Język polski z pisarzem

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem (kliknij, aby powiększyć)

Warsztaty detektywistyczne z Dariuszem Rekoszem
(kliknij, aby powiększyć)

Od kogo najlepiej uczyć się pisać? Jeśli sądzicie, że od polonistki, to jesteście w błędzie. Znacznie lepiej uczyć się pisania od kogoś, kto robi to na co dzień, inaczej mówiąc – dla kogo pisanie to zawód. Czyli od pisarza.
Dziś lekcje polskiego wyglądały inaczej niż zwykle. Prowadził je Dariusz Rekosz – autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu poczytnych powieści dla młodzieży. Z gimnazjalistami z klas drugich podzielił się tajemnicą tworzenia bestsellerów –  od tytułu poczynając, na dialogach kończąc. Starszym zaprezentował książki, które w różnych okresach historii były zakazane – z rozmaitych przyczyn: obyczajowych, politycznych, z powodu naruszania czyichś dóbr  albo ze względu na prawa autorskie. Kto by pomyślał, że znajdą się wśród nich  dzieła, o których współcześnie uczymy się w szkole – Biblia i O obrotach sfer niebieskich Mikołaja Kopernika.
Dla najmłodszych uczniów, tych z klasy czwartej, pisarz przygotował warsztaty detektywistyczne. Mowa była o różnego rodzaju językach i szyfrach – i nie tylko mowa! Każdy miał okazję sprawdzić, czy nadaje się na  Sherlocka Holmesa.  To wymagało sporo refleksu, spostrzegawczości i jeszcze więcej koncentracji.
Oczywiście można było też porozmawiać z pisarzem, dostać autograf, a nawet zrobić wspólne zdjęcie.
Po takich korepetycjach pisanie opowiadań będzie łatwiejsze, a szkolna biblioteka może się spodziewać oblężenia, bo wielu ruszy do niej po książki detektywistyczne.

Zrób lapbooka

Co o jest lapbook?

Okładka lapbooka

Okładka lapbooka

(4b) Lapbook to sposób zgromadzenia informacji. Służy nauce i utrwaleniu wiedzy. Może być poświęcony lekturze albo jakiemuś zagadnieniu z gramatyki. W lapbooku można też umieścić informacje o jakiejś postaci albo nawet o kilku postaciach. Da się nawet zgromadzić zasady ortograficzne. Jak to wszystko przedstawić? Tu ograniczeniem jest tylko własna wyobraźnia. Można wklejać obrazki, doklejać koperty z małymi karteczkami, samodzielnie robić rysunki – wszystko to najlepiej

Wnętrze lapbooka

Wnętrze lapbooka

przymocować do tekturowej zamykanej teczki. Lapbook powinien spełniać tylko kilka warunków – musi być przejrzysty i bez błędów, najlepiej, aby zawierał najważniejsze informacje, a pomijał nieistotne.

Zadanie dla chętnych

Ponieważ zaczynamy cykl lekcji poświęconych baśniom, zadaniem dla chętnych jest wykonanie lapbooka. Powinny się w nim znaleźć baśnie omawiane na lekcjach. Jeśli ktoś chce, może dołożyć jeszcze inną, znaną sobie albo ulubioną baśń. Baśni omawianych na lekcjach będzie pięć – z czego jedna („Trzy małe świnki” ) już za nami. Można więc zaczynać pracę nad lapbookiem – wystarczy podzielić miejsce w teczce na sześć (albo więcej części).

Po czym poznać dobrego lapbooka?

1.Pokazuje treść co najmniej pięciu baśni.
2.Jest w nim napisane, co to jest baśń.
3.Treść jest uporządkowana i przejrzysta – nie ma bałaganu, tytuły baśni zostały wyraźnie wyróżnione.
4.Lapbook jest poprawny – zarówno pod względem językowym, jak i ortograficznym. (Zawsze można podejść do mnie z brudnopisem i upewnić się, czy nie ma błędów).
Termin oddania lapbooka – połowa listopada. Miłej pracy i dużo pomysłów!
PS
Więcej lapbooków (zrobionych przez starszych uczniów) możecie obejrzeć zawsze, gdy mamy lekcje w sali 46.

