Opis przeżyć Aliny

Nie jest łatwo opisywać uczucia. To wymaga sporej sprawności językowej i bogatego zasobu słów. Wiele osób poprzestaje na kilku linijkach, bo nie wie, jak rozbudować tekst. To trudności, które się pojawiają, gdy przedstawiamy własne emocje. Kiedy trzeba pokazać przeżycia bohatera literackiego, potrzebna jest dodatkowo świetna znajomość utworu.
Jednak stworzenie dobrego opisu uczuć jest możliwe. Mai się udało. Warto dodać, że to była praca klasowa – wypracowanie pisane samodzielnie i w ograniczonym czasie. Kto wybiera się na poprawę tego zadania, niech uważnie przeanalizuje tę realizację:

        Co czuła Alina, zanim wyruszyła do lasu z dzbankiem na maliny? – opis przeżyć
    W chwili pojawienia się wielkiego pana w skromnej chacie naszej kochanej matki moje życie gwałtownie uległo zmianie. Od razu wiedziałam, że była to dla naszej małej rodziny szansa na godną egzystencję. Świat stał się kolorowy, barwy nabrały niesamowitej i żywej głębi… Serce zabiło mi szybciej.
    Kirkor zaczął rozmawiać z matką, lecz w pewnym momencie zdarzyło się coś dziwnego. Bałam się chociażby poruszyć. Wielki pan pożerał wzrokiem mnie i moją siostrę Balladynę. Wspominał o jakiejś muzyce,  o wiankach na naszych głowach… Zmrużyłam  oczy. Czyżby był… zakochany? Zaczęłam gorączkowo myśleć. Jeśli on weźmie za żonę jedną z nas, odmieni nasze życie. Matka będzie mogła odpocząć na stare lata i godnie żyć, nie martwiąc się o pieniądze i żywność. Zresztą z wyglądu był niczego sobie. Miał duże, ciemne, błyszczące oczy i olśniewający uśmiech.  Jego kasztanowe włosy spływały kaskadami po ramionach. Uśmiechnęłam się i posłałam mu najpiękniejszy uśmiech, jaki miałam. Wtedy właśnie poczułam coś niezwykłego. Miłość? Zauroczony Kirkor wyznał naszej matce, że pragnie ożenić się  z jedną z nas. Matka od razu zaczęła wychwalać Balladynę. Zabolało. Całe życie byłam dla niej dobra, wykonywałam najcięższe prace, wyręczałam Balladynę w jej obowiązkach. Zaczerwieniłam się. Walczyłam ze łzami. Bogaty mężczyzna mógł odmienić wszystko, ale dlaczego ja byłam zawsze na drugim planie? Dlaczego siostra, choć się o to nie starała, zdobyła bezgraniczną miłość matki?
    Wtem Kirkor ogłosił, że jedna z nas – ta, która jako pierwsza przyniesie mu dzban pełen malin -zostanie jego żoną i wprowadzi się na zamek. Serce wypełniła mi nadzieja! Mogłyśmy jechać na zamek! Spojrzałam na Balladynę. Coś w jej oczach mnie zaniepokoiło, lecz stwierdziłam, że to tylko urojenie. Byłam zdeterminowana i szczęśliwa.
    Wyszłam z chaty i odetchnęłam głęboko. Spojrzałam na zacienioną stronę lasu. Wiatr rozwiewał mi włosy. Wiedziałam, że to ja zbiorę te maliny. Tylko osoba o dobrym sercu mogła widzieć  tam maliny. A czy moja siostra je znajdzie? Zobaczymy…
Ta sytuacja wydała mi się niewiarygodnie absurdalna. Stały się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca. Jednakże zawsze coś musi się kończyć, żeby coś innego mogło mieć początek.
    Ufam przeznaczeniu i liczę na to, że los i Bóg mi pomogą. Na razie ruszam w drogę, aby znaleźć maliny dla być może przyszłego męża.
Maja S., klasa 2A

Cyberchoroby

Okładka książki

Okładka książki

Są różne słowa z przedrostkiem cyber-: cybernetyka, cyberprzemoc, cyberprzestępczość… Okazuje się, że są też cyberchoroby. To, jak z budowy wyrazu wynika, dolegliwości spowodowane (nadmiernym) kontaktem z nowoczesnymi urządzeniami i internetem. Opisuje je Manfred Spitzer – profesor, psychiatra i neurobiolog, znany w Polsce przede wszystkim z wydanej u nas przed kilku laty Cyfrowej demencji. Cyberchoroby zasługują na co najmniej tak samo duże zainteresowanie czytelników. To ponad trzysta stron czytania o wpływie telewizji, smartfonów, tabletów, komputerów, Facebooka i innych stron internetowych na nasze (a także naszych dzieci) zdrowie fizyczne i psychiczne. Wszystko poparte badaniami naukowymi – sama bibliografia zajmuje ponad 70 stron. A jednak jak to jest napisane! Nie trzeba być naukowcem, aby zrozumieć – czyta się lekko i szybko. W końcu od autora książki zatytułowanej Jak uczy się mózg  można wymagać, by podawał treści w przystępnej formie.

