Co nam się przypomina…

Na szczęście nie wszyscy nauczyciele są tak surowi (wyciagamykarteczki.pl)

Wakacje za progiem. Za nami prawie rok w czwartej klasie. To ważny rok w edukacji – w porównaniu z trzecią klasą dużo się zmieniło. Można dokonywać różnych podsumowań – nauczyciele właśnie to robią, na przykład wystawiając stopnie. Można też wspominać najlepsze / najsmutniejsze / najciekawsze / najśmieszniejsze / naj…   zdarzenia i  dni. A starsi, ci  z gimnazjum, mają jeszcze więcej wrażeń. Poczytajcie sobie w komentarzach.

[ankieta id="318"]

6 thoughts on “Co nam się przypomina…

  1. Najszczęśliwszy dzień Martyny
    Nadszedł ten dzień, najszczęśliwszy w ciągu całego roku szkolnego. Mała Martyna kończy szkołę podstawową. Mała? Nie. W końcu zaczyna zaraz gimnazjum. Tylko trzy lata, testy kompetencji i kolejny okres w życiu się skończy. To minie tak szybko, jak pstryknięcie palcami.
    Wszyscy uczniowie są już w szkole. Wychowawczyni jest uśmiechnięta, ale pewnie zaraz i tak się rozpłacze. Na pewno jest to dla niej bardzo ciężkie, ponieważ żegna się z małymi potworkami. Zawsze nazywała tak swoją klasę, gdy była niegrzeczna. Na środek dużej sali gimnastycznej wyszedł dyrektor i podziękował wszystkim za przybycie. Następnie do mikrofonu podeszli nauczyciele, którzy po kolei dziękowali wszystkim za ten rok nauki.
    -To wszystko strasznie długo trwa…- myśli Martyna. Przecież za chwilę ma wskoczyć w strój kąpielowy i ruszyć na wymarzone wakacje do Gdyni. Nagle z głośników słychać wesołą piosenkę zwiastującą początek wakacji. W ogromnej, jak dla małej szóstoklasistki, sali rozbrzmiały głosy radosnych i szczęśliwych dzieci. To wymarzony czas dla ucznia. Cały rok zmagał się z ciężkimi pracami domowymi i sprawdzianami. A teraz dwa miesiące jedzenia lodów, słodyczy i wylegiwania się na plaży!
    Dzień zakończenia to takie duże święto i najszczęśliwszy dzień w całym roku. Uczniowie mogą się cieszyć wakacjami, a jeszcze wczoraj siedzieli w szkolnych ławkach.

