Stadion Narodowy pod lupą

Luty 26th, 2012 by dwlot39

Wszystko rozpoczęło się 18 kwietnia 2007 roku podczas emocjonującej eliminacji państw organizujących Euro 2012. UEFA zadecydowała powierzyć to zadanie Polsce i Ukrainie. W związku z tym wydarzeniem zapanowała ogromna euforia, a wraz z nią również ogromna ilość pracy, którą trzeba włożyć by doprowadzić do drugiej, najważniejszej imprezy na świecie.

Ze wszystkim oczywiście wiążą się olbrzymie koszta, a to oznacza wydatek publicznych pieniędzy. Najwięcej ich wydano na Stadion Narodowy w Warszawie. 30 września 2007 roku skończyła się umowa między Centralnym Ośrodkiem Sportu z firmą Damis w sprawie znanego na całą Warszawę jarmarku „Europa”. Umowa ze względu na planowanie budowy stadionu oczywiście nie została przedłużona. W tym momencie wiele ludzi gdzie jedynym środkiem utrzymania był handel, musieli znaleźć inne rozwiązanie na życie bądź przeniesienie się w inne miejsca jak na przykład Park Handlowy w Jankach, lecz niezależnie od miejsca w porównaniu ze Stadionem Dziesięciolecia nie jest to korzystne dla nich rozwiązanie, ponieważ koszty wynajmu i położenie nie gwarantuje nawet zwrotu kosztów zakupu towaru w hurtowni.

Kolejną ważną datą był 29 listopada, kiedy wybrano w przetargu projekt firmy JSK Architekci, która po podpisaniu umowy 17 grudnia miała wyburzyć  Stadion Dziesięciolecia służący 53 lata, a w tym miejscu zadecydowano wybudować nowy. Oczywiście w tym czasie nie obyło się bez problemów, ponieważ okazało się, że wybrany grunt po części był własnością prywatną, aczkolwiek w szybkim tempie został wykupiony i 1 lutego 2008 roku wykonawca przedstawił projekt koncepcyjny. 18 czerwca Minister Sportu i Turystyki Mirosław Drzewiecki oraz prezes Spółki Narodowe Centrum Sportu Michał Borowski składają u Wojewody Mazowieckiego Jacka Kozłowskiego projekt budowlany i dokumenty niezbędne do wydania pozwolenia na budowę Stadionu Narodowego, który bez przeszkód 22 lipca pozytywnie rozpatrzył wniosek.

17 lutego 2010 roku ogłoszono 500 dni 3-etapowej budowy. Przez ten czas stadion nabrał kształtu i swoją okazałością zrobił bardzo duże wrażenie aczkolwiek przed nim była jeszcze żmudna droga wykończeniowa.

Miesiąc później odbyła się na nim pierwsza „impreza sportowa”, lecz jeszcze bez trybun. Jako pierwsi rywalizować mieli okazję Taddy Błazusiak i Ronnie Renner w wyścigu motocyklowym. Tuż po tym wydarzeniu, 7 września 2010 roku Stadion Narodowy został ogłoszony najlepszą inwestycją w Europie Środkowo-Wschodniej wg. III Forum Inwestycyjnego.

6 kwietnia 2011 roku był bardzo głośną datą zakończenia budowy rozsuwanego dachu stadionu. Jest to jedyny taki obiekt w Polsce. Również w tym dniu rozpoczęto zakładanie biało-czerwonej elewacji, która w wyniku sondy została bardzo dobrze przyjęta przez Warszawiaków.

W maju br. na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyło się pierwsze, unikalne kulturalne wydarzenie – spektakl teatralny zatytułowany „Dziewięć poziomów funkcjonalnych wg Witkacego” w reżyserii Andrzeja Dziuka. Wydarzenie miało charakter zamknięty i również symbolicznie miało pobudzić wyobraźnie producentów, którzy mieliby organizować event’y po Euro 2012. Jak się później okazało z bardzo pozytywnym skutkiem. Stadion Narodowy zyskał miano miejsca o największym potencjale do organizowania nie tylko imprez sportowych, ale również i koncertów czy też innych festiwali bądź wydarzeń kulturowych.

