podchodzeniu do wyników badań, szczególnie tych krzyczących sensacyjnymi tytułami w internecie. Co więcej, zaleca nieufność nawet do wykresów – okazuje się, że za ich pomocą można manipulować odbiorcą. W przystępny, dowcipny sposób tłumaczy podstawowe mechanizmy nauki. Pokazuje, skąd się wzięły szkodliwe mity – na przykład o związku autyzmu ze szczepionką przeciw odrze, śwince i różyczce. Przypomina, że jeśli dwa zjawiska sąsiadują w czasie i przestrzeni, to jeszcze nie dowód, iż jedno jest skutkiem drugiego.
Ta lektura pozwala zrozumieć, że rzeczywistość bywa skomplikowana. Dzięki takim książkom łatwiej przeciwstawiać się antynaukowym mitom, przesądom i – nazwijmy rzecz po imieniu – głupocie. Być może w czasach wszechobecnej rozrywki właśnie tak należy popularyzować wiedzę.
A jak z tą czekoladą – ile trzeba jej zjeść, by dostać Nobla? Tego nie zdradzę.

 

Piosenka o języku

(8a) Wiele razy, czytając rozprawki, zżymam się na sformułowania typu osobiście uważam, moim skromnym zdaniem, jak już wcześniej wspomniałam…, mam nadzieję, że moje argumenty są dobre. Nazywam je watą słowną – wypełniaczami, które nie wnoszą do tekstu żadnej treści. Można wręcz podejrzewać, że ich zadaniem jest pokrycie pustki intelektualnej, wypełnienie limitu słów (wiadomo, że egzaminacyjna rozprawka powinna liczyć ich przynajmniej 200). To stary chwyt. Posłuchajcie wywiadu z dowolnym politykiem: przyparty do muru trudnym pytaniem dziennikarza, zaczyna odpowiedź od: Panie redaktorze… To daje  dodatkowych parę sekund na zebranie myśli.
Na szczęście język pisany ma tę przewagę nad mówionym, że mamy  więcej czasu na cyzelowanie swojej wypowiedzi. Dlatego też obowiązują w nim większe rygory staranności. To ważne, bo teraz część naszej komunikacji ma formę pisemną.

Chcę Wam polecić pewną piosenkę z serwisu YouTube. Wysłuchajcie jej, zanim następny e-mail do mnie rozpoczniecie słowem witam. Następnie, aby poćwiczyć streszczanie tekstów do egzaminu, przepiszcie do zeszytu i uzupełnijcie poniższe zdania.

Tematem tekstu jest…..
Autor tekstu tej piosenki analizuje…
i przekonuje, że ……..

PS Zdaje się, że strona internetowa, o której mowa w piosence, jest niedostępna. Warto natomiast zajrzeć na jasnopis. Tam możecie poddać analizie swoje teksty. Ja już sprawdziłam, co jasnopis sądzi o niniejszym wpisie.

Komiksy i książki o ważnych sprawach

komiksOstatni piątek przyniósł smutną wiadomość: zmarł Papcio Chmiel – autor Tytusa, Romka i A’Tomka – komiksu, na którym wychowało się moje pokolenie. Oprócz inteligentnego dowcipu i ciekawych przygód każda książeczka zawiera sporo  informacji o świecie, a czasem satyryczny komentarz do rzeczywistości.
To mi przypomniało, że komiksy mogą służyć rozrywce, ale i mówić o sprawach poważnych.
Jedną z nich jest niewątpliwie jakość powietrza, którym oddychamy. Fascynująco opisała ją  Beth Gardiner w książce  Uduszeni. Ta dziennikarska relacja pokazuje, że są na kuli ziemskiej miejsca, gdzie co chwilę wdycha się truciznę – obecną np. w samochodowych spalinach, dymie z kuchennych palenisk i domowych kominów. Autorka posługuje się przykładami zarówno z biednych, jak i z zamożnych krajów. Niestety, jeden z tych przykładów  pochodzi z Polski. Aby nie pozostawiać czytelnika w poczuciu przygnębienia, pisarka pokazuje także pozytywne przykłady walki ze smogiem.

Ta batalia nie przyniesie większych efektów, jeśli będzie prowadzona wyłącznie lokalnie. Smog nie uznaje granic państwowych i przemieszcza się ponad nimi. Dlatego zainteresowała się nim Komisja Europejska. Przyczyniła się do powstania komiksu o walce z zanieczyszczeniami pod tytułem Paneuropa versus Smog. Tytuł nie jest przypadkowy. Grecka cząstka pan- oznacza wszystko. Neologizm Paneuropa można więc odczytywać jako cała Europa. Komiks pokazuje  bohaterów z kilku krajów: nas reprezentują pan Twardowski i Sawa,  z Grecji jest Atena, z Niemiec – Szczurołap, a z Włoch – Romulus i Remus. Cały komiks można znaleźć tutaj. Kto chce się przekonać, czy wygramy tę batalię, niech przeczyta.
Jeśli to nie poprawi Wam humoru, sięgnijcie po któreś z dzieł Papcia Chmiela – przy Tytusie nie da się być smutnym.