Ktoś kiedyś powiedział: Jeśli nie ma cię na Facebooku, to nie istniejesz. Może się jednak okazać, że prawdziwe (albo co najmniej lepsze) życie jest offline. Cyberchoroby – warto przeczytać, żeby wyrobić sobie własne zdanie.

Baśnie – naucz się więcej

(4b) Baśnie to takie teksty, które dobrze się czyta. Zwykle można w nich znaleźć ciekawą historię zwieńczoną nagrodą dla dobrych, a karą dla złych bohaterów. Tak przynajmniej było we „Wróżkach”. Może ich popularność wzięła się stąd, że dają nam poczucie sprawiedliwości.

Lapbooki pokazują, że dużo już wiecie o baśniach

Lapbooki pokazują, że dużo już wiecie o baśniach

W każdym razie lubią je już małe dzieci. Czasem określają je słowem bajka.
-Opowiedz mi bajkę – mów niejeden maluch i oczekuje baśni. Lepiej nie mylić bajki z baśnią. Prawdziwa bajka to zupełnie inny tekst – najczęściej wierszyk z morałem, bywa, że jego bohaterami są zwierzęta. Tymczasem w baśniach roi się od innych postaci – królów, królewiczów i księżniczek na wydaniu, a także dobrych i złych wróżek, które potrafią przemieniać siebie i innych bohaterów.
Warto poznać więcej baśni. Dlatego jest zadanie dla chętnych – trzeba przeczytać baśń „Słowik” H. Ch. Andersena, a także wykonać zadania zamieszczone tutaj.

Zaliczanie tego zadania odbędzie się w poniedziałek 4 grudnia po lekcjach. Zapraszam!

Język polski z pisarzem

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem (kliknij, aby powiększyć)

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem
(kliknij, aby powiększyć)

Od kogo najlepiej uczyć się pisać? Jeśli sądzicie, że od polonistki, to jesteście w błędzie. Znacznie lepiej uczyć się pisania od kogoś, kto robi to na co dzień, inaczej mówiąc – dla kogo pisanie to zawód. Czyli od pisarza.
Dziś lekcje polskiego wyglądały inaczej niż zwykle. Prowadził je Dariusz Rekosz – autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu poczytnych powieści dla młodzieży. Z gimnazjalistami z klas drugich podzielił się tajemnicą tworzenia bestsellerów –  od tytułu poczynając, na dialogach kończąc. Starszym zaprezentował książki, które w różnych okresach historii były zakazane – z rozmaitych przyczyn: obyczajowych, politycznych, z powodu naruszania czyichś dóbr  albo ze względu na prawa autorskie. Kto by pomyślał, że znajdą się wśród nich  dzieła, o których współcześnie uczymy się w szkole – Biblia i O obrotach sfer niebieskich Mikołaja Kopernika.
Dla najmłodszych uczniów, tych z klasy czwartej, pisarz przygotował warsztaty detektywistyczne. Mowa była o różnego rodzaju językach i szyfrach – i nie tylko mowa! Każdy miał okazję sprawdzić, czy nadaje się na  Sherlocka Holmesa.  To wymagało sporo refleksu, spostrzegawczości i jeszcze więcej koncentracji.
Oczywiście można było też porozmawiać z pisarzem, dostać autograf, a nawet zrobić wspólne zdjęcie.
Po takich korepetycjach pisanie opowiadań będzie łatwiejsze, a szkolna biblioteka może się spodziewać oblężenia, bo wielu ruszy do niej po książki detektywistyczne.

W teatrze, na deskach, na stronie

Czego to uczniowie nie wymyślą… Żaden polonista nie wpadłby na sformułowania, jakie może znaleźć w sprawdzanych zeszytach. Dzięki nim jest okazja, aby się czasem uśmiechnąć przy żmudnej pracy poprawiania wypracowań.
Właśnie sprawdzam recenzje Balladyny wystawianej w naszym teatrze. Pewien uczeń zaczął pracę tak:

Ostatnio byłem na deskach Teatru im. W. Gombrowicza w Gdyni.
Przeczytawszy to, wielce się zdziwiłam. Razem byliśmy w tym teatrze, pilnowałam swoich uczniów i jako żywo mogę potwierdzić, że żaden nie był na deskach, wszyscy grzecznie siedzieli na widowni. Na deskach teatru – to znaczy na scenie. Na deskach byli aktorzy. Na deskach teatru zagościła ostatnio „Balladyna”  Juliusza Słowackiego. Można marzyć o deskach scenicznych – czyli o zrobieniu kariery w teatrze. Na deskach może znaleźć się też bokser – ale to deski ringu, nie teatru, a i sytuacja zupełnie inna.

