Jak się napracować i dostać zły stopień?

Chyba najbardziej pracochłonne zadanie, jakie może wymyślić polonista dla uczniów, to napisanie wypracowania. Wiele osób tego nie lubi, ale niektórzy  potrafią się sprężyć i włożyć sporo trudu w redagowanie tekstu. Czasem kończy się to jednak niską oceną. Jak się namęczyć i dostać dwójkę albo trójkę? Oto kilka recept:
Zadana była rozprawka na taki temat: Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Można ułożyć wstęp, w którym pojawi się tylko teza:
W tej pracy udowodnię, że zarówno lektury szkolne, jak i fraszki mogą skłonić nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Prawda, że czegoś tu brakuje? Nie ma nawiązania do tematu, przez to wstęp wydaje się zbyt zdawkowy, jakby niedokończony. Trochę więcej można znaleźć w takim rozpoczęciu:
Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad różnymi ważnymi sprawami. W swojej pracy przedstawię argumenty, które to potwierdzają.
Tu też brakuje nawiązania do tematu.
Jeśli jednak ktoś nie chce napracować się na próżno, a nie uważa się za wybitnego literata,  może ułożyć wstęp według najprostszego wzoru używanego na lekcji (nawiązanie do tematu, teza, zapowiedź dalszych rozważań):
Wiele osób zastanawia się, czy utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami. Na chwilę obecną stawiam tezę, że utwory literackie oddziałują na nas w ten sposób. W dalszej części pracy uzasadnię swoją opinię odpowiednimi argumentami.

Wróćmy jednak do naszego poradnika dostawania słabych ocen. Teraz przedstawię naprawdę niezawodną receptę: Napisz nie na temat! Na przykład tak:
Według mnie społeczeństwo ma duży problem z tolerancją innych ludzi. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że swoim zachowaniem robią innym krzywdę. W swojej pracy postaram się udowodnić moją tezę na podstawie niektórych utworów literackich omówionych w pierwszej klasie gimnazjum.
Albo tak:
W swojej pracy zamierzam zastanowić się nad ważnymi sprawami z życia codziennego. Moje przemyślenia skupiły się na wartościach człowieka.

Jeśli  nie przepisujesz z tablicy tematu zadanego wypracowania – właśnie robisz pierwszy krok na drodze do dwójki za napisaną (być może w pocie czoła) pracę.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Co jeszcze będzie?

Przed świętami zakupy robi się chyba częściej niż zwykle. Jeśli przy tej okazji wybierzemy się  na kawę do jakiejś sieciowej kawiarni, możemy, stojąc w kolejce, być świadkami  dialogu z rodzaju takich:

-Co dla pani?
-Poproszę  o kawę z mlekiem i ciastko owsiane.
-Coś jeszcze będzie?
-Dziękuję, to wszystko.

Wydawałoby się, dialog jak dialog – często się takie słyszy. Nieraz obiło mi się o uszy to „co jeszcze będzie?”, które – nie ukrywam – razi moje wyczucie językowe. Sto razy grzeczniej byłoby zapytać: „Czy życzy pani sobie jeszcze czegoś?” To jednak jest bardzo oficjalne, a do tego o wiele dłuższe niż powszechne „co jeszcze będzie?” Dla kogoś, kto obsługuje kilkaset osób dziennie, to pewnie spora różnica. Poza tym taka bezosobowa forma pozwala uniknąć wątpliwości, czy do danej osoby (np. w wieku licealnym) należy zwracać się już per „pani”, czy jeszcze per „ty”.
Ja jednak wolę pracowników, którzy starają się być dla mnie mili i nie oszczędzają języka, gdy ze mną rozmawiają. Z powodu mojego wieku nie ma ze mną także problemu w wyborze formy „pani” lub „ty”. W jednej z infolinii, z których korzystam, na zakończenie pracownik pyta mnie zawsze: „Czy jeszcze coś mogę dla pani zrobić?” Dobrze, że nie rzuca: „Co jeszcze będzie?”.

Co bedzie

Za małe? Kliknij, aby powiększyć.

Co chcesz dostać z Kochanowskiego?