 

„Mury” – książka dla wszystkich

muryZazwyczaj inne książki pisze się dla dzieci, a inne dla dorosłych. Czy da się napisać taką, która może być dla wszystkich?

Boguś Janiszewski i Max Skorwider pokazali, że tak. W ich książce każdy znajdzie coś dla siebie, a przy okazji niemało się nauczy.

Autorzy zaczynają od kategorycznego stwierdzenia:
“Mury buduje się z dwóch powodów:
1.z murem można się schować,
2.za murem można kogoś zamknąć.”
Następnie rozwijają swoją tezę, podając przykłady historyczne i współczesne. O każdym przywoływanym murze umieścili krótką notatkę i dodali do niej dane statystyczne w małej tabelce. Wykazują się przy tym niemałą kreatywnością, łącząc na przykład upodobanie szkockich Piktów do tatuażu z Wałem Hadriana. Posługują się językiem  nietypowym dla mądrych książek, ale na pewno trafiającym do czytelnika. Pokazują mury powstałe różnych czasach – od starożytności do współczesności, mury z cegieł, z ludzi, z siatek, wody, związane ze sztuką i te najtrwalsze – mury w ludzkich głowach.
Trudno się nie śmiać przy lekturze, ale niektóre stwierdzenia, choć na pozór niewinne, brzmią gorzko: ”Jerozolima to święte miasto. Może właśnie dlatego było ciągle przez kogoś obleganie, palone, burzone i znów odbudowywane”.
Prezentacji murów towarzyszy przegląd technik ich pokonywania, z których negocjacje określono jako formę najnudniejszą.
Warto przeanalizować graficzną stronę książki. Konsument kultury masowej dostrzeże tu Batmana, czytelnik książek – Don Kichota, meloman – Johna Lennona, a każdy rozpozna prezydenta USA z żółtymi włosami. Ilustracje, podobnie jak tekst, łączą humor z bogactwem informacji i skojarzeń.
Podobno książka dla dzieci musi być napisana tak jak dla dorosłych, tylko lepiej. Ta jest – można ją polecić wszystkim, bez ograniczeń wiekowych. Najlepiej przeczytać  wspólnie, a potem porozmawiać. Tematów nie zabraknie.

Boguś Janiszewski, Max Skorwider, Mury, Poznań 2019

Sprawdź, w której bibliotece możesz wypożyczyć tę książkę.

 

Boże Narodzenie

choinkaW cichą noc, w tym niezwykłym czasie, gdy w Boże Narodzenie ogień krzepnie, blask ciemnieje – niech nam towarzyszy wesoła nowina. Pójdźmy wszyscy do stajenki, by znaleźć radość i rodzinną atmosferę, same dobre emocje oraz najlepsze prezenty pod choinką: zdrowie i odporność.

Świteź i jej tajemnice

obrazek na bloga(7b) Dobrze byłoby wiedzieć, czy chłopak, który obiecuje nam wierność i miłość, naprawdę dotrzyma słowa – prawda, dziewczyny? Świetnie byłoby móc sprawdzić wierność i prawdomówność na początkowym etapie znajomości. Dobra wiadomość jest taka, że to się da zrobić. Zła – że do tego trzeba być rusałką mieszkającą w jeziorze Świteź.

To jezioro młody Adam Mickiewicz nieźle znał, prawdopodobnie jeździł do położonych w jego pobliżu szlacheckich dworów i zaścianków: Płużyn, Walówki, Miratycz. W jego czasach Świteź uchodziła za jezioro tajemnicze – była bardzo głęboka i miała wyjątkowo przejrzystą wodę. Lokalne opowieści o zatopionym w jeziorze mieście i żyjących w nim rusałkach musiały przyciągnąć uwagę młodego poety. Mickiewicz napisał o Świtezi trzy ballady: Świteź, Świteziankę i Rybkę. Świteziankę już znacie. Jeśli ktoś potrzebuje powtórki z treści, niech obejrzy film.

Omawiając Świteziankę, mówiliśmy o balladzie – gatunku literackim. Kto chce sprawdzić, czy wie o niej wszystko, niech uzupełni luki w tym tekście.

Dla chętnych jest zadanie dodatkowe:
Zrób lapbooka pod tytułem: Wina i kara w Dziadach i balladach Adama Mickiewicza.
Pokaż w nim, czym zawinili i jak zostali ukarani bohaterowie
II części Dziadów
Świtezianki
dowolnej innej ballady Adama Mickiewicza (Lilie znajdziesz w podręczniku, możesz też zajrzeć do Ballad i romansów i przeczytać Świteź, To lubię lub Rybkę).
Oceniając, zwrócę uwagę na bogactwo i poprawność informacji oraz poprawność języka i zapisu. Termin: 18 stycznia.
Dobrej zabawy przy lapbooku!

