Premiera filmu

Zadanie: zorganizujcie wydarzenie filmowe
Wykonanie: premiera filmu, który współtworzyłyśmy :)

8 maja miałyśmy przyjemność brać udział w premierze filmu, w którym jedna z nas była operatorką, natomiast druga kierownikiem produkcji. Stwierdziłyśmy, że praca włożona w przygotowanie tej imprezy pozwala nam na uznanie jej NASZYM WYDARZENIEM FILMOWYM. Nie obyłoby się oczywiście bez pomocy Centrum Kultury w Lublinie oraz Kinoteatru Projekt, aczkolwiek inicjatywa oraz chęć wyszła ze strony młodych filmowców, którzy pragną swoją sztuką zmieniać otoczenie.

Film nosi tytuł „14:20″ i traktuje o problemie narkomanii wśród młodzieży. Ale to tylko trzon historii, całość spajają wątki poboczne dotyczące szkoły, relacji z rodziną oraz przyjaźni.

Oto kilka zdjęć, które udało się zdobyć :) (źródło: Twój Ruch – facebook)

11204874_836725566401393_1247806363080283108_n11151051_836725569734726_4689315639441296503_n11203085_836725573068059_4408953984252230070_n

 

Pij duszkiem, nie czuć kwacha

Kościół.  Pierwsza Komunia. Dziewczynki w pięknych białych strojach. Chłopcy w garniturach. Osiedle. Przegląd balkonów. Zabawy na podwórku. Codzienne życie. To wszystko tworzy otoczenie, w którym wychowuje się młoda Tereska – tytułowa postać filmu „Cześć, Terska”. Jej dzieciństwo wygląda niemal schematycznie. W każdym razie jedyną widoczną oznaką patologii jest częstowanie dziecka piwem (i znamienny tekst: „Piwo to nie alkohol. Zresztą lepiej, żeby spróbowała w domu, nie na ulicy”) Ważne w życiu dziewczyny jest powtórne spotkanie  z Edziem (Zbigniew Zamachowski) – portierem z pracy matki dziewczynki. On – kaleka na wózku, mający skłonności do alkoholu, ona – uczennica liceum krawieckiego. Oboje samotni. W tym duecie mężczyzna jest ofiarą, a dziewczyna katem, oprawcą. Jest bezwzględna w traktowaniu go. Dla jednego pocałunku potrafi spałować mu nogi metalowym prętem. A on – pozwala na to. To oznaka wielkiego osamotniania, potrzeby choćby chwilowej bliskości.  To także woda na młyn dla Tereski (Aleksandra Gietner). Uległość Edka doprowadza ją do coraz większego braku skrupułów. Nie ma co doszukiwać się u niej współczucia.

Jakby tego było mało Tereska spotyka w nowej szkole Renatę(Karolina Sobczak) – o rok starszą koleżankę, która postanawia wprowadzić ją w „dorosłość”. A za taką w filmie dziewczyny mają picie taniego wina, palenie papierosów i uprawianie seksu z uprzednio wybranym chłopakiem z osiedla. Obraz – czarno-biały, ale w gruncie rzeczy z przeważającym kolorem czarnym –potęguje zepsucie, zgorszenie postaci. Padało wiele głosów o realności, autentyczności odgrywanych postaci, ale wystarczy tylko pobieżnie przejrzeć ich biografie, by zobaczyć, że grały siebie, swoje życie. Co oczywiście nie stanowi powodu, by odebrać  im zasługi.

Ażeby dokładnie określić portret psychologiczny głównej bohaterki, nie można zapomnieć o jej rodzinnym gniazdku, gdzie sytuacja od Komunii dziewczynki nieco uległa zmianie. Pierwszą zmianą są narodziny siostry Tereski, której mówi „ciebie nie ma”, wyklucza ją z rodziny, jak niechcianego gościa.  Matka (Małgorzata Rożniatowska) i ojciec (Krzysztof Kiersznowski) zachowują pozory porządnej rodziny, ale gdy tylko stężenie alkoholu we krwi ojca jest zbyt duże – następuje koniec ułudy. Rodziciel – z zawodu policjant – siekierą niszczy windę, straszy sąsiadów, rodzinę. To wpływa na jeszcze dość młodą Tereskę i całkiem małą siostrę.  Można powiedzieć, że dziewczyna przemoc wyniosła z domu. Ona w niej żyła, dojrzewała, aby w pełnej postaci ukazać się i doprowadzić do tragedii. Zaczęło się całkiem niewinnie. Późniejsze powroty, mocny makijaż. Potem było już tylko gorzej. Aresztowanie, kradzieże. Pogarszały się także stosunki z rodzicami. Dziewczyna nie potrafiła już z nimi rozmawiać. Za to świetnie opanowała lekcje Renatki – pyskówki, docinki, obrazy.