    • Nie da się uciec przed przykrymi sytuacjami- wmawiam to sobie za każdym razem, gdy spotka mnie coś niemiłego. Zastanawiam się tylko dlaczego zawsze to ja jestem ofiarą, a nie ktokolwiek inny.
      Wstałam dziś wcześniej. Kłótnia z koleżanką poprzedniego dnia nie dała mi pospać. Gdy półprzytomna spojrzałam na zegarek, była 5. „Tylko nie to”- pomyślałam, znowu będę przysypiać na lekcji, wychowawczyni zadzwoni do mamy i będzie piekło. Trochę przybita wstałam i zaczęłam szukać czegoś, w co mogłabym się ubrać. Może różową bluzkę z niebieskimi kwiatami albo zieloną w paski? Tę drugą wkładałam zawsze, gdy przewidywałam problemy, dlatego też wybór padł na nią. Wypiłam mocną kawę w nadziei, że pomoże mi to pozostać przy życiu w szkole. Do pierwszej lekcji pozostały 3 godziny, więc włączyłam telewizor. Przy programach wymagających niewielkiego myślenia czas zleciał bardzo szybko, nim się obejrzałam, już była 7.50 i musiałam biec do szkoły. Pierwsze dwie lekcje to matematyka. Nie ma nic gorszego niż niemożliwe do rozwiązania zadania o 8 rano i to przez 2 godziny, jednym słowem koszmar. Potem przyszedł czas na wf, dosyć przyjemna lekcja, zważywszy na to, że mogłam wykorzystać jedno nieprzygotowanie i posiedzieć przez godzinę. Po lekcji pani dała mi piłkę, którą dziewczyny grały w siatkówkę. Kiedy szłam już w stronę składziku, chłopcy z klasy zabrali mi ją i zaczęli grać. ” A niech się bawią”- stwierdziłam i ruszyłam pod salę, w której miałam następną lekcję. Gdy po dzwonku weszliśmy do sali, rozpakowywanie przerwała nam pani od wf-u.
      - Mogę prosić Anię na chwilę? – spytała.
      - Oczywiście- odpowiedziała pani od geografii.
      Trochę zdziwiona wyszłam z sali i stanęłam przy gablocie ze zdjęciami zaraz przy drzwiach.
      - Pamiętasz, jak po lekcji dałam ci piłkę?- zapytała – Nie ma jej w składziku. Możesz powiedzieć mi, co się z nią stało?
      - Dałam ją chłopakom – powiedziałam i już czułam, jak pocą mi się ręce ze stresu. Wiedziałam, że mam kłopoty.
      - Słucham? – krzyknęła – Nie było żadnych chłopaków na sali, byłaś tylko ty i piłka, zresztą bardzo cenna, bo z międzyszkolnych mistrzostw siatkówki.
      Moje przypuszczenia o dzisiejszych problemach spełniły się. Chwilę później znalazłam się u dyrektor z zarzutem kradzieży piłki. Przez około dwie godziny próbowałam wytłumaczyć, że piłka na pewno leży gdzieś na sali, ale dyrektor był nieugięty. Telefon do rodziców i już chwilę później rozmawialiśmy w trójkę razem z moją mamą. Na szczęście rodzicielka przyjęła postać sprzymierzeńca i namówiła dyrektora, by poprosił chłopaków, którym dałam piłkę. Dwóch wysokich uczniów mojej klasy weszło do gabinetu.
      - Wiecie może, gdzie podziała się piłka, którą rzekomo dostaliście od Ani? – zapytał trochę znudzony sytuacją dyrektor.
      - A tak – opowiedział niebieskooki blondyn- Graliśmy w siatkówkę i piłka utknęła na belce przy suficie.
      - Przykro nam – dodał drugi, trochę niższy o czarnych włosach i zielonych oczach.
      - Wygląda na to, że sprawa została wyjaśniona. – powiedział z wyraźną ulgą w głosie dyrektor.
      - Tak, na to wygląda. – odparłam trochę zdenerwowana.
      Na skraju wyczerpania nerwowego wróciłam z mamą do domu. Usiadłam na szarej kanapie w salonie i włączyłam bajki. Zawsze mnie odprężały. Trwałam tak do wieczora, gdy nadszedł czas rozmyślań nad życiem. Po intensywnym analizowaniu wiem już na pewno- nie da się uciec przed przykrymi sytuacjami.

  2. Najlepszy dzień Łucji
    A wszystko zaczęło się od zwykłej wiadomości. Łucja dostała informację od Moniki o przygotowanej niespodziance dla dziewczyny. Zapowiadał się ciekawy dzień.
    Dziewczyny zaplanowały spotkanie w pobliskim parku. Łucja czekała na przyjaciółkę, siedząc na ławce. Z daleka dostrzegła brunetkę, która zbliżała się w jej stronę cała w skowronkach. Zdezorientowana spytała się jej, co się stało.
    - Dlaczego się tak cieszysz?
    - Niedługo zobaczysz. – odpowiedziała podekscytowana Monika.
    - Nie powiesz mi, o co chodzi? – blondynka zapytała znudzonym głosem.
    - Niespodzianka to niespodzianka. – uśmiechnęła się.
    Przyjaciółki udały się pod szkołę, pod którą było zgromadzone kilkadziesiąt bądź nawet kilkaset osób. Łucja, dalej nie wiedząc o co chodzi, przeciskała się z Moniką przez ten tłum. Co chwilę zerkała na koleżankę, której z każdym krokiem powiększał się uśmiech na twarzy. Na drzwiach wisiało mnóstwo kartek. Blondynka zorientowała się, co się dzieje i zaczęła szukać swojego nazwiska pośród setki innych. Po odnalezieniu przeniosła swój wzrok na tytuł, który dotyczył osób zakwalifikowanych do klasy. Łucja z wielkim uśmiechem na twarzy wróciła do Moniki i rzuciła się jej na szyję. To był zdecydowanie najlepszy dzień.
    Łucja wróciła ucieszona do domu i podzieliła się informacją ze swoimi rodzicami. Oczywiście cieszyli się razem z nią. A wszystko zaczęło się od zwykłej wiadomości.