(1A, 1D) Wybierz sobie ocenę…

… a ponieważ na ocenę trzeba zasłużyć, najpierw się przygotuj do odpowiedzi. Kończymy omawianie utworów J. Kochanowskiego i czas na sprawdzenie, co umiecie. Sam wybierz, jaki stopień chcesz dostać:

Na dwójkę…

Na trójkę…

Na czwórkę…

Na piątkę…

Na szóstkę…

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie”. …umiesz to, co na dwójkę

+

recytujesz z pamięci początek trenu  VIII (do słów „głowy psować”).

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie” i  tren VIII

+

wyjaśniasz, co to jest fraszka i tren

…umiesz to, co na czwórkę

+

wyjaśniasz,

używając cytatu, o co prosi podmiot liryczny we fraszce „Ku Muzom”

+

znajdujesz w utworach apostrofę, anaforę i puentę

…umiesz to, co na piątkę

+

wymieniasz trzy etapy w życiu poety

+

znajdujesz w utworach średniówkę

+

recytujesz z pamięci dowolną dodatkową fraszkę inną niż dwuwersowa

Nie męcz się, jeśli nie musisz. Ratunku poszukaj na przykład na YouTube – tam jest nie tylko „Ucho prezesa”. Znajdziesz też tren VIII i fraszkę „Na zdrowie”, a także wiele innych utworów – miłej nauki i dobrej zabawy!

Czyje to jest i kogo nie ma?

CzyjDzwonek na przerwę, wszyscy – łącznie z nauczycielem –  zaczynają się pakować. W pewnym momencie jeden z uczniów podnosi z podłogi leżący pod ławką długopis albo ołówek i krzyczy na całą klasę: „Ej, kogo to jest?!”

I teraz trzeba przedłużyć lekcję, bo nie sposób zostawić takiego błędu bez komentarza. Błędem nie jest to, że ktoś życzliwy chce oddać zgubę właścicielowi. Tu jest błąd gramatyczny. Prawidłowo zadane pytanie brzmiałoby: „Czyje to jest?”. Zaimka kogo też czasem używamy, ale w innych zdaniach – na przykład: „Kogo dzisiaj nie ma?”, „Do kogo to należy?” W razie wątpliwości zawsze warto skorzystać ze słownika poprawnej polszczyzny albo z poradni językowej .

Przykładowa recenzja

Recenzja nie jest łatwą formą wypowiedzi. Recenzja książki wydaje się nawet trudniejsza od recenzji filmu. O filmie da się chyba więcej napisać – zawsze można zająć się grą któregoś z aktorów albo efektami specjalnymi (jeśli są). A książka – podoba się albo nie, jest ciekawa albo nudna, nad czym tu się rozwodzić? Recenzja książki to właśnie takie rozwodzenie się. Zresztą  sami zobaczcie:

