Czerwiec 8th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Bez przerwy rozwija się świat

młodzieżowych zespołów metalowych.

Ciężkie metale w Trójmieście

Grupa „True I Teraz Sp. Z.U.O” to czworo młodych, nieustraszonych miłośników ciężkiego grania: Kszyhó, Iza, Asia i Nika. Razem postanowiliśmy przyjrzeć się z bliska podziemnemu światkowi Trójmiasta, który tworzą młodzieżowe zespoły. Wspólnie odkrytwając, jak to działa, że to działa, udało nam się również całkiem zacnie zabawić.

 

Wielki początek

Naszą pracę rozpoczęliśmy od koncertu 16.12.2011 r., który odbył się w Domu Zarazy – najstarszym domu mieszkalnym w Oliwie. Jak udało się w tak małej szopce zorganizować koncert dla ponad 120 osób? Tego się tam właśnie dowiedziliśmy.
Więc jak to wygląda od strony widza? Po otwarciu drzwi pierwsze, co rzuca się w oczy (a właściwie do oczu) to dwóch dziwnie ubranych chłopaków (a może już mężczyzn) ze swoim „Dobry wieczór, 5zł prosz…” na ustach. I choć ledwo ich widać przez powietrze białe i ciężkie od papierosowego dymu (ach, te oldschoolowe klimaty), płacimy i wchodzimy dalej. Tam zaczyna się to, co nasi nieustraszeni lubią najbardziej: metal pełną gębą. Tłok, zaduch i 35 stopni, jedna wielka mieszanina wierzgających dziko kończyn, czupryn, członków, kłaków, ćwieków i wszystkiego, co spocone. A na drugim końcu sali „oni”. Na podwyższonym kawałku malutkiej sceny, na tle potężnych, ryczących z wysiłku wzmacniaczy, piłujący struny swoich gitar, wrzeszczący do sfatygowanych mikrofonów, niektórzy ledwo widoczni zza dudniącej perkusji. I do tego krzyki wszystkich naokoło tak chaotyczne, że z trudem można wyłowić pojedyncze słowa, wśród których dominują wulgarne pochwały w stronę zespołu. Koniec piosenki, ciszę gitar uzupełnia przepotężny ryk fanów, którzy domagają się bisu. Ostatni kawałek, wokalista krzyczy, że „Jeśli na finałowej piosence nie poleje się krew, to coś jest z wami nie w porządku!”… Końcowe minuty dzikiego szaleństwa, circle pit, ściana śmierci, skok na ręce publiczności, pierwszy rząd wbija się na scenę i oblewa zespół piwem. Ostatnie solo wiodącego gitarzysty, wszystkie dłonie wyciągnięte w stronę jego magicznego gryfu w tej jednej chwili, w której jest dla nich Panem Wszechświata. I wreszcie koniec, dopiero teraz po muzykach widać zmęczenie, jednak publiczności wciąż mało, okrzyki nie mają końca. Dobrze, że za kilka minut wchodzi drugi zespół. Tak to przynajmniej było podczas występu Cowshed’u i Mechanixa, w którym nasz Kszyhó był wtedy wiodącym gitarzystą…

YouTube Preview Image
Jak na koncert i wszystko, co go poprzedza, patrzą ci, którzy występują? Aby się tego dowiedzieć, porozmawialiśmy z Pedro – kudłatym wokalistą Mechanixa. Powiedział nam wszystko, co trzeba wiedzieć, aby zorganizować takie widowisko. Oto, co wynieśliśmy z rozmowy:

To sam zespół musi wyjść z inicjatywą zagrania w jakimś miejscu. Grupy nie są wielkie, bogate i sławne, więc nikt nie będzie się za nimi uganiał. Koncerty nie są też zbyt dochodowe, często muzycy wychodzą z nich „na minusie”, ale przecież nie o pieniądze tu chodzi, liczy się piekło. Oczywiście udaje się też czasem coś zarobić, ale zwykle nie jest to więcej niż 30zł na głowę.

Marne pieniądze wynagradzają wrzaski i euforia widzów, którzy potrafią zrobić w klubie bajzel niegorszy od tego, co dzieje się na „Sweden Rock Festival”. Taki chaos trudno jednak okiełznać, a o porządek również muszą zadbać członkowie zespołów. Zwykle więc dwóch z nich (z kapeli, która jeszcze nie wystąpiła, bądź jest już po koncercie), stoi „na bramce” przy kasie i upewnia się, że ludzie płacą za wstęp i nie wnoszą nic niebezpiecznego. Zabronione jest też posiadanie alkoholu z zewnątrz, o co dba barman Jerry. Jak powiedział Pedro, „Już oni wszystkiego dopilnują. Choćbyś się nie wiem jak starał, za darmo nie wejdziesz. No, chyba, że nazywasz się Alexis Texas”. Oczywiste jest jednak, że dwóch chłopaków nie upilnuje takiego tłumu bez żadnej pomocy. Dlatego mają pomoc: siekierę. Starą, acz bardzo ostrą, odrobinę zardzewiałą siekierę, która przez cały czas leży przed nimi na stole, odstraszając cwaniaczków i kombinatorów.

Zaraza i furia fanów

 

Co ludzie powiedzą?

            Kiedy już wiedzieliśmy, jak się organizuje koncerty, spytaliśmy mieszkańców Trójmiasta, co sądzą o młodzieżowych zespołach. Nietrudno się domyślić, że większość nie ma nic przeciwko, dopóki nie muszą słuchać tego łomotu. Twierdzą, że to i tak lepsze od szwędania się po ulicach, szukając jakiejś awantury. Znaleźli się też, jak zawsze, ludzie bez zdania, których sprawa młodzieżowych zespołów obchodzi mniej więcej tak samo, jak to, że szczur Kszyha jest przeziębiony i nie chce brać leków. Tych było jednak najmniej. Spotkaliśmy też takich, którzy cały nasz piękny światek wysłaliby daleko w kosmos, gdyby tylko mogli. Ci mieszkańcy powiedzieli nam, że „i tak nic w życiu nie osiągną”, ale nie przejęliśmy się tymi słowami. Ludzie po 50. roku życia zwykle zaczynają tracić w wiarę w sens robienia czegokolwiek.

Bezimienne widmo

 Uznaliśmy, że dosyć rozmów z miejskim pospólstwem, albowiem (hańba im!) nie są oni tak „True i Teraz” jak my i nasi metalowi przyjaciele od piwa. Dlatego przy frytkach zrodził się kolejny wywiad, tym razem z gitarzystą bezimiennego zespołu o nazwie Headcrusher. Jak to możliwe, że bezimienny zespół ma nazwę? Czytajcie.
Chłopak ma 18 lat, jego imię to Paweł, jest pełen optymizmu i pasji. Gdy czekaliśmy na niego w umówionym miejscu ( KFC ) zaczęliśmy się trochę obawiać, że nie będzie chciał nam za dużo mówić i wywiad będzie nudny i do niczego. Jednak, gdy Paweł przyszedł wszystkie nasze wątpliwości zniknęły. Sprawiał wrażenie bardzo wyluzowanego i miłego chłopaka, uśmiechał się na i już od wejścia zaczął nam machać. Miał na sobie koszulę w kratę, niebieskie rurki i czerwone buty. Przez pierwszą godzinę spotkania zajadaliśmy się frytkami i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Potem jednak wzięliśmy się do roboty, czyli zaczęliśmy przesłuchanie. Paweł powiedział nam, że jego zespół miał się nazywać Headcrusher, ale się tak nie nazywa (logiko, kochamy cię!). Dowiedzieliśmy się, że próby wyglądają mniej więcej tak, jak u Kszyha i Mechanix, czyli 2-3 razy w tygodniu spotykają się i doprowadzają sąsiadów do szewskiej pasji. Kiedy jednak zapytaliśmy o koncerty, blask Headcrushera trochę przygasł. NIE MA KONCERTÓW!!! „Jak to: nie ma?!”, pomyślała wtedy Nika. „Jak to: tylko dla znajomych?!” – nie mogliśmy w to uwierzyć. Co to za zespół, który gra razem od 5 miesięcy, a tak naprawdę w ogóle jeszcze nie zagrał? Może to dlatego, że się nie nazywa… Podziwiamy ich jednak, bo nie tracą wiary i miłości do muzyki. Wciąż mają nadzieję, że kiedyś podbiją świat i Slayer będzie przed nimi występował jako support. „Muzyka jest naszą wielką pasją, kochamy to co robimy i będziemy to robić tak długo jak tylko się da.” – mówił Paweł. Ćhłopakom życzymy szczerze powodzenia, jednak to trochę za mało, aby zająć więcej miejsca w naszym reportażu.

 

Co? Dlaczego? Już wiemy

            Po wywiadzie znów wyszliśmy w teren. Albo weszliśmy w pogo. Na jedno wychodzi. Wybraliśmy się więc na kolejny koncert. Kszyhó zresztą nie miał wyjścia, bo grał z Mechanixem. Tym razem jednak impreza okazała się kompletną porażką. Lipą niczym kanapeczki na talerzu Roberta Burneiki. Nieuświadomione pospólstwo nie doceniło geniuszu młodych artystów i skazało ich na najgorsze, co może spotkać zespół: pustkę. Jak to się stało, że na koncert tak wielkich legend jak Bruderschaft i Mechanix przyszło zaledwie 30 osób? To pozostaje niewyjaśnioną zagadką. Cokolwiek było przyczyną tego tajemniczego zjawiska, z koncertu wyszła próba. Kosztowna próba, bo sprzęt trzeba było przewozić z Gdańska do Gdyni i z powrotem. Mechanixa koncert kosztował jednak jeszcze więcej: był to pożegnalny występ Kszyha. Ostatni, który z nimi zagrał. Przynajmniej lokal był całkiem przyjemny. Duży plus za tanie piwo, jednak Kszyhó nie wyglądał na swoje udawane 19 lat i barman się nie nabrał.

Smutny Szwemin

 

Smutny Pedro

Dopiero w połowie marca udało nam się rozwiązać zagadkę nieudanego koncertu. Wymyśliliśmy, dlaczego przyszło tak mało osób: impreza nie była dość dobrze zareklamowana. Wpadliśmy na to, przegrzebując wysypisko śmieci, jakim jest Internet, w poszukiwaniu skarbu w postaci dobrego koncertu. Natykaliśmy się jednak na same buble i fałszywki, tanie podróby, złoto głupców, pierścionki z blachy, kolczyki z taniego plastiku zamiast srebra… aż wreszcie znaleźliśmy. X-Mass Noize Fight. Potężna impreza, potężne zespoły z potężnymi wzmacniaczami i monstrualną perkusją. Wszystko było tak doskonałe, że aż niemożliwe… I rzeczywiście, festiwal miał jedną malutką wadę… odbył się w grudniu. Jak to było, że nic o nim nie wiedzieliśmy? Tak samo jak z koncertem w „Kotłowni”. Za mało reklam, plakatów, broszur, ulotek, świstków, billboardów, ogłoszeń na Facebooku. Cenna lekcja na przyszłość.

Na kolejny koncert, w Mechaniku, wybraliśmy się 26.03. Warto było wpaść, bo grał tam ThermiT, tytan thrashu, występujący w całej Polsce. Był też Mechanix w zubożałym składzie. Kszyha ciekawiło, jak sobie poradzą. Grał też Cowshed (Stodoła), cieszący się powszechną obojętnością tłumu. Jednak czymże byłby nasz reportaż bez relacji ludzi z tego pięknego świata? Dlatego też spisaliśmy najciekawsze i najbardziej odkrywcze wypowiedzi, jak np, „ThermiT do****ł, takiej rozróbu tu dawno nie było!”, „Mechanix jak zawsze rozwala system! TELEWIZJA KŁAMIE!”, „Z dobrą Amareną nawet na Cowshedzie da się bawić!” oraz (nasz faworyt) „Piwu mówimy stanowcze TAK! Amarenie mówimy stanowcze OCZYWIŚCIE! Cowshedowi mówimy stanowcze być może.”

Mechanix jakoś sobie radził z trzema członkami. Niko za perkusją wywijał dzikie bansy, Szwemin jak zwykle kiwał łepetyną, jakby się miał przewrócić, Pedro dalej grał swoje „sexy riffy” i pluł w mikrofon. Musimy przyznać, że choć w niepełnym składzie, panowie bardzo dobrze trzymają poziom. Gorzej z pionem.

 

 

 

 

Epilog, czyli co z nami?

Niedługo potem próbowaliśmy jeszcze pogadać z kilkoma fajnymi ludźmi, ale nie byli zbyt chętni, nie zobaczywszy w naszych rękach piwa ani pieniędzy na piwo. Odmówił nam Aleksander „Dr Monster” Cieślak, odmówił Jonin Warslaughter, nawet niejaki Kędzior. Poczuliśmy się trochę zrezygnowani i zawiedzeni tym, że nie udało nam się zrealizować wszystkich naszych pomysłów i planów. Zebraliśmy tyle materiałów, ile się dało i zastanawialiśmy się, co z tym wszystkim zrobić, bo wszystko przedstawiało się dość mizernie. Tak czy owak, nasza epicka przygoda dobiegła końca. Wiemy już, jak zorganizować kocnert, jak go zagrać, co robić, a czego unikać. Wszystkie cenne doświadczeni sprawiły, że dorośliśmy, trochę spoważnieliśmy, dojrzeliśmy, ale też zrozumieliśmy, że do wszystkiego trzeba mieć dystans. Mechanix w nocy z 18. na 19. maja świętował jednorazowy powrót Kszyha, z czego i oni, i Kszyhó, byli zadowoleni. Oby na koncertach metalowych zawsze było tak jak na tamtym: niech gorzeje szaleństwo, jednak połączone z atmosferą wielkiej przyjaźni. Bo nieważne, czarni czy biali, żydzi, katolicy czy protestanci, wszystkich nas łączy miłość do muzyki. Teraz już wiemy, że w całej tej pokazowej agresji chodzi właśnie o miłość.

Podsumowanie

Kwiecień 14th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Tak nam minęły miesiące ciężkiej pracy w pocie czoła. Nadszedł czas, by podsumować to, czego nie udało nam się dokonać i wskazać kilka drobiazgów, które się udały.

Okazuje się, że metale są bardzo otwarci, ale tylko przy piwie (lub innym napoju… towarzyszkim) i tylko wtedy, kiedy wiedzą, że rozmowa nie jest w żaden sposób utrwalana. Dlatego też ani Warslaughter, ani Pornol, ani Cowshed, ani nawet sam wielki Aleksander „Dr Monster” Cieślak nie chcieli udzielić nam wywiadu jako takiego. Dowiedzieliśmy się za to „prywatnie”, że Pornol był na skraju rozpadu, usłyszeliśmy, że Warslaughter gra lepiej od jogurtu, ale za to nierówno. W Cowshedzie nie działo się nic nadzwyczajnie interesującego, natomiast Dr Monster, choć wcześniej zgodził się z nami rozmawiać, w umówionym dniu powiedział nam tylko „sorry, nie mam czasu”. I zniknął razem ze swoją czapką.

Nie chciała z nami rozmawiać nawet pani Danusia, która od ostatniego koncertu Mechanixa w swoim Domu Zarazy bardzo niechętnie odzywa się do jakiejkolwiek młodzieży. Wiemy tylko, że nie pozwala już grać u siebie koncertów. Szkoda.

Szweminowi udało się „wyjąć” drzwi z zawiasów własną twarzą. Doszły nas również słuchy, że ostatnio złamał rękę, ale nie zdążyliśmy jeszcze tego potwierdzić.

Pedro dalej ciągnie Mechanixa do przodu, choć w uboższym składzie. Nadal pomaga mu Niko, Szwemin chwilowo nie, z powodu złamanej ręki.

Łukasz „Sidjio” Kieszkowski kupił nową perkusję, ale to nie ma żadnego znaczenia. Jest za to przykładem metala, który się „nawrócił” i zaczął grać jazz.

Slainhead wrócił do Bydgoszczy i słuch po tym zespole zaginął.

Dowiedzieliśmy się, jak wygląda organizacja przed koncertem, po koncercie i w trakcie. Wiemy, jak to działa, że to działa, jak to jest, że pieniądze nie znikają w czyjejś magicznej kieszeni, jak kilku chuderlawych chłopaków utrzymuje kontrolę nad stuosobowym tłumem oraz po co przy kasie siekiera. Wiemy, że Szwemin z tyłu wygląda jak całkiem ładna blondynka. Wiemy, że w „zakrystii”, czyli za kulisami, leżą zawsze dziesiątki puszek po piwie. Popytaliśmy też ludzi w mieście, co sądzą o zespołach. Nie było to zbyt odkrywcze, ale zawsze coś. Dowiedzieliśmy się też, że reporter to nie zawód dla Kszyha, ale mus to mus…

Podsumowując: pomysł był absolutnie nie najgorszy, wyszło z tego… trudno powiedzieć, co wyszło, ale ma ręce, nogi, ogony, głowy, skrzydła, błony, płuca, skrzela i choroba wie, co jeszcze, natomiast żadna z tych części nie pasuje do pozostałych. Dobrze, że Iza ma zadatki na chirurga, może z naszą pomocą jakoś to pozszywa i powstanie metalowy Frankenstein.

Mechanix znowu w akcji!

Marzec 26th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Wczoraj, tj. w niedzielę 25.03, w naszym ulubionym klubie Mechanik odbył się makabrycznie brutalny koncert. Główną atrakcją był grający w całej Polsce ThermiT, zaraz za nimi znani nam już dobrze, wracający do siebie po stracie gitarzysty, chłopcy z Mechanixa. Ostatnim ogniwem wielkiej trójcy był Cowshed (Obora), o którym też już wcześniej wspominaliśmy. Relacje wiernych fanów są jednoznaczne: to było COŚ! „ThermiT do****ł, takiej rozróby tu dawno nie było!”, „Mechanix jak zawsze rozwala system! TELEWIZJA KŁAMIE!”, „Z dobrą Amareną nawet na Cowshedzie da się bawić!” – krzyczały rozentuzjazmowane głowotrzepy, gdy pytaliśmy ich o wrażenia z koncertu. Naszą uwagę przykuł szczególnie jeden komentarz. Pewien młody chłopak, przypominający Dave’a Mustaine’a (i nie był to Pedro), zapytany, jak mu się podobało, odpowiedział krótko: „Nie dzwonił”. Być może nie wychwyciliśmy głębiej ukrytego przesłania tej wypowiedzi, a może po prostu kolega wypił o jedno Harde za dużo.

Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że Mechanix do koncertu nie wziął żadnego gitarzysty zastępczego. Dziarsko „rozwalali system” we trzech. Niko za perkusją wywijał dzikie bansy, Szwemin jak zwykle kiwał łepetyną, jakby się miał przewrócić, a Pedro po prostu grał swoje „sexy riffy” i pluł w mikrofon. Musimy przyznać, że choć w niepełnym składzie, panowie bardzo dobrze trzymają poziom. Gorzej z pionem. Ciekawi jesteśmy, jak dalej potoczą się losy zespołu. Czy wytrzymają próbę czasu? Czy znajdą nowego gitarzystę? Będziemy śledzić ich poczynania na bieżąco.

A w następnej notce coś, czego jeszcze nie było. Wywiadu zgodził się nam udzielić człowiek legendarny. Znany, choć nie przez wszystkich lubiany, sympatyczny grubcio, basista w zespole Happy New York, zawsze ubrany w czarną koszulę i czapkę, wesoły, lubiący pogo… uwaga… Aleksander „Dr Monster” Cieślak! we własnej ogromnej osobie! Nie możemy się doczekać!

Stracony koncert…

Marzec 16th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Jakiś czas temu postanowiliśmy trochę poszperać w internecie i poszukać jakiś ciekawych informacji o koncercie, na który moglibyśmy się wybrać. Niestety, przez długi czas nie mogliśmy nic znaleźć i kiedy już chcieliśmy się poddać, na pewnym forum natrafiliśmy na ciekawy wątek, a mianowicie na festiwal X-Mass Noize Night. Z wielkim zaangażowaniem szukaliśmy pikantnych szczegółów na temat tej imprezy. Pierwsze informacje zwaliły nas z krzeseł, ale to co było napisane dalej przywróciło nas do rzeczywistości. Ostatni festiwal był już siódmym z kolei i zagościły na nim cztery zespoły : God’s Own Prototype, NewBreed, octopussy Band oraz najbardziej znany Blindead (grupa gra od 1999r, powstała w Gdyni). W jej skład wchodzą : Nick (wokal), Deadman (gitara), Havoc (gitara), Konrad (perkusja), Zvierzak (bas), Hervy (instrumenty klawiszowe i elektronika), K-Vass (wizualizacje na koncertach). Informacją, która nas zasmuciła, był fakt, że festiwal niestety już się odbył. Było to pod koniec grudnia, zastanawialiśmy się, dlaczego wtedy nic o tym nie wiedzieliśmy. Chociaż żadne z nas nie powiedziało tego na głos, w duchu wszyscy byliśmy na siebie źli, że wcześniej nikomu nie przyszło do głowy, aby zajrzeć na forum kulturalne. Chyba chcieliśmy jeszcze bardziej popsuć sobie humor, bo zaczęliśmy czytać komentarze osób, które uczestniczyły w tej imprezie. Jeden z nich cytujemy „ Blindead rozwalił system, byłem na tym koncercie i zdecydowanie najbardziej mi się podobał” – i właśnie ten wpis sprawił, że poczuliśmy się jeszcze gorzej. Na poprawę nastroju włączyliśmy piosenki Blidead na cały regulator i poczuliśmy się jak w raju. W grudniu roku na pewno nie odpuścimy sobie tej imprezy. Jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, że w Trójmieście są organizowane takie koncerty, na których fani ostrego brzmienia mogą się wyszaleć.

Mistrzowie Kamuflażu

Marzec 6th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Jak się okazuje, spotkanie z prawdziwym „metalheadem” jest trudniejsze, niż się wydaje. Pomimo starań, nie udało nam się ustalić dogodnego terminu spotkania, aby porozmawiać z zespołem Mechanix o tym, jak widzą swoją przyszłość bez wiodącego gitarzysty. „Póki co poszukiwania kogoś nowego nie dają żadnych rezultatów”, stwierdził Pedro w jednej z rozmów telefonicznych, z niekrytym smutkiem w głosie.

Jednak Kszyhó przypadkiem natknął się w autobusie na basistę tego zespołu – Szwemina. Ale czy na pewno…?

-Szwemin! – zawołał niemalże radośnie, widząc jedynie plecy postaci w podartych trampkach i rurkach.

Postać odwróciła się… i ku zaskoczeniu, niemalże przerażeniu Kszyha, nie był to wcale Szwem. Okazało się, że osoba ta jedynie posturą, ubiorem i długimi blond włosami do złudzenia przypominała jego byłego basistę. Rzeczywistość jednak spojrzała na niego oczami całkiem hojnie obdarzonej przez naturę niewiasty. Cóż za wpadka… oszołomiony Kszyhó zdołał jedynie wybąkać nieśmiałe „przepraszam” i odjechał w kierunku przeciwnym do odwrotnego autobusem linii 148.

Z członkami zespołu Cowshed, Destrudo oraz Bruderschaft, pomimo prób, nie udało się nawiązać kontaktu. Mistrzowie kamuflażu dobrze kryją swoje szatańskie „my”.

Nie tylko sukcesy

Luty 25th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Jak się okazuje, nie każdy koncert jest wielkim sukcesem. Czasem trzeba grać dla prawie pustej sali, co jednak nie przeszkadza zespołom, które hardo ciągną zabawę do samego końca, trzepiąc czuprynami jak wściekła sprzątaczka mopem. I choć finanse zostają nadwyrężone, wieczór zostanie zapamiętany na długo przez wszystkich, którzy tamtego dnia zawitali do gdyńskiej Kotłowni. (o tym koncercie rozpiszemy się dokładniej w najbliższej wolnej chwili)

Wciąż powstają nowe zespoły, więc aby zachować równowagę wszechświata, niektóre muszą się rozpaść. Lub przynajmniej zubożeć o jednego członka, jak to się stało w przypadku legendarnej już w Trójmieście kapeli Mechanix. Od grupy odszedł jej wiodący gitarzysta, skądinąd znany nam już Kszyhó (będący również reporterem z zamiłowania, współpracujący z grupą „True I Teraz – Spółka ZUO). O rozterkach, smutkach i żalach pozostałych w zespole członków (Niko, Pedro oraz niejaki Szwemin) napiszemy po rzeczowej rozmowie z nimi, która odbędzie się w najbliższym tygodniu.

