Ostatnie warsztaty, ale nie koniec działań

Zakończyły się warsztaty animacji w naszym projekcie. Teraz czekamy na relacje z lokalnych prezentacji projektu i efekty waszych prac. A dla ciekawych prezentujemy relację z warsztatów  Krynkach, gdzie uczestnicy zdecydowali się na odmienną od plastelinowej formę animacji. Jaką? Przeczytajcie.
Krynki to malownicza miejscowość nieco ponad 30 km od Białegostoku, ukryta za bajkowym lasem, z którego wyjeżdża się tak nagle, jak się do niego wjechało. Właściwie wszystko jest tam niesamowite – ogromne rondo, do którego dochodzi kilkanaście ulic, historia, która zapełniłaby kilka grubych tomów, codzienność, w której spotykają się przyjaźnie różne kultury i ludzie, z którymi można przegadać całą noc. Widoki są piękne, jedzenie pyszne, a cisza i spokój po prostu zachwycające. W Krynkach jest też mała biblioteka, mieszcząca się w drewnianym domu, pachnąca książkami i kawą. Tuż obok wznosi się cerkiew na tle malowniczego krajobrazu.
Przyjechałyśmy do Krynek niemal w samo południe, w piątek. Na miejscu zastałyśmy ekipę, która właśnie czytała dialogi do filmu. Wikta, Niuta, Szura i Matwiej, czyli Wiktoria, Ania, Ola i Mateusz pod okiem pani Lucyny Jurkiewicz opowiadali przepiękną gwarą legendę o królowej Bonie, która przed wiekami zawitała na Podlasie. Z wielką przyjemnością wysłuchałam tej i wielu jeszcze opowieści, zanim przystąpiliśmy do pracy nad animacją. Czwórka dzieci, które wzięły udział w projekcie, nigdy wcześniej nie miała do czynienia z filmem animowanym „od kuchni”, dlatego konieczne było wprowadzenie teoretyczne, a potem trochę ćwiczeń, żeby móc przejść do animowania legendy. Ponieważ jeszcze przed przyjazdem zdecydowaliśmy się na animację płaską, wiele elementów, które miały zostać w niej użyte, dzieci przygotowały już wcześniej. To przyspieszyło pracę, a mnie ułatwiło myślenie o tym filmie, ponieważ spotkałam się z już gotową wizją i pomysłem. Znając się zaledwie od dwóch godzin, wiedzieliśmy dokładnie, co chcemy zrobić i do jakiego efektu zmierzamy. Pierwszego dnia skończyliśmy pracę grubo po 19.00. Wszyscy byli już dość zmęczeni, a dzieciaki chyba trochę zaskoczone tym, ile pracy trzeba włożyć, aby powstało choćby kilkuminutowe dzieło, ale humory dopisywały i w sobotę, punktualnie o 9 cała czwórka przystąpiła do dalszego tworzenia.
Drugiego dnia skoncentrowaliśmy się już na animowaniu i nagrywaniu głosów. To ostatnie przebiegło bardzo sprawnie, bo dzieci miały całą historię w jednym palcu, a godziny pracy nad dykcją i poprawnym mówieniem gwarą przyniosły fantastyczny efekt. Dodam także, że dzień przed warsztatami powstał na nasze zamówienie miniaturowy wieloplan (dziękujemy!:), bez którego niektóre sceny nie byłyby możliwe do zrealizowania i który bardzo przyspieszył naszą pracę. Skończyliśmy około godz. 15.00. Udało nam się zebrać materiał zdjęciowy i dźwiękowy do animacji trwającej 6 minut. To bardzo, bardzo dużo nawet dla profesjonalnych animatorów. Młodym twórcom należą się więc słowa uznania za cierpliwość, wytrwałość i zaangażowanie. W każdej chwili każda z osób była gotowa do pomocy, aranżowania przestrzeni, sprzątania elementów, które już nie były potrzebne. Stworzyliśmy prawdziwy zespół, a atmosfery „na planie” mogłyby nam pozazdrościć nawet hollywoodzkie ekipy:)
Elżbieta Sokołowska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

CommentLuv badge
css.php