Z pracami domowymi czy bez nich?

brak pracy(2A, 2D, 3E) Dużo osób wypowiada się ostatnio na temat prac domowych – zabrali głos nawet rzecznik praw dziecka i ministerstwo edukacji. W mediach elektronicznych słyszałam wypowiedzi rodziców narzekających, że codziennie muszą siedzieć z dziećmi nad zeszytami. Czas, aby odezwali się i najbardziej zainteresowani – czyli uczniowie.

Czy prace domowe są potrzebnym elementem edukacji, czy zbędnym obciążeniem?

Wypowiedz się na ten temat w dowolnej formie:
- w rozprawce
- w przemówieniu
- w opowiadaniu
- w opisie sytuacji
- w liście
- w pojedynczym argumencie.

To zadanie dla chętnych. Dłuższe formy wypowiedzi zostaną nagrodzone ocenami, a argumenty – cegiełkami na wieży osiągnięć. Termin oddawania prac: 27 października.

Chcesz, żebym nie zadawała prac domowych albo zadawała ich więcej? A może powinny być inne niż dotychczas? Masz niepowtarzalną szansę mnie przekonać. Do dzieła!

 

„Skrawki błękitu”

Skrawki błękitu(3e) Jest powiedzenie jednego z naukowców, który przyznał, że nie wie, jaką bronią posłuży się ludzkość w trzeciej wojnie światowej, ale ma pewność, iż czwarta wojna będzie na kije i kamienie. Chcecie zobaczyć, jak będzie wyglądał świat po takiej wojnie? Przeczytajcie „Skrawki błękitu”. Książka przypadnie do gustu każdemu, komu spodobał się „Dawca”, bo w pewnym sensie stanowi jego kontynuację.
Tak jak w pierwszej powieści z tej serii akcja rozgrywa się w miejscu, którego nazwy nie znamy. Tym razem mówi się o nim „wioska”. W pobliżu jest mroczne Pole Pożegnań i las, w którym  – jak wieść głosi – roi się od bestii, choć jedna z osób twierdzi, że nie ma żadnych bestii. Nie mogę jednak uciec od myśli, że bestie istnieją – są nimi ludzie! Przynajmniej niektórzy, bo książce pojawiają się  i przebłyski optymizmu. Takie skrawki błękitu… Błękit (notabene – jakie to ładne słowo) istnieje  gdzieś „tamój” -  w miejscu podobnym do raju, gdzie jest lepiej, a ludzie zachowują się jak anioły.
Ciąg dalszy losów głównych bohaterów „Skrawków błękitu” – w „Posłańcu” tej samej autorki. Tam też powrót do wątku z „Dawcy”. Zapraszam do lektury!

Sprawdź dostępność książki w bibliotece.

„Bon czy ton”

Bon czy ton(4B) Zazwyczaj dobrze się czyta książki o ancymonach i małych chuliganach, o wiele lepiej niż o wzorowych uczniach. Może to tęsknota za łobuzowaniem, której nie można albo nie wypada spełnić? Pewnie dlatego taką popularnością cieszy się u nas seria książeczek o przygodach Mikołajka i  chłopaków z jego klasy.
Kto polubił Mikołajka, polubi też Kubę i Bubę – dwójkę niesfornych bliźniaków. Występują w naszej następnej lekturze dla chętnych – „Bon czy ton, czyli savoir-vivre dla dzieci”. Nie wystraszcie się obco brzmiącego tytułu – savoir-vivre to po prostu zasady dobrego wychowania. Bohaterowie tej książki stopniowo poznają je przy różnych okazjach, a czy się do nich stosują – sprawdźcie sami. Zapewniam, że niejeden raz się uśmiechniecie przy lekturze.
Czyta się jeszcze lepiej niż Mikołajka, co sprawiają bardzo krótkie rozdziały i duża czcionka. Każdy da radę, nawet ten, kto czyta jeszcze niezbyt szybko. Zadanie dla chętnych jest takie: przeczytaj dowolnych pięć rozdziałów z książki „Bon czy ton” na 16 października. Poproś rodziców, aby wypożyczyli Ci tę pozycję z biblioteki.