 

(R?)ewolucja językowa

Jan Kochanowski

Jan Kochanowski

Jak wiadomo, język się zmienia. Jeśli jakiś genialny naukowiec skonstruuje wehikuł czasu i przeniesiemy się do XVI wieku, trudno będzie się porozumieć z Janem Kochanowskim. Nie wierzycie? Poczytajcie treny albo pieśni bez przypisów.

Okazuje się, że sporo zmian językowych zachodzi na naszych oczach. Nowo powstające wyrazy nazywamy neologizmami*. Neologizmy są potrzebne zwykle wtedy, gdy ktoś wymyśli coś nowego, na przykład urządzenie – trzeba je przecież jakoś nazwać. W tym roku właśnie zagościło u nas coś nowego – koronawirus. To chyba najczęściej używane słowo na kuli ziemskiej. Jednak wyraz koronawirus nie jest nowy – ma co najmniej 50 lat, ostatnio po prostu zyskał na popularności. To on  dał początek wielu innym słowom.

Językoznawcy dzielą neologizmy na kilka grup:

Neologizmy słowotwórcze

To nowe wyrazy utworzone od już istniejących. Takim jest przymiotnik antycovidowy. Powstał z połączenia przedrostka anty- i przymiotnika covidowy. Inny przykład: plandemia. Zdaje się, że ten wyraz ma łączyć plan z epidemią – czyli sugerować, że epidemia to zaplanowany przez kogoś spisek. Osoba używająca słowa plandemia pokazuje, że nie wierzy w istnienie choroby. Koronaferie – takie słowo pojawiło się w marcu po zamknięciu szkół, gdy wielu uczniów pozwoliło sobie na wiosenną labę, zanim szkoły na poważnie zapędziły ich do regularnej nauki.

Neologizmy znaczeniowe

Polegają na nadaniu staremu słowu nowego znaczenia. Spotkałam kiedyś w sklepie przeciwnika maseczki mówiącego: Nie będę nosił kagańca. Wykorzystał wyraz kaganiec dla nazwania maseczki – czyli nadał mu nowe znaczenie.

Zapożyczenia

Typowy przykład: covid-19. Zgadnijcie, z jakiego języka pożyczamy sobie najczęściej?

Neologizmy frazeologiczne

To zawsze więcej niż jeden wyraz, najczęściej dwa. Przykłady: tarcza antykryzysowa, szpital jednoimienny. Zdaje się, że i wyrażenie dystans społeczny należy do neologizmów.

Neologizmy artystyczne

Te są tworzone przez poetów i pisarzy. Pojawiają się w utworach literackich, czasem dla nazwania rzeczy/zjawisk/miejsc nieistniejących w rzeczywistości np. Baśniobór. Zwykle nie wchodzą do powszechnego użytku. Nieraz ktoś mnie pyta: Proszę pani, a kiedy takie słowo zostało wymyślone? Najczęściej nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Rok 2020 jest pod tym względem wyjątkowy – Będziecie mogli kiedyś opowiadać wnukom, że byliście świadkami ewolucji w języku. Ta ewolucja zdarza się właśnie teraz.

*Cząstka neo- na początku wyrazu oznacza: nowy, taki, który niedawno się pojawił.

Nie wszystkie neologizmy przyjmują się w języku. Niektóre zostaną zapomniane.

Nie wszystkie neologizmy przyjmują się w języku. Niektóre zostaną zapomniane.

Sztuczna inteligencja jest wśród nas

1Niedawno wyszła drukiem ciekawa książka poświęcona sztucznej inteligencji. Wbrew mądrze brzmiącemu tytułowi nie jest to podręcznik do informatyki. Znacznie lepiej opisuje ją sformułowanie: ociekające humorem połączenie rysunków z tekstem. Nic dziwnego – to pozycja adresowana – jak głosi okładka – do fanów smartfonów, komputerów i robotów od 9 do 113 lat. Można czytać od początku do końca, można od końca do początku, można otwierać strony na chybił trafił i zaśmiewać się z pokazanych sytuacji. Więcej tam rysunków niż tekstu, robotów co najmniej tyle samo co ludzi, bohaterami są ludzie pierwotni, aplikacje, ale i sławy pokroju Bila Gatesa. Przy okazji lektura uświadamia nam, co to są algorytmy, czym jest sztuczna inteligencja, jak maszyny się uczą, co by było, gdyby wszystkie sprzęty w naszych mieszkaniach się zbuntowały. Warto wiedzieć, co się dzieje w naszych smartfonach, nawet gdy w nie nie patrzymy. Do tego przewidywania przyszłości: co sztuczna inteligencja będzie potrafiła w przyszłości i czy przypadkiem nie zechce rządzić ludzkością. A tak przy okazji: kto kim rządzi – ty smartfonem czy on tobą?

Boguś Janiszewski, Max Skorwider, Sztuczna inteligencja. To, o czym dorośli ci nie mówią, Poznań 2020

Zobacz, w w której bibliotece książka jest dostępna.