Jedzenie i karczma na Mazurach – część druga

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment

To nasz ostatni wpis. Zobaczycie efekty naszej współpracy. 

A teraz reklama naszej karczmy, już niedługo otwarcie. Serdecznie zapraszamy! 

Efekty naszej pracy

plakat poświęcony mazurskiej karczmie

karty z popularnymi w naszym regionie potrawami

Projekt z serii „Jedzenie i karczma na Mazurach” wykonały: Patrycja Sobolewska, Paulina Mroziewska, Natalia Wojewódzka, Gabriela Orchowska, Klaudia Kamińska.

 

 

 

Ostatni wpis!

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment


To już trzeci i ostatni wpis z serii „Wierzenia, przesądy, czary”. Mam nadzieję, że i ten wpis przypadnie wam do gustu. Wpisy z tej serii pisały: Agata Bińczak i Sandra Brzózka. Opiekunką tego projektu była Pani Emilia Górska.

Czary
Zjawiskiem powszechnie znanym niemal u wszystkich ludów była wiara w możliwość
wyrządzania zła lub dobra za pomocą czarów. Warmińskie i mazurskie czarownice miały w sobie bardzo dużo z wyobrażeń ogólnopolskich. Ich działalność łączono z diabłem, nie mniej jednak, uchodziły za bardziej „oswojone” czy nawet mniej szkodliwe. Znano czarownice dobre, które odczarowywały i leczyły.

Czarownice
Osoby zajmujące się czarowaniem- mogły to być kobiety o czerwonych oczach, zwłaszcza stare i z usposobienia milczące. Często bywały nimi osoby ułomne albo rzucające się w oczy z powodu jakichkolwiek wad cielesnych, np. karły. Opinię czarowników mieli też żebracy. Panowało przekonanie, że czarownice albo czarownicy mogą uczynić ludziom wszelkie zło za pomocą złego spojrzenia, chuchnięcia, dotknięcia, posypywania albo dając coś do zjedzenia. W każdej wsi była jedna lub kilka osób, które miały opinię szczególnie znających się na sztuce zamawiania.
M. Toeppen o Zamawiaczu…
Jeden zamawiacz z Wielbarka objaśnił pewnej suchotnicy (chorej na gruźlicę), że ma w ciele zaczarowanych dziewięć par krasnoludków, które gryzły jej wątrobę. Stosując oszustwo przy leczeniu, wyłudził od chorej pięć srebrnych groszy.

Złe spojrzenie
Wielkie obawy budziło „złe spojrzenie”. Wiązano z nim powstawanie kołtuna lub nagłe kalectwo. Prawie wszystkie ciężkie choroby uważane były za skutek „uczynku” i przypisywanie zazwyczaj kobietom mającym czerwone oczy i milczące usposobienie. Jeżeli na kogoś spojrzała osoba o niedobrym wzroku, wtedy padał na niego urok. Na zły wpływ spojrzenia szczególnie były narażone dzieci. Dlatego niemowlętom zawiązywano czerwoną wstążkę albo kładziono do kołyski jakiś metalowy przedmiot lub „strzałkę piorunową”. Czerwone wstążki zawiązywano też cielętom i źrebiętom.

Zażegnywanie
Zdecydowanie skuteczniejszą metodę leczenia chorób stanowiło zażegnywanie, które stosowano szczególnie w celu zatamowania krwi, w przypadku opuchlizny, bólu zębów, rwania i innych podobnych przypadłości.
Jedną z chorób najczęstszych i budzących najwięcej obaw u ludu był kołtun. Do jego leczenia używano zamawiań, ale też i różnych ziół. Uważano, że przez kołtun ujawniają się choroby oczu i reumatyzm. Czarownica dawała choremu specjalny napój na dojrzewanie kołtuna. Po pewnym czasie zdzierała go z głowy ostrym kamieniem, a wtedy też znikały inne choroby. Dzisiaj takie „praktyki lekarskie” słusznie budzą przerażenie, ale podobno dawniej bywały skuteczne.