Skoro już ustaliliśmy, że na deskach teatru występują aktorzy, przywołajmy fragment recenzji  im poświęcony:
Ciekawe dla mnie było to, jak zostało pokazane, jak bohaterowie udają się na stronę.
Bardzo ryzykowne stwierdzenie. W sztukach teatralnych sformułowanie na stronie występuje dość często. Gdy bohater mówi coś na stronie, mówi tak, aby nie słyszały go inne osoby dramatu – dzięki mówieniu na stronie widz zna uczucia i zamiary bohatera. Można wziąć kogoś na stronę, aby się z nim bez świadków rozmówić. Jednak zwrot udać się na stronę ma dwa znaczenia: może oznaczać odejście na bok, w miejsce oddalone, ale może też eufemistycznie określać udanie się – jak to się mówi – za potrzebą. Lepiej więc w recenzji nie pisać, że w teatrze pokazano, jak bohaterowie udają się na stronę, bo nie pokazano. I dobrze.

Zrób lapbooka

Co o jest lapbook?

Okładka lapbooka

Okładka lapbooka

(4b) Lapbook to sposób zgromadzenia informacji. Służy nauce i utrwaleniu wiedzy. Może być poświęcony lekturze albo jakiemuś zagadnieniu z gramatyki. W lapbooku można też umieścić informacje o jakiejś postaci albo nawet o kilku postaciach. Da się nawet zgromadzić zasady ortograficzne. Jak to wszystko przedstawić? Tu ograniczeniem jest tylko własna wyobraźnia. Można wklejać obrazki, doklejać koperty z małymi karteczkami, samodzielnie robić rysunki – wszystko to najlepiej

Wnętrze lapbooka

Wnętrze lapbooka

przymocować do tekturowej zamykanej teczki. Lapbook powinien spełniać tylko kilka warunków – musi być przejrzysty i bez błędów, najlepiej, aby zawierał najważniejsze informacje, a pomijał nieistotne.

Zadanie dla chętnych

Ponieważ zaczynamy cykl lekcji poświęconych baśniom, zadaniem dla chętnych jest wykonanie lapbooka. Powinny się w nim znaleźć baśnie omawiane na lekcjach. Jeśli ktoś chce, może dołożyć jeszcze inną, znaną sobie albo ulubioną baśń. Baśni omawianych na lekcjach będzie pięć – z czego jedna („Trzy małe świnki” ) już za nami. Można więc zaczynać pracę nad lapbookiem – wystarczy podzielić miejsce w teczce na sześć (albo więcej części).

Po czym poznać dobrego lapbooka?

1.Pokazuje treść co najmniej pięciu baśni.
2.Jest w nim napisane, co to jest baśń.
3.Treść jest uporządkowana i przejrzysta – nie ma bałaganu, tytuły baśni zostały wyraźnie wyróżnione.
4.Lapbook jest poprawny – zarówno pod względem językowym, jak i ortograficznym. (Zawsze można podejść do mnie z brudnopisem i upewnić się, czy nie ma błędów).
Termin oddania lapbooka – połowa listopada. Miłej pracy i dużo pomysłów!
PS
Więcej lapbooków (zrobionych przez starszych uczniów) możecie obejrzeć zawsze, gdy mamy lekcje w sali 46.

Z ocenianiem jak z zupą

Analogie przydają się do zobrazowania różnych tez. Użyjmy więc analogii:
W kuchni jest gotowana zupa. Kucharz próbuje tej zupy. Zupę je też gość w restauracji. Czym próbowanie jednego różni się od konsumpcji drugiego? Kucharz może zupę poprawić – czyli doprawić, np. ziołami. Gość ogranicza się od oceny – zupa według niego jest dobra albo nie.
Podobnie jest z ocenianiem. Można postawić stopień i stwierdzić, że uczeń umie coś na trójkę. A można też pokazać temu uczniowi, co i jak da się poprawić, żeby jego praca była lepsza. Pierwszy sposób oceniania to ocena sumująca – taka jest zawsze na koniec semestru, a także na egzaminach kończących szkołę. Drugi nazywamy ocenianiem kształtującym.
Który lepszy? Zależy do czego. Jeśli chcemy wydać sąd o osiągnięciach ucznia – lepiej sumująco. A jeśli zależy nam na tym, by dziecko się rozwijało – lepiej kształtująco. W życiu jest podobnie. Znowu sięgnijmy po analogię:

Mama dokonała oceny sumującej...