30 listopada zakończono budowę stadionu narodowego, który miał zostać oddany w czerwcu, lecz data przesunęła się pod koniec roku.  Budowa trwała ponad 2,5 roku i wyniosła 1 752 000 000 złotych. Efekt końcowy był oszałamiający, lecz nie obyło się bez problemów po otwarciu stadionu jak i zarzutów ze strony polityków opozycji dla rządu, który nadzorował pracę nie tylko nad Stadionem Narodowym, ale nad organizacją całego Euro.

Wspomniane już otwarcie miało swoje miejsce 29 stycznia o godzinie 15 pod hasłem „Oto jestem”. Jako, że na stadionie nie było jeszcze położonej murawy, postanowiono z okazji otwarcia wybudować tymczasową estradę i zorganizować koncert dla ludzi, którzy tłumnie przyszli na własne oczy obejrzeć „Drugi cud nad Wisłą”.

Po otwarciu udało mi się przeprowadzić wywiad z panem Michałem, z który z chęcią wypowiedział się na temat stadionu:

- Jakie wrażenia odniósł Pan będąc na Stadionie Narodowym?

P. Michał: Stadion powiem szczerze – mile mnie zaskoczył. Z początku wydawało mi się, że nie będzie wcale tak atrakcyjny. Brakuje mi tylko murawy i oczywiście emocji związanych z grą naszych reprezentantów, lecz jak Pan widzi – emocji tutaj nie brakuje.

- Myśli Pan, że stadion będzie podobał się zagranicznym turystom?

P. Michał: To zależy skąd przyjadą. Tak na poważnie to myślę, że nie mamy się czego wstydzić i wszyscy szczęśliwi posiadacze biletów na mecze Euro 2012 będą na pewno usatysfakcjonowani z oglądania meczu.

- A jak podoba się Panu impreza otwarcia stadionu?

P. Michał: Ogólnie jest bardzo przyjemnie, można zwiedzić stadion, zobaczyć jego ogrom. Widzieliśmy również jak składa się dach. Koncert na płycie boiska też był niczego sobie. Fajnie posłuchać szlagierów swojej młodości wykonanych przez VooVoo, Lady Punk czy T.Love. Jedyną wpadką moim zdaniem był pokaz sztucznych ogni na zakończenie, których niestety nie było dobrze widać ze stadionu. Jeżeli chodzi o całą imprezę to uważam to za fajnie spędzony czas.

- Jak Pan odbiera krytykę na temat stadionu, która jest dość głośna i widoczna w ostatnim czasie?

P. Michał: Z początku rzeczywiście myślałem, że niektórzy politycy mają rację, aczkolwiek teraz uważam, że w większości to były banialuki. Ale cóż, żyjemy w takim kraju, że każdy jest specjalistą w zakresie katastrof lotniczych czy budowy stadionu. Z resztą Stadion Narodowy w porównaniu z innymi wielkimi stadionami nie był wcale taki drogi, owszem nie został zbudowany za darmo, ale nawet jeśli by był to i tak będzie źle. Media tylko nakręcają to co ktoś powie, puszczą ze 30 razy w ciągu dnia i podburzą atmosferę. W ogóle trzeba być odpornym na takie news’y bo telewizja ma bardzo dużą siłę i wpływa na wielu ludzi często negatywnie.