Sposoby na złodzieja
Najważniejszą po zamawianiu czynnością czarodziejów było wykrywanie złodzieja. W tym celu wykorzystywano najczęściej Biblię, klucz lub sito. Klucz przywiązywano do nabożnej książki i głośno wymawiano różne imiona. Jeśli przy którymś z nich klucz się poruszył wskazywało to na złodzieja. Kiedy odkryto winowajcę, zmuszano go za pomocą gróźb do zwrócenia skradzionej rzeczy. Groźby zazwyczaj były skuteczne. Złodzieje okazywali się tchórzliwi i czarownicy odnosili sukces.

Efekty naszej pracy

Jedzenie i karczma na Mazurach

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment

Nasz projekt o jedzeniu i karczmie na Mazurach. W skład naszej grupy wchodzą: Patrycja Sobolewska, Paulina Mroziewska, Natalia Wojewódzka, Gabriela Orchowska, Klaudia Kamińska. Naszym opiekunem jest Pani Emilia Górska.

Dzisiaj pierwsza część naszego projektu czyli karty z popularnymi na naszym regionie potrawami oraz karczma mazurska.

Zjawiska atmosferyczne…

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment

Jak obiecałam, ten wpis będzie poświęcony temu jak ludzie spoglądali na zjawiska atmosferyczne. Moim zdaniem jest to bardzo interesujące, także warto przeczytać Swoje opinie zostawcie w komentarzach. ; )

Zjawiska atmosferyczne
Życie mieszkańców wsi wiązało się ściśle z przyrodą, która rządzi się swoimi prawami. Należało je poznać i im się podporządkować. Dlatego też uważnie obserwowano zjawiska atmosferyczne, próbując wyczytać z nich prognozę pogody, złą lub dobrą wróżbę. Wierzono w siły demoniczne ukryte w wietrze, błyskawicy czy burzy.
Wiatr
Gdy powstawał wicher, powszechne było tłumaczenie, że to diabeł jedzie na wesele. Jeśli wicher był silny, porywał i unosił piasek, mawiano: „Koń leci przez chmury”. Do dziś zresztą przetrwało przekonanie, że jeśli wiatr wyje, zawodzi, to z pewnością ktoś się powiesił. Powstawanie silnych wiatrów wiosennych tłumaczono tym, że to zmora biła się z wiosną. Popularny na Warmii i Mazurach przesąd głosił, że wichura w okresie Bożego Narodzenia to taniec diabła.
Wir powietrzny
Mówiono „Diabuł w ni jadzie” lub „Diabuł tak nim kranci”. Istniało przekonanie, że diabeł siedzi we wnętrzu wiatru. Zjawisko wiru powietrznego niekiedy nazywano kręćkiem.

Burza
Wśród mieszkańców Krainy Tysiąca Jezior nie mniej emocji i przesądów budziła burza, niekiedy nazywana grzniotą. Wierzono, że w czasie burzy otwierało się niebo, a błyskawica była światłem z nieba widzianym przez ludzi. Wierzono, że nie należy gasić ognia powstałego od pioruna ani ratować trafionego przez niego człowieka. Gasić taki ogień można było tylko przez chodzenie ze świętym obrazem, figurą lub ziołami. Sam piorun podobno powstawał wtedy, gdy chmury uderzyły jedna o drugą.

Tęcza
Tęcza była określana dawniej jako most albo łuk łączący niebo z ziemią. Niektórzy twierdzili, że przychodzi napić się wody. Wyobrażano ją sobie też niekiedy jako żywego potwora. Na Mazurach tęcza zapowiada pogodę, a na Warmii- deszcz. Ciekawe jest wierzenie tłumaczące nagłą śmierć człowieka przez utonięcie; mówiono wówczas, że „tęcza go wypiła”. Istniało też przekonanie, że: „tęcza to znak, że deszczu nie będzie, to Pan Bóg kiedyś ludziów ukarał potopem, a potem dał znak tenco, że ziencej karać nie będzie”.


