Relacje z wyjazdu do Warszawy

I już w domu! Szkoda, że tak szybko się to wszystko skończyło. Tak jak w zeszłym, tak i w tym roku było wszystko bardzo dobrze zorganizowane. Zakwaterowanie w bardzo przyjemnym miejscu, smaczne posiłki, ciekawe zwiedzanie miasta, miła atmosfera, czysty profesjonalizm. Ale to były te przyjemności ;) Najbardziej stresujący był pokaz projektów i rozmowa z ekspertem. Pan, z którym mieliśmy przyjemność rozmawiać, zadawał bardzo szczegółowe pytania. Musieliśmy się chwilę zastanowi, jak odpowiedzieć. I tak jak w zeszłym roku miałam wrażenie, że dopiero wtedy poznajemy swój projekt, kiedy to właśnie musimy o nim opowiedzieć i wyjaśnić, co jest w nim takiego wyjątkowego. Trudna była to sprawa. Na szczęście nasza ekipa dała radę (bez pomocy nauczyciela! :D ). Potem już tylko w końcu zacząć oddychać pełną piersią i swobodą :) Ta rozmowa to chyba najbardziej i najmniej wyczekiwany punkt całego przedsięwzięcia, ale to kwestia sporu ;p Te 3 dni zleciały stanowczo za szybko (i tu można powiedzieć, że szczęśliwi czasu nie liczą)!
Kolejne spotkanie z historią, spotkanie z namacalnymi faktami, nie wyobrażeniami. Kontakt z przeszłością. To prawdziwy wyjątek w naturze czasu. A jednak możliwy, a jednak.. Dobrze, że powstał ten projekt. Piękne świadectwo patriotyzmu.
Zastanawiam się, ile jeszcze nasza ojczyzna kryje w sobie, ile jeszcze jest niezbadanych spraw. Ale też.. zastanawiam się, ile spraw już nie odkryjemy, ile osób poległo w walce o kraj. Wolny kraj. Może wchodzę już na inne pola tematowe, ale jestem dumna z tego, że jestem Polką oraz z tego, że czynnie uczestniczę w znajdywaniu tajemnic naszego narodu.
Uff. Podsumowując: same plusy ;)

 

Koniec tuż, tuż…

Tablice przygotowane! Jak pisałam tydzień temu, na ostatnim spotkaniu musieliśmy się wykazać artystycznie w przyczepianiu napisów i zdjęć do tablic. Chcieliśmy, żeby wszystko wyglądało ładnie i schludnie, więc dłuuuugo siedzieliśmy w szkole. Na drugi dzień opuszki palców bolały od wbijania szpilek! Auć…
W niedzielę do stolicy!
Pozdrawiamy z Ostrzeszowa! :)

Trudne wybory :)

Wczoraj, 8 maja, jak zawsze we wtorek mieliśmy spotkanie naszej grupy projektowej. Tym razem naszym zadaniem był wybór zdjęć do wywołania, które mieliśmy wykorzystać do wykonania plansz pokazowych. To była chyba najtrudniejsza rzecz do zrobienia :) Oczywiście śmieję się, ale prawdą jest, że z tego co mamy, chcemy zrobić coś wyjątkowego, żeby zainteresować jak najwięcej osób naszym tematem. Naszą wspólną historią. Wybory były trudne, ale w końcu wspólnymi siłami wybraliśmy najlepiej odzwierciedlające temat fotografie. A za tydzień… kolejne zadanie, trochę bardziej estetyczno-artystyczne, przygotowanie tablic! :D Miejmy nadzieję, że będziemy mieli wtedy wenę do pracy :)

Pozdrawiamy!
Pracusie :)

 

No to montujemy!


Materiały zebrane, czas coś z tym zrobić!

18 kwietnia w domu naszego kolegi, dzięki uprzejmości jego rodziców mogliśmy popracować nad naszym materiałem przy użyciu profesjonalnych programów i w przyjemnej atmosferze :) Była kawusia, pyszne ciasteczka, czworonożna towarzyszka- Tigra, która świetnie odnajduje się w naszym towarzystwie. Nie zabrakło też rozmów na polu dorosły-nastolatek o obowiązkach domowych i nauce, ale wszystko w bezkonfliktowej atmosferze :p My tu gadu gadu, a materiał zaczął nabierać kształtów! Oczywiście o wiele dłużej wszystko by to zajęło, gdyby nie doświadczenie mamy Marcina. Koniec końcem wszystko zostało przysłowiowo dopięte na ostatni guzik :)

Efekty naszej pracy będziecie mogli zobaczyć już w Warszawie na rozstrzygnięciu projektu :)

