Mecze i treningi

Gdy zadaję do domu wypracowanie, często pada pytanie: a czy to będzie na ocenę? Dlaczego uczniowie tak się tym interesują? Różne  teorie przychodzą mi do głowy, ale chyba najbardziej  prawdopodobna jest  pesymistyczna. Stawiam hipotezę, że  myślą tak: Jeśli nie na ocenę, to po co się starać?
Naukę w szkole można porównać do sportu. Dobry zawodnik wygrywa turnieje nie tylko dlatego, że ma talent, ale (może nawet bardziej) dlatego, że daje z siebie wszystko na treningach. Praca, za którą stawiam stopień, jest jak mecz – wynik zostaje odnotowany i  mocno się liczy przy klasyfikacji na koniec sezonu (tu: roku szkolnego). Praca, za którą nie stawiam stopnia do dziennika, też jest oceniona – przeze mnie, przez kolegę z ławki albo przez samego autora. Dowie się on z tej oceny, co zrobił dobrze, a czego jeszcze nie umie, na co zwrócić uwagę następnym razem. To taki trening, który przygotowuje Was do meczu – czyli sprawdzianu albo następnej pracy ocenianej stopniem. Można by więc udzielić jednej odpowiedzi na cały rok: wszystko, co robisz, jest na ocenę (choć nie zawsze dostajesz ją od razu).
Treningi są konieczne. Bez treningów nie ma wygranych turniejów. Co więcej – im bardziej męczący trening, tym lepiej przygotowani do meczu zawodnicy.
Pamiętacie mecz Legii Warszawa z Realem Madryt z jesieni ubiegłego roku? Wynik był zaskakujący – remis 3:3. A teraz wyobraźcie sobie, co by było, gdyby nasi piłkarze przystąpili do tego starcia bez treningów.

Najlepsze rezultaty osiągają ci, którzy każde zadanie wykonują tak, jakby było na ocenę. Kiedyś, tuż przed egzaminem gimnazjalnym, zebrałam w klasie trzeciej wypracowania i postawiłam za nie zaskakująco dużo dwójek i trójek. Gdy spytałam klasę, dlaczego tak źle napisali, ktoś mi szczerze wyjaśnił: „Bo z ostatniej pracy pani stawiała stopnie i wszyscy myśleli, że teraz nie będzie na ocenę”. Spodziewali się treningu, a to był mecz.