Jak wynika z przeprowadzonej rozmowy stadion robi naprawdę duże wrażenie. Niestety mniejsze robi w ostatnim czasie nowa minister sportu Joanna Mucha. Debiut w roli ministra oraz brak znajomości podstaw rywalizacji sportowej w zakresie piłki nożnej spowodował wielką falę krytyki. Nie zostawiono również suchej nitki na wysokiej premii szefa Narodowego Centrum Sportu, który nadzorował budowę pana Kaplera. Wg. SE i polityków opozycji pan Kapler nie potrafił dopilnować budowy stadionu i niesłusznie należy mu się wynagrodzenie, aczkolwiek taki zapis miał w umowie i w związku z odejściem otrzyma premię. Niewypałem natomiast okazał się mecz o zeszłoroczny Super Puchar Polski. Okazało się, że policja, która jest niezbędna podczas meczu w celu pilnowania porządku na stadionie, ma kłopoty z komunikacją poprzez krótkofalówki i będą musiały zostać zamontowane dodatkowe nadajniki aby umożliwić dotarcie sygnału. Z tego powodu mecz Legii Warszawy z Wisłą Kraków nie mógł się odbyć. Jako sukces można uznać jednak inaugurację 29 lutego kiedy ma się odbyć towarzyski mecz Polski z Portugalią. Dla kibiców największą atrakcją ma być najmocniejszy skład Portugalii. Będą mogli na żywo w akcji zobaczyć największą gwiazdę Realu Madryt – Cristiano Ronaldo. Niestety mimo, że Polska na świecie ma opinię potencjalnego „Czarnego Konia” Euro 2012, to kibice nie są tak pełni optymizmu i spisują ten mecz na straty. Pozostaje nam trzymać kciuki za Biało-czerwonych i za całe Euro 2012, które ma rozpocząć się w Polsce 8 czerwca, w Warszawie na Stadionie Narodowym.

Reportaż Damiana Kozłowskiego z klasy 2B

Koniec szkół w Warszawie

Luty 26th, 2012 by dwlot39

Od kilku miesięcy trwa zbiorowa dyskusja i protesty w sprawie zamykania placówek oświatowych w Warszawie. Uczniowie oraz ich rodzice walczą o każdą likwidowaną placówkę poprzez protesty, które są organizowane regularnie w licznych grupach, równocześnie w kilku dzielnicach. Najgłośniejsze protesty odbywają się na Pradze południe w sprawie przedszkola „Wiatraczek” przy ul. Kobielskiej 15, na Pradze północ w sprawie zamknięcia LO im. Bolesława Chrobrego przy ul. Objazdowej oraz przeniesienia gimnazjum Nr 71 na ul. Perzyńskiego do budynku, gdzie znajduje się LO im. Lotnictwa Polskiego na ul. Zuga 16 i w ten sposób  w tym miejscu powstanie zespół szkół. Protestujący w marszach zmierzają pod urząd miasta w swoich dzielnicach, uzbrojeni w transparenty z przeróżnymi hasłami kierowanymi głównie w stronę radnych. Najbardziej popularnych hasłem, z którym można się spotkać na warszawskich ulicach to „Tylko matoły likwidują szkoły”. Do ów sloganu odniósł się w ostatniej burzliwej sesji rady miasta, która odbyła się 2 lutego br. wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński odpowiadając: „ Warszawa z pośród innych miast dopłaca najwięcej do subwencji oświatowej. – Bardzo łatwo jest napisać, że tylko matoły likwidują szkoły. Te warszawskie matoły inwestują w szkoły.” Według statystyk liczba uczniów w naszym kraju zmniejszyła się o około 1 mln od 2005 roku, dlatego też plany likwidacji szkół motywowane są przez demografię w ostatnim czasie, ponieważ utrzymanie dużo mniejszej liczby uczniów w tak wielu szkołach jest nieopłacalne, więc ich likwidacja bądź przenoszenie ma być lekiem na całe zło. Z tą polityką nie zgadzają się rodzice jak również ich dzieci, ponieważ lokale do jakich mieliby się przenieść nie są w stanie pomieścić dwóch szkół i zapewnić im komfortowych warunków do edukacji. Na ogół twierdzą również, że szkoły są zaniedbane, a zmiana środowiska negatywnie odbija się na ich nauce. Najlepszym przykładem na oddanie atmosfery w jakiej odbywa się dyskusja w całej Warszawie jest opisanie sytuacji w mojej dzielnicy tj. Bielany.