Mama dokonała oceny sumującej…

... a tu kształtującej.

… a tu kształtującej.

Kto chce dowiedzieć się więcej o ocenianiu kształtującym, może obejrzeć film zamieszczony tutaj.

Z pracami domowymi czy bez nich?

brak pracy(2A, 2D, 3E) Dużo osób wypowiada się ostatnio na temat prac domowych – zabrali głos nawet rzecznik praw dziecka i ministerstwo edukacji. W mediach elektronicznych słyszałam wypowiedzi rodziców narzekających, że codziennie muszą siedzieć z dziećmi nad zeszytami. Czas, aby odezwali się i najbardziej zainteresowani – czyli uczniowie.

Czy prace domowe są potrzebnym elementem edukacji, czy zbędnym obciążeniem?

Wypowiedz się na ten temat w dowolnej formie:
- w rozprawce
- w przemówieniu
- w opowiadaniu
- w opisie sytuacji
- w liście
- w pojedynczym argumencie.

To zadanie dla chętnych. Dłuższe formy wypowiedzi zostaną nagrodzone ocenami, a argumenty – cegiełkami na wieży osiągnięć. Termin oddawania prac: 27 października.

Chcesz, żebym nie zadawała prac domowych albo zadawała ich więcej? A może powinny być inne niż dotychczas? Masz niepowtarzalną szansę mnie przekonać. Do dzieła!

 

„Skrawki błękitu”

Skrawki błękitu(3e) Jest powiedzenie jednego z naukowców, który przyznał, że nie wie, jaką bronią posłuży się ludzkość w trzeciej wojnie światowej, ale ma pewność, iż czwarta wojna będzie na kije i kamienie. Chcecie zobaczyć, jak będzie wyglądał świat po takiej wojnie? Przeczytajcie „Skrawki błękitu”. Książka przypadnie do gustu każdemu, komu spodobał się „Dawca”, bo w pewnym sensie stanowi jego kontynuację.
Tak jak w pierwszej powieści z tej serii akcja rozgrywa się w miejscu, którego nazwy nie znamy. Tym razem mówi się o nim „wioska”. W pobliżu jest mroczne Pole Pożegnań i las, w którym  – jak wieść głosi – roi się od bestii, choć jedna z osób twierdzi, że nie ma żadnych bestii. Nie mogę jednak uciec od myśli, że bestie istnieją – są nimi ludzie! Przynajmniej niektórzy, bo książce pojawiają się  i przebłyski optymizmu. Takie skrawki błękitu… Błękit (notabene – jakie to ładne słowo) istnieje  gdzieś „tamój” -  w miejscu podobnym do raju, gdzie jest lepiej, a ludzie zachowują się jak anioły.
Ciąg dalszy losów głównych bohaterów „Skrawków błękitu” – w „Posłańcu” tej samej autorki. Tam też powrót do wątku z „Dawcy”. Zapraszam do lektury!

Sprawdź dostępność książki w bibliotece.

„Bon czy ton”

Bon czy ton(4B) Zazwyczaj dobrze się czyta książki o ancymonach i małych chuliganach, o wiele lepiej niż o wzorowych uczniach. Może to tęsknota za łobuzowaniem, której nie można albo nie wypada spełnić? Pewnie dlatego taką popularnością cieszy się u nas seria książeczek o przygodach Mikołajka i  chłopaków z jego klasy.
Kto polubił Mikołajka, polubi też Kubę i Bubę – dwójkę niesfornych bliźniaków. Występują w naszej następnej lekturze dla chętnych – „Bon czy ton, czyli savoir-vivre dla dzieci”. Nie wystraszcie się obco brzmiącego tytułu – savoir-vivre to po prostu zasady dobrego wychowania. Bohaterowie tej książki stopniowo poznają je przy różnych okazjach, a czy się do nich stosują – sprawdźcie sami. Zapewniam, że niejeden raz się uśmiechniecie przy lekturze.
Czyta się jeszcze lepiej niż Mikołajka, co sprawiają bardzo krótkie rozdziały i duża czcionka. Każdy da radę, nawet ten, kto czyta jeszcze niezbyt szybko. Zadanie dla chętnych jest takie: przeczytaj dowolnych pięć rozdziałów z książki „Bon czy ton” na 16 października. Poproś rodziców, aby wypożyczyli Ci tę pozycję z biblioteki.

Tutaj możecie sprawdzić, w której bibliotece książka jest dostępna.