Montaż, czyli nadzieja w nożyczkach

Wszyscy, którzy zetknęli się z animacją poklatkową jako jej twórcy, wiedzą już, że na początku jest z nią strasznie dużo pracy – trzeba przygotować scenariusz, dekoracje, lalki, miejsce, światło, sprzęt fotograficzny; trzeba się nawycinać, namalować, nalepić z plasteliny, naprzyklejać papierów, a wszystko to, nie tracąc z oczu swojej wizji.

Trzeba też od początku uzbroić się w cierpliwość i przygotować na niespodzianki. Na przykład na tę, że kiedy wszyscy są już gotowi do animowania, a cała plastelina została zużyta na dekoracje nie mniej imponujące niż te z „Władcy Pierścieni”, okazuje się, że nie ulepiono jednej z ważnych postaci, która ma wystąpić w drugim ujęciu trzeciej sceny! Co wtedy? Przede wszystkim należy zachować spokój, bo takie sytuacje, poza tym, że trochę krzyżują plany i zmuszają do dokonywania korekt w pierwotnym pomyśle, wyzwalają także kreatywność, a niekiedy… wybuchy śmiechu, które są nieodłącznym składnikiem zabaw w animację.

Intensywne główkowanie scenografów, lalkarzy, animatorów najczęściej wychodzi filmom na dobre, bo bywa, że to, co przychodzi do głowy w sytuacji awaryjnej, jest jeszcze lepsze niż to, co wymyśliliśmy na początku. Gdy jednak na tym etapie naprawdę już nic zrobić się nie da (bo na przykład zwyczajnie brakuje na to czasu), zostaje jeszcze ostatnia deska ratunku, jaką jest montaż. Komputer i odpowiednie oprogramowanie potrafią zdziałać cuda, jeśli posłuży się nimi zdolny i sprytny montażysta. Kiedyś, gdy świat filmu nie przeczuwał jeszcze pojawienia się komputerów, tacy sprytni montażyści mieli do swojej dyspozycji jedynie klej i nożyczki, którymi wycinali z metrów taśmy filmowej nawet pojedyncze zepsute klatki. Musieli się wówczas wspinać na wyżyny spostrzegawczości i cierpliwości.

Dzisiaj ta praca jest o wiele prostsza i szybsza, ale nadal wymaga skupienia i pewnego talentu, aby z materiału, który trafia do studia i nie zawsze jest doskonały, skleić w pełni ukończone i godne obejrzenia dzieło. Montażysta to człowiek, który musi mieć poczucie rytmu oraz zmysł kompozycji i czasu. Najlepsi bezbłędnie tną sceny w tych miejscach, za którymi zaczynałyby się dłużyzny, umieją bezlitośnie wyrzucać kadry, które psują klimat całości i w ten czy inny sposób się z nią nie komponują. Potrafią też poszczególne obrazy ustawiać w takiej kolejności, by widz nie miał żadnych problemów z odczytaniem sensu dzieła zamierzonego przez twórców.

Montaż, podobnie jak animowanie, potrzebuje skupienia i ciszy, dlatego – a może z jakichś innych tajemniczych powodów?:) – często odbywa się w nocy. Alchemicy obrazu, czyli właśnie montażyści, czasami naprawdę muszą się uciekać do „czarów”, by mając 10 minut dźwięku i 5 minut obrazu zmontować z nich dającą się obronić całość. Przypomina to trochę naciąganie na siebie zbyt krótkiej kołdry albo próbę ogrodzenia pola golfowego płotkiem dotąd otaczającym podwórkową piaskownicę, ale na wszystko, tak naprawdę, można znaleźć sposób.

Montowanie filmów to praca wciągająca i ogromie satysfakcjonująca, bo jest się pierwszą osobą, której dzieło filmowe ukazuje się w swojej pełnej krasie. To tak, jakby zjadać pierwszą kromkę dopiero co upieczonego chleba, na którego powstanie złożył się trud tylu ludzi przed nami. Jednak z tym etapem pracy nad filmem animowanym warto zmierzyć się osobiście jeszcze z jednego powodu: gdy chociaż raz zobaczy się, ile materiału potrafi wtedy brakować, ile pracy wykonało się na próżno, bo z jakimiś zdjęciami nie ma zwyczajnie co zrobić, inaczej patrzy się na fazę preprodukcji, zaczyna się lepiej planować i naprawdę „myśleć obrazem”. Jego dynamika, jego potencjał, w żadnym innym momencie nie ujawniają się wyraźniej i piękniej.

Fundacja Akcja Animacja

Jeden komentarz

  • Biblioteka Publiczna w Krynkach
    13 listopada 2013 - 19:46 | Permalink

    Ekipa z Krynek doskonale wie o trudach pracy włożonych w
    zmontowanie filmiku.. Nasz filmik „Królowa Bona w Krynkach” jest
    takim przykładem jak z „za krótkiej kołderki zrobić kołdrę,
    którą możemy się przykryć”. :) Dziękujemy naszym Paniom
    Alchemiczkom Eli i Violi…. za czary-mary nad naszą
    „kołderką”… Duży ukłon i szacunek za „cięcie i
    klejenie” … Niuta, Szura, Wikta ,Matwiej i kierownik zamieszania
    -pani Lucyna–DZIĘKUJEMY!!!!!!!!!

  • Dodaj komentarz

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


    *

    Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

    CommentLuv badge
    css.php