Jako, że jestem absolwentką liceum, z którym ma połączyć się gimnazjum nr 71 byłam podczas protestu, który odbył się 9 listopada 2011 roku i udało mi się przeprowadzić wywiad z matką ucznia klasy pierwszej gimnazjum:
- Jakie są Pani obawy w związku z zamknięciem szkoły?
Uważam, że połączenie naszego gimnazjum z liceum im. Lotnictwa Polskiego jest bardzo złym pomysłem, ponieważ według mnie wiąże się z tym wiele zagrożeń. Przede wszystkim boję się w jakich warunkach będzie uczyło się moje dziecko oraz czy przy tak dużej ilości uczniów szkoła będzie w stanie zapewnić mu bezpieczeństwo. Najbardziej złości nas fakt, że nic nie jest pewne i tak naprawdę nie wiadomo, co się z nami stanie oraz to w jaki sposób pomieścimy się w budynku liceum.

- Dlaczego obawia się Pani o bezpieczeństwo w DWlot’cie? Czy o naszej szkole krąży zła opinia, czy jednak wszystko wynika z tego, że nie zna pani tej szkoły?
Chodzi głównie o to, że nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak szkoła poradzi sobie w tyloma uczniami, poza tym nie wiem nic na temat środowiska liceum, do którego miałoby przenieść się gimnazjum.

- A dlaczego martwi się pani o edukację?
Jest to ten sam problem zbyt dużej ilości uczniów, nieproporcjonalnej do wielkości szkoły. Uważam, że nie spełni ona warunków jakie spełniała poprzednia placówka.

- Dlaczego protestują  Państwo w taki sposób, zapalając znicze i przynosząc różne transparenty pod ratusz na Bielanach?
Przede wszystkim chcemy nagłośnić sprawę i pokazać, że nie jesteśmy obojętni na to, co nas dotyczy, bo uważamy, że nie można podejmować takich decyzji bez porozumienia z nami

- Jakie Państwo planujecie podjąć jeszcze działania w tej sprawie?
Przede wszystkim będziemy odwoływać się, aby plany w sprawie naszej szkoły nie zostały zatwierdzone. Będziemy starali się działać w każdy możliwy sposób, by gimnazjum na Perzyńskiego przetrwało.

Od tej rozmowy minął zaledwie miesiąc, a 12  grudnia 2011 roku radni na sesji rady dzielnicy Bielany pozytywnie zaopiniowali pomysł przenosin gimnazjum z ul. Perzyńskiego na ul. Zuga do liceum im. Lotnictwa Polskiego. Podczas zebrania prawie dwustu rodziców krzyczało „Oszuści, kłamcy, pajace”, pojawiały się sceny płaczu, transparenty i nekrologii likwidowanych szkół. Nie pomogło również kilka tygodni emocjonujących negocjacji oraz protestów, nie pomogły również plany ratowania szkół przygotowane przez rodziców. Zaledwie dwa głosy zadecydowały o tym, że gimnazjum zostało przeniesione, a podstawówka przy ul. Arkuszowej 202 została kompletnie zlikwidowana mimo, że rodzice znaleźli nawet dla niej sponsorów. Ta cała sytuacja odzwierciedla w pełni przebieg dyskusji – zarówno bezwzględność urzędników jak i niekiedy zbędne emocje zainteresowanych sprawą nie doprowadziły do wspólnego konsensusu. Urzędnicy cały czas powoływali się na brak pieniędzy w budżecie, a sam wiceprezydent Warszawy, który zainteresowany był tą sprawą dodał, że koszta edukacji z roku na rok rosną, a przy dzisiejszej demografii takie działania są nieuchronne.
Z tego powodu w dalszym ciągu wiele warszawskich szkół zostanie przeniesionych lub zlikwidowanych już w tym roku. Niestety procedury działania w każdej dzielnicy są takie same i jeżeli projekt likwidacji szkoły zostaje uchwalony to prawnie nie mamy możliwości cofnięcia takiej decyzji, nawet jeśli zostaje on dopiero przedstawiony to i tak możemy spodziewać się, że zostanie przegłosowany za uchwalenie. Warto więc postawić pytanie, czym dla nas jest kultura i czy walka o nią może odbywać się w sposób kulturalny oraz czy ów wymienione działania przynoszą skuteczny rezultat w obronie szkół.