Tutaj możecie sprawdzić, w której bibliotece książka jest dostępna.

Miłe słowo na „w”

Chyba powinnam napisać, że na „v”, bo po łacinie brzmi vacatio i oznacza uwolnienie, zwolnienie ze służby, urlop. To by się zgadzało – lipiec i sierpień to przecież czas uwolnienia uczniów (i w mniejszym stopniu nauczycieli) od obowiązków szkolnych. Warto zauważyć, że w polszczyźnie wakacje to tzw. rzeczownik plurale tantum – czyli wyraz, który nie ma liczby pojedynczej, a tylko mnogą. Inne pluralia tantum to np.: spodnie, widły, okulary, nożyczki, drzwi.
Nie tylko uczniowie używają tego słowa. Znają je też prawnicy. W systemie prawnym funkcjonuje coś takiego jak vacatio legis (dosłownie próżnowanie ustawy) – czyli czas, który upływa od ustanowienia nowego prawa do jego wejścia w życie. Jest potrzebny, żeby obywatele mogli się zapoznać z nową ustawą i przygotować do jej stosowania.
A’propos czasu, z wakacjami kojarzą się wczasy -  to też plurale tantum. Dawniej mieliśmy w polszczyźnie rzeczownik wczas – w liczbie pojedynczej. Oznaczał wygodę, przyjemność, wypoczynek. Jan Kochanowski  w jednej z pieśni wychwalał „wieśne wczasy i pożytki”.
Dziś zarówno wakacje, jak i wczasy są używane w liczbie mnogiej. To widomy znak, że powinno ich być więcej. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby weszło w życie prawo wydłużające wakacje – i to bez vactio legis.

Polska najpiękniejsza jest w wakacje

Polska najpiękniejsza jest w wakacje

(W)stawiać się

Niedawno, na lekcji o słynnym dziele Memlinga, padło słowo: wstawiać się.  Obok Jezusa mamy na obrazie Maryję wstawiającą się u Syna za ludźmi. Gdy użyłam słowa wstawiać się, ktoś zaprotestował: wszak ten wyraz – sama raz o tym wspomniałam- oznacza picie alkoholu (por. słynny cytat ze sprawozdania z wycieczki:  Punktualnie o dziewiątej cała klasa wstawiła się przed szkołą). Wstawiony – to znaczy podpity, pijany.  Teraz okazało się,  że ten czasownik oznacza też branie kogoś w obronę. (np. Wychowawca u dyrektora szkoły wstawił się za swoim uczniem).

Jeśli zabierzemy z niego pierwszą literę,  otrzymamy słowo  również mające dwa znaczenia. Przecież stawiać się to znaczy
-przybywać  gdzieś  (W sprawozdaniu powinno być: Punktualnie o dziewiątej cała klasa stawiła się przed szkołą)
-albo zachowywać się hardo, przeciwstawiać się komuś. Można by więc powiedzieć:  Wychowawca u dyrektora szkoły wstawił się za swoim uczniem, który wcześniej się stawiał nauczycielom.

W wypracowaniu znalazłam niedawno takie zdanie:
Wszyscy Grecy stawili się za Antygoną.
Z takiego wypowiedzenia wynika, że Grecy stanęli koło Antygony. Kto czytał dzieło Sofoklesa, wie, że to nieprawda. Powinno się napisać, że niektórzy (Hajmon, Terezjasz) wstawiali się za córką Edypa u króla Kreona, który skazał ją na śmierć.