Wspólne akcje z Renatą, osamotnienie, uległość Edka, brak kontaktu z rodzicami – to czynniki, które uwolniły w Teresce bestię. Film „Cześć, Tereska” Roberta Glińskiego ukazuje proces demoralizacji: od dziewczynki śpiewającej w chórze kościelnym do potwora gaszącego pety na nodze kaleki. To dosyć krótki proces, jak dowodzi film. Okazało się, że zło, którego kiedyś sama doświadczyła bohaterka, jest jak energia – nie ginie w przyrodzie. Była nim tak „naładowana”, że musiała się wyładować. Nie obyło się bez ofiar.

Dorota Zalewska

Warszawa w rytmie dubstepu

Efekty specjalne. Stroje. Scenografia. To elementy najnowszego filmu Jana Komasy „Miasto44”, które pozostaną w naszej pamięci jako zjawiskowe, nadzwyczajne. Inne zaś budzą wiele kontrowersji. Dla jednych jest to najlepszy polski film wojenny, ale znajdą się także zagorzali antyfani, mówiący, że stanowi on profanację Powstania Warszawskiego.

Początek filmu rozpoczyna się pogodnie. Ujmujące są sceny, kiedy Stefan (Józef Pawłowski) opiekuje się swoim młodszym braciszkiem. Poznajemy głównego bohatera jako chłopaka troskliwego, rodzinnego, ciepłego. Egzystuje gdzieś obok Polskiego Podziemia. Jego życie zmienia się o 180 stopni, kiedy Kama (Anna Próchniak) wprowadza go w szeregi Armii Krajowej. Do tego momentu film jest taki, jak należy. Następuje ciekawy wstęp do dalszej, zapierającej dech w piersiach akcji w istnym piekle. Pierwszą sceną, która „wyrywa” widza ze spokojnego oglądania, jest lecąca z prędkością 10 km/h filiżanka. Następuje efekt zaskoczenia i nieoczekiwany rzut na matkę Stefana (Monika Kwiatkowska) rozbijającą wszystko, co ma pod ręką. Takie zastosowanie slowmotion jest ciekawe, niespodziewane, wręcz intrygujące. Niestety jest to jedyne w filmie dobrze wykorzystane zwolnione tempo. Zastosowane zostaje ono w scenach takich jak bieg Stefana na cmentarzu w rytm piosenki Czesława Niemena („zgrzyt” polega na sztucznym umieszczeniu tego jakże pięknego, sentymentalnego utworu), podczas pocałunku Stefana i Biedronki (Zofia Wichłacz) wśród deszczu pocisków (obraz rodem z Ameryki) czy w momencie skoku Stefana z łopatą na esesmanów (pierwszą myślą, która przyszła mi do głowy: istny Neville w II cz. Harrego Pottera Insygnia śmierci). To oczywiste, że kino ewoluuje, także polskie, ale parafrazując maksymę zaciągniętą z Biblii „oddajmy Polsce, co polskie, Ameryce, co amerykańskie”. Takie współczesne „wstawki” wydają się polskiemu widzowi dość sztuczne, trochę śmieszne, a przecież dla niego ten film jest przede wszystkim stworzony.

Szczególną uwagę należy skierować na aktorów drugoplanowych takich jak Antoni Królikowski, Monika Kwiatkowska, Michał Żurawski, Tomasz Schuchardt. To z ich ust wypłynęły znaczące, ściskające gardło kwestie. Należą do nich słowa „Beksy” (Antoni Królikowski) chwilę przed śmiercią: „Zapraszam do mnie, na urodziny. Od kilku godzin mam całe 19 lat. Nie sądziłem, że tak je spędzę…” czy też fragment rozmowy „Czarnego” z „Kobrą”:  „To są moi ludzie, są do Pańskiej dyspozycji. – Te dzieci?”. Świetność tych właśnie cytatów polega na ich prawdziwości, ukazanym w nich dramatyzmie sytuacji, jaką jest wojna. Jest to opozycja do ckliwych, naiwnych dialogów głównych bohaterów, równoważą je, co ratuje patriotyczny wyraz filmu.