Stary chłopiec
Recenzja książki „Oskar i pani Róża”
Wiara, Bóg, życie, śmierć – „Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami”. Tę i wiele innych sentencji można znaleźć w utworze E. E. Schmitta pt. „Oskar i pani Róża”. Została opublikowany przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Tłumaczeniem z języka francuskiego zajęła się Barbara Grzegorzewska , a okładkę zaprojektował Olgierd Chmielewski.
Książka opowiada historię dziesięcioletniego chłopca Oskara, śmiertelnie chorego na białaczkę. Odwiedza go wolontariuszka, pani Róża, znana również jako Dusicielka z Langwedocji. Kobieta proponuje chłopcu, aby zaczął pisać listy do Pana Boga, w których będzie opowiadał Mu o każdym swoim dniu oraz prosił Go o różne rzeczy. Książka składa się właśnie z takich listów. Potem ciocia Róża wpada jeszcze na wiele innych pomysłów. Jeden z nich szczególnie przypadł Oskarowi do gustu. Miał żyć, jakby dziesięć lat trwało jeden dzień. Przez dwanaście dni chłopiec przechodzi przez całe swoje życie, przeżywa przygody, a potem opisuje wszystko Panu Bogu.
Utwór ten pokazuje, jak trudno pogodzić się ze śmiercią i że warto wykorzystywać każdy dzień, żyć, jakby za chwilę miało się umrzeć. Widać w nim również, jak wygląda codzienność w szpitalu oraz jak śmierć jednej osoby może wstrząsnąć wszystkimi dookoła. Porusza też temat religii i życia po śmierci.
Postaci w książce były bardzo żywe i przekonujące. Zdziwiło mnie jednak, że Oskar, pomimo swego młodego wieku, ma bardzo rozwiniętą samoświadomość, sprawia wrażenie inteligentnego, posługuje się ładnym językiem. Oprócz tego ścigają go problemy sercowe i inne kłopoty adekwatne do jego wielu. Mimo że chłopiec jest chory, ani razu nie widzimy, aby użalał się nad sobą. Szybko godzi się z nieuchronną śmiercią i wykorzystuje dni, które mu jeszcze zostały.
Na okładce widzimy chude nogi małego dziecka w znacznie za dużych, męskich butach. Pokazuje to, jak wciąż dziesięcioletni Oskar przeżył całe swoje dorosłe życie w dwanaście dni. Ujęcie to bardzo mi się podoba i idealnie ukazuje treść utworu.
Przy lekturze tej książki można jednocześnie się śmiać i zalewać łzami. Jest krótka i lekka, jednak porusza wiele trudnych tematów. Czytanie jej sprawiło mi przyjemność i pewnie nieraz do niej wrócę.
Polecam ten utwór wszystkim osobom, które lubią zastanowić się czasem nad sensem istnienia, nad religią czy śmiercią. Można sporo się z niej dowiedzieć oraz przeczytać w niej dużo pięknych. Myślę, że odmieniła światopogląd większości czytających ją ludzi.

(M. Cz., kl. IIIA)

„Samotni.pl”

Samotni„Samotnym jest się także wśród ludzi”- dowiadujemy się z „Małego Księcia”. Potwierdza tę prawdę fabuła książki B. Kosmowskiej. Samotności doświadczają chyba wszyscy bohaterowie, wśród których są nastolatki, ale i ludzie dorośli, a nawet zaawansowani wiekiem, właściwie – spójrzmy prawdzie w oczy – stojący nad grobem. Jednak główny bohater to nastolatek, uczeń liceum. Może dlatego tak dobrze się to czyta. Lektura zmusza do namysłu nad paroma sprawami: Czy warto handlować kradzionym towarem, żeby zapewnić lekarstwa chorej babci? Co by było, gdyby spodobała ci się siostra twojej wychowawczyni? Czy ta twoja wychowawczyni to też człowiek, czy jednak mówiący robot? Co gorsze: być sierotą czy eurosierotą? Najgorsza chyba jednak jest samotność. Niektórzy sobie z nią radzą. Kto i jak – o tym tym jest ta książka.

Sprawdź, w której bibliotece książka jest dostępna.

Konkurs na ściągę

(1A, 1D) Jak wiadomo, ściągi robi się po to, żeby z nich ściągać. Czasem mają skutki uboczne – najgorszy to taki, że zostanie się przyłapanym przez nauczyciela. Ja w takich wypadkach od razu stawiam jedynkę – nie lubię być oszukiwana. Inny skutek uboczny: można się sporo nauczyć przy pisaniu ściąg. Czasem tak dużo, że podczas sprawdzianu nie trzeba już  do nich zaglądać.
Właśnie  konkurs na takie ściągi chcę Wam zaproponować: zrób ściągę, która pomoże Ci zapamiętać, przed którymi spójnikami stawiamy przecinek, a przed którymi nie wolno go umieszczać. Ściąga może być umieszczona w dowolnym miejscu – nad biurkiem, na okładce zeszytu,  na plecaku, a nawet na smartfonie – zresztą tego nie trzeba Wam podpowiadać, Wasza pomysłowość jest większa od mojej. Aby wygrać konkurs, wystarczy spełnić tylko dwa warunki:
-mieć najbardziej pomysłową ściągę
-umieć wypisane na niej spójniki.

Jak zgłosić do konkursu swoją ściągę? Wystarczy mi ją pokazać albo przysłać zdjęcie e-mailem. Na zwycięzcę czeka atrakcyjna nagroda-niespodzianka. Termin: do środy 22 marca.

