Inspirujący teledysk

Każdy z nas lubi zupełnie inną muzykę, więc ciężko byłoby wybrać jeden teledysk, który podobałby się nam wszystkim, i który byłby inspiracją czy motywacją do myślenia. Ale ponieważ tym razem ja (Tosia) zajmuję się zadaniem specjalnym na blogu, wybieram utwór i teledysk, który mnie inspiruje, zachęca do działania i przemyśleń.

Wybrałam teledysk mało znanego zespołu Radical Face do utworu o wdzięcznym tytule „Welcome Home”. Został wyreżyserowany przez Justina Mitchella (tutaj link do jego strony: http://www.justinmitchell.com/).

Jest wiele powodów dlaczego zdecydowałam się akurat na to małe arcydzieło. Pierwszym i pewnie najważniejszym jest sam utwór, który jest powodem niesamowitości teledysku. Piosenka jest absolutnie magiczna, może nawet lekko uduchowiona, aż prosi o zamknięcie oczu i odejście myślami, do miejsca, w którym każdy z nas czułby się wolny, szczęśliwy i spokojny.

Tekst nacechowany jest wieloma metaforami choćby „Ships are launching from my chest” („Statki wypływają z mojej piersi”) czy  ”Sleep don’t visit, so I choke on sun” (Sen nie nadchodzi, więc dławię się słońcem). Ta metaforyczność pozwala na wiele interpretacji przesłania utworu, a co za tym idzie także teledysku.

Sam klip cechuje jakby surrealizm, który jest spowodowany formalnymi środkami wyrazu, tymi związanymi z techniką wykonania filmiku; przede wszystkim jest to duże zróżnicowane w ostrości poszczególnych scen; czasami wyraźnie widzimy twarz bohatera, czasem jest to jakiś przedmiot w ostatnim planie, zaś bohater nie jest ważny; istotne jest tu także płynny ruch kamery kojarzący się niemalże ze snem czy różne obiekty, przedmioty symbolizujące być może utratę jakiejś bliskiej osoby, przeprowadzkę czy nawet szaleństwo.

Temat klipu, jego historia jest przede wszystkim podporządkowana tekstowi, co sprawia, że ma od wiele wymiarów, wiele możliwości interpretacji.

To, co mnie najbardziej urzeka w tym teledysku, to fakt, że za każdym razem odkrywam go na nowo, znajduję jakieś wcześniej nie zauważane przeze mnie elementy. To sprawia, że oglądając go kolejny raz mam kolejne, inne przemyślenia. Motywująca w tym teledysku jest odwaga, jaką wykazał się jego reżyser, aby zrobić coś innego, niekonwencjonalnego, coś zupełnie wyjętego ze snu; dzięki temu po oglądnięciu ma się również ochotę szukać nowych możliwości przekazania jakiejś idei.

 

Tosia.

 

 

 

Top ten reżyserów konfucjusza

1. Quentin Tarantino- to, co w tym reżyserze się nam najbardziej podoba to to, że jest żywym przykładem, który łamie wszelkie schematy i utarte konwencje. Zaczyna się od tego, że nie ma wykształcenia filmowego, a to co o X muzie wie, wzięło się z jego pracy w wypożyczalni kaset wideo; a był tam zatrudniony jako nastolatek. To, co cechuje jego prace to przede wszystkim krew, przemoc i brutalność, ale to jak różnorodne tematy podejmuje i jak inteligentne są jego scenariusze jest tym, za co go lubimy. Co nas fascynuje w tym reżyserze, to także wybór aktorów, a co robi to po mistrzowsku, tworząc fantastyczne postacie, które wpisują się w kanon filmowy. Nasze ulubione filmy autorstwa Quentina to „Django”, „Bękarty wojny”, „Kill Bill” i „Pulp Fiction”.

2. Krzysztof Kieślowski – jeden z najwybitniejszych polskich reżyserów, tworzący ambitne i zapadające w pamięć filmy. Cechuje je nastrojowość i ukazywanie w specyficzny sposób relacji międzyludzkich. Filmy początkowo poświęcał problemom współczesnej Polski („Krótki film o zabijaniu”, „Przypadek”, „Amator”), później odszedł od tego nurtu filmem „Podwójne życie Weroniki” zaczął interesować się psychiką człowieka, a wiele prestiżowych nagród otrzymał za tryptyk „Trzy kolory”.