Nagrywamy film

Nadszedł wreszcie dzień, w którym postanowiliśmy nakręcić nasz film. O umówionej godzinie udaliśmy się więc do muzeum na spotkanie z panią Mirosławą Rzepecką. Na miejscu spotkaliśmy mamę i tatę naszego kolegi Marcina, którzy od ubiegłego roku bardzo pomagają nam przy realizacji projektów. Byli trochę wcześniej niż my i obfotografowali cała ekspozycję abyśmy mieli także bogaty materiał fotograficzny., Po uzgodnieniu szczegółów rozpoczęliśmy nasze spotkanie z historią.Pani Mirka w bardzo ciekawy sposób opowiadała o obozie jenieckim, który znajdował się w naszym mieście w czasie wojny i pokazywała wspaniałe eksponaty zgromadzone w naszym muzeum.Rozmowa trwała około 60 minut. W jej trakcie staraliśmy się przy pomocy pytań jak najwięcej się dowiedzieć. Po zakończonej wizycie udaliśmy się na spacer po naszym mieście aby uwiecznić wszystkie miejsca, w których przebywali jeńcy. Byliśmy w Zespole Szkół Zawodowych nr 1, na miejscowym cmentarzu, przed budynkiem Liceum Ogólnokształcącego nr 1 i Zespołem Szkół Zawodowych nr 3, a także tablicą informacyjną, która znajduje się przy ulicy Zamkowej. Na koniec poszliśmy do klasztoru Sióstr Nazaretanek. Tam spotkała nas niemiła przygoda, bo jeden z panów pracujących  w tym miejscu bardzo brzydko nam naubliżał nie za bardzo rozumiejąc czym się zajmujemy. Pomimo tego nieprzyjemnego incydentu udało nam się zebrać bardzo ciekawy i różnorodny materiał, więc film który zrealizujemy będzie bardzo ciekawy.

Wizyta w muzeum i spacer po Ostrzeszowie cz.2

 Pisanie na blogu tak mnie wciągnęło, że staram się notatki uzupełniać przynajmniej co drugi dzień. Chciałabym dokończyć, a przynajmniej przedstawić jakaś część wizyty w muzeum. Jak już napisałam wcześniej mieliśmy lekcję muzealną. Dziś napiszę drugą część, postaram się jak najlepiej przedstawić przebieg wydarzeń.

 

W małej salce przy wejściu, od której zaczęliśmy zwiedzanie, były nie tylko zdjęcia. Znajduję się tutaj gablota, w której umieszczone pieniądze obozowe, spinki od mankietu itp. Lecz jest tu jeszcze jeden przedmiot, a raczej urządzenie. Aparat fotograficzny, z którego pochodzi mniej więcej 90% zdjęć z obozu. Jak to ujęła Pani Rzepecka (która prowadziła lekcję) „jeńcy tak obfotografowali swoje środowisko, że można określić co dokładnie działo się w obozie”. I tak też trafiliśmy do następnej-głównej sali z pamiątkami. Od ilości mieni się w oczach na samym wejściu. Pośrodku stały ustawione w koło mundury oficerskie, które równocześnie nadawały ruch kolisty przemieszczania się po sali. Postaram się napisać w skrócie, o tym co dowiedzieliśmy się od Pani Mirosławy Rzepeckiej. Życie obozowe nie wyglądało tak jak w Auschwitz czy innych tego typu obozach zagłady. Wręcz przeciwnie. Oficerzy mogli czuć się prawie jak w domu, tylko że… za grubym murem. Jeńcy na codzień mieszkali między innymi w dzisiejszym Zespole Szkół nr 1,1  Liceum Ogólnokształcącym, Zespole Szkół nr 3. „Wieczorem maszerwoali ulicami miasta do mycia”. Prysznice znajdowały się w zabytkowym Klasztorze Sióstr Nazaretanek. Pod okiem niemieckich żołnierzy mogli wychodzić na spacery poza obóz. Dlatego Ostrzeszów nazywany był mianem „miastem za kratami”. Jeńcy bardzo lubili ruch na świeżym powietrzu. Dlatego codzienne ćwiczenia, zabawy i zawody na placach sprawiały im dużo radości. Działała orkiestra obozowa. Mieli rónież bardzo dobrze zaopatrzoną bibliotekę. Stworzono również teatr! Mężczyźni grywali role zarówno męskie, jak i żeńskie. Grywali w różne gry planszowe, np. szachy.

Gdy do obozu nie docierały jeszcze skrzynki z zaopatrzeniem z Czerwonego Krzyża, ostrzeszowianie pomagali Zamkniętym jak tylko umieli. Często odmawiali sobie chleba, by dostarczyć go do obozu. 