  3. Najsmutniejszy dzień
    „Byle podmuch wiatru może zgasić lampę- trzeba dobrze uważać”
    Słowa Antoine de Saint-Exupery’ego są bardzo niezrozumiałe dla Marcela,chociaż jego zielone oczy, od dziesięciu minut, wwiercają się w tekst z godnym podziwu uporem. Po co im tyle wiedzieć o tym pisarzu? Są już prawie dorośli i nie będą czytać książek dla dzieci takich jak „Mały Książę”.
    O co w ogóle chodzi z tą lampą?!
    Kładzie głowę na ławce. Zielone oczy zachodzą lekką mgłą, powieki przymykają się… Wtem do sali wpada zdyszany chłopak z podstawówki. Jest bardzo zmęczony i zgrzany, widać że zależało mu na szybkim dostaniu się do sali. Chłopczyk mówi coś cicho do nauczyciela, ale Marcel siedzi na tyle blisko, że wszystko słyszy.
    - Przepraszam, że przeszkadzam proszę pana – zaczyna malec – Pani dyrektor właśnie została poinformowana, że pan Kordas miał poważny wypadek i prosi, by przyszedł pan na zastępstwo na czwartej lekcji.
    - Dobrze – mówi oszołomiony pan Czasnyk- powiedz pani, że przyjdę na zastępstwo.
    Chłopiec wychodzi szybko z sali, a Marcel czuje straszny mętlik w głowie. Pan Kordas prowadził koło literackie, na które chodził zielonooki. Chłopiec bardzo lubił nauczyciela, który zawsze mu pomagał, gdy czegoś nie rozumiał. Wydawało się to odwzajemnione, gdyż mężczyzna często inicjował miłą rozmowę z uczniem. Teraz Marcel siedział otępiały w ławce, zdziwiony poczuciem straty i smutkiem, które go ogarnęło. Niepokoił się, że już nie będzie mu dane porozmawiać z nauczycielem.
    Przecież pan Kordas był mężczyzną silnym i w kwiecie wieku. Jak coś tak ważnego jak ludzkie zdrowie i życie może być tak ulotne? Z namysłem spojrzał na temat nie zaczętego zadania, które leżało przed nim na stole. Już wiedział, co napisać.
    „Byle podmuch wiatru może zgasić lampę- trzeba dobrze uważać.”

  4. Najgorszy dzień piętnastolatki
    Ostatni dzień wakacji Ewa spędziła w domu, załamana. Dlaczego? Ponieważ jutro miał być 1 września. Ewa właśnie zaczynała ostatnią klasę gimnazjum, w nowej szkole.
    Z jednej strony fajnie, pozna nowych znajomych. Dziewczyna jednak tak nie myślała, była załamana tą całą sytuacją. Obawiaała się, że nowi koledzy i koleżanki nie przyjmą jej tak ciepło jak w poprzedniej szkole. Ewa na co dzień była bardzo nieśmiała i trudno nawiązywała nowe znajomości. Było to spowodowane jej kompleksami. Smuciło ją również to, że w tym roku szkolnym będzie pisała testy gimnazjalne. Był to jeden z dwóch minusów rozpoczęcia trzeciej klasy gimnazjum. Nadszedł ten okropny dzień, 1 września. Ewa w stroju galowym poszła na rozpoczęcie roku szkolnego. Stresowała się jak nigdy, serce waliło jej jak młot. Gdy stanęła w drzwiach sali gimnastycznej, spanikowała. Przed jej oczami ukazał się tłum nieznanych jej nastolatków. Dla dziewczyny w tym wieku musiał być to duży stres. Stało się tak, jak przewidywała. Koledzy i koleżanki nie zwrócili w ogóle uwagi na nową osobę w klasie. To bardzo zasmuciło Ewę, liczyła na to, że w pierwszym dniu w nowej szkole nawiąże jakieś znajomości.
    Lecz po paru tygodniach sytuacja się odmieniła. Dziewczyna zaprzyjaźniła się z koleżankami z klasy, co bardzo ją ucieszyło. Jednak najgorszym dniem piętnastolatki w szkole był zdecydowanie 1 września.