Reportaż Moniki Gołębiewskiej, kl. II B

Uchroń przed zapomnieniem

Grudzień 15th, 2011 by dwlot39

Gdy czytam gazety codzienne i lokalne od zawsze zastanawia mnie, dlaczego niewiele uwagi poświęca się zapomnianym miejscom, które niegdyś pełniły istotną funkcję w życiu wielu ludzi. Chciałabym przybliżyć parę miejsc na Pradze Południe, które odnalazłam na podstawie opowieści mojej babci. Odwiedziłam je, sfotografowałam i pragnę zaprezentować  w tym reportażu.

Od dziecka fascynowały mnie stare, zaniedbane i zapomniane budynki. Miały w sobie coś, co mnie przyciągało.  Były owiane tajemnicą, którą chciałam odkryć. Z biegiem czasu grozi im wyburzenie, choć są jeszcze w Warszawie takie miejsca, jeśli im nie pomożemy…zginą. Jako jedno z nich mogę wymienić zabytkową kamienicę z  wieżyczką mieszczącą się przy ulicy Chodakowskiej 22.

Zabytkowa kamienica z wieżyczką, ul.Chodakowska 22

Ten piękny, dziś popadający w ruinę budynek należał niegdyś do Zakładów Amunicyjnych „Pocisk”. Zamieszkiwali w nim zatrudnieni w firmie inżynierowie.

Choć jest mocno zdewastowany, nadal posiada w sobie nietypowy urok. Wykusz z loggią przykrytą kopułką na pękatych kolumienkach przypomina wieżę obserwacyjną. Dom ten powstał około roku 1921 według projektu Czesława Przybylskiego.

Obecnie budynek jest wysiedlony (od roku 2006) i popada w ruinę. W 2010r. zostały unieważnione decyzje z lat 60. odbierające nieruchomość prywatnym właścicielom.

Uważam, że tak piękny i wartościowy dom nie powinien popaść w aż takie zaniedbanie ze strony władz dzielnicy. Z dostępnych mi źródeł, dowiedziałam się, że walkę o tą posesję wszczęli mieszkańcy pobliskich budynków silnie związani z tym miejscem.

Dom należałoby odnowić i przywrócić mu dawną świetność. Mieszkańcy pragną utworzyć w nim centrum kultury.

Jakie będą dalsze losy tej kamienicy? Uważam, iż nie należy przekształcać go w kolejny, nowoczesny i zmodernizowany biurowiec, niszcząc przy tym jego walory i znaczenie.

Kolejną budowlą, którą udało mi się odwiedzić były zaniedbane ruiny byłego Hotelu „Cory”. Od strony ulicy Mińskiej zasłania go wysoki mur a od  ul. Owsianej – kamienice.

Jest to pozostałość po zakładach mięsnych Rembertów, filia – Owsiana. Moja babcia wychowująca się niedaleko tego miejsca opowiedziała mi w skrócie jego historię: „W czasach kryzysu mięsnego (1960r.) zapach wędzenia rozchodził się po całej okolicy.” Po likwidacji zakładów mięsnych Rembertów, podobny los spotkał Owsianą. Budynki na biura przejęła Cora, a w bramie znajdował się mały sklepik dla pracowników, w którym czasami można było coś kupić.

Zatem na ulicy Owsianej 14 były m.in.: aparaty radiowe, wytwórnia wędlin, fabryka tkanin.

Owsiana 14 należała także do zakładów odzieżowych Cory. W biurowcu (rok 1970) mieścił się dział rachuby i ogromny komputer ODRA, który drukował dziennie „kilometry” zestawień.