Sandra

Druga część wierzeń, przesądów, czarów…

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment

Tym razem pisze Sandra. Jest to drugi wpis z serii ”Wierzenia, przesądy, czary”. Jeśli interesują was zmory lub inne podobne stworzenia, to ten wpis jest dla was przeznaczony. Życzę miłej lektury. ; )

Zmory
Na Warmii i Mazurach była bardzo rozpowszechniona wiara w mary (zmory). Wyobrażano je sobie jako ludzi zaczarowanych, przybierających postać kota, psa, słomki, jabłka, itp. Często jednak nikt nie potrafił opisać tego dokuczliwego stworzenia, a zatem musiał to być duch, który przychodził w nocy dręczyć śpiących. Obejmował łapami śpiącego tak, że ten zaledwie mógł oddychać, jednocześnie zaś całował go i lizał. Aby ustrzec się zmory, należało położyć się na brzuchu. Wtedy rozgniewana odchodziła.

Zmory- (baśń o trzech siostrach)
Pewien ojciec miał trzy córki, które musiały chodzić jako zmory. Jedna musiała dusić krzaki cierniowe, druga wodę, trzecia konie. Ojciec wszakże nie wiedział o tym. Razu pewnego, gdy późną nocą dziewczyny powróciły z wędrówek swoich do stodoły, gdzie sypiały, ojciec podsłuchał rozmowę i poznał tajemnicę swoich córek. Uskarżyły się one na swoją dolę. Jedna była pokłuta przez ciernie, drugą fale wodne pobiły, trzecią konie potłukły kopytami. Dziewczyny cierpiały całkiem niewinnie, musiały chodzić nocami jako zmory, dlatego, że ich rodzice chrzestni myśleli o tym podczas chrztu. Ojciec natychmiast wezwał innych rodziców chrzestnych i kazał wszystkie trzy córki przechrzcić. Od tego czasu nie przemieniały się już one w zmory.

Wilkołek
Ze zmorą spokrewniony był wilkołek, gdyż te obydwa dwa złe duchy powstawały z przeobrażenia się ludzi. Wilkołka, czyli człowieka przemienionego w wilka, można było poznać po krótkim ogonie. Stwór ten nie był zbyt groźny, jeśli nie czyniło mu się krzywdy. Ludziom, którzy go obrazili, mógł z zemsty wydusić bydło.
Wiara w wilkołka bywała tragiczna w skutkach. Ojcowie opowiadali dzieciom historię, kiedy do jednej wsi mazurskiej przybiegł w biały dzień wściekły wilk. Miejscowi chłopi wyobrazili sobie, że to musi być to wilkołek, gdyż zwyczajny wilk nie przyszedłby latem do wsi w ciągu dnia. Na nieszczęście w sąsiedniej wsi mieszkał człowiek, którego uważano za wilkołka i wierzono, że właśnie on musi siedzieć w wilku. Postanowiono dać mu nauczkę. Wpędzono go do miejscowej karczmy, po czym zamknięto drzwi. Następnie chłopi, uzbrojeni w widły i drągi, weszli do środka, aby go zabić. Zanim jednak dopięli celu, wilk pokąsał kilka osób, które zmarły później na wściekliznę.
Wierzono, że jeżeli niektórzy ludzie musieli przemieniać się w wilkołki, winni byli temu rodzice chrzestni, którzy podczas chrztu dziecka myśleli o takich rzeczach.