Od filmu historycznego wymaga się autentyzmu. Powstanie warszawskie to tylko tło do szeregu wydarzeń, faktów, postępowań ludzi. Oprócz wiarygodności historycznej ważna jest też prawdziwość obyczajowa. Z tym u Komasy pojawiły się pewne niedociągnięcia, niuanse. Jak wspominają powstańcy, powstanie to najlepszy czas w ich życiu – mogli swobodnie strzelać do okupanta, doświadczyli trudnej do odtworzenia wspólnoty. Ta wspólnota nie jest ukazana należycie – kiedy „Biedronka” szuka miejsca w piwnicy i kobieta krzyczy: „Miejsca nie ma!”, chociaż widoczna jest spora przestrzeń pod ścianą… Chęć walki w obronie ojczyzny u głównych bohaterów także ulega „spłyceniu”. Nie jest to obraz przeciętnego Warszawiaka żądnego niepodległości, ale osób postronnych, nielicznych. Honor to rzecz najświętsza, szczególnie u wyszkolonych oficerów. Scena próby gwałtu „Biedronki” przez jednego z wyższych wojskowych jest po prostu ośmieszająca, nieprawdziwa. Kolejnych takim przykładem jest ślub „Kobry” z Beatą (Karolina Sitaniec). Zachowują się oni jakby ich najbliższym celem była dyskoteka, a nie związanie dwóch dusz. Zawieranie sakramentu małżeńskiego w tym czasie nie było rzeczą niespotykaną, ale nie w takiej formie. Było to coś podniosłego, świadczącego o poważnym planowaniu swojej przyszłości.

Główni bohaterowie. Dają wiele do życzenia (z wyjątkiem Zofii Wichłacz). Są oni jednowymiarowi, nie ewoluują wraz z postępem akcji. Stefan jest przykładem typowego mężczyzny, potrafiącym wykorzystać każdą okazję(mam na myśli zdradę „Biedronki” z Kamą). Za grosz w nim bohaterstwa i przyzwoitości. Kama. Na twarzy Kamy od początkowej sceny z jej udziałem widać pożądanie wobec Stefana. I tak już zostaje do końca… „Biedronka” to niewinna, trochę naiwna istota, jednak najbardziej odważna z wyżej wymienionych. Nie łączy się to może z pobudkami patriotycznymi, ale jednak podejmuje jakieś działanie. Postaci te żyją jakby w swoim świecie. Przez przypadek znaleźli się w ogniu pocisków i wśród stosów nieżywych ciał.

Miasto44 niewątpliwie porusza bardzo ważny aspekt historii Polski, jakim jest Powstanie Warszawskie. Pomimo przerysowania niektórych scen (wstępne także o końcowym monologu Kamy na celowniku czołgu) w dużym stopniu obrazuje dramatyzm tamtych 63 dni. Nieważne czy film jest arcydziełem czy też nie, ale jedno jest pewne: zmusił Polaków do narodowej dyskusji. A oto zapewne reżyserowi chodziło.

Agnieszka Bąk

https://www.youtube.com/watch?v=VCnPe5bBnAU

Często wracam do zespołu Myslovitz. Może dlatego, że lubię wsłuchać w tekst ich piosenek. Trudno jest mi wybrać jeden utwór, ale ostatnio na okrągło słucham „Mieć czy być”. Ta piosenka trochę mówi o mnie: „Strach przed lataniem i głód doświadczeń” i pobudza do działania „Upadamy wtedy, gdy nasze życie przestaje być
codziennym zdumieniem”. Biorę ten tekst do siebie i za każdym razem, kiedy ją słucham, próbuję wyciągać wnioski, jak żyć :)

 

cytaty_z_piosenek_rock_myslovitz__2014-10-14_10-02-46

Kilka słów o nas

Dorota: Film to moje główne zainteresowanie od dawna, ale dopiero niedawno odważyłam się na posmakowanie X muzy w praktyce. Wspólnie ze znajomymi próbuję swoich sił w tej dziedzinie. Moja domena to organizacja planu :P Swoją przyszłość wiążę z filmem, choć szczegóły ów planu nie są znane nawet mnie :) Ponadto jestem nałogowym słuchaczem muzyki – w domu zawsze COŚ gra – bez ograniczeń gatunkowych. Czasem brzdąkam sobie na gitarze.  Mile widziana także książka – biografie i autobiografie ciekawych postaci znajdą na pewno miejsce w moim domu.

Agnieszka: Uwielbiam film i wszystko, co z nim związane. W przyszłości chciałabym wybrać się na filmoznawstwo praktyczne lub scenopisarstwo. Jestem w trakcie kręcenie dwóch filmów krótkometrażowych jako operator. Lubię też fotografię, podróże po Europie, zumbę i szeroko pojętą kulturę. Kocham chodzić do teatru (szczególnie na spektakle komediowe).

 

10848057_371965409650881_591186071450268217_n1234599_386247251477935_1641613484_n