Na terenie samej fabryczki krojono materiały. Po pewnym czasie utworzono tam hotel pracowniczy dla szwaczek Cory – dziewcząt z podwarszawskich miejscowości.

Aktualnie jest to zaniedbana, opuszczona posesja. Budynek przeszedł już swoje lata świetności, choć okazała budowla wciąż reprezentuje pozostałości z dawnej epoki.

Teren okalający dawny biurowiec zarósł, w wewnętrznych częściach „króluje” bałagan. Według mnie dzisiejsza postać Hotelu „Cory” powinna zostać zabezpieczona (nie tylko wysokim murem), gdyż gruzy stanowią zagrożenie dla każdego, kto tam wejdzie. Czy zarząd stolicy nie potrafi zagospodarować takiego terenu? Nie mam na myśli wyburzania ani przebudowy tylko drobną modernizację. Ta przestrzeń idealnie nadaje się na miejsce spotkań utalentowanej młodzieży (na Pradze takowej nie brakuje). Wybrane mury można by udostępnić na „sztukę uliczną”, czyli tzw. grafitti.

Ostatnim miejscem, jakie przedstawię jest tor kolarski Klubu Sportowego „Orzeł” mający siedzibę po lewej stronie ulicy Podskarbińskiej. Został on założony w 1922r. i ochrzczony imieniem Józefa Piłsudskiego. Obecnie po prawej stronie ulicy powstały nowe obiekty sportowe (boiska do piłki nożnej, bieżnia, trybuny) a po lewej stronie… wysłużony obiekt odchodzi w zapomnienie.

Pozostałości z dawnej siedziby KS Orzeł pozostawiają wiele do życzenia. Co z tego, że po drugiej stronie ulicy Podskarbińskiej wybudowano stary obiekt sportowy, jeśli jest on związany ze starym klubem tylko nazwą?

Uważam, że właściciel tych dwóch obiektów nie powinien pozostawiać jednego z nich samemu sobie, gdyż to przyczynia się do całkowitego zapomnienia o nim.  Tak niewiele potrzeba do odbudowy tego potrzebnemu dzielnicy miejsca.

By uatrakcyjnić ten obiekt można go odnowić i zaprojektować od nowa. Na terenie nie nadającym się, obecnie zarośniętym można by było utworzyć basen lub kryte lodowisko. Resztę terenu zaprojektować dla przyszłych sportowców. Natomiast w opuszczonym budynku utworzyć, np.: salkę z historią tego miejsca oraz zdobytymi przez klub trofeami.

Wierzę, że trzy przedstawione przeze mnie przykłady budynków związanych z historią starej Pragi przybliżą nieco bieżący stan obszarów „goszczących” zabytki ważne dla Warszawy i jej mieszkańców.

Z miłą chęcią odkrywałam wcześniej nieznane mi lokalizacje na Pradze Południe i poznawałam ich historię. Wielką pomocą służyły mi przypadkowo napotkane starsze osoby, które mieszkały i mieszkają w tej dzielnicy od czasu zakończenia działań wojennych (rok 1945).

Podczas oględzin tych punktów zadawałam sobie pytanie: Dlaczego? Przecież niegdyś najważniejsze instytucje nie mogły popaść aż w taką ruinę ! Przecieram oczy ze zdziwienia.  Nic się nie zmieniło. Żałuję, że teraz, gdy technika poszła na przód, nikt nie pomyślał by zachować to bogactwo ściśle powiązane z historycznym znaczeniem Pragi Południe.

Ruiny, fabryczki i kamieniczki. Co  w sobie kryją?… Tajemniczość, historię, kulturę oraz duszę tamtych minionych czasów. Czarują mnie swoją magią, wyglądem… Czy każdy z nas nie marzył o tym, aby przenieść się w godziny poprzedniej epoki ?

W tej pracy pokazałam wybrane przeze mnie zapomniane i zaniedbane miejsca… Myślę, iż dokonałam właściwego wyboru obiektów,  które opisywałam.

Reportaż Agnieszki Ostrowskiej, kl. I B