Topich 
Na Warmii i Mazurach- terenach tak bogatych w jeziora- nie mogło zabraknąć wierzeń w topnika, zwanego też topichem, czyli ducha wodnego, wciągającego ludzi do wody. Był on utożsamiony z osobą, która się utopiła (możliwe, że samobójczo) i teraz wciągała do wody innych.
Dla przywabienia ludzi topich zawieszał coś na drzewie lub krzaku rosnącym tuż nad wodą, np. czapkę, but albo jakąś inną ponętną rzecz i ciągnął ku sobie tych, którzy po nią sięgali. Wówczas słychać było dochodzące z wody krzyki, płacze, lamenty albo śmiechy, jak gdyby topich chciał zwrócić na siebie uwagę osób znajdujących się w pobliżu. Opowiadano, że komu było przeznaczone paść ofiarą tego wodnego ducha, tego z nieprzepartą siłą ciągnęło coś takiego ku wodzie, że mimo natychmiastowej pomocy, zawsze tonął.
Najczęściej przybierał on postać małego, bardzo chudego chłopca o długich rękach i palcach oraz włosach zlepionych wodą. Postać ta była naga albo ubrana w mokry, zabłocony kubrak. Na głowie mogła mieć czerwoną czapkę.

Babojędza
W przeciwieństwie do bezlitosnego topicha babojędza, według wierzeń Mazurów, to duch łagodny czy wręcz pożyteczny wychowawczo. Straszono nim dzieci, aby nie wchodziły w zboże rwać kwiatów. Baba jędza znana była też z baśni o domu z piernika. Wiara w jej istnienie była na Warmii i Mazurach zbyt powszechna, chociaż zdarzały się ostrzeżenia przed wychodzeniem w południe na pole w zboże. Miała tam właśnie czyhać babojędza, która porywała ludzi, a zwłaszcza dzieci.


M. Zientara-Malewska o zabawie „Babojędza”
Była ulubioną zabawą dzieci. Babojędzy zawiązywano oczy i stawiano ją w środku koła. Wszystkie dzieci, stając w kole, śpiewały:
Prowadza baba po polu,
Łobżerła się kakolu.
Babo, babo, czego żądasz?
Czy głośnego, czy cichego?
Jeśli babojędza żądała głośnego, wtedy wszystkie dzieci klaskały, a jeśli cichego, stały cicho w kole. Skoro babojędza złapała jakieś dziecko i je rozpoznała, dziecko to musiało grać jej rolę.

Ogniki na bagnach
Skarby zakopane musiały się co sześć lat oczyszczać. To właśnie wtedy można było je widzieć, jak paliły się jasnobłękitnymi płomieniami. Kiedy już się oczyściły, znowu zapadały głęboko w ziemię.
Jeśli Warmiak lub Mazur cierpiał biedę, to marzył o odnalezieniu ukrytych w ziemi skarbów. Marzenie to mogło się zrealizować, jeżeli zobaczył miejsce, gdzie „przesuszały się” pieniądze. Istniało przekonanie, że gdyby się zaraz tam poszło kopać, znalazłoby się skarb. Niestety, zazwyczaj zwykły ludzki strach powstrzymywał śmiałków przed tym krokiem. Kto jednak wykazał się nie lada odwagą, powinien wiedzieć, że miejsce zakopania skarbu wskazywał płomień niebieski, wybuchający z gruntu i szybko znikający. Należało wtedy szybko zdjąć but z lewej nogi i rzucić za siebie. W miejscu gdzie upadł, trzeba było kopać. Niekiedy w ziemi znajdowano garnek lub kociołek ze złotymi lub srebrnymi monetami.
To na tyle. Niedługo powstanie kolejny wpis, tym razem więcej będzie o jak ludzie spoglądali na zjawiska atmosferyczne ; ) 

Mazurskie i warmińskie kukiełki

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Leave a comment

Nasza grupa : Natalia Barwikowska, Martyna Borkowska, Michalina Michniewicz, Patrycja Sołowiów, Karolina Rusiecka i Weronika Demczuk.Głównym celem naszych spotkań było wykonanie kukiełek warmińskich i mazurskich. Każdy z nas miał jakieś zadanie. Było to nie łatwe do zrealizowania, jednak uporałyśmy się z tym trudem. Wzorowałyśmy się na lalkach z internetu. Pani Górska -opiekun naszego projektu ułatwiła nam w pewnym stopniu zadanie, ponieważ wydrukowała nam różne potrzebne informacje.

Wzorowałyśmy się na tych zdjęciach :

oraz

 

Gdy już napatrzyliśmy się na te zdjęcia, przeszłyśmy do realizacji : ) Wszystkie z nas szukały materiałów potrzebnych do naszego wykonania, brałyśmy nawet swoje rzeczy z dzieciństwa. Potrzebne było nam : m.in bibuła, różnego rodzaju ciuchy, wycinanki, bloki, kleje, nożyczki oraz wiele innych.

 

 

 

 

 

 

 

I tak po paru dniach powstały piękne kukiełki wykonania niektórych dziewczyn z klasy II e : )

  • Koniec !

Po zrealizowaniu naszego projektu jeszcze bardziej się zintegrowałyśmy. Była  dobra zabawa, chociaż zdarzały się małe kłótnie, ale szybko dochodziłyśmy do porozumienia. Wciągu 2 dni zrobiłyśmy wszystkie kukiełki, na pewno miło będziemy wspominać ten czas. Jesteśmy zadowolone ze swojej pracy, bo zrobiłyśmy go w miarę szybko i przyjemnie : )

Wierzenia, przesądy, czary…

Posted by krejzolki_pl in EtnoLog | Tagged | Leave a comment

Z tej strony Agata, jedna z autorek bloga. Witam serdecznie w pierwszym wpisie z serii „Wierzenia, przesądy, czary…” Mam nadzieję, że temat Was zaciekawi, a jego prezentacja przypadnie do gustu nawet marudnym ;)

Dzisiaj mamy naukę i medycynę…
A prosty mazurski lud musiał sobie radzić inaczej ze zrozumieniem zjawisk przyrody czy dziwnych zdarzeń w ludzkim życiu. Uciekano się do przeróżnych sposobów zwalczania chorób, które dotykały najbliższych. Natura ludzka pozostawała niezrozumiana – wielu marzyło o ukrytych skarbach, zazdrościło tym, którym się lepiej powodziło, i stąd brała się wiara w kłobuki czy palące się ogniki.

Odcięcie od świata, kultywowanie zwyczajów przodków, niski poziom oświaty czy też zwykła zawiść były głównymi przyczynami powstawania przeróżnych wierzeń i przesądów przekazywanych z ust do ust i utrwalanych w praktyce. Tak więc wierzono w istnienie  ciemnych, tajemniczych sił, które miały potężny wpływ na życie ludzi.

Diabeł
Przez kilka wieków bogata fantazja ludowa utrwalała wiarę w stare, pogańskie demony, w istnienie sił nieczystych, piekła i złych duchów. Trzeba przy tym zaznaczyć, że diabeł – siła nieczysta, zły duch- był istotą nadrzędną i zmieniał swą postać i formę działania w zależności od miejsca, sytuacji i potrzeb.

Na Warmii i Mazurach ludzie nie czuli na ogół lęku przed tą postacią. Fantazja ludowa często przedstawiała diabła jako istotę bardzo głupią, łatwo dającą się oszukać, z której można było się naśmiewać.

Niekiedy taki stwór trzymał w ręku widły. Czasami diabeł miał sierść, cztery nogi, krzywy, bardzo duży nos, sporadycznie zaś – koński łeb,kopyta lub straszną mordę. Bywało, że jeździł na koniu. Inna wersja przedstawiała diabła w kusym, czarnym fraku, czarnym cylindrze, z ogonem, rogami czy kopytami. Wierzono również w jego niewidzialną formę i możliwość wcielania się w postać ptaka lub zwierzęcia, np. wrony lub czarnego psa.

Kłobuk
Jednym z najpopularniejszych złych duchów był kłobuk, na Mazurach nazywany kołbukiem, chobołdem, latańcem lub złym. Demon ten nie był typowym diabłem, gdyż nie zabiegał o duszę człowieka. Za swoje usługi wymagał jedynie troskliwej opieki.
Wyobrażany był jako istota występująca pod postacią czarnej kury, sowy albo małej małpki z bardzo dużym ogonem. Jako istota z rzędu duchów dostawał się wszędzie, nie zważając na najmocniejsze zamki. Kiedy chciał, pojawiał się i znikał, dowolnie zmieniając swoją postać. Okazywał wielkie przywiązanie do ludzi i chętnie z nimi zamieszkiwał.
Najbardziej znana wersja wierzeń związanych z pozyskiwaniem kłobuka dotyczyła czarnej, zmokłej kury, która pojawiała się przy wybranym gospodarstwie. Należało ją osuszyć i ogrzać w domu, a następnie otoczyć troskliwą opieką i zapewnić ciemne pomieszczenie, najlepiej na strychu, w beczce z piórami. Mógł to też być pokój pomalowany na czarno lub obity czarnym materiałem, w którym znajdowało się posłanie z ciepłą pierzyną.
Kłobuk wymagał dobrego jedzenia – najlepiej jajecznicy z tłustymi skwarkami. Nie gardził też kluskami z winem. Troskliwie pielęgnowany nie opuszczał mieszkanie w ciągu dnia, dopiero ciemną nocą rozwijał swoją działalność. Największą pracowitością wykazywał się w nocy z czwartku na piątek. Wydostawał się wtedy przez komin i widać go było, jak leciał z długim, ognistym ogonem. Lecąc, obficie sypał iskrami. Przenikał wszędzie tam, gdzie nie użyto odpowiednich środków do zabezpieczenia się od niego. Niektórym gospodarzom potrafił ukraść wszystko – zboże, słoninę, pieniądze, złote przedmioty, płótno i wiele innych rzeczy. Wszystko to zanosił swoim żywicielom, którzy w niedługim czasie dochodzili do wielkich bogactw. Pieniądze i chleb nigdy się u nich nie wyczerpały, a strychy groziły zawaleniem od nadmiaru zboża. Należało tylko współczuć uczciwym, u których komora była zawsze pusta.
Podobno zdarzało się czasami, że kłobuk wracając do swoich opiekunów upuścił jakąś część łupu. Jeśli znalazł go ktoś niepowołany, skarb szybko zmieniał się w nieużyteczne pakuły.
Związek z kłobukiem zawsze bywał fatalny w skutkach, gdyż nie można było rozejść się z nim w zgodzie. Gdzie się zagnieździł, dobrze służył swoim opiekunom, ich dzieciom i wnukom. Gdy się jednak komuś sprzykrzyło jego towarzystwo, to pozbawiony dotychczasowej opieki kłobuk zaczynał się mścić. Tak jak przedtem znosił do domu wszelkie bogactwa, tak teraz mógł je wynosić. Mógł też spalić całe gospodarstwo. Szczęśliwy był ten, kto nigdy nie miał z kłobukiem do czynienia, gdyż związek ze złymi siłami zawsze ostatecznie musiał przynosić złe owoce.

M. Toeppen o kłobuku…
Znak krzyża był najpewniejszą ochroną przed chobołdem. Każda kupa zboża na strychu nosiła znak krzyża, bo nawet zostawione na noc podczas młocki na klepisku snopy mógł chobołd wymłócić, a ziarno zabrać.

Odmianek
Na określenie zamienionych dzieci używano na Mazurach nazywano nazwy „odmianek”, a na Warmii „zamon”. Wierzono w demony porywające i odmieniające małe dzieci. Demony te były zwane „mamunami”. Zamienione dzieci w ludzkich warunkach nie chowały się dobrze – wykazywały wyraźne cechy niedorozwoju fizycznego lub umysłowego.
Na Warmii i Mazurach istniało przekonanie, że takie dzieci miały przede wszystkim bardzo duże głowy. Według wierzeń – porywano dzieci jeszcze nieochrzczone. Aby zabezpieczyć się przed podmianą, do łóżeczka dziecka wkładano kawałek stali np. igłę, nóż.
Gdy już doszło do nieszczęścia i na miejscu ludzkiego dziecko zauważono podrzutka, należało wykazać się nie lada okrucieństwem. Wynoszono takiego podmianka na pole i bito tak mocno (najlepiej do krwi), że krzyki nieszczęśnika dochodziły do najdalszych chałup. Wówczas litowały się chobołdy – przychodziły i znowu zamieniały dzieci.