Do obozu trafiali oficerowie, najczęściej norwescy. Dostawali oni wówczas kartki, które dosłownie można przetłumaczyć, jako: „ZAPROSZENIE DO ARESZTOWANIA”. Teraz, w naszych czasach może nam sie to wydawać śmieszne, ale wtedy ludzi naprawdę pakowali walizki stawiali się na umówione miejsce i czekali na wywiezienie w miejsce, o którym nie mieli pojęcia. Jeńcem wojennym można jednak było zostać dobrowolnie! Tak, tak. To też wydaje się dziecinne. Jednym z takich jeńców był lekarz, drugim duchowny. Odgrywali bardzo ważną rolę w życiu tych ludzi.

CDN.

Jakie zadania wykonywali, jak odwdzięczyli im się jeńcy, jak wyglądał pogrzeb zmarłego w obozie oficera, co zawarte było w paczkach z Czerwonego Krzyża? O tym napiszę następnym razem! ;)

Wizyta w muzeum i spacer po Ostrzeszowie cz.1

Dzień zapowiadał się bardzo pogodnie. Był 26 marca dokładnie tydzień temu. Mieliśmy umówioną lekcję w Muzeum Rejonowym w naszym mieście. Dotarliśmy na miejsce weseli, bo na dworze było bardzo cieplutko, a Słońce chyba każdemu poprawia humory, nawet jeśli przed nami stało bardzo ważne zadanie, od którego zależała reszta naszej pracy :) Dotarliśmy przed południem. W muzeum zastaliśmy już rodziców Marcina, którzy  nagrywali całą „operację” oraz P. Mirosławę Rzepecką, która miała nam opowiedzieć o obozie jenieckim OFLAG XXIC, w którym przebywali nasi bohaterzy, czyli jeńcy norwescy.  W pierwszej salce znajdowały się zdjęcia z przekazania eksponatów przez Eyvind’a Grund’a, szkice miejsc, gdzie przebywali jeńcy, a także deski ze skrzynki, w której znajdowały się pakunki z Czerwonego Krzyża. Ciekawostką była mapa, która została opracowana przez jednego z przetrzymywanych, za pomocą długości wykonanych przez… stopy! Możecie sobie wyobrazić nasze miny, gdy się o tym dowiedzieliśmy ;) . Bardzo zaciekawiła nas historia, która nie do końca była związana z tamtymi czasami. Otóż, gdy Pan Grund pierwszy raz dotarł do Ostrzeszowa (to było w czasach PRL’u) z bardzo dobrym aparatem na szyi i mapą w ręku, chodził po uliczkach naszego miasteczka, został złapany przez milicję, ponieważ nie można było mieć… aparatu! Tym większe zdziwienie dopadło jednostkę, kiedy spojrzeli na mapę w rękach cudzoziemca i zamiast ulicy Zamkowej znajdowała się… Adolf Hitler Strasse! Całe szczęście Pan Grund zdołał się wygramolić spod ręki władz.

CDN.

 

Niestety muszę skończyć na tym, ponieważ czas nagli do zadań domowych, ale postaram się jak najszybciej dopisać następną część :)

Zaczynamy :)

04.01.2012r. odbyło się pierwsze spotkanie grupy projektowej z Ostrzeszowa. Od tego czasu minęło już parę spotkań. W między czasie podzieliliśmy się zadaniami. Szukaliśmy materiałów i informacji.  Głównym obiektem zainteresowania zespołu stało się muzeum mieszczące się w naszej miejscowości. Wybraliśmy się do muzeum całą klasą. Nie ujawniliśmy, kto jest w grupie projektowej. W muzeum znajdują się pamiątki, dokumenty i zdjęcia pochodzące z obozu jenieckiego, który istniał tutaj w czasie okupacji. Byli tutaj przetrzymywani Bułgarzy, Holendrzy, Włosi, ale przede wszystkim Norwedzy. I na nich właśnie skupiliśmy swoją uwagę. Skontaktowaliśmy się z Panem o nazwisku Eyvind Grundt, który jest synem jednego z jeńców wojennych. Pan Grundt posiadał wiele cennych pamiątek, które przekazał do Muzeum Regionalnego im. Władysława Golusa w Ostrzeszowie. Chcieliśmy przeprowadzić z nim wywiad, ale niestety Pan Grundt ciężko zachorował i leży w szpitalu. Postanowiliśmy pójść do muzeum, by poznać bliżej historię życia obozowego. Wyruszamy w poniedziałek, a notkę ze sprawozdaniem, udostępnimy w najbliższym czasie!