Tak więc jedna litera na początku wyrazu może sporo zmienić – bądźmy uważni, posługując się językiem. A w życiu jak najrzadziej się komuś  stawiajmy i wstawiajmy alkoholem, jak najczęściej stawiajmy się punktualnie i wstawiajmy się za kimś.

wstawiać się

Jak się napracować i dostać zły stopień?

Chyba najbardziej pracochłonne zadanie, jakie może wymyślić polonista dla uczniów, to napisanie wypracowania. Wiele osób tego nie lubi, ale niektórzy  potrafią się sprężyć i włożyć sporo trudu w redagowanie tekstu. Czasem kończy się to jednak niską oceną. Jak się namęczyć i dostać dwójkę albo trójkę? Oto kilka recept:
Zadana była rozprawka na taki temat: Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Można ułożyć wstęp, w którym pojawi się tylko teza:
W tej pracy udowodnię, że zarówno lektury szkolne, jak i fraszki mogą skłonić nas do refleksji nad ważnymi sprawami.
Prawda, że czegoś tu brakuje? Nie ma nawiązania do tematu, przez to wstęp wydaje się zbyt zdawkowy, jakby niedokończony. Trochę więcej można znaleźć w takim rozpoczęciu:
Utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad różnymi ważnymi sprawami. W swojej pracy przedstawię argumenty, które to potwierdzają.
Tu też brakuje nawiązania do tematu.
Jeśli jednak ktoś nie chce napracować się na próżno, a nie uważa się za wybitnego literata,  może ułożyć wstęp według najprostszego wzoru używanego na lekcji (nawiązanie do tematu, teza, zapowiedź dalszych rozważań):
Wiele osób zastanawia się, czy utwory literackie skłaniają nas do refleksji nad ważnymi sprawami. Na chwilę obecną stawiam tezę, że utwory literackie oddziałują na nas w ten sposób. W dalszej części pracy uzasadnię swoją opinię odpowiednimi argumentami.

Wróćmy jednak do naszego poradnika dostawania słabych ocen. Teraz przedstawię naprawdę niezawodną receptę: Napisz nie na temat! Na przykład tak:
Według mnie społeczeństwo ma duży problem z tolerancją innych ludzi. Ludzie często nie zdają sobie sprawy, że swoim zachowaniem robią innym krzywdę. W swojej pracy postaram się udowodnić moją tezę na podstawie niektórych utworów literackich omówionych w pierwszej klasie gimnazjum.
Albo tak:
W swojej pracy zamierzam zastanowić się nad ważnymi sprawami z życia codziennego. Moje przemyślenia skupiły się na wartościach człowieka.

Jeśli  nie przepisujesz z tablicy tematu zadanego wypracowania – właśnie robisz pierwszy krok na drodze do dwójki za napisaną (być może w pocie czoła) pracę.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Dobra rada: zanim zabierzesz się do pisania, dokładnie poznaj zadany temat.

Co chcesz dostać z Kochanowskiego?

(1A, 1D) Wybierz sobie ocenę…

… a ponieważ na ocenę trzeba zasłużyć, najpierw się przygotuj do odpowiedzi. Kończymy omawianie utworów J. Kochanowskiego i czas na sprawdzenie, co umiecie. Sam wybierz, jaki stopień chcesz dostać:

Na dwójkę…

Na trójkę…

Na czwórkę…

Na piątkę…

Na szóstkę…

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie”. …umiesz to, co na dwójkę

+

recytujesz z pamięci początek trenu  VIII (do słów „głowy psować”).

…recytujesz z pamięci  fraszkę „Na zdrowie” i  tren VIII

+

wyjaśniasz, co to jest fraszka i tren

…umiesz to, co na czwórkę

+

wyjaśniasz,

używając cytatu, o co prosi podmiot liryczny we fraszce „Ku Muzom”

+

znajdujesz w utworach apostrofę, anaforę i puentę

…umiesz to, co na piątkę

+

wymieniasz trzy etapy w życiu poety

+

znajdujesz w utworach średniówkę

+

recytujesz z pamięci dowolną dodatkową fraszkę inną niż dwuwersowa

Nie męcz się, jeśli nie musisz. Ratunku poszukaj na przykład na YouTube – tam jest nie tylko „Ucho prezesa”. Znajdziesz też tren VIII i fraszkę „Na zdrowie”, a także wiele innych utworów – miłej nauki i dobrej zabawy!