3. Lars von Trier- duński reżyser, prawdopodobnie najsłynniejszy z tych, którzy podpisali manifest- słynną Dogmę ’95. Najbardziej urzeka nas w nim jego sposób patrzenia na film- ma on być taki jak rzeczywistość, realny; nie potrzeba światła, charakteryzacji, muzyki, całej ekipy filmowej, która zajmuje się każdym szczegółem, bo film ma być dokładnie taki jak życie. Czasem brutalny, mocno nacechowany seksualnie, niesprawiedliwy, ale też piękny i wzruszający. Widzieliśmy tylko jedno dzieło tego autora: „Tańcząc w ciemnościach” i bez cienia wahania możemy powiedzieć, że to arcydzieło. Wszystko, co tam jest poczynając od fabuły, przez aktorów aż do sposobu kręcenia, który wydaje się być rezultatem oddania kamery w ręce pięciolatka, sprawiło, że po seansie musieliśmy ochłonąć- trwało to dłużej niż sądziliśmy. Inne znane filmy tego autora to „Dogville”, „Przełamując fale”, „Melancholia” czy głośna, zeszłoroczna „Nimfomanka”.

4. Milos Forman- kolejny wybitny reżyser, którego dzieła są wyznacznikiem kina w najlepszym tego słowa znaczeniu. Buntowniczy „Hair”, genialna adaptacja „Lot nad kukułczym gniazdem” i nie wiem czy bardziej śmieszny czy tragiczny „Amadeusz” to tylko początek. Czeski artysta nieogranicza się niczym- co bardzo w nim lubimy- gatunkami czy tematami. Zadziwia, zmusza do refleksji jest powodem inelektualnej- i nie tylko- rozrywki. I jak tu go nie kochać.

5. Peter Weir- prawie siedemdziesięcoletni reżyser, który w swoim dorobku, ma wiele wybitnych filmów. Autor między innymi „Truman Show”, „Pikniku pod wiszącą skałą” i „Stowarzyszenia umarłych poetów”. Podziwiamy go za różnorodność tematów, podejście do nich i chyba najbardziej za wybór aktorów. Niezapomniana rola Jima Carrey’a w „Truman Show” jest jego najlepszą (zaraz obok „Zakochanego bez pamięci”) czy Robina Williamsa w „Stowarzyszeniu…” jest tego najlepszym przykładem.

6. George Cukor- ten reżyser miał szczęście współpracować z jednymi z najpiekniejszych aktorek na świecie, a co więcej był jednym z pierwszych, który widział w aktorkach w ogóle potencjał; kierował Marilyn Monroe na planie „Pokochajmy się” i niedokończonego z powodu jej śmierci „Something got to give”, Audrey Hepburn w „My fair lady”- adaptacji „Pigmalionu” Bernarda Showa i oczywiście z Kathrine Hepburn w nieprzemijalnym „Przeminęło z wiatrem”. Reżysera podziwiamy przede wszystkim za danie tym kobietom szans, niesamowitych i niezapomnianych ról, z którymi są często kojarzone, co wpłynęło na to, że pozostaną w naszej filmowej pamięci.

7. Steven Spielberg – to nie tylko reżyser, lecz także producent takich kasowych filmów jak: „E.T.”, „Powrót do przyszłości”, „Jurasic Park”. Tworzył on nie tylko kino komercyjne i rozrywkowe, ale też takie dramaty jak refleksyjna „Lista Schindlera”. Fenomenem jest to, że reżyser był samoukiem.

8. Alfred Hitchock – nazywany jest mistrzem dreszczowców. Tworzył gatunki takie jak: thriller, horror, czarne komedie, filmy szpiegowskie. Kto raz obejrzał „Psychozę” lub „Ptaki”, nigdy nie zapomni mrożących krew w żyłach obrazów i scen. Ten reżyser wrażliwy był na piękno natury o czym świadczy tablica upamiętniająca jego pobyt na chorwackiej plaży, gdzie stwierdził, że najpiękniejsze zachody słońca są w Zadarze.

9. Tim Burton – podobnie jak Allen każdy jego film utrzymany jest w podobnym klimacie. Nasze dzieciństwo opływało w jego dzieła. Mroczne animacje „Gnijąca panna młoda Tima Burtona”, czy jedna z nowszych „Frankenweenie” to świetna rozrywka dla każdego. „Charlie i fabryka czekolady”, „Sok z żuka”, „Edward nożycoręki” – piękne filmy pełne abstrakcji, a przecież każdy pragnie na chwilę oderwać się od rzeczywistości. „Duża ryba” – gatunkowo dramat – przepiękny, wzruszający, z ukrytym, dającym do myślenia przekazem, podobnie jak wiele jego filmów.

10. Woody Allen – mistrz tzw. „ciętej” riposty. Stworzył swój własny klimat filmów, co jest według mnie ogromnym osiągnięciem, marzeniem każdego reżysera. Jego komedie nazwane „intelektualnymi” obfitują w filozoficzne zagadnienia. Sam Allen często opowiada mediom swoje aforyzmy, czy kawały np.: „W świecie ludzi tylko subiektywność jest obiektywna”. Jego filmy zazwyczaj są lekkie, przyjemne, zabawne i pełne mądrości: „Annie Hall”, „O północy w Paryżu”.