  5. Najgorszy dzień w szkole
    Czasami mamy takie dni, w których nic nie idzie po naszej myśli. Z pozoru zwyczajny dzień może zamienić się w totalną katastrofę. Doświadczyłam tego akurat w dniu, w którym miałam odebrać dyplom za zajęcie I miejsca w konkursie ortograficznym. Wtedy moje życie bardziej przypomniało mi ciąg niefortunnych zdarzeń niż normalny dzień z życia nastolatki.
    W tamtym dniu mieliśmy wyjątkowo tylko cztery lekcje, bo niektórych nauczycieli nie było. Pomyślałam, że to będzie bardzo spokojny dzień, lecz nie wiedziałam, że w tak krótkim czasie tak dużo może się wydarzyć.
    Na pierwszej lekcji mieliśmy sprawdzian z matematyki. Byłam pozytywnie zaskoczona, gdy zrobiłam wszystkie zadania i od razu poprawił mi się humor. Jednak nie na długo. Wybił dzwonek na przerwę. Gdy tylko wstałam, żeby oddać sprawdzian, usłyszałam okropny dźwięk, jakby coś się rozerwało. Okazało się, że zahaczyłam spódnicą o róg ławki i teraz miałam w niej dziurę od kolana aż do połowy uda. Oczywiście wszyscy zaczęli się śmiać, a ja uciekłam jak najszybciej do toalety.
    Po kilku minutach stwierdziłam, że i tak nie mogę iść do domu, żeby się przebrać, ponieważ za chwilę miałam odebrać swój dyplom na apelu. Zdecydowałam, że zostanę w spódnicy i nie będę dramatyzować, chociaż łzy prawie dochodziły mi do oczu.
    Na apelu postanowiłam skupić się tylko na słowach dyrektora, a nie na rozdartej spódnicy. Niektórzy jednak mi o niej przypominali.
    - Ej, Kaśka, jak tam spódnica?
    - Co się stało? Nie zmieściłaś się?
    - Może przynieść ci worek na śmieci? Przynajmniej będziesz lepiej wyglądać – mówili chłopcy z mojej klasy.
    Nigdy ich nie lubiłam. Miałam po dziurki w nosie ich wstrętnych uwag i właśnie kiedy dyrektor wypowiedział moje imię, wystartowałam jak burza po dyplom. Niestety, los dzisiaj mi nie sprzyjał. Już chciałam uścisnąć dłoń dyrektora, gdy nagle poślizgnęłam się i runęłam jak struna na środek audytorium. Nim nawet zdążyłam o czymkolwiek pomyśleć, cała sala wybuchnęła śmiechem.
    Potem wszystko wydarzyło się tak szybko, jakby to był tylko ułamek sekundy. Podniosłam się, szybko odebrałam dyplom z rąk dyrektora, z wysiłkiem powstrzymującego śmiech i zaczęłam biec do najbliższej toalety. Tylko się nie rozpłacz- pomyślałam.
    Następne lekcje mijały bardzo wolno, chciałam już po prostu iść do domu. Zaczęła się ostatnia lekcja – WF, na której graliśmy w siatkówkę. Zaczęłam przypominać sobie wszystkie sytuacje, które dzisiaj mi się przydarzyły. Czemu nie byłam ostrożniejsza? Jak mogłam wywrócić się na oczach całej szkoły? I dlaczego wszystko idzie na opak?
    - Kaśka! – Nawet nie zdążyłam zareagować na moje imię, bo coś twardego walnęło mnie w głowę. Następna rzecz, jaką pamiętam, to obudzenie się w gabinecie szkolnej pielęgniarki, która powiedziała, że moi rodzice zaraz po mnie przyjadą.
    Jak można się domyślić, ten dzień był najgorszym, jaki przeżyłam w szkole, a być może nawet w życiu. Mam nadzieję, że już nigdy nie będę miała takich sytuacji i nikomu ich nie życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge