Prababcine sekrety – czyli jak chorego postawić na nogi

W dawnych czasach, w przypadku choroby, niezbyt popularne były wizyty u lekarza, wręcz przeciwnie – wzywano go dopiero wtedy gdzy ludowe metody zawiodły i chory był umierający. Popularnością cieszyły się zielarki nazywane również czarownicami. Te mądre kobiety, znające się na leczniczej sile ziół i umiejące  wykorzystać ich właściwości dla ratowania życia wzbudzały podziw i strach.  Przygotowywanie leków było domeną kobiet, a zapobieganie chorobom i leczenie domowymi sposobami, było zgodne z wiedzą wynikającą z doświadczeń, przekazywaną z pokolenia na pokolenie

Co robimy dzisiaj gdy dopadnie nas grypa?

Dla każdego z nas odpowiedź jest oczywista. Najpierw wizyta u lekarza, później zażywanie lekarstw i po tygodniu jesteśmy zdrowi. Zdarza się także, że lekką  infekcję zdołamy pokonać lekami z domowej apteczki, a niekiedy także ,,babcinymi sposobami”.

O sposobach leczenia mojej babci, dowiedziałam się podczas przeprowadzonego z nią wywiadu.

- Babciu opowiedz mi proszę, jak dawniej leczono choroby?

- . Leczenie w czasach mojego dzieciństwa wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Były to pierwsze lata po drugiej wojnie światowej. Widać było jeszcze wkoło skutki tej okropnej tragedii. Na wsiach żyło się biednie, nie było ładnych ubrań, butów, nie było pięknie urządzonych i ciepłych domów. Lekarzy na wsiach było niewielu. Od nas trzeba było jechać aż do Gór Pińczowskich za Michałowem.

- A czym tam jeździłaś, przecież to około 20 km. od nas?

Tak, to była bardzo długa wyprawa. Nie było samochodów, nie jeździły autobusy. Mój tato do drewnianego wozu zaprzęgał konia, mama otulała mnie grubym kocem i jechaliśmy może dwie godziny, może dłużej, zależy jaka była pogoda. Jak były zimą zaspy jechało się gorzej. Drogi były zasypane, konie tonęły w śniegu. Dlatego zanim zdecydowano się pojechać do lekarza próbowano różnych ludowych metod. To były ciężkie czasy, nie tak jak dzisiaj.

- A pamiętasz babciu jakie to były sposoby i na jakie choroby pomagały?

- Przy zapaleniu płuc stawiano bańki ogniowe.

- Co to znaczy opowiedz?

- Bo widzisz, zanim szklaną bańkę przystawiono na plecy, najpierw wypalano w jej srodku powietrze. Bańka to taki dzisiaj grubszy, okrągły kieliszek. W ciepłej wodzie je trzymano, żeby nie ziębiły chorego. Watę nawijano na patyczek, polewano denaturatem, zapalano a potem płonący patyka do bańki i potem bańkę na chore plecy. Jak już je postawiono, to przykrywano chorego ciepłą pierzyną. Po kilkunastu minutach odlepiano zassane  bańki. Na plecach zostawały po nich okrągłe, sine placki. Pamiętam, że moją mamę z tej samej choroby leczono przykładając pijawki.

- To chyba nie było zbyt przyjemne?

 - Pewnie, nie ale pomagało wyzdrowieć i to było najważniejsze.

- A na przeziębienia, była aspiryna?

- Nie moja droga, nie było aspiryny. Na kaszel podawano syrop z cebuli, jak bolało gardło moja mama gotowała mleko z czosnkiem i łyzką masła. Trzeba było pić gorące żeby rozgrzewało. Latem też zrywaliśmy kwiat lipy, mama go suszyła i gdy ktoś zmarzł i miał dreszcze to podawala herbatę lipową na rozgrzanie.

- A czy znasz jakieś inne ludowe metody leczenia?

- Pamiętam, że obolałe, zaziębione plecy trzeba było wygrzewać na gorącym piasku. Grzano piasek na piecu, w patelce lub innej metalowej misce, gorący przesypywano do płóciennego woreczka i trzeba było na tym leżeć.

Jak ktoś sobie wbił drzazgę w rękę czy nogę, to przykładano na to miejsce listki z ,,babki”. To taka roślina, która rośnie na łąkach. Okłasdy z babki wyciągały na zewnątrz ropę z rany. Leki nie były tak bardzo popularne jak dzisiaj. Wielu chorych umierało, bo nie byli właściwie leczeni. Ale to były takie czasy, w których przeżywali tylko najsilniejsi. 

- Dziękuje babciu za wywiad. Cieszę się, że tak wiele ciekawych rzeczy się od Ciebie dowiedziałam.

 

 

 

O projekcie:D

Jak już zapewne wiecie mam na imię Monika. Mieszkam w  małej malowniczo położonej wiosce Kozubów. Z ,,Etnologiem” jestem już prawie trzy lata. 

Moja przygoda z etnologiem rozpoczeła się w czwartej klasie szkoły podstawowej, od pierwszej edyciji projektu ,,Etnolog zaloguj się na ludowo”. W czasie jej trwania miałam możliwość poznania tradycji, które od pokoleń są kultywowane w mojej rodzinie. „Etnolog” to nie tylko zdobywanie nowej wiedzy, lecz również świetna zabawa i możliwość poznania nowych osób.

Wiosną odwiedziła moją szkołę Pani Katarzyna Samoraj, etnolog z Pracowni Etnograficznej w Warszawie. Dzięki prowadzonym przez nią zajęciom mogłam lepiej zrozumieć dlaczego tak ważne jest poznanie zwyczajów, obrzędów, tradycji moich przodków. 

Również ja wraz z innymi „Nutkami” i opiekującą się nami Panią Agnieszką Prucnal byłam w Warszawie na prezentacji projektów młodzieżowych. W pięknych wnętrzach Zamku Królwskiego moja grupa miała okazję zaprezentować uroki i tradycje regionu świętokrzyskiego.

Dzięki tej ,,zabawie” ja także dowiedziałam się o  tradycjach weslenych  w innych regionach Polski, zwyczajach związanych z dożynkami, świętem zmarłych i wiele wiele innych ciekawych rzeczy.

Podczas przygotowywania wpisów, wiedzę czerpałam nie tylko z internetu lecz również z książek. Bradzo duż pomogła mi też  moja babcia, która z wielką chęcią opowiadała mi o czasach swojej młodości. 

Teraz innymi oczami patrzę na swoje otoczenie. Z zaciekawieniem przyglądam się przedmiotom, zabytkom, na którw jeszcze rok temu nie zwróciłabym uwagi.

Dzień Wszystkich Świętych

Dzień Wszystkich Świętych dawniej obchodzono zupełnie inaczej niż dziś.

Ogień w tamtych czasach odgrywał bardzo ważną rolę. Duszom które były zbłąkane zapalano ogniska najczęścieji na rozstajach aby mogły spędzić te noc ze swoimi bliskimi.  Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp . W niektórych regionach, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.Były również różne rytułały Na grobach zapalano ogień przynoszono również alkohol i chleb, które spożywano , ato co zostało wylewano na grób. Zostawiano  resztki jedzenia, by zmarły się posilił. Bardzo mocno przestrzegano postu zadusznego, który był zbliżony do postu wigilijnego. Nie wolno było jeść mięsa, a głównymi potrawami była kapusta, barszcz i pierogi. Mięsa nie wolno było wnosić na cmentarz, ponieważ pochodziło ze świata żywych.W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze i surowce typu drewno, węgiel, skóry oraz glina i dzbany, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych. W tym dniu niektóre czynności były zakazane, np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu

Teraz jest już zupełnie inaczej.

1 listopada udajemy się na groby aby zapalić znicz wspomnieć  zmarłych a przede wszystkim  pomodlić się za zmarłych. Bardzo wielu ludzi przez cały rok nie pamięta o swoich bliskich zmarłych lecz ten dzień to takie jakby przypomnienie. Wspominamy nie tylko bliskich lecz również znanych aktorów, literatów, bohaterów narodowych – ludzi dzięki którym Polska nadal istnieje. Jedną z takich osób jest  Irena Sendlerowa, która dla mnie jest bohaterką – wzorem godnym naśladowania. Odwadze i poświęceniu tej kobiety życie zawdzięcza ponad 2,5 tysięcy dzieci żydowskich. Wszyscy zmarli napewno patrzą na nas z góry. My wierzymy zaś, że jeszcze się z nimi spotkamy, a kiedy?

Napewno każdy w swoim czasie. 

Bibliografia:

 

znicz.jpg

http://www.rp.pl/artykul/556984.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziady_(zwyczaj)

Etnoblog SP82 z Gdańska

Ja postanowiłam odwiedzić Etnobloga SP82 z Gdańska. Według mnie ich wpisy które się dotąd ukazały są bardzo ciekawe. Bardzo zaciekawił mnie opis weselnych zwyczajów na Kaszubach. Dzięki nim dowiedziałam się, że gdy, po zabawie weselnej, para młoda wracała do domu panna młoda rzucała cukierki napotkanym dzieciom.  W moim regionie nie ma i nie było takiego zwyczaju. Nie słyszałam jeszcze o zwyczaju nazwanym                   ,, Polterabend”, który polegał on na… tłuczeniu szkła. Zadaniem panny młodej było wysprzątanie wszystkich odłamków. Dziewczyny naprawdę wykonały kawał dobrej roboty.Według mnie wszystkie ich wpisy były na szóstkę z plusem i mam nadzieję, że nie zaprzestaną wpisów lecz będą dalej realizować swojego bloga, a ja dowiem się z niego mnóstwo ciekawych rzeczy. Załączam link do bloga który naprawdę jest warty obejrzenia:

http://blogiceo.nq.pl/sp82/

 

 

Historia obrazu Matki Boskiej Bolesnej w mojej rodzinie

Obraz Matki Boskiej Bolesnej znajduje się w ołtarzu głównym w kościele pw. Świętego Ducha i Matki Boskiej Bolesnej w Młodzawach Małych .

 Obraz  przedstawia Matkę Boską w koronie na głowie z mieczem wbitym w serce.           W 1750 r.  złotnik krakowski Jan Wroński wykonał dla niego srebrną sukienkę.

Według tradycji obraz, namalowany przez nieznanego artystę, był własnością książąt Wiśniowieckich. Księżna podarowała go swej przyjaciółce Zofii Komorowskiej, która wraz z mężem przeszła pod jego wpływem z kalwinizmu na katolicyzm.

Obraz przewieziono do pobliskiego Kozubowa, którego Komorowscy byli właścicielami. Tam zobaczył go proboszcz młodzawski ks. Wojciech Dornicki. Wizerunek bardzo mu się spodobał, więc wypożyczył go do kościoła i umieścił w ołtarzu bocznym.

Jak głosi legenda pewnego razu w nocy ujrzano w kościele światło tak intensywne, iż myślano, że wybuchł w świątyni pożar. Proboszcz z parafianami po wejściu do środka ujrzeli płonące przed obrazem świece, których nikt nie mógł zapalić, bo kościół był zamknięty. To niezwykłe zjawisko powtórzyło się trzykrotnie. Od tego czasu obraz stał się celem licznych pielgrzymek. Drewniany kościółek św. Małgorzaty nie mógł pomieścić licznie przybywających pielgrzymów , więc zbudowano obecną okazałą świątynię. Cudowny obraz został umieszczony w ołtarzu głównym.

Chcę się z Wami podzielić historią jak kopia cudownego obrazu znalazła się w mojej rodzinie i nadal nam towarzyszy. W tym celu przeprowadziłam wywiad z moją babcią.

Babciu opowiedz jak obraz Matki Boskiej Bolesnej znalazł się w naszej rodzinie?

Historia naszego obrazu rozpoczyna się w ubiegłym wieku.Dziadek mojej babci czyli mój prapradziadek był bardzo zdolnym stolarzem, robił meble  ale również umiał pięknie rzeźbić w drewnie. W prezencie ślubnym dla swojej córki a mojej prababci, wyrzeźbił  kopię cudownego obrazu Matki Boskiej Bolesnej Młodzawskiej.

Ile lat temu powstał ten obraz?

Obraz ten powstał 76 lat temu, jeszcze przed drugą wojną światową  w 1936 r.

Jak wyglądało powstawanie obrazu?

Obraz ten jest wyryty w drzewie, praca przy nim była długa i mozolna. Ramka, elementy, litery, promienie wszystko jest wykonane własnoręcznie.

Ile trwało powstawanie obrazu?

Trudno mi jest t powiedzieć ale będzie to około trzech miesięcy.

Czy powstało więcej kopi?

W swoim życiu mój prapradziadek zrobił 6 takich obrazów które podarował rodzinie.Z tego co wiem nasza kopia nie jest jedyną która przetrwała do dziś.

Dziękuję Ci babciu za wywiad.Dostarczyłaś mi bardzo dużo informacji.

 

Bibliografia:

http://dziedzictwo.ekai.pl/@@mlodzawy_male_obraz

http://www.pinczow.com/grafika/pokaz.php?gal=81&zdj=6

Zwyczaje weselne dawniej i dziś

Dawne zwyczaje weselne

Panna młoda na swoim ślubie musiała posiadać tzw. ,,starą rzecz” która miała symbolizować o jej szacunku dla tradycji i rodziny mogły być to np kolczyki po babci, pierścionek lub klejnoty podarowane przez pana młodego. Było to znakiem, że nie zamierza ona zrywać związków ze swymi bliskimi, ale raczej wnosi je do swego małżeństwa i rodziny, którą sama zamierza założyć.

Dawniej bardzo popularne były też ,,swaty”. Na około trzy tygodnie przed planowanym ślubem do rodziców panny młodej przybywał swat, często w towarzystwie krewnych pana młodego. Powód wizyty nigdy nie był oficjalnie ogłaszany – najczęściej przychodzili pod pozorem kupna lub poszukiwania zaginionej gęsi, owcy, jałówki, itp. To rodzina dziewczyny decydowała zwykle o ewentualnym wydaniu córki za mąż. Samą zainteresowaną pytano czy się zgadza jedynie dla formalności. Jeśli rodzice akceptowali kandydaturę przyszłego zięcia, swaty przypieczętowywano przyniesioną przez swata wódką.  

Dzisiaj panują już nieco inne zwyczaje

Obecne zwyczaje weselne

Oczepiny to chyba najważniejszy element każdego wesela. Same oczepiny to tradycja wywodząca się z dawnego obrzędu znanego i rozpowszechnionego wśród większości ludów słowiańskich (inaczej ten obrzęd nazywano przedbabinami  czepieniem, czepinami). Nazwa oczepiny pochodzi od czepca, nakrycia głowy, jakie nosiły mężatki w miejsce panieńskiego wianka. Zasadniczą częścią oczepin jest symboliczne przejście Panny Młodej ze stanu wolnego w zamężny. Towarzyszą temu różne śpiewy okolicznościowe, zabawy i przyśpiewki. Znakiem „utraty niewinności” Młodej i przejścia w stan zamężny jest zdjęcie jej wianka z głowy (welonu). Obrzęd zazwyczaj wykonuje się o godzinie 12 w nocy. 

 

Popularne jest też witanie chlebem i solą. Kiedy pan młody przeniesie pannę młodą przez próg, młodzi zaraz są witani chlebem i solą oraz kieliszkiem wody i wódki. Obydwoje musza wypić do dna, a potem rzucić kieliszek za siebie. Jeżeli się rozbiją oznacza to szczęście, następnie muszą zjeść kawałek chleba który symbolizuję płodność i gościnność.

Niektóre zwyczaje kultywowane są aż do dziś. Miejmy nadzieje, że zabawy i obrzędy weselne nie zanikną.

 

Bibliografia:

http://www.weselaopoczno.pl/Artykuly/22/Zwyczaje_weselne
http://www.weddingtv.pl/479/slubne-zwyczaje-cos-starego-i-nowego-cos-niebieskiego-i-pozyczonego

http://www.wyjdzzamnie.pl/Dawne;tradycje;weselne-artykuly-46.html

http://www.google.pl/imgres?q=witanie+chlebem+i+solą&hl=pl&newwindow=1&sa=X&rlz=1C1AVSX_enPL395&tbm=isch&prmd=imvns&tbnid=SOBcS8Y-snVh4M:&imgrefurl=http://www.opolanka.pl/powitanie-chlebem-i-sola&docid=Hjou0PLA0lMReM&imgurl=http://www.o

Witajcie!!

Tak jak inne Kozubowskie nutki cieszę się , że mogę kolejny rok prowadzić swojego bloga.  Dzięki tej internetowej zabawie dowiaduje się coraz więcej o moim regionie , tradycjach i obrzędach z nim związanych.A to właśnie wiedza jest chyba najcenniejsza w życiu.Wiadomo kiedy na początku założyłam bloga było ciężko ale to determinacja i trud sprawił , że jestem nadal z Etno Bingo. Czy żałuje? Oczywiście, ze nie w wolnym czasie bardzo chętnie siadałam przed komputerem i wczytywałam się w zadania , a potem je wykonywałam.Sprawiało mi to przyjemność dlatego nie zrezygnowałam.A więc wszystkich bardzo serdecznie namawiam do założenia Etno Bloga, nowych jak i starych Etno blogowiczów witam i zapraszam do wspólnej zabawy!! :)

Ogród na Rozstajach w czerwcu

Bajeczne widoki z ,,Ogrodu na Rozstajach” 

Zauroczona oazą  różnorodnej roślinności i ptactwa w dzisiejszy słoneczny dzień ponownie odwiedziłam to zapierające dech w piersiach miejsce .Zauważyłam , że  licznie odwiedzający ogród turyści, nie spodziewali się, że w tak zwyczajnej spokojnej wiosce  zobaczą takie niezwykłe,  zachwycające widoki.  

Aby zachęcić wszystkich do odwiedzenia mojej okolicy wstawiam zrobione przeze mnie zdjęcia ,, perły Ponidzia”.          

 

 

 

 

 

 

Stroje Ludowe w regionie świętokrzyskim

Na obszarze Kielecczyzny, strój nie był jednorodny, wyodrębniło się sześć grup strojów regionalnych: 

w części centralnej – świętokrzyski i kielecko-włoszczowski;

na południu - sandomierski i krakowski;

na północy – radomski i opoczyński.

Elementy stroju ludowego mieszkanki Kielecczyzny to :zapaska w różnokolorowe prążki,  zdobiony wstążkami i cekinami gorset, wykonane z lnu koszule z wielkimi kołnierzami oraz czasami  biało-czerwoną koronką. Na to zakładano gorsety z naszytymi cekinami. Spódnice były pasiaste albo przepasane zapaską.Trzewiki były do łydki. Kobiety nosiły rzadko białe pończochy zakładały je tylko na pogrzeb lub wesele.Na głowach nosiły chusty lub mężatki czepki Do ozdoby noszono też czerwone korale..


Na strój męski składały się: gruba brązowa sukmana,rozkloszowane kołnierze oraz na głowie czapka zwana rogatywką.Koszula była zawiązana czerwoną wstążką natomiast na to zakładano wełnianą kamizelkę z ozdobnymi cekinami . Spodnie skórzane natomiast buty wysokie z cholewami. 

Wycieczka do Chaty Boguckiej

Niedawno wspólnie z grupą uczniów z mojej szkoły odwiedziłam ,,Chatę Bogucką”. Jest to drewniana zabytkowa chata, która znajduje się w miejscowości Bogucice. Wnętrze tego budynku przypomina jak żyli mieszkańcy naszej okolicy kilkadziesiąt lat temu. W środku jest mnóstwo starych sprzętów i zabytkowych urządzeń, które przypominają naszą historię i pradawne czasy np. firanki, obrusy, serwety, talerze, kosze, abażury, makatki, obrazy,niektóre z tych rzeczy wykonały własnoręcznie   Panie  z Koła Gospodyń Wiejskich które tworzą jednocześnie Zespół Ludowy  ”Bogucanki”. Panie opowiedziały nam mnóstwo ciekawostek o dawnych zwyczajach i życiu codziennym na  wsi, a także o obrzędach i tradycjach tego regionu. Pokazały jak dawniej pieczono chleb opowiedziały ciekawe obrzędy i tradycje związane z tą czynnością np., że w czasie kiedy gospodyni zaczynała piec chleb nikomu nie wolno było wychodzić do izby w której to robiła, bo chleb by się nie udał. Mieliśmy również okazję skosztować wiejskiego chleba pieczonego jak za dawnych czasów, w piecu chlebowym Panie pokazały nam również jak za pomocą bibułki i nożyczek tworzyć barwne kwiaty do dekoracji domów. .Oprowadziły nas też po głównej atrakcji czyli Chacie Boguckiej. Na koniec Bogucanki pokazały nam swój wiersz, którego treść zamieszczam poniżej

,, Chata Bogucka”

 

W literaturze różne chaty mamy

Chata za wsią, chatę wuja Toma znamy,

Rzecz to najbardziej ludzka

Najpiękniejsza jest Chata Bogucka.

 

Tu można wspominać stare dobre czasy

Skosztować placka i swojskiej kiełbasy

A i z gąsiora słodki trunek się poleję,

Znaczy to , że w chacie tej dobrze się dzieje.
Sercem tej chaty są Bogucanki

W grudniu lepią pierogi, w czerwcu wiją wianki

I gdy tal patrzę na te panie

Jedno w głowię rodzi się pytanie.

 

Skąd ta siła niejeden łamię sobie głowę

Czyżby zawarły z diabłem umowę?

Nic z tego, żaden diabeł , żadne czary

Po prostu chęci i trochę wiary!

 

J jeśli zwiedzacie Ponidzie

Naszą bajkową krainę

Myślę , że Chaty Boguckiej

Nikt nie ominie.