Podziomki albo krasnoludki
Mieszkańcy z okolić Olsztynka utrzymywali, że krasnoludki to drobniutkie, czerwone robaczki, które dostawszy się do organizmu człowieka, męczą go i powoli niszczą tak, aż w końcu biedak zupełnie wysycha. Jedynym ratunkiem dla chorego były różne zabiegi medyczne – zawsze z użyciem popiołu dwunastkowego.
Pokój, w którym chory przebywał, należało czysto wymieść, a następnie rozłożyć w nim na podłodze prześcieradło. Układano chorego i posypywano popiołem. Odmawiano przy tym specjalne formułki i czyniono znak krzyża. Po tych zabiegach, odbywających się zawsze w czwartkową noc, krasnoludki powinny wyjść z ciała człowieka.
Niestety, nie zawsze tak się działo. Znany był przypadek młodego człowieka, którego od wielu lat męczyły krasnoludki. Wezwano słynnego wróża. Ten posypał podłogę popiołem i chory położył się na niej twarzą ku ziemi. Zaraz odeszło mnóstwo robaków rozmaitej wielkości, które przeskoczyły przez popiół ku ścianom i pochowały się pod sprzęty. Jednak jeden wszedł z powrotem przez usta do wnętrzności człowieka. Był to zły znak. Powracający robak to król to król i dopóki on nie opuści organizmu, choroba trwa nadal.

M. Toeppen o krasnoludkach…
Drobne, czerwone robaczki na cal lub cały palec długie. Miały grube główki, rozmaitej barwy –  czarnej, czerwonej, zielonej, itd. Czerwony korpus z czarną główką – takie krasnoludki były szczególnie niebezpieczne.
Wierzono, że ludzie chorzy na gruźlice mają tzw. krasnoludki, które zjadają płuca. Objawem tego był ból głowy, brak apetytu, bladość, kaszel oraz krew cieknąca z nosa i uszu.
Przeciwko tym robaczkom z czarną główką nie było żadnego ratunku. Cierpiący na nie opadał wciąż z sił, wysychał na szkielet i umierał.

Macica
Inną przypadłością, z którą musieli zmagać się ludzie, była „macica”, znana pod nazwą „kurczu żołądka”.
Macicę wyobrażano sobie jako robaczka z ostrymi pazurami, który przebywa we wnętrznościach człowieka, dręcząc go i męcząc. Robak taki mógł mieć niezliczoną ilość nóg na kształt szponów, za pomocą których trzymał się wewnętrznej powierzchni okolicy pępkowej. Rozgniewany czy zaniepokojony stwór zatapiał swoje rogi jak szpony w ciele, sprawiając ogromny ból, mogący sprowadzić śmierć. Wierzono, że każdy ma w swoim ciele macicę, a jeśli ona wyjdzie, człowiek musi umrzeć.
Znano kilka sposobów na uśmierzanie bólu spowodowanego przez macicę. Należało ją „zbrzydzić”, tzn. zadać coś, co spowodowałoby wymioty. Brało się do tego zabiegu trochę świeżego, końskiego albo gęsiego pomiotu, przecedzało przez gałganek i mieszało z niewielką ilością wódki, żeby było łatwiej wypić. Tak sporządzoną miksturę dawano do wypicia, co przynosiło natychmiastowy sukces, a bóle często mijały na zawsze.

Pierwszy wpis ;D

Posted by krejzolki_pl in Bez kategorii, EtnoLog | Leave a comment

To jest pierwszy wpis na blogu. Trwają wciąż prace organizacyjne. Już niedługo pojawią się zdjęcia i wpisy. Pozdrawiamy ;D. Do zobaczenia niedługo ;)