Przykładowa recenzja

Recenzja nie jest łatwą formą wypowiedzi. Recenzja książki wydaje się nawet trudniejsza od recenzji filmu. O filmie da się chyba więcej napisać – zawsze można zająć się grą któregoś z aktorów albo efektami specjalnymi (jeśli są). A książka – podoba się albo nie, jest ciekawa albo nudna, nad czym tu się rozwodzić? Recenzja książki to właśnie takie rozwodzenie się. Zresztą  sami zobaczcie:

Stary chłopiec
Recenzja książki „Oskar i pani Róża”
Wiara, Bóg, życie, śmierć – „Najciekawsze pytania wciąż pozostają pytaniami”. Tę i wiele innych sentencji można znaleźć w utworze E. E. Schmitta pt. „Oskar i pani Róża”. Została opublikowany przez Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Tłumaczeniem z języka francuskiego zajęła się Barbara Grzegorzewska , a okładkę zaprojektował Olgierd Chmielewski.
Książka opowiada historię dziesięcioletniego chłopca Oskara, śmiertelnie chorego na białaczkę. Odwiedza go wolontariuszka, pani Róża, znana również jako Dusicielka z Langwedocji. Kobieta proponuje chłopcu, aby zaczął pisać listy do Pana Boga, w których będzie opowiadał Mu o każdym swoim dniu oraz prosił Go o różne rzeczy. Książka składa się właśnie z takich listów. Potem ciocia Róża wpada jeszcze na wiele innych pomysłów. Jeden z nich szczególnie przypadł Oskarowi do gustu. Miał żyć, jakby dziesięć lat trwało jeden dzień. Przez dwanaście dni chłopiec przechodzi przez całe swoje życie, przeżywa przygody, a potem opisuje wszystko Panu Bogu.
Utwór ten pokazuje, jak trudno pogodzić się ze śmiercią i że warto wykorzystywać każdy dzień, żyć, jakby za chwilę miało się umrzeć. Widać w nim również, jak wygląda codzienność w szpitalu oraz jak śmierć jednej osoby może wstrząsnąć wszystkimi dookoła. Porusza też temat religii i życia po śmierci.
Postaci w książce były bardzo żywe i przekonujące. Zdziwiło mnie jednak, że Oskar, pomimo swego młodego wieku, ma bardzo rozwiniętą samoświadomość, sprawia wrażenie inteligentnego, posługuje się ładnym językiem. Oprócz tego ścigają go problemy sercowe i inne kłopoty adekwatne do jego wielu. Mimo że chłopiec jest chory, ani razu nie widzimy, aby użalał się nad sobą. Szybko godzi się z nieuchronną śmiercią i wykorzystuje dni, które mu jeszcze zostały.
Na okładce widzimy chude nogi małego dziecka w znacznie za dużych, męskich butach. Pokazuje to, jak wciąż dziesięcioletni Oskar przeżył całe swoje dorosłe życie w dwanaście dni. Ujęcie to bardzo mi się podoba i idealnie ukazuje treść utworu.
Przy lekturze tej książki można jednocześnie się śmiać i zalewać łzami. Jest krótka i lekka, jednak porusza wiele trudnych tematów. Czytanie jej sprawiło mi przyjemność i pewnie nieraz do niej wrócę.
Polecam ten utwór wszystkim osobom, które lubią zastanowić się czasem nad sensem istnienia, nad religią czy śmiercią. Można sporo się z niej dowiedzieć oraz przeczytać w niej dużo pięknych. Myślę, że odmieniła światopogląd większości czytających ją ludzi.

(M. Cz., kl. IIIA)