Spowiedzi ciąg dalszy

Luty 15th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Przyszedł czas na kolejny wywiad. Iza i Nika próbują dowiedzieć się jak to wszystko wygląda od środka. Tym razem spotkałyśmy się z naszym znajomym, Pawłem Wiśniewskim, który jest gitarzystą w zespole metalowym. Chłopak ma 18 lat, jest pełen optymizmu i pasji. Gdy czekałyśmy na niego w umówionym miejscu ( KFC ) zaczęłyśmy się trochę obawiać, że nie będzie chciał nam za dużo mówić i wywiad będzie nudy i do niczego. Jednak,gdy Paweł przyszedł wszystkie nasze wątpliwości zniknęły. Sprawiał wrażenie bardzo wyluzowanego i miłego chłopaka, miał uśmiech na twarzy i już od wejścia zaczął nam machać. Miał na sobie koszule w kratę, niebieskie rurki i czerwone buty. Przez pierwszą godzinę spotkania zajadaliśmy się frytkami i gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Po posiłku nadszedł czas na wywiad. Nika wyciągnęła kartkę z pytaniami, a Iza notes. Wywiad odbył się w bardzo miłej atmosferze, było dużo śmiechu i parę razy zdarzyło nam się całkowicie odejść od tematu. Dostałyśmy zaproszenie na niewielki koncert ( dla znajomych) który odbędzie się pod koniec marca. Już nie możemy się tego doczekać, bo z tego co opowiedział nam Paweł w chłopakach z tego zespołu jest tyle dobrej energii i zaangażowania, że miło będzie posłuchać efektów ich pracy. Poniżej przedstawiamy wywiad :

-Jak nazywa się wasz zespół i dlaczego właśnie tak, od kiedy gracie?

- Nigdy nie myśleliśmy w sumie nad wymyśleniem jakiejkolwiek nazwy,
jedynym pomysłem było „headcrusher”. Nazwa jakoś nie jest nam potrzebna.
Gramy od 5 miesięcy i w skład naszego zespołu wchodzi 5 osób.

-Jak wyglądają wasze próby? Jak często się odbywają?

- Odbywają się 2-3 razy w tygodniu, w garażu mojego kumpla Teodora.
Wyglądają tak, że umawiamy wcześniej jakich kawałków się uczymy (zazwyczaj 2 na próbę)
i gramy. Potem tworzymy własne i riffy. I mamy czas na improwizacje.

-Co was zainspirowało?

- Hmm nie mogę odpowiedzieć za wszystkich co każdego z osobna zainspirowało.
Mnie osobiście zainspirował wokalista i gitarzysta zespołu Megadeth, Dave Mustaine.
A jako zespół zainspirowała nas chęć spędzania czasu tworząc muzykę oraz marzenia o karierze.

- Jak myślicie czy w przyszłości coś z tego wyjdzie, możne podbijecie
świat?

-Oczywiście ze tak(śmiech). Muzyka jest naszą wielką pasją, kochamy to co robimy i będziemy to robić tak długo jak tylko się da. Byłoby świetnie gdybyśmy kiedyś byli sławni i mogli dzielić się swoją muzyka i miłością z większa publiką, a nawet z całym światem.

-Czy kiedykolwiek daliście jakiś koncert przed większą publicznością?

-Nie, na razie tylko dla znajomych, a koncert planowany jest na maj tego roku.

-A gdzie odbywają się te koncerty dla znajomych? I może powiedz coś więcej o tym koncercie w maju.

-Koncerty przeważnie odbywają się w garażu (śmiech). A ten występ w maju to będzie coś większego niż dotychczas. Będzie więcej ludzi i może w końcu ktoś o nas usłyszy. Jednak jeszcze za wcześnie by mówić o szczegółach.

- Mieliście jakąś przerwę? Chwile zwątpienia?

-(śmiech) Nie! Miejmy nadzieję, że nigdy nie będziemy mieli tego typu problemów.

- Dzięki za udzielenie wywiadu.

- Nie ma sprawy.

 

Co ludzie powiedzą…?

Styczeń 19th, 2012 by TrueITerazSPZUO
Kilka dni temu grupa reporterów True i teraz wybrała się w okolice Galerii Przymorze, aby zapytać 50 przypadkowych osób o amatorskie zespoły metalowe.
Pytanie brzmiało : Czy tworzenie amatorskich zespołów metalowych ma jakikolwiek sens?
Możliwe były 3 odpowiedzi :
1.Tak, to świetny pomysł, który pozwala rozwijać pasję.
2.Nie, to bez sensu i tak nic w życiu nie osiągną.
3.Nie mam zdania na ten temat.
Było to trudne zadanie, ponieważ czuliśmy się trochę głupio, podchodząc do obcych ludzi. Często byliśmy olewani i ludzie po prostu udawali, że nas nie słyszą. Szczerze mówiąc, bardzo to nas zniechęcało, ale jesteśmy upartymi osobami i nie zrezygnowaliśmy;). Nie możemy też tak bardzo narzekać, bo spotkaliśmy osoby, które bardzo rozwijały swoją wypowiedź i nawet wypytywały nas, do czego nam to potrzebne itp. Gdy wreszcie udało nam się zdobyć 50 odpowiedzi, byliśmy bardzo z siebie zadowoleni, czuliśmy satysfakcję.
Wyniki prezentują się tak :
44 osoby, czyli 88 %, wybrało pierwszą odpowiedź (Tak, to świetny pomysł, który pozwala rozwijać pasję).
4 osoby, czyli 8%, wybrało odpowiedź 2. (Nie, to bez sensu, i tak nic w życiu nie osiągną.).
Tylko 2 osoby, czyli 4% ankietowanych, wybrały 3. możliwość ( Nie mam zadania na ten temat. ).
Pytaliśmy osób w różnym wieku, ale młode osoby (w wieku ok. 18-28 lat) odpowiadały nam najchętniej.

Uważamy, że to doświadczenie nauczyło nas cierpliwości. Teraz wiemy, jak trudno jest zdobyć informacje od obcych osób i sami, gdy zostaniemy przez kogoś zagadnięci, postaramy się poświęcić mu chwilkę ;) .

Materiały cz. I

Styczeń 9th, 2012 by TrueITerazSPZUO

Szesnastego grudnia dwa tysiące jedenastego roku odbył się koncert młodzieżowych zespołów Mechanix, Destrudo i Cowshed (Obora). Pamiętne wydarzenie miało miejsce w ośrodku kultury o wdzięcznej nazwie „Dom Zarazy”, gdzie odbywa się wiele drobnych i trochę większych imprez. Jak udało się w tak małej szopce zorganizować koncert dla ponad 120 osób? Tego postanowiła się dowiedzieć dwójka młodych i nieustraszonych reporterów o nazwach roboczych Krzysiek i Asia.

Więc jak to wygląda ze strony widza? Po otwarciu drzwi pierwsze, co rzuca się w oczy (a właściwie do oczu) to dwóch dziwnie ubranych chłopaków (a może już mężczyzn) ze swoim „Dobry wieczór, 5zł prosz…” na ustach. I choć ledwo ich widać przez powietrze białe i ciężkie od papierosowego dymu (ach, te oldschoolowe klimaty), płacimy i wchodzimy dalej. Tam zaczyna się to, co nasi nieustraszeni lubią najbardziej: metal pełną gębą. Tłok, zaduch i 35 stopni, jedna wielka mieszanina wierzgających dziko kończyn, czupryn, członków, kłaków, ćwieków i wszystkiego, co spocone. A na drugim końcu sali „oni”. Na podwyższonym kawałku malutkiej sceny, na tle potężnych, ryczących z wysiłku wzmacniaczy, piłujący struny swoich gitar, wrzeszczący do sfatygowanych mikrofonów, niektórzy ledwo widoczny zza dudniącej perkusji. I do tego krzyki wszystkich naokoło tak chaotyczne, że z trudem można wyłowić pojedyncze słowa, wśród których dominują wulgarne pochwały w stronę zespołu. Koniec piosenki, ciszę gitar uzupełnia jeszcze głośniejszy ryk fanów, którzy domagają się bisu. Ostatni kawałek, wokalista krzyczy, że „Jeśli na finałowej piosence nie poleje się krew, to coś jest z wami nie w porządku!”… Ostatnie minuty dzikiego szaleństwa, circle pit, ściana śmierci, skok na ręce publiczności, pierwszy rząd wbija się na scenę i oblewa zespół piwem. Ostatnie solo wiodącego gitarzysty, wszystkie dłonie wyciągnięte w stronę jego magicznego gryfu w tej jednej chwili, w której jest dla nich Panem Wszechświata. I wreszcie koniec, dopiero teraz po muzykach widać zmęczenie, jednak publiczności wciąż mało, okrzyki nie mają końca. Dobrze, że za kilka minut wchodzi drugi zespół.

Tak to przynajmniej było podczas występu Cowshed’u.

A Jak na koncert i wszystko, co go poprzedza, patrzą ci, którzy występują? Tego też nasi wierni reporterzy postanowili się dowiedzieć. Przeprowadzili oni krótką, aczkolwiek rzeczową rozmowę z człekopodobnym, kudłatym osobnikiem zwanym Pedro. Podaje się on za wokalistę i frontmana zespołu Mechanix. Niżej znajduje się owa konwersacja w formie nieco uproszczonej.
- Jak wygląda organizacja takiego widowiska? Kto jest pomysłodawcą i kto wykazuje największą inicjatywę?
- Pomysłodawcą najczęściej jest któryś z występujących zespołów. To one muszą też się postarać, żeby coś z tego wyszło. Na razie nie jesteśmy wielkimi, znanymi kapelami i żaden właściciel lokalu nie będzie nas błagał o występ, wręcz przeciwnie, to my musimy prosić. Zwłaszcza, że dużo na nas nie zarabiają.
- Nie zarabiają dużo, ale jednak są jakieś pieniądze. O jakich kwotach mówisz?

-To zależy od właścicieli w klubie Mechanik jest to 150zł od każdego zespołu, więc nie raz wychodzimy z koncertu biedniejsi niż przyszliśmy. W Domu Zarazy jest to zwykle koło 120zł. Do tego tutaj zawsze pani Danusia otwiera nam o umówionej godzinie i możemy spokojnie wszystko ustawić i zrobić próby. Kiedy gramy w Mechaniku, zwykle stoimy godzinę pod drzwiami i marzniemy.

-Powiedziałeś, że czasami wychodzicie biedniejsi niż przyszliście. To znaczy, że czasem też zarabiacie? Jak to wygląda?

-My płacimy lokalowi z góry za występ, ale już pieniądze z wejściówek są dla nas. Dużo tego nie ma, bo młodzi nie zapłacą fortuny za występ bandy gości, o których prawie nikt nie słyszał, więc zwykle nie mamy więcej niż 5-7zł od osoby.

-I ile pieniędzy potraficie zebrać na jednym koncercie?

-To zależy, ile ludu przyjdzie. Na ostatnim koncercie w Mechaniku zebraliśmy w sumie 1600zł. Brzmi przyjemnie, ale jeśli odejmiemy od tego 600zł za występ czterech zespołów, pozostały 1000 podzielimy na cztery, a z 250zł, które dostał każdy zespół, rozdzielimy tyle, ile należy się każdemu członkowi, to nie są piorunujące sumy. Jednak dobrze wiemy, że nie o to chodzi. Liczy się show i wrzaski publiczności.

-Właśnie, jak wyglądają wasze relacje z publiką, kiedy gracie? Sądząc po „wrzaskach” nie są zbyt sztywni.

-Oj, nie są! Potrafią zrobić lepszą rozróbę (Pedro użył tu nieco mocniejszego słowa) niż „metalowcy” na wielkich koncertach. Jak dobrze się rozkręcą i uraczą solidną dawką piwa, to dosłownie latają pod sufitem. A najlepsze, że towarzyszy temu atmosfera wielkiej przyjaźni. Kiedy ktoś przewróci się w pogo, momentalnie najbliższe pary rąk go podnoszą, żeby nie zrobił sobie krzywdy… Unoszą również tych, którzy wchodzą na scenę i skaczą w ramiona reszcie. Polecam.

-A nie próbują się wkraść na koncert bez płacenia? Jak tego pilnujecie?

-Jasne, zawsze znajdzie się kilku cwaniaków, a o takie rzeczy musimy dbać sami, więc na bramce zawsze stawiamy przynajmniej dwóch zaufanych ludzi. Już oni wszystkiego dopilnują. Choćbyś się nie wiem jak starał, za darmo nie wejdziesz. No, chyba, że nazywasz się Alexis Texas. Chociaż raz był taki, który myślał, że się go wystraszą i po prostu sobie przeszedł. Co prawda 15 sekund później już go nie było, ale czegoś nas to nauczyło. Od tego czasu bramkarzom towarzyszy leżąca na stoliku siekiera.
-Siekiera? Grozicie im siekierą?

-Nie, służy nam głównie do zabawy po godzinach, ale sam widok zwykle wypędza cwaniakom z głów nieczyste myśli. (śmiech)

-To już wszystko, o co chcieliśmy zapytać, dzięki za rozmowę.

-Ta…

True I Teraz – co to?

Grudzień 20th, 2011 by TrueITerazSPZUO

„True I Teraz” to grupa czworga młodych, którzy kochają muzykę i nie uciekają, gdy jest w niej trochę szatańskich smaczków. Kszyhó, Asia, Iza i Nika, napędzani swoją pasją, w duchu braterstwa i idei siania pogromu postanowili opisać swój podziemny światek, jego członków i panujące tam relacje. Jak działają, tworzą i współpracują zespoły metalowe? Na czym polega ukryte piękno punka? Jak pozornie nieporadna młodzież potrafi zorganizować koncert dla kilkuset osób? Na te pytania staramy się znaleźć odpowiedzi, mając przy tym monstrualne ilości przedniej zabawy i siniaków nabitych w pogo.