Kontynuuj, ale nie dalej

Pracujemy teraz z prezentacjami. Nie wystarczy zrobić pokazu slajdów w PowerPoincie albo Prezi, trzeba jeszcze wystąpić. Przy  monologu przed klasą niektórzy się trochę stresują, inni nie, ale każdy chce dobrze wypaść, bo wystąpienie jest  na stopień. Widać, że niektórzy prelegenci się starają, co – paradoksalnie – może prowadzić do powtarzania niektórych błędów. Tak było dzisiaj. Przed każdym slajdem słyszeliśmy: Kontynuujmy dalej. Co w tym złego? Wyraz dalej. Ze znaczenia samego słowa kontynuować wynika, że coś jest prowadzone dalej. Jeśli jeszcze dodamy przysłówek dalej, powstanie – jak mówią uczniowiemasło maślane (językoznawcy nazywają to pleonazmem). Jak uniknąć tego błędu? Jest chyba tylko jeden sposób – myśleć, co się mówi. Albo zastąpić słowo kontynuować  wyrazem iść. Można przecież powiedzieć: Idźmy dalej. To lepsze niż kontynuujmy dalej.

Potrafisz znaleźć te dwa błędy?

Potrafisz znaleźć te dwa błędy?

Komputer i kompot – przy jedzeniu o języku

JeśćCo wspólnego ma komputer z kompotem? Ktoś powie, że siedząc przy komputerze, można popijać kompot, ale sprawa jest bardziej skomplikowana:  obydwa wyrazy mają to samo źródło – pochodzą od łacińskiego compositus=złożony. Podobnie inne słowa są powiązane: jeść i jest, kanapka i kanapa – do nich dochodzi jeszcze komar i nie przez przypadek na drzemiącego mówimy, że ucina sobie komara. Okazuje się, że bez przypraw nie ma dobrego dania, ale w języku nazwy przypraw brzmią raczej groźnie: opieprzyć, ochrzanić kogoś  – prawda, że nieprzyjemne? To wszystko ma naukowe potwierdzenie, i to jakie! Autoryzowane przez samego profesora Jerzego Bralczyka, który pisząc o jedzeniu, napisał jednocześnie o języku. Jeść!!! – słownik jedzenia, w którym każdy wyraz zajmuje tylko jedną stronę, ozdobioną pysznymi fotografiami, a na tej stronie są same ciekawostki pochodzeniu słowa i powiedzeniach z nim związanych. Jeść!!!- ale smaczna lektura!

Chcący szuka sposobu

Podobno  ten, kto nie chce, szuka powodu, a chcący szuka sposobu. To prawda, która się sprawdza przy zadawaniu lektur. Gdy ogłaszam w klasie tytuł następnej  książki do przeczytania, od razu pada pytanie, którego nie cierpię: A długie to jest? Sto razy bardziej wolałabym usłyszeć inne pytania: A czy to ciekawe? A o czym to jest? A kto jest bohaterem? Niestety, rzadko je słyszę. Często natomiast jako drugie pytanie pada takie: A jest w szkolnej bibliotece?
wolnelekturyNo właśnie. Z reguły omawiamy utwory, które są zakupione przez szkołę – dostępność lektur jest jednym z kryteriów ich wyboru. Musimy jednak pamiętać, że nie jesteśmy jedyną klasą w szkole, inni omawiają te same książki. Może się zdarzyć, że którejś pozycji nie ma. Co wtedy?
Chcę jasno  powiedzieć: niedostępność książki w szkolnej bibliotece nie zwalnia ze znajomości lektury. Jest mnóstwo sposobów, żeby dotrzeć do zadanego utworu – można np. pożyczyć go od kolegi. A jeszcze lepiej zajrzeć do katalogu bibliotek publicznych i sprawdzić, gdzie dana pozycja jest dostępna. Ba, po sprawdzeniu można (i warto)  ją sobie telefonicznie zarezerwować  – zostanie odłożona i będzie na nas czekała. Niekiedy wymaga to pofatygowania się w inne rejony miasta, ale przecież lektury zwykle zadawane są z miesięcznym wyprzedzeniem!
Zatem nie szukajcie wymówek i usprawiedliwień, dlaczego nie znacie lektury. Szukajcie